Pięć wydarzeń przed weekendem

bosman_plama dnia 14 listopada, 2014 o 8:59    56 

Tydzień, jak wiadomo, dzieci miał siedmioro. Wszystkie one mają pewne imiona, ale niekoniecznie je pod nimi zapamiętujemy i poprzez nie kojarzymy. Np. pół piątku, sobota i kawał niedzieli funkcjonują częściej jako “weekend” niż pod swoimi imionami. Poniedziałek to smutne westchnienie. Czwartek był dawniej dniem, w którym w jedynej telewizji leciały kryminały (czasem nawet amerykańskie). Oprócz tego kojarzymy dni z wydarzeniami. I o nich właśnie chciałem dziś napisać.

W poniedziałek nie wzdychałem wyjątkowo nad niesprawiedliwością krótkiego weekendu, ponieważ siedziałem jeszcze w Lublinie na konwencie miłośników fantastyki Falkon. Ponieważ konwentowi patronowały m.in. MSI i Techland, gry były tam obecne, choć nie jakoś widowiskowo. Stanowisko MSI znajdowało się w części targowej, zaraz naprzeciw głównego wejścia. Porozstawiano tam kilkanaście laptopów, na widok których części graczy popękały żyłki w oczach od nagłego ataku chciwości, był to bowiem sprzęt stworzony przede wszystkim do grania. Przypominały nam o tym filmiki reklamowe nadawane z wszechobecnych monitorów. Na jednym z moich ulubionych filmików śliczna nastolatka ubrana a’la Lara tuliła laptopa, a nawet chyba dawała mu całusa. Udostępniony sprzęt oblegały hordy toczące zacięte boje w jakąś mobę, a zatem – jak dla mnie – alternatywną rzeczywistość grową.

metroCo nie dziwi, na stanowisku, na którym ja spędziłem większość czasu, można było zagrać sobie w “Metro 2033”. Prócz wydania na konsolę dostępna była też gra planszowa. Obie cieszyły się sporym zainteresowaniem, ale grający w planszówkę mogli naprawdę coś wygrać.

Niestety, ze względu na obowiązki, nie odwiedziłem żadnej growej prelekcji, nawet takiej, na której zastanawiano się po co w ogóle grać. Może trafiłbym na taką, gdyby doprowadziły mnie na miejsce jakieś hostessy, ale na konwentach ewentualne hostessy nie miałyby łatwego życia za sprawą cosplayerek. Przebieranie się za bohaterów gier, filmów, komiksów i książek robi u nas coraz większą karierę. Nie wiem co musiałaby wyrabiać hostessa, by zostać zauważoną na tle coraz ciekawiej poprzebieranych fanów. Jedną hostessę dostrzegłem – wędrowała po targach całkowicie zagubiona. I nawet fakt, że była ubrana tak, by nic przypadkiem nie zasłonić w niczym jej nie pomagał.

ciri1Trafiła się nawet jedna cosplayerka przebrana za postać z gry, której jeszcze nie ma na rynku. Skoro jednak jej twórcy sami podpowiadają jak powinien wyglądać kostium Ciri, to nic dziwnego, że znaleźli się już tacy, którzy podjęli wyzwanie. Ciekawe, czy w przyszłym roku Ciri wyprą Daeneryski? Bo dotąd właśnie Daenerys należała (obok assasynów) do najpopularniejszych przebrań.

Wtorek, to jak wiadomo, dzień patriotyczny. Ponieważ nie uczestniczyłem w grze w zbijanego z warszawską policją, spróbowałem znaleźć dla siebie inny sposób na okazanie przywiązania do wartości. Upierałem się, że chcę zagrać w coś, czego wcześniej nie znałem, wygrzebałem Eastern Europe at War – kampanię wieloosobową do Battle for Wesnoth. Naiwnie sądziłem, że napiszę Wam o niej szczegółowo właśnie dziś, zdołałem jednak rozegrać tylko jedną wojnę i to jeszcze wyłącznie z komputerem. Grałem oczywiście Rzeczypospolitą – przeciw Turkom, Szwedom, Habsburgom, Rosji, za to w sojuszu z Ukrainą. Ukraina owego sojuszu nie przetrwała, ale Rzeczypospolita zakończyła kampanię triumfem.

bfwHusarii wśród jednostek do wyboru tu nie widać, ale naprawdę jest, jako super wypasiony oddział znajduje się poniżej kolesia z flagą.

Powyższy opis brzmi trochę jak opis Europy Universalis? Nic bardziej mylnego. W Battle for Wesnoth ekonomia sprowadza się do zajmowania odpowiedniej ilości wiosek generujących przychody i umiejętnego rozdzielania pozyskanej kasy. Poza tym to strategia turowa, w której nasze rozmaite jednostki muszą dokopać cudzym rozmaitym jednostkom na jednej z dziesiątek, jeśli nie setek map. Przy czym zaczęło się to wszystko od opowieści o zmaganiach elfów, ludzi, orków, krasnoludów, smoków i im podobnych. Ale że gra tworzona jest za darmo i każdy może mieszać w niej jak chce, roi się w niej od przedziwnych czasem kampanii. Eastern Europe at War, w którym możemy m.in. przypuszczać szarże husarii na tureckie artylerie to jeden z takich modów. Mnie sprawił wiele frajdy, choć statystyki oddziałów mocno mnie zaskoczyły. Tu rzeczywiście wystarczy czasem jedna szarża kawaleryjska (no dobra, dotyczy to głównie husarii) albo jedna salwa artyleryjska, by zmieść z powierzchni ziemi wypasioną jednostkę. A szwedzka piechota może się śnić po nocach. Do tego wprowadzono w tej kampanii flotę, która ma znaczenie nie tylko transportowe i może zaważyć na losach kampanii. Długo starałem się prowadzić swoje armie z dala od rzek i jezior, bo ostrzał floty dawał popalić.

Kto zna BfW (a pewnie wszyscy znają) może się trochę zdziwić, bo osiągi jednostek są tu znacznie wyższe niż w podstawce. Więcej o Eastern Europe at War, gdy rozegram kilka wojen każdą z frakcji.

EDWszelkie obrazki z Elite Dangerous pochodzą z materiałów dostarczonych przez Frontier Developments.

Środa nie jest czymś, co wspominam wyjątkowo dobrze, bo musiałem wreszcie dotrzeć do pracy. W związku z czym wstyd się przyznać, w nic tego dnia nie zagrałem. Za to podjąłem heroiczny wysiłek kolejnego (czwartego już chyba) podejścia do ósmego tomu sagi Eriksona. Wiecie, tej niekończącej się dziesięciotomowej opowieści o zmaganiach potęg i armii w świecie pełnym bogów i magii. Ósmy tom jest straszny, co przyznają czasem nawet najwięksi fani. No i ja się od niego ciągle odbijam.

Myto-ogarow-_bn39153Wygląda groźnie i tajemniczo. A jednak ciągle nie mogę zmóc tego tomu. Co gorsza kumpel powiedział, że mogę go sobie odpuścić, bo: “w sumie coś ważnego dzieje się dopiero na końcu a to i tak streszczają w następnym tomie”.

Co nie zmienia faktu, że wyrastający z autorskiego RPGa świat Eriksona jest stworzony nie tylko z rozmachem ale konsekwentnie. Może nieco zbyt dużo w nim starożytnych ras, które upierają się, by co i rusz powracać z otchłani czasu, a ilością herosów i skomplikowaniem relacji między nimi Erikson zawstydza Marvela i DC razem wzięte, przez co czasem trudno się połapać kto kogo za co akurat nienawidzi, ale i tak ten świat potrafi zafascynować. I jest wręcz stworzony do gry, czegoś w rodzaju ostatniej gry o Śródziemiu na przykład. Albo do obłędnej strategii. Albo do czego sobie zamarzycie, nawet Sims by tu pasowało, tylko zamiast ślicznych neomieszczan budowalibyśmy sobie bogów i półbogów o mocach o charakterach porównywalnych z Wielkim Przedwiecznym.

Inna sprawa, że cały świat interesował się tego dnia zupełnie inną grą. Choć w podobne gierki – jak wylądować astronautą na powierzchni księżyca – grałem już chyba na ZX Spectrum, to jednak odwiedziny ludzkości na komecie śledziłem z zapałem. Świat zaczął doganiać gry?

Za to czwartek… Ooooo…

W czwartek miałem okazję odwiedzić hotel, jakiego zwykle nie odwiedzam, bo mnie nie stać. Gdy przyszedłem Nitek i Makbeton zajadali się już ciastkami i toczyli zaangażowane dysputy z dwoma obcokrajowcami, którzy wędrują obecnie po Europie by opowiadać o Elite Danderous. Ponieważ pierwsza taca ciastek zaczęła się kończyć a gikzowicze zerkali z coraz większą tęsknotą na sprzęt grający, gospodarze zlitowali się wreszcie i dopuścili nas przed stery.

Będę szczery. Na co dzień nie gram w takie rzeczy. Choć zgadzam się z twórcami gry, że to nieprawda iż ludzie (co tam ludzie – gracze) nie czekają na kosmiczne symulacje, to jednak skupiony na cRPGach i strategiach ciągle odkładam zabawę w kosmiczne strzelanie na później (czyli chyba na przyszłe życie, albo cuś). Dlatego gdy zasiadłem przed sterami kosmicznego myśliwca, moje starania były raczej pocieszne.

nitek2Gdybyście chcieli wiedzieć jak wygląda Nitek bez maski konia na twarzy, to proszę bardzo. W tle Makbeton (głowę ma uciętą celowo, bo nie wiem, czy chciałby się nią chwalić) rozmawia o tym, jak bardzo nienawidzi konsol. Zdjęcie zrobiono komórką i w dodatku zrobiłem je ja, więc wygląda jak wygląda.

Co nie zmienia faktu, że dosłownie odleciałem. A wszystko to za sprawą sprzętu, który nałożono mi na oczy. Granie w oculus odsłaniającym nie tylko trójwymiarowe przestrzenie kosmiczne, ale przede wszystkim widok na kokpit (w tym na ręce gracza i dłonie operujące po przyrządach) trudno porównać do jakiegoś innego doświadczenia. Chyba, że naprawdę lataliście kiedyś statkiem kosmicznym.

“Mam nogi! Mam nogi!” – pokrzykiwał Nitek, a Makbeton tylko uśmiechał się – tajemniczo, albo z politowaniem. Miał prawo do takich uśmiechów. O ile ja szybko pozbyłem się sprzętu z twarzy, bo moje oczy zaczęły lekko protestować (może ze względu na lekko niedopasioną rozdzielczość), a Nitek został kilkukrotnie zamordowany przez obce myśliwce, to Makbeton wymiatał. Pomścił Nitka i w ogóle siał terror i zniszczenie.

O grze więcej napisze Nitek. Ja przyjąłem z ulgą informację, że da się w nią grać na padzie, bo na zakup tak wypasionego sprzętu bym się chyba nie poważył (trzeba jeść). Pytanie tylko czy ci, którzy doświadczyli oculusa będą w stanie łatwo powrócić do zwykłego świata?

Na szczęście, dzięki Nitkowi, pozostawiliśmy niezapomniane wrażenie. Po minach gospodarzy poznałem, że w chwili, gdy wyjął z plecaka maskę zaczęli się obawiać o życie. Później zapewniali (zapewne na wszelki wypadek), że Polska jest fajna i w ogóle Polacy są weselsi  niż np. taki jeden naród leżący na zachód od nas, ale miny już do końca mieli niewyraźne.

Dodaj komentarz



56 myśli nt. „Pięć wydarzeń przed weekendem

    1. nufiko

      @slowman

      Ja bym się skusił leży u mnie w bibliotece od czasu, jak na koniec wyprzedaży zamieniłem komplet kart na grę. Ale raczej preferowałbym od początku, bo jeszcze nie grałem. No i też weekendy odpadają raczej, bo od kilku tygodni mam problem z wygospodarowaniem czasu w weekendy wieczorem na granie (zwykle jestem z dala od myszki a na trackpioncie się słabo w dynamiczne rzeczy ciupa).

  1. nacho66

    Bosman, twoja tworczosc sprzedaja w Biedronce tu obok. Razem z grami od cdp 😉 Zamierzam nabyc i licze na to, ze bedzie lepsze od oryginalu, bo proza Gluchowskiego mnie zanudzila okropnie. Chyba od 3 lat probuje dobrnac do konca M2033

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @nacho66

      Jeśli nie podobał Ci się oryginał, to Dzielnica obiecana ma szansę, bo zauważyłem prawidłowość – najwięksi fani serii nie są moją wersją zachwyceni, a ci, którzy do serii mają stosunek chłodny, moją wersję lubią:).

      A Biedronka chyba niedługo wygryzie Empik w roli największego sprzedawcy książek:P.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @MusialemToPowiedziec

          Opinia światowa wyrazi zdanie, gdy przeczyta:D. Na razie nie czytała. Ale można by to trochę sprawdzić na przykładzie “Korzeni niebios”. Tej części ortodoksyjni fani w Polsce bardzo nie lubią, ponieważ mocno odchodzi od typowej stylistyki serii. Prawdę mówiąc nie wiem jaki był jej odbiór na świecie.

    2. Caldur

      @nacho66

      Mnie się “Metro” w wykonaniu Bosmana całkiem podobało – sporo interesujących opisów rzeczywistości “postapo”, sama historia może nie powala, ale rozwija się płynnie i nie ma jakichś wymuszonych dłużyzn.
      “popielni”, czy Muzeum były boskie 🙂

      Można zadać pytanie? Z prologu można było wywnioskować, że przynajmniej część historii będzie opowiedziana z punktu widzenia “władcy lalek” – potem zmieniła ci się koncepcja, czy chciałeś coś zostawić na część drugą? 😉

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @Caldur

        To dość skomplikowana sprawa. Początkowo otrzymałem informację, że jedną z zasad uniwersum jest nie opowiadanie historii z punktu widzenia mutantów. Dlatego Pasterza zbyt wiele w powieści nie ma. Prolog dopisany został później i nie byłem pewien, czy mi go przyjmą właśnie ze względu na postawienie tej postaci w centrum.

        Nie chciałem częściej oddawać jej głosu, bo trzeba by do tego dopisać trzeci wątek, a tego by już powieść – w tej formie – nie uniosła. I tak przekroczyłem niebagatelnie ustalony limit znaków.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Beti

      Jezus nie tylko się pojawił, ale ganiał uzbrojony a to w maczugę, a to w śrubokręt Doctora Who. Podobno stoczył też pojedynek na arenie, ale niestety zapomniałem z kimś. Zdaje się, że z jakąś postacią z kreskówki.

      Jakiś facet w głowie konia też się pojawił. Ale nie miał postury Nitka, więc to raczej nie on. Pewnie cosplayowiec przebrany za Nitka:D.

      1. Makbeton

        @Caldur

        rozdzielczość jest mniej więcej taka jakbyś miał pingle mojego kuzyna na oczach (mój kuzyn jest ślepy jak nietoperz) więc kupić to na chwile obecną to czysta strata pieniędzy natomiast potencjał w tym panie przeogromny, chociaż nie wyobrażam sobie grania w to w dcsa, może jak się człowiek nagimnastykuje i upcha wszystko na joya i zapamięta bedzie git. Bardziej bym to widział w RoF nawet nie ze względu na mała ilośc zegarów tylko wg mnie najlepsze chmury w simie i wrażenia ze śmigania pomiędzy nimi muszą być obłędne

  2. Kerdej99

    Ja zacząłem ostatnio “Przypływ Nocy”… i o ile poprzednie 4 części przeczytałem w nowym wydaniu, czytając je kiedyś tam wcześniej, to teraz początki na nowym kontynencie są trudne- ale wierzę, że to się na pewno jakoś połączy. Ciekawe czy ktoś zrobi(ił?) oś czasu ze wszystkimi wydarzeniami z 10 książek. 🙂 Mimo wszystko świetne są, aż jestem ciekaw co takiego w tym “Mycie” będzie.

  3. slowman

    “Mój prawie paragraf 22”

    Postanowiłem odbyć praktyki w szpitalu. Ze strony Biura Karier mojej uczelni ściągnąłem stosowny druk będący umową do zawarcia między uczelnią a praktykodawcą, który wraz z podaniem zaniosłem do praktykodawcy, by ten podpisał umowę, dzięki czemu mógłbym załatwiać (zgodnie z instrukcją na stronie BK) całą rzecz na uczelni. Praktykodawca zaś zaczął mówić, że wprowadzam go w błąd, bo powinienem mieć skierowanie na praktyki z uczelni. W związku z tym uciekłem od praktykodawcy by zadzownić do BK – nic nie wiedzą o żadnych skierowaniach. Potem zadzwoniłem do mojego Instytutu – nie wypisują, bo nie mam praktyk w programie studiów. Teraz zastanawiam się, czy zaświadczenie z uczelni o braku możliwości wypisania takiego skierowania spowoduje, że praktykodawca napisze do uczelni list z informacją o niemożności przyjęcia mnie na praktykę z powodu braku skierowania.

    A jak minął Wasz dzień?

    1. aihS Webmajster

      @slowman

      A wpłaciłeś już pierwszą ratę za odbycie bezpłatnych praktyk? Jeżeli nie to musisz iść na pocztę, a potem z druczkiem takim po znaczek skarbowy. Masz szczęście, że już piątek bo tak tylko dwa dni musisz czekać na poświęcenie dokumentu i tak przygotowany możesz iść robić laskę amerykanom lub łaskę pracodawcy – nie znam twojej odpowiedzi na pytanie gdzie się widzisz za dziesięć lat więc ciężko stwierdzić, które z tych dwóch. Nie musisz dziękować, robię to z miłości do bliźniego swego.

Powrót do artykułu