Pięć tematów zastępczych na piątek

bosman_plama dnia 4 grudnia, 2015 o 10:19    62 

Wprawdzie Nitek przysłał mi wczoraj maila treści: “jeśli potrzebujesz inspiracji” z linkiem do czegoś tam, ale odkryłem to dopiero dziś rano. Inspirację więc pozostawiam na wtorek. Tym bardziej, że znów jestem w podróży. Tym razem wywiało mnie na daleką północ, czyli w okolice Władysławowa, gdzie gram w “sposób na przetrwanie w szaleńczo niesprzyjających życiu warunkach”. Pisząc krótko: chodzi o to, że do śniadania nie dodają dżemu.

Skoro kwestię braku dżemu do śniadania mamy odhaczoną, przechodzę dalej.

Wstyd. Wiecie, są takie chwile w życiu żółwia, kiedy musi się przyznać do czegoś głęboko zawstydzającego. Dziś właśnie jest tak ze mną. Otóż od prawie dwóch tygodni nie gram w nic poza Dead or Alive (no i oczywiście Fallout2, ale o tym nie muszę chyba wspominać). Nie wiem na czym polega mój prywatny fenomen tej gry. Oczywiście, jest w niej wiadoma fizyka, ale – co muszę ujawnić z pewnym żalem – nie jestem już nastolatkiem, więc sama fizyka nie sprawia, że gra staje się dla mnie wartościowa. A jednak co popołudnie, po powrocie z pracy, zrobieniu sobie obiadu, wyprowadzeniu psa (niekoniecznie w tej kolejności), nakarmieniu kota i sprawdzeniu poczty, odpalam DoA5 Last Round i kopię tyłki w dobrej sprawie. Jest to o tyle interesujące, że ani Mortal Kombat ani Tekken aż tak mnie nie wsysały. Owszem, spędziłem parę godzin przy MK i trochę więcej godzin przy Tekkenach, ale nie tyle, co przy DOA.

dżem

Możecie się śmiać. Ale od hotelowego śniadania człowiek oczekuje pewnej stałości. Ową stałością są zazwyczaj tzw. szwedzkie stoły zawierające soki, plasterki żółtego sera i dżem. Śniadanie to otwarcie dnia, najbardziej podstawowy posiłek. Ono konstytuuje dzień. Kiedy więc stałość i równowaga zostają zachwiane przez brak dżemu, chwieje się cały porządek rzeczywistości. Dobro i piękno zostają zagrożone. Nadciągają czarne chmury (nie serial, tylko ponura perspektywa wieczności).

Zastanawiając się nad fenomenem tej gry doszedłem do zatrważającego wniosku. Nie chodzi o te wszystkie prześliczne dziewczątka, bo po prawdzie wcale nie są aż tak prześliczne. Tzn. są, graficy już o to zadbali. Ale po pierwsze, kiedy człowiek gorączkowo naciska z szybkością światła przyciski na padzie zastanawiając się jak wyszła mu ta wyjątkowo odkręcona kombinacja ciosów, to nie zwraca uwagi na urodę zawodniczek. Po drugie, śliczne czy nie, w DoA wszystkie wyglądają jak klony różniące się tylko wzrostem (czasem) i fryzurą. W MK i Tekkenie postacie bardziej różnią się między sobą. Tak więc zafascynowanie urodą i towarzyszącą jej fizyką (teraz uświadomiłem sobie, że możecie nie wiedzieć o czym mówię, otóż DoA5 zasłynął tym, że opracowano do niego osobną fizykę biustów) mogę skreślić. Co więc pozostaje?

doa2

Kiedy wpiszecie w wyszukiwarkę obrazków: DoA, wyskoczą wam głównie laski. Ale w tej grze naprawdę są faceci. Bo równość płci w nawalankach jest czymś równie oczywistym i podstawowym jak dżem do śniadania,

Otóż ta gra jest łatwa. I nie tylko na poziomie “żółtodziób”, ale i na “champion”, który ostatnio zaliczałem jedną z moich ulubienic (nie różni się specjalnie wyglądem od innych koleżanek, ale potrafi zadawać i szybkie i stosunkowo mocne ciosy, a kombinację przefajnych kopniaków z wyskoku ma łatwą do opanowania). Odpalając DoA nie czuję obawy, że zaraz konsola skopie mi cztery litery. Czasem przegrywam, jasne, ale kombinacje ciosów i nawet bloki (zawsze mam kłopot z blokami, bo się ich nie uczę uważając, że najlepszą obroną jest atak) są w DoA łatwe do opanowania. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że gdy siądę do gry z żywym przeciwnikiem na sieci to zostanę najprawdopodobniej rozniesiony na strzępy. Ale na razie jestem na etapie pogrywania godzinkę dziennie po jednej pracy a przed drugą.

doa3

To nie jest moja ulubienica od mocnych kopniaków.To zupełnie inna postać. Ale wrzuciłem ją, żebyście zobaczyli jak oblizuje się na samą myśl o dżemie.

Oznacza to, że zostałem casualem. Konsola zmieniła mnie w typowego kanapowca nie szukającego wyzwań. Szczęście, że wciąż istnieje pecet, na którym nadal zdarza mi się ustawiać wyższe poziomy trudności.

Jessica  Jones. Wiecie, kolejny serial netflixa o superbohaterskiej postaci. Moje znajome na fejsie zachwycają się nim niemożebnie. Widzieliście już? Napiszcie mi, proszę, na czym polega jego fenomen. Ja przy pierwszym odcinku wymęczyłem się nieludzko, drugi musiałem przewijać by dobrnąć do końca, z trzecim na razie się nie zmierzyłem. By wytłumaczyć sobie jakoś fenomen tego serialu zbudowałem teorię, że moje fejsowe znajome cieszy fakt, że bohaterką jest silna kobieta (właściwie są tam wyłącznie silne kobiety, nawet ofiara z pierwszego odcinka była wcześniej typem zwycięzcy), która mierzy się z patriarchalnym oprawcą. Ten zaś patriarchalny oprawca jest tak przepatriarchalnie oprawcowy, że stanowi wbijany młotem symbol patriarchalnego ucisku, Nawet jego supermoc polega właśnie na tym, że jest patriarchalnym oprawcą. Poważnie. Jessica Jones to szczytowanie feminizmu.

jj1

Ona cierpi, ale nie dlatego, że nie dostała dżemu. Na to jest zbyt twarda. JJ cierpi, bo cierpienie jest wpisane w sens jej istnienia.

Tyle, że nudne. Wybaczcie, jeśli właśnie obraziłem Wasz ukochany serial. Ale snucie opowieści o tym, że bohaterom bywa ciężko i miewają traumy przestało być interesujące gdzieś w okolicach drugiego Batmana Nolana. W JJ jest więc seksowna bohaterka (gdybyż przynajmniej nie była laską, przyznałbym punkt za innowacyjność), która cierpi z powodu traumy (której przyczyną jest oczywiście patriarchalny oprawca), w związku z czym heroska stała się najbardziej antypatyczną główną bohaterką od czasów… Właściwie brak mi porównania. Jest więc najantypatyczniejszą bohaterką w historii telewizji. No dobra, jest to jakoś innowacyjne. Punkt. Niestety zaraz ten punkt skasujemy, bo choć jest antypatyczna, to jednak ma dobre serce. Mamy więc wredne babsko o dobrym sercu, z traumą. Co robi ta postać? Snuje się. Snuje się przez dwa odcinki i miota w głębiach swej zwichrowanej psychiki, co objawia się rzucaniem przez nią mocnych tekstów, piciem do nieprzyto i przygodnym seksem z barmanem. Do tego dochodzą monologi z offu. Tu muszę się przyznać do prywaty, Monologi z offu to zajechany na śmierć schemat z filmów o prywatnych detektywach. Przestał być interesujący w okolicach lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale można go w miarę zabawnie rozgrywać, jeśli twórcy zdają sobie sprawę w co zabrnęli i grają na mruganie okiem do widza. Coś podobnego zdarzyło się w Veronice Mars, gdzie wewnętrzne, zgryźliwe komentarze bohaterki podkreślały dziwaczność sytuacji, że twardym, cynicznym ale i zawodowym detektywem jest nastolatka. W JJ nikt nie udaje, że gra popkulturą, oni jadą z tymi komentarzami na poważnie, Na tak bardzo poważnie, że komentarze z offu dotyczą najczęściej faktu, że bohaterka cierpi a życie jest do dupy.

veronica_mars_kristen_bell__2_

Veronica Mars, czyli jedyny słuszny głos do kobiecych tekstów z offu. Wszyscy o tym wiedzą, Nawet twórcy serialu Plotkara, w którym ta aktorka istniała tylko jako głos z offu. 

A, miało być o prywacie. No więc w moim konkretnym przypadku nie pomaga, że aktorka odgrywająca JJ grała wcześniej drugoplanową łajzę w Veronice Mars. Gdy więc widzę ją w roli super detektywki o pomiętej duszy, włączają mi się moje własne wewnętrzne chichoty z offu.

Gdybyż choć główny zły był przepotężnie interesującą postacią. Główni źli potrafią uratować i pociągnąć seriale. Tak było np.w przypadku poprzedniego superbohaterskiego serialu netflixa, czyli Daredevil. Główny bohater w tamtej serii nie był tak nieznośnie przerysowanie przecierpiącą postacią jak JJ, ale i tak miałby problem z uniesieniem fabuły, gdyby nie Kingpin, który okazał się siedemset razy bardziej interesujący od niewidomego herosa. Nie wiem jak poradzą sobie w drugim sezonie Daredevila bez niego.

kingpin

Ten facet jest zły. Bardzo zły. To elegant z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. Widać, że nikt nie odmówi mu dżemu do śniadania. Nie potrzebuje laserów w oczach, one by go osłabiły. On po prostu JEST.

Główny wredniak JJ serialu nie ciągnie. Owszem, moje fejsowe koleżanki są nim zachwycone. Tłumacze to sobie faktem, że gra go jeden z najpopularniejszych Doctorów Who i pewnie ciekawie ogląda się go w roli drania. Problem w tym, że facet ma super moc.

Widzicie, super moce zabijają postacie. Kingipn był wrednym draniem, być może psycholem, ale mógł polegać tylko na tych umiejętnościach, które z pewnym wysiłkiem bylibyśmy opanować wszyscy, Kiedy zły Doctor Who wchodzi do domu przypadkowych nieszczęśników by siłą woli zmienić ich w swoich niewolników, nie ma w tym nic ciekawego. Facet ma super moc i tyle. Nie zastanawiam się “jak on to robi”, nie czekam na słaby punkt jego planów. Nie muszę. Odpowiedzią na wszystko jest super moc.

First_look_at_David_Tennant_filming_Marvel_series_A_K_A__Jessica_Jones

Chcesz, żeby Doctor  Who przeszedł na ciemną stronę mocy? Nie pozwól mu się ogolić.

Super moc była kiedyś ciekawa. Można się było ekscytować Supermanem machającym samochodami, Spidermanem miotającym pajęczyną  i Thorem wywijającym młotem. Jednak koniec końców super moce okazują się nudne, bo stanowią odpowiedź na wszystko. Dlatego jednym z najpopularniejszych herosów jest Batman, który super mocy nie ma. Dlatego inni komiksowi herosi ciągle giną, albo tracą okresowo swoje zdolności. Bo ich moce na dłuższą metę są nudne i trzeba je skasować, żeby widzowie i czytelnicy przestali wzruszać ramionami przekonani, że bohaterowi i tak się uda, bo przecież zawsze może miotnąć pajęczyną albo młotem, czy strzelić laserem z oczu.

Dlatego Kingpin był ciekawy w Daredevil. Wiedzieliśmy, że jest zwykłym człowiekiem, który ma na tyle zwichrowany umysł, by zmienić się w nieco przerażającego wredniaka. Doctor Who z JJ taki nie jest. Wchodzi, odpala supermoc i rządzi. Ziew.

Oczywiście, jestem marudą. Serial Jessica Jones sprzedaje się świetnie, moje fejsowe znajome są w dziewiętnastym niebie. Tłumaczę to sobie triumfem feminizmu w popkulturze, bo inaczej nie potrafię zrozumieć fenomenu nudnego serialu o schematycznej detektywce, której jedynym wyróżnikiem jest fałszywa wredota. A może jestem małym patriarchalnym oprawcą, który zamiast oglądać serial o sinych kobietach spuszczających zapewne w finale łomot wcieleniu patriarchalnej dominacji, woli zagrać w grę, w której laski wyprowadzają sekwencje kopniaków? To byłoby kusząco łatwe wyjaśnienie.

Dodaj komentarz



62 myśli nt. „Pięć tematów zastępczych na piątek

    1. Obledny

      @MHT

      Nie, no co wy. Hotelowe sniadania skladaja sie z Nuteli i dodatkow.

      Jesli jest nutela, to jest ok i sprawdzamy czy ogolny poziom wznosi sie ponad przcietnosc dzieki dodatkom.
      Jesli jest jakis tani erzac nuteli, sniadanie jest uznane za niebyle.
      Jesli nie ma nuteli…the Horror… lepiej nawet nie mowmy o czyms takim.

      I oczywiscie wiem ze wszyscy powinnismy przestac jesc nutele z powodu oleju palmowego i wogole.
      No ale sniadanie w hotelu bez nuteli ?
      THE HORROR…

      1. urt_sth

        @Obledny

        Dla mnie to zawsze jest część słodka (miód i twaróg, ewentualnie naleśniki, omlet lub jak na ostatnich wakacjach placki z rodzynkami) oraz słona i w tym miejscu jajecznica i kiełbaski (w ostateczności parówki). O ile jest stół szwedzki, to braki da się zastąpić substytutami (miód –> dżem; jajecznica –> jajka), gorzej jak się okazuje, że śniadanie jest na kartę i zamówienie jest mocno ograniczone (w ramach ceny pokoju).
        Nie podróżuję po hotelach dużo (wręcz sporadycznie), to ewentualne odstępstwa od normy mi tak nie przeszkadzają (chyba tylko brak kawy na kompletnym zadupiu, mógł by być istotny). Z drugiej strony znam ludzi co jadąc do rodziny wolą zatrzymać się w hotelu, lub po po prostu praca to tournee po hotelach. Wtedy odstępstwa od standardu są bolesne.

  1. slowman

    Mam wrażenie, że z Kilgravem masz ten problem, że próbujesz zadać pytanie o to jak realizuje swój plan, ale czemu po prostu nie idzie do Jessici by ten plan zrealizować. No i jest odpychający na maksa. Nie kojarzę wielu głównych złych, na których przebitka by powodowała obrzydzenie.

    No i też trochę inaczej wygląda niezniszczalność i cała reszta Supermana w zetknięciu z Jessicą, która tylko jest silna i wysoko skacze. Do tego walczącą z kimś, kogo moc neutralizuje jej moce. Bliższa jest jednak Batmanowi – jej środki są ograniczone i musi próbować podejść swojego przeciwnika. Zresztą ona nie jest Avengersem, więc od razu miałem podejrzenie, że jej może być dalej do Hulka niż do Pudziana.

    Zresztą mnie właśnie pierwsze odcinki Daredevile’a nie wciągnęły i będę musiał zacząć go od nowa.

  2. Mnisio

    Nie wiem czemu, ale wspomnienie detektywów przypomniało mi o serialu Potępieniec.
    O martwym detektywie, wchodzącym w pakt z diabłem o pojmanie uciekinierów z piekła.
    Pomysł, styl i wykonanie bardzo dobre, a stworzono tylko kilkanaście odcinków.
    No ale może był zbyt patriarchalny i seksistowski.

  3. Fantus

    Oprócz dżemu i sera – łosoś.
    W moim prywatnym rankingu hotel otrzymuje jedną gwiazdkę michelina mniej jeśli na szwedzkim stole nie ma plasterków wędzonego łososia.

    Np. w takiej Warszawie numerem jeden jest Centrum Kulturalne Ojców Barnabitów. Łosoś w ilościach nieograniczonych!

  4. Daimonion

    Pocieszę Cię, ja mam znacznie większy powód do wstydu. Ostatnio grywam mało, ale najczęściej w MMO pt. Skyforge. Jest nudny jak cholera i bez sensu, ale ma fajny system walki (i fizykę pewnych żeńskich elementów też). Trafiłem na toto skuszony hasłem Obsidian, które działa na mnie podobnie, jak Fallout 2 na Ciebie. Nie mam zielonego pojęcia, na czym polegał wkład Obsidianu, bo nie ma tam ani fabuły, ani nawału bugów. No więc reasumując – wstyd cholerny. Jak nisko upadłem… To chyba jednak coś z tym światem.

      1. Daimonion

        @Fantus

        Nie wiem co to Farmville i wolę nie wiedzieć. Ale tak szczerze, to po ostatnich dokonaniach producentów w kategorii RPG (Inkwizycja, utyskiwania Nitka na symulator złomiarza) darmowe MMO okazuje się kuszącą propozycją. Nie muszę płacić, nie muszę się irytować 10-punktowymi recenzjami, mogę se fajnie posiekać różne ustrojstwa. W kategorii “gra na pół godziny dziennie” jest całkiem dobrze:)

    1. Fantus

      @aihS

      Już to kiedyś pisałem, ale ta gra to dla mnie największe nieporozumienie dekady. Serio, nie potrafię ogarnąć zachwytów.

      Ultra sterylne, bardzo małe lokacje. Liniowa fabuła. Banalne, infantylne, sztampowe questy…

      Żeby chociaż setting ratował tę grę, ale skąd. Zamiast moralnie dwuznacznej i mrocznej przyszłości “cyberpunka z elfami i magią” dostajesz jakieś Jezioro Marzeń, gdzie pani ś.p. shadowrunnerka okazuje się dobrą matką teresą, która dokarmiała całą dzielnicę. Wszyscy tacy mili, tęsknią za swoją opiekunką. Banda nieludzkich sierot, które mimo nowo obudzonych mocy i rogów czy kłów są takie biedne i zagubione. Oczywiście na każdym kroku “tolerancja” i równość. Ech…

  5. lemon

    A teraz offtop. Na dzisiejszym/wczorajszym The Game Awards 2015 Wiesiek zgarnął nagrodę za RPG roku i Grę roku. Dla mnie nie ma to większego znaczenia, ale ponieważ mimo wszystko jestem pozytywnie rozczarowany, to napiszę, że świat ma to gdzieś i dalej buduje domki w F4. 😉

  6. Tasioros

    Ja porzuciłem już Fallout: New Vegas – Honest Hearts nudne jest strasznie, a do Lonesome Road nawet nie podchodzę. Zainstalowałem więc w końcu Fallout 2, tyle że na laptopie żony. 20 minut ściągania (!), 20 minut instalacji (!!), 25 minut tworzenia postaci (nadal nie potrafię iść na ustępstwa), 10 minut myślenia nad imieniem wybrańca (ostatecznie nie wpisałem żadnego) i tyle było mojego grania. Zobaczyłem tylko wejście do świątyni prób i wyłączyłem. Przy okazji mimo wspierania przez wersję gogową wielu rozdzielczości, to moda na widescreen trzeba wgrać, żeby pozbyć się czarnych pasów po bokach. Ale klimat jest!

    Co do seriali, to zastanawiam się, który sobie teraz przygarnąć. Walka toczy się pomiędzy Gotham i Fargo. Jakieś sugestie?

  7. jarqlo

    Potrzebuje waszej pomocy. Chciałbym w ramach prezentu dla ojca kupić książki SF, zawsze był wielkim fanem Lema i Strugackich. Ale nie przychodzi mi do głowy żaden współczesny autor piszący w podobnym stylu, bez wielkogłowych ufoludów z pew-pew giwerami. Możecie coś podpowiedzieć ?

            1. furry

              @jarqlo

              Jeśli czasem słucha książek, zupełnie przypadkiem (naprawdę) jest teraz bookrage z czterema audiobookami pana Janusza Andrzeja. “Paradyzja” i “Limes Inferior” to klasyki, “Cylinder van Troffa” lubię, a “Wyjście z cienia” mniej, choć to może najbardziej znana jego książka.

              Jeśli ma być zawinięte pod choinką, można kupić na CD, ale wtedy pewnie 20zł za tytuł, nie za całość. Wersje papierowe są, a jakże, wydaje SuperNowa. Hucznie polecam zbiór opowiadań “Relacja z pierwszej ręki”.

              A jeśli coś innego, to dołączam się do tych, co niżej polecają “Ślepowidzenie” – to najlepsza SF jaką czytałem od dawna, plus “Echopraksja” – trochę słabsza, ale też dobra kontynuacja. wydane niedawno “Hyperion” i “Upadek Hyperiona”. Polecam dwa nazwiska: Dan Simmons i Neal Stephenson.

              Rzuć też okiem na mniej “dziwne” pozycje z serii Uczta Wyobraźni, np. książki Iana McDonalda. I Dukaja nikt jeszcze nie polecał? “Czarne oceany” i “Inne pieśni”.

    1. Yanecky

      @jarqlo

      “Hyperion” Dana Simmonsa – mojemu ojcu bardzo się podobało
      “Wieczna Wojna” Haldemana
      cykl Revelation Space, Reynoldsa, niestety nie wiem, czy wyszło po polsku
      klasyka czyli Asimov, Clark, Card, Pohl

      i wiele wiele innych, poniżej wymienione “Ślepowidzenie” (inne książki Wattsa) to też bardzo mózgowa sci-fi
      uwielbiam sci-fi 🙂

  8. Yanecky

    Obejrzałem JJ i było ok, DD bardziej mi się podobał, taki bardziej komiksowy był. JJ faktycznie wygląda jak robiony na zamówienie kobiet walczących, wręcz momentami razi polityczną poprawnością. Podobnie zresztą jest z Supergirl (ale tylko 2 odc wdziałem), ale tam bohaterka jest supersympatyczna, może chodziło o taki kontrast (tak wiem, różne uniwersum).
    Jeszcze edyta: Tak mi się skojarzyło przy okazji wieczornej bajki, że kucyki z MyLittlePony to taka JJ dla dzieci (albo JJ to kucyki w wersji hardcore). Bohaterki MLP to też same kobiety, światem rządzą kobiety, a męskie kuce to tylko pomoc. I szczerze mówiąc, bohaterki ciekawsze od JJ :D, a i questy i wrogowie i humor lepsze.
    A teraz offtop:
    Kupować PS4 czy GTX970?!

    1. MusialemToPowiedziec

      @Yanecky

      Zależnie od tego jak dużo kasy MS wpompuje w promocję DX12 wśród developerów, 970tki (jak i wszystkie karty teraz, choć Radeony mniej) mogą bardzo szybko się postarzeć.

      PS4 w teorii bezpieczniejszym zakupem jak idzie o cena/długowieczność (choć i już są developerzy, co przebąkują, że fajnie by było, jakby zapowiedziano next-gen…).

Powrót do artykułu