Pięć songów z erotycznym zabarwieniem na piątek

bosman_plama dnia 18 września, 2015 o 8:30    58 

Ponieważ w piątkowe przedpołudnie zasuwał będę do Warszawy, by z niej pomknąć do Torunia, trudno mi będzie z Wami np. podzielić się radością z dreptania po śniegu w dodatku do Pillars of Eternity udającym Icewind Dale (no dobra, nie udaje, ale nawiązuje klimatycznie). W związku z tym postanowiłem użyć tematu zastępczego. Będą piosenki. I panie.

Muzyka ma tę siłę, że oddziałuje na emocje oraz pobudza różne rodzaje wrażliwości. Odpowiednia muzyka połączona z odpowiednimi obrazami sprawia, że owe obrazy odbieramy znacznie mocniej. Dlatego gry nie zostały pozbawione muzyki, a dla filmów bywa ona wręcz równie ważna, jak np. scenariusz. I to w czasach, w których odeszliśmy od zachłystywania się nowością, jaką było kiedyś kino dźwiękowe. W owych czasach nawet kowboje, a zwłaszcza amerykańska kawaleria, ciągle śpiewali, bo producentom wydawało się, że tak trzeba.

Prawdę mówiąc wciąż czekam na grę – najlepiej zrobioną na wzór kreskówek Disneya – w której bohaterowie ni stąd ni zowąd zaczną nagle śpiewać. Być może coś takiego miało już kiedyś miejsce, jeśli tak, przegapiłem to wydarzenie. Oczywiście, sporo z nas pamięta np. piosenkę o piwie z Bard’s Tale. Śpiewy pojawiały się i w innych grach. A Pillars of Eternity pozwoliło nawet “komponować” zaklęcia barda. Ale wiecie, chodzi o to, żeby księżniczka, którą ratujemy z rąk wrednego maga zaczęła nagle śpiewać i żeby to miało sens.

No dobra, ja tu nawijam o grach, a przecież w tytule jest o seksie.

Powróćmy do kwestii połączenia muzyki z emocjami. I pamiętajcie, że gdy byłem małych chłopcem (hej) nie było internetu, żebym mógł w nim odnajdywać rozpostarte nagości pań, które nie mają ani oporów ani tajemnic. Zresztą, nawet dziś odpowiednie połączenie muzyki, zdjęć i wyobraźni potrafi zagrać na hormonach. choć może nie tak, jak owego dnia, gdy młodonastoletni ja zrozumiał o co chodzi z tymi wszystkimi westchnieniami w Je T’aime Jane Birkin i Serge’a Gainsbourga. Cholera, byłem mocno młodociany, pełniało lato, grało radio a moja niewinność już nigdy nie była taka sama. Z drugiej strony, jako dwunastolatek poszedłem do kina na Imperium zmysłów, bo przez Imperium kontratakuje sądziłem, że jak coś ma w tytule: “Imperium”, musi traktować o strzelaninach w kosmosie.

No więc nie. Nie musi.

Swoją drogą nie pojmuję co myślał kontroler biletów, który mnie na to wpuszczał.

No ale do rzeczy. Piosenki. Idą w kolejności, w jakiej je sobie przypominałem.

Ta pani może się podobać, albo może pozostawiać Was totalnie obojętnymi. Co gorsza niektórzy z Was mogą kojarzyć, że kiedyś ten kawałek wyburkiwał z siebie Bob Dylan, co momentalnie kasuje 150% erotyzmu. Ale gdy byłem licealnym nastolatkiem wszyscy kochaliśmy się w głosie Sophie B. Hawkins i jej aranżacji tej piosenki. O tym, że było to globalne przeżycie pokoleniowe dowiedziałem się po dekadach, oglądając Community. Sophie śpiewa tam wprawdzie co innego, ale po minach bohaterów widać, na który szlagier czekają. Niech was nie dziwią dziwne, łamiące rytm, wstawki z saksofonistą. W latach dziewięćdziesiątych saksofonista był obowiązkowy. Chyba, że byliście satanistami, oni mieli inne obowiązki.

Podobno Keith Richards powiedział kiedyś o Kate Bush, że to jedyna znana mu nimfomanka, która zrobiwszy karierę przez łóżko okazała się znakomitą piosenkarką. Jeżeli chcecie źródła tego “cytatu”, proszę bardzo – jedna z audycji Tomasza Beksińskiego prowadzona w latach dziewięćdziesiątych. Jak by nie było, teksty jej piosenek bywały co najmniej wieloznaczne, a ona lubiła giąć się i tarzać. Ten teledysk to jeden z przykładów erotyki bez cyca. Nawet w grach wydanych w Australii nie powinien mieć problemu z zaistnieniem, gdyby komuś chciało się upychać stare teledyski do gier. Słyszałem, że podobno, występuje w nim jakiś facet, ale to chyba miejska legenda.

Do tej pory niezłym teledyskom towarzyszyła niezła muzyka. Ale bądźmy szczerzy, kłamałbym udając, że ten teledysk i ta pani nie rządziły moją wyobraźnią, gdy byłem w okolicach ósmej klasy podstawówki (taki relikt minionej epoki). I nie byłem sam. Wszyscy moi koledzy marzyli o tym, by jeszcze raz go zobaczyć. Znaczy – ją. Miałem jej plakat z “Razem” (takie młodzieżowe pismo z gołą babą na ostatniej stronie) i cierpiałem, gdy przyjechała do Polski i mnie nie odwiedziła. Sądziłem, ze te wszystkie nocne polucje westchnienia powinny były dotrzeć do Włoch.

Sabrina Sabriną, ale Claudia Cardinale pozostaje zjawiskiem  wyrastającym ponad wszystkie epoki.  Choć jednak Claudia była, jest i na zawsze będzie boska, to na trzy minuty i dwadzieścia dziewięć sekund film (a wraz z nimi moje marzenia o kobietach idealnych) ukradła jej w filmowym teledysku Fran Jeffries.  O ile pamiętam nigdy później filmy z serii Różowa Pantera nie zawierały teledysków. Ale ten jeden raz nie dziwię się, że Blake Edwards nie potrafił się oprzeć i na tych kilka minut prawie zapomniał o fabule. Nawet Peter Sellers jest tylko tłem i to na chwilę.

Gdyby to było “sześć piosenek” a nie pięć, dodałbym jeszcze, że w życiu każdego mężczyzny nadchodzi taki moment, w którym zaczyna rozumieć czemu Ijon Tichy czuł emocje na myśl o Marilyn Monroe. Gdy pierwszy raz o tym przeczytałem, byłem zdziwiony (akurat kochałem się w Claudii Cardinale albo Sabrinie). A potem dorosłem. I choć nadal kocham się w Claudii Cardinale, to rozumiem już Ijona Tichego.

A gdyby to było trzydzieści piosenek…

Udanego weekendu!

Dodaj komentarz



58 myśli nt. „Pięć songów z erotycznym zabarwieniem na piątek

  1. Beti

    Nie lubię śpiewania w filmach i cieszę się, że nie ma tego też w grach (przynajmniej w te, które ja gram ;))

    Co do tematu. A co z muzyką, która nie ma odpowiedniego wideoklipu – biustów i gołych torsów? A erotycznym zabarwieniem jest sam dźwięk?
    Massive Attack, Portishead, Morcheeba, Lamb, Hooverphonic, Kosheen.
    Muzyka downtempo, trip hop. Myślę, że nawet bardziej działa na zmysły niż wypadnięty sutek Sabriny (chociaż pewnie większość panów i Ajs się nie zgodzi) 😉

    1. Daimonion

      @Beti

      Sądzę, że raczej nie lubisz złego śpiewania w filmach (niestety zdarza się najczęściej), a nie śpiewania w ogóle. Mnie też się wydawało, że nie lubię musicali, aż napadło mnie “Chicago” i jest to chyba jedyny film, który oglądałem więcej niż 10 razy.

        1. Goblin_Wizard

          @Beti

          O tak! Jakoś niedawno zdecydowałem się obczaić Into the Woods właśnie ze względu na obsadę. Wszystkie momenty śpiewane przewinąłem bo wywoływały coś pomiędzy odruchem wymiotnym, a drgawkami. Pomimo tego i tak nie wytrzymałem do końca. Jeśli śpiew w filmie to chyba tylko tak jak to robią klasycy https://www.youtube.com/watch?v=jHPOzQzk9Qo

          EDIT
          A no i jeszcze filmy w których występuje Jack Black z The Pick of Destiny na czele.

  2. Tasioros

    Gdy przeczytałem o śpiewaniu w grach, od razu przypomniało mi się to:
    https://www.youtube.com/watch?v=y9bXjttMxKY

    Co do dalszego tematu, to gdyby kiedyś (czyli wtedy, gdy na MTV i Vivie puszczano głównie muzykę) były takie teledyski jak teraz, gdzie prześcigają się w pomysłach jak wjechać kamerą w tyłek tancerki/”piosenkarki”, osłonięty jedynie nitką (nie mylić z Nitkiem) i żeby było to dopuszczone do wizji, to prawdopodobnie proporcje umięśnienia między moją lewą a prawą ręką byłyby bardziej zachwiane.
    Całe szczęście teledyski owe najczęściej towarzyszą muzyce, której ja nie jestem w stanie spokojnie słuchać. Zresztą ja niemal w ogóle nie oglądam teledysków i zazwyczaj nie kojarzę jeśli o jakimś mowa.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tasioros

      Prawdę mówiąc dzisiejsze teledyskoweu sondy analne działają na mnie słabiej niż stare teledyski.

      Inna sprawa, że kiedy byłem nastolatkiem doznawałem dzikiego podniecenia nawet na widok odsłoniętego damskiego ramienia. Zresztą, czasem wystarczyła myśl, że ono tam jest, pod tym całym ubraniem. Dosłowność nie była potrzebna i tak chodziłem permanentnie napalony:).

        1. furry

          @Mnisio

          To prawda, nie da się nie zauważyć, że młodzi są obecnie znacznie gorsi niż za czasów naszej młodości, a nasz świat nieuchronnie zmierza ku upadkowi.

          A tak serio, kanałów muzycznych raczej przy dzieciach nie włączam, trudno trafić na teledysk nie utrzymany w konwencji soft-cośtam.

          Aha, z cyklu “dziwne rzeczy na piątek”: poszukajcie na YT gościa o ksywce Mr. Polska.

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @furry

            Co ja poradzę, że najbardziej podobają mi się kobiety lat 40, 50 i 60 ubiegłego wieku i uważam ich seksualność za fajniejszą od najładniejszych nawet pośladów próbujących pochłonąć kamerę:). Za to dziś mamy lepsze… Eeee…. Aparaty fotograficzne?;).

        1. slowman

          @lemon

          Założę się, że “Niebiańskie Pastwiska” są tak naprawdę dość metaforycznym opisem stosunku seksualnego. Już sama długość utworu wskazuje na naśmiewanie się przez autora na kompleksy niektórych czytelników. Co prawda nie czytałem, ale to pewnie tak trzeba interpretować, a na pewno się da.

  3. Revant

    Dość mało oglądałem filmów z piosenkami, nie wliczając wszelkiego Disneya, of course. Z najbardziej zapamiętanych to Deszczowa Piosenka z przaśnym “Moses suposses” (dla anglisty to świetne ćwiczenie na dykcje :D) oraz “Good morning!” i stepowanie po całym domu 😀 inny film to świetne Across the Universe, ale ja mam już od dawna miękkość serca wobec The Beatles 😉

    1. Revant

      @Revant

      PS. Przypomniał mi się właśnie mój dzisiejszy sen. Otóż dostałem bana na gikza O_o zawiedziony faktem, że nie mogę nic pisać, wskoczyłem na odbywający się stream Nitka, aby się pożalić – i przy próbie przywitania się zwykłym “hej wszystkim!” oberwałem od klucznika banem na czat streamowy 🙁 teraz jestem na was zły.

  4. urt_sth

    W ramach śpiewania w filmach, przypomniało mi się jak w trakcie wakacji i przedzierania się przez zapomniany szlak pieszy (bo kto by wchodził jak jest asfalt na szczyt) przyczepiła się ta piosenka. Było to po tym jak uświadomiłem sobie, ze wydawanie niemal wszystkich pieniędzy na dłuższą wycieczkę było niezbyt mądrym rozwiązaniem.

  5. Iago

    Śpiewanie w grach?
    Obie piosenki z Discworld Noir. Ending z Discworld 2: Missing Presumed. Piosenki z Guild Wars 2 (Modern Pirate General i The Undernationale). Nuckelavee z Bard’s Tale. Może coś mi się jeszcze przypomni.
    A jeśli chodzi o piosenki o lekkim zabarwieniu erotycznym to spodziewałem się Gainsbouga, widzę Sabrinę – ale czemu pominąłeś Mylene Farmer? :>

  6. Zebulah

    Potrójne kombo! Warto było upchnąć w plecaku, na wyjazd firmowy, wszystkie posiadane książki Bosmana i wyrwać się na Copernicon w celu uzyskania autografów 🙂
    Co prawda nie mieliśmy okazji dłużej pogadać ale poznać gikzowego celebrytę to świetna sprawa 🙂
    Sama impreza robiła wrażenie rozmachem.
    Pozostaje mi się przełamać i dołączyć do Gikzów na przyszłorocznym Pyrkonie.

  7. larkson

    Wszystko fajnie, tylko mnie rozwala ten tygrys z pierwszego obrazka. Koksu się nawciągał, że aż flaki mu dupą wypłynęły? 😀

    A teraz na poważnie. Tak sobie wyobraziłem growego musicala FPSa, przeciwnicy tańczący i śpiewający o tym jak to bardzo nie mogą trafić w gracza. Nie wyrobiłbym psychicznie przy czymś takim.

Powrót do artykułu