Pięć rzeczy, które zdarzyły się przed piątkiem

bosman_plama dnia 15 maja, 2015 o 9:30    122 

Bywają tygodnie, w których nie dzieje się prawie nic, które nie zapadają nam w pamięć, nawet, jeśli obfitują w premiery gier (w które zagramy albo nie, ale których nie zapamiętamy). Bywają też takie, w których zdarzeń się trochę przytrafia. I nawet jeśli nie przejdą one do historii, to warto je odnotować. Na przykład ten, który właśnie mija, sprawia wrażenie takiego właśnie tygodnia.

Zapewne teraz właśnie pomyśleliście: “Wiedźmin!”. I rzeczywiście, trudno nie wspomnieć o trzeciej odsłonie najsłynniejszej polskiej gry. Ale to za chwilę.

Najpierw zajmę się prywatą. Odbył się Smokon2 – zorganizowany w Krakowie jednodniowy, skromny więc i kameralny (tak na ok. 500 osób) konwent, w którym ludzie grali, rozmawiali o grach oraz książkach i serialach, a Ziuta promował Gikza. Było miło, nawet jeśli niespodziewanie odkryłem, ze biorę udział w panelu o zbrodni. Ktoś by mnie podejrzewał o znajomość takiego tematu? Co istotne jednak, to fakt, że miała podczas Smokonu premiera zinu Smokopolitan. Zin można sobie pobrać stąd. Jak to z pismami tego rodzaju bywa, zawiera sporo tekstów młodych autorów, często debiutantów. Mieści jednak także premierowy (zdaje się) szorcik Andrzeja Pilipiuka, artykuły Sebastiana Uznańskiego, a także wywiad ze mną, tudzież zapowiedź mojej powieści w odcinkach.

smoko2Swoją polską premierę zaliczył serial “Miasteczko Wayward Pines”, który promowano jako takie nowe “Twin Peaks”. Poniekąd słusznie, bo nowy serial bardzo stara się być “Twin Peaks” a także “Lost” i jeszcze paroma innymi serialami. Odkrywanie nawiązań do popkultury (doszukałem się nawet “Silent Hill”) mogłoby bawić, gdyby nie było ich aż tak wiele. Pierwsze ujęcie serialu jest żywcem wyjęte z “Lost”, potem lecimy do miasteczka osadzonego w dość twinpiksowym krajobrazie, spotykamy pielęgniarkę żywcem wyjętą z “Lotu nad kukułczym gniazdem” i tak jest cały czas.

Wayward-Pines1Serial jest kreowany na wielki przebój, nie jestem jednak pewien czy odniesie wymarzony przez producentów sukces. Zarobi na siebie i ludzie będą o nim pisać, zbyt dobrze zadbali o jego kampanię spece od marketingu, by się tak nie stało. Ale wątpię by dołączył do panteonu, na którym siedzą “Twin Peaks”, “X-Files” i “Lost”. Po pierwsze dlatego, że za bardzo stara się być nimi wszystkimi, by stać się sobą. Ale to może się jeszcze zmienić. “Stargate: Universe” też zaczynało jako klon “Battlestar Galactica”, by wypracować sobie wreszcie własny styl (wtedy serial skasowano). Podobnie “Kroniki Sary Connor” potrzebowały jednego sezonu na wygrzebywanie się wątków “Terminatora”, by odkryć własną, interesującą ścieżkę (wtedy serial skasowano). Więc może i “Miasteczku…” się uda (pytanie, co wtedy się z nim stanie). Istnieje jednak inny problem tego serialu. Mianowicie – rozegranie tajemnicy.

wayward_pines2Te drzewa chyba już gdzieś widziałem… W “Dawno temu…”? A może w “Sleepy Hollow”?

Ani “Twin Peaks” ani “Lost” ani nawet “X-Files” czy jego spin off “Millenium” nie waliły człowieka tajemnicą po pysku. U Lyncha trafialismy do miasteczka, które było trochę dziwne, ale dziwność ta wynikała przede wszystkim z nastroju i odkręconych mieszkańców. Tajemnica podpełzała do nas jak mgła o zmierzchu i dopiero z czasem odkrywaliśmy, że siedzimy w środku wielkiego labiryntu. W “Lost” rozbiliśmy się z bohaterami na wyspie i najpierw skupialiśmy się na konfliktach charakterów i próbach działań a’la Robinson. Gdy wyspa otoczyła nas i wessała, byliśmy tym niemal równie zaskoczeni jak Jack i jego kumple. Nawet “X-Files”, które od początku mówiło, że główny bohater jest trochę dziwny nie wrzuciło nam od razu mrowia spisków i wojny między kosmitami. Ba – przez jakiś czas mogliśmy nawet zgadzać się z agentką Scully, że wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. W “Millenium” po prostu śledziliśmy poczynania agenta FBI wyspecjalizowanego w łapaniu wariatów, apokalipsa zwaliła nam się na głowy dopiero potem.

millenniumGdy ma się bohatera z taką gębą, nie trzeba już wiele dodawać, by serial stał się mroczny i tajemniczy.

“Miasteczko Wayward Pines” nie tyle wali nas tajemnicą w twarz, co kopie nas nią w jaja, potem poprawia kolanem miażdżąc nam nosy. A gdy już leżymy i krwawimy, jeszcze okłada nas tą tajemnicą po nerach i skacze nam po żebrach, żebyśmy zapamiętali o tajemniczości serialu.

Od razu wiemy, że COŚ się STAŁO, że miasteczko jest inne niż się wydaje i wszyscy są podejrzani. Spisek tajnych służb wyskakuje na nas nim pierwszy docinek dotrze do połowy. W efekcie serialowi trudno będzie wywołać to, co przywołanym wcześniej serialom przychodziło bez trudu – wyrwać z nas okrzyk: “O kurczaki! Cooooo?”. Jeśli po pierwszym odcinku na środku ulicy tytułowego miasteczka wylądują kosmici, by walić wszystkich po twarzach atomowym penisami, a między nimi tańczyć będzie na tyranozaurze zzombiowana Laura Palmer, tylko wzruszę ramionami.

wayp3“Twin Peaks” i “Lost” najpierw skrywało przed nami tajemnice, by potem łudzić nas ich ujawnieniem. “Wayward Pines” przeskoczyło pierwsze sezony kultowych seriali i teraz może już tylko mnożyć i motać tropy. Coś zostało przegapione.

A doświadczenie podpowiada, że takie seriale nie rozkwitają w cuda. Od trzaśnięcia widzów wielką tajemnicą zaczynały m.in. “4400”, “Flash Forward”, “Pod kopułą” i jeszcze parę innych, których już nie pamiętam. Przez jakiś czas nawet się sprzedawały, ale potem ginęły w tłumie i pamiętają o nich już tylko wielbiciele. Żaden z nich nie stał się sensacją. I wstępujące właśnie na ich, a nie “Twin Peaks” i “Lost”, ścieżki, “Wayward Pines” podążać nimi będzie, zapewne, już do końca.

nurseCo nie znaczy, że serial nie nadaje się do oglądania. Nadaje się. Tyle, że raczej nie spełni ambicji twórców – o ile coś się w nim nie zmieni. No i czasem ociera się o parodię. Gdy np. zobaczyłem tajemniczo liżącego loda szeryfa parsknąłem śmiechem. Nie wszystko musi być widowiskowo zagadkowo – mroczno – tajemnicze już od pierwszej sceny. Mimo wszystko dam serialowi szanse. Może teraz, gdy twórcy odfajkowali w pierwszym odcinku całą obowiązkową tajemniczość, dadzą porozwijać się postaciom a one uniosą na barkach fabułę i klimat. Mają szansę, bo zgromadzono w serialu bardzo zacne aktorsko towarzystwo.

136067_0234Kolejne zdarzenie, być może najsmutniejsze. Disney zapowiedział, że serial “Fineasz i Ferb” zmierza do końca. Jedna z najfajniejszych disneyowskich marek dożywa końca swoich dni. Oczywiście, stare odcinki będą jeszcze nadawane latami (kreskówki starzeją się wolniej niż Miley Cyrus), jednak nowych nie zobaczymy już zbyt wiele. Jeśli ktoś nie ma dzieci i nie oglądał jeszcze FiF, lepiej niech szybko weźmie się do roboty. Może zresztą darować sobie płodzenie dzieci, by uzyskać pretekst do oglądania FiF (i kucyków) i udać, że w FiF interesują go tylko nawiązania popkulturowe (np. odcinki ze Star Wars czy Indianą Jonesem).

No dobra – po Smokonie, Smokopolitan, “Wayward Pines” i FiF przyszedł czas na “Wiedźmina 3”. Ponieważ jednak w grę nie grałem (i pewnie szybko nie zgram) pozostaje mi pójść na łatwiznę i napisać o aferach. A są.

wiedzminfilmPisanie o obniżaniu jakości grafiki to już chyba stały element premiery gier i pewnie jesteście znudzeni tą śpiewką. Zamiast tego wspomnę tylko o tym, że Chmielarz odkrył iż gra najsurowiej jest oceniana w polskich mediach. Przy czym od razu zastrzegł, że to żaden wybryk natury, bo gdy napisał o tym na twitterze zaraz otrzymał odpowiedzi od twórców innych gier, że tak samo jest z nimi. Wygląda na to, że najsurowiej gry szwedzkie oceniają Szwedzi a brytyjskie Brytyjczycy. Polacy nie są więc narodem malkontentów, jak się okazuje, ale normalnymi europejczykami. I to jest optymistyczna wiadomość.

wiedzmin0Pesymistyczna jest ta, że “Wiedźmin 3” “okazał się” grą seksistowską (to jakby żadna nowość) i… rasistowską (to akurat jest nowość). Jeśli czytaliście recenzję na Polygonie i całą dyskusję pod nią, wiecie o czym mówię. Seksistowska jest nie tylko dlatego, że kobiety pokazują w niej sutki (mocne eksponowanie kobiecych wdzięków to jedna z wizytówek serii), ale dlatego, że zdaniem niektórych w W3 nie ma silnych kobiet. Zważywszy na obecność Ciri i Yennefer śmiałbym poddać taką tezę w wątpliwość. Niemniej w grę nie zagrałem, może więc te bohaterki różnią się od książkowych postaci? Może zamiast wiecznie stawiać na swoim i wręcz pogardzać mężczyznami (Yenn), w grze kiwają tylko potulnie głowami i mówią cicho: “tak proszę pana”? Nie wiem, więc się nie wypowiem.

yennInna sprawa to rasizm. Otóż wytknięto grze, że nie ma w niej ludzi innej rasy niż biała, co w dzisiejszych czasach oznacza oczywiście rasizm. Na nazistowskie tłumaczenia części fanów, że grę umiejscowiono w umownym europejskim średniowieczu i to jeszcze w klimatach Europy środkowej i wschodniej, obrońcy mniejszości odpowiadają trzeźwo, że po pierwsze w średniowiecznej Europie znano afrykańczyków, a po drugie od kontekstu historycznego ważniejszy jest kontekst współczesny, a współcześnie rozmaitość ras jest oczywistością.

ciriDowodzi to jednego – tolerancja i otwartość na świat tolerancją, ale popkultura jest usocentryczna w sposób totalny. W USA, a także w krajach zachodniej Europy rzeczywiście zróżnicowanie etniczne i rasowe jest znaczące. W Polsce i w ogóle w Europie Wschodniej już nie. Ale skąd może o tym wiedzieć ktoś, dla kogo świat kończy się np. na Nowym Jorku, dla kogo cała historia jego państwa związana jest z problemami rasowymi?

Ponieważ do tego USA są jednym z dominujących w popkulturze, ludziom czerpiącym wiedzę o świecie właśnie z popkultury wydaje się, że tak, jak u nich jest wszędzie. Co gorsza, inną istotną siłą popkulturową jest Wielka Brytania z jej pancerną pięścią BBC. A że Brytyjczykom blisko kulturowo i popkulturowo do Usańców, to ich koalicja wzorców kulturowych stanowi znaczącą siłę. Stawiać jej czoła jest obecnie w stanie – na gruncie popkultury – chyba tylko Japonia. Ale to już egzotyka, w związku z czym Japończykom wybacza się np. fakt, że “Highschool of Dead” w równie wielkim stopniu co na zombiakach skupia się na cyckach. My, Polacy już dla Usańców popkulturową egzotyką nie jesteśmy. Po pierwsze dlatego, że jesteśmy za mali, po drugie dlatego, że mieścimy się w kręgu kultury zachodniej. A kultura zachodnia, w rozumieniu zachodniego odbiorcy popkulturowego, jest jednolita. Rosja może być egzotyczna, bo jest spoza kultury zachodniej. My nie.

thorKiedy fanatyczni prawacy protestowali przeciw temu, by nordyckiego boga grał Idris Elba, znakomity aktor o karnacji ciut ciemniejszej niż ta Odyna, słusznie zwracano im uwagę, że akcja filmu “Thor” toczy się w rzeczywistości zmyślonej, czyli takiej, gdzie twórcy mogą robić co chcą. Zastanawiam się, czy zastosowanie tej samej argumentacji w stosunku do Wiedźmina” nie ściągnęłoby na mnie etykiety faszysty.

Stąd zapewne bierze się zdziwienie, że w “Wiedźminie 3” nie ma rozmaitości ras ludzkich. A przecież w “Dragon Age” i serii TES są!

Polscy recenzenci cieszą się z tego, iż “Wiedźmin” osadzony jest w słowiańskich klimatach. I słusznie. Popkulturowej ekspansji słowiańszczyzny i w ogóle Europy środkowej i wschodniej powinno być jak najwięcej (byle interesująco i sprawnie podanej). Jeśli jej nie będzie, zginiemy w popkulturowym tłumie i Usańcy zawsze będą się dziwić, że nie ma u nas np. odpowiedniego zróżnicowania rasowego i że w ogóle nie jesteśmy w 100% tożsami z kulturą, jaką oni widzą za oknem.

Dodaj komentarz



122 myśli nt. „Pięć rzeczy, które zdarzyły się przed piątkiem

    1. lgyhx

      @Beti

      Z zapowiedzi wynika, że będzie to kontynuacja. Strach się bać, bo “Archiwum Pornoli” skończyło się tragicznie. Byłem psychofanem xfajlsów. Palacz to będzie miał już z 90-lat, chyba że go ufoki zreperują:) Reboot albo alternatywna historia, nie związana z starą osią fabularną imho byłaby lepsza. Idę o zakład, że będą chcieli uderzyć w klimat True Detectivów.

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @lgyhx

        Ja w ogóle nie chcę kontynuacji Ixów. Chyba, że rzeczywiście jako restart serii, albo zupełnie nową opowieść z zupełnie nowymi bohaterami, którzy w wyniku śledztwa trafiają na trop starych i dopiero do nich docierają – raczej pod koniec serii, niż w pierwszym odcinku.
        Wtedy fabuła nie zostałaby zbudowana na lękach lat 90 ubiegłego wieku, ale na współczesnych i mogłoby się nawet okazać, że historia nie jest serią oderwanych od siebie wydarzeń, ale że mają one pewną ciągłość, którą odkrywamy na nowo, z nowych perspektyw.
        Na to jednak nie ma raczej szans.

            1. lgyhx

              @Beti

              Mało znam osób, które zmęczyły wszystkie sezony i kinówki, a jak hajp się zacznie kręcić to znajdą się tacy, co będą sięgać po stare odcinki. Ja Ci mówię jeszcze Wolni Strzelcy wrócą do życia:) Spin off miał dobry pilot z samolotem mającym uderzyć w WTC:)

  1. Revant

    Chciałbym mieć tyle czasu, aby obejrzeć w końcu całe X-Files, zapoznać się z Twin Peaks, a jeszcze dorzucić do tego Lost i ten nowy opisywany tutaj serial. Nie wspomnę o ogromnie kupce wstydu anime. Powoli kończy się sezon wiosenny, a ja ledwo po jednym odcinku kilku serii 🙁 Szkoda też końca Fineasza i Ferba – jednej z nielicznych kreskówek, która nie ogłupia dzieciaków.
    Na Wiedźmiaka zaś czekam, a o rasizmie się wypowiedziałem gdzie indziej. Dodam tylko, że Japonia potrafi na swój specyficzny sposób podejść do zróżnicowania rasowego – np. Simon Brezhnev z Durarara!, który jest czarnym (!) rosjaninem (!!) współprowadzącym restauracje z sushi(!!!) 😉 Usilnemu zaś wprowadzaniu osobników o innym ubarwieniu skóry niż biały jestem przeciw, ze względu na to, że działa to głównie w kwestii czarnoskórych. Resztę się zazwyczaj pomija albo wstawia tylko dalszym tle, co jest dla mnie bardziej rasistowskie niż ogólny brak innych ras ludzkich w danym świecie.

      1. Revant

        @bosman_plama

        Podobnie jak do Chin. Pewnie wynika to z tego, że większość anime dzieje się w samej Japonii i są to kraje “po sąsiedzku”. Amerykanie też się pojawiają, ale to pewnie jeszcze ta dziwna trauma po II wojnie światowej. Najlepsze jest to, że mimo iż kultura usa ma ogromny wpływ na japonię to oni i tak przepuszczają to przez swój potężny filtr kulturowy, przez co tworzą typowe dla siebie zjawiska 😀

        1. Garett

          @Revant

          Nie nazwał bym tego filtrem, bo to oznaczałoby że coś przechodzi a coś nie. Zaś Japończycy chytają praktycznie wszystko, tylko przeinaczają to na swój sposób. USA daje głupie teleturnieje, Japonia robi poje**ane teleturnieje 😛 itd. Wszystko co się pojawia w Japonii musi być dostosowane kulturowo, wszystko. KFC się przyjęło (i to nawet nie macie pojęcia jak bardzo się przyjęło) bo kolonela ubierano w kimona (w zależności od pory roku nosił inne), plus menu zostało też dostosowane do upodobań Japończyków, zaś zimą robi za Mikołaja i to nie w sensie że jest przebierany itd. itp. to dla nich jest św. Mikołaj.

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @aihS

                Swoją drogą przypomniał mi się jeden fragment z “Historii Japonii” i nawet udało mi się go wyszukać (wiwat chomik):

                “Są też figurki o formach półludzkich i półzwierzęcych. ale znaczna przewaga ilościowa figur kobiecych pozwala przypuszczać, że kobiety stały w centrum uwagi kultowej. Zauważyć przy tym należy, że figurki przez większość okresu jómon charakteryzują się syntetycznymi formami
                uwypuklającymi kobiecą anatomię”.

                W sumie nic się nie zmieniło. Przecież to wypisz wymaluj figurki postaci z anime:).

          1. lemon

            @Revant

            Gdybym sobie notował podczas oglądania anime, to miałbyś tu teraz długaśną listę przykładów. Teraz na szybko z pamięci mogę przywołać Monster, NGE i Attack on Titan, jako tytuły, gdzie te wpływy są mocno widoczne. Ale na szczęście inni też zauważyli to co ja i mogę rzucać linkami do woli:
            https://eyeforaneyepiece.wordpress.com/2014/01/04/germanic-influence-in-anime/
            http://forums.animesuki.com/showthread.php?t=13486
            http://www.quora.com/Why-is-it-so-common-to-find-manga-anime-characters-with-German-names

              1. Klucznik

                @aihS

                Multi działało bez problemów (brak bugów, progres zapisywał się u hosta itp.) już w listopadzie, z tego co pamiętam – katowałem je z 4 kumplami, ładny tydzień. Nawet własny ogródek mieliśmy. 😉 Jak ludzie są ogarnięci (wprost: używają mózgu, rozumieją zasadę “przyczyny i skutku”), dzielą się obowiązkami, komunikują się i pamiętają, że gra ma spory aspekt symulacyjny, to zabawa jest niesamowicie przyjemna.

              2. Klucznik

                @aihS

                Kiedyś, w GC-Team. Co by nie mówić o chłopakach, to lepszych do coopa w dowolną grę nie znalazłem. Przy nich, gra dziś z większością ludzi przypomina mi zabawę dzieci w żłobku – każdy robi co chce zamiast współpracować i biega jak kurczak bez głowy. Sorry. 😉

            1. Beti

              @Klucznik

              A co w tym złego? :> Tydzień temu, jak graliśmy w Kłeja, też nas było chyba 8 osób :>

              I fakt, Lefcik troszkę się przejadł. Chyba, że znajdą się chętni na nowe, trudne i mroczne mapy. Przydałoby się też przejść przeokrutną kampanie z Silent Hill. Ale to w kameralnym gronie 4 osób 🙂

    1. furry

      @creep

      Napiszę tak: Jestem oficjalnym hejterem Blake’a Croucha.

      Kupiłem na amazon.com całą trylogię w oryginale, bo promocja na kindle, pod koniec czytania pierwszego tomu zwróciłem dwa pozostałe (jest na to tydzień). 🙂 Miałem napisać o tej książce nawet, ale jest ciężko bez spojlerowania.

      Mam jeszcze jego “Desert Places” (bo promocja na kindle), przeczytałem kiedyś jedną trzecią i stwierdziłem że tracę czas. Gość jest według mnie absolwentem jakiegoś kursu kreatywnego pisania i drugiego “uwierz w siebie, możesz zrobić co zechcesz”. Czytasz jakbyś jadł chleb-watę z supermarketu.

      EDIT: Wiecie, że agentka Scully napisała książkę (prawie sama)?

          1. aihS Webmajster

            @Klucznik

            Chyba jestem już stary bo nie odczuwam potrzeby biegania o północy, brania urlopu i grania w nocy. Przed chwilą sobie właśnie zamówiłem i nawet się specjalnie nie zmartwię jak kurier nie dojedzie we wtorek bo pewnie i tak nie będę miał czasu. Zresztą na nekstdżenach instalacja trwa dwie godziny 😛

            1. Klucznik

              @aihS

              Mam to samo – rozumiem, że dla kogoś będzie to magiczna chwila, stać po zmroku przy jakimś słabo oświetlonym paczkomacie, zapewne w deszczu i z 2-3 podobnymi zapaleńcami, ale ja już na to jestem za stary (o ile kiedykolwiek mnie to kręciło). Współczuję jednak tym, którzy mogą pojechać i nie dostać swojej gry zgodnie z umową. Widzę łzy.

  2. aryman222

    “Nie wiem, więc się nie wypowiem.” – no wiesz co Bosman… Wy pisarze to jednak jesteście jacyś tacy… oldschoolowi 🙂

    Co do słowiańskości w grze to polecam wywiad z pisarzami Wieśka 3go: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,145316,17909240,Geralt_odejdzie_niepokonany__Ostatnia_czesc_gry_o.html

    “Gra będzie sprzedawana na całym świecie, a wy pisaliście po polsku. Czy staraliście się już na etapie pisania ułatwiać zadanie tłumaczom?

    J.S.: My się tym w ogóle nie przejmowaliśmy. W naszym scenariuszu żołnierze elfów śpiewają pieśń “Przybyli Scoia’tael pod okienko”. Gdzie indziej pijak śpiewa “Śliwowico, moja żono”. Tłumacze albo to zmieniają na coś zrozumiałego dla Amerykanina, albo właśnie zostawiają, jako egzotyczny smaczek.”

  3. PeteScorpio

    Wczoraj też zasiadłem przed TV ciekaw tego Wayward Pines i podobnie jak Bosman, czuję że nie tego się spodziewałem. Jednak obsada serialu jest ciekawa, więc dam produkcji szansę, skorzystam z “zasady trzech odcinków” 😉 Wersję książkową kojarzę tylko z kanału Maciaszka, który kiedyś o niej opowiadał pokazując tajemniczą skrzynkę pocztową, taka ciekawa akcja marketingowa wydawnictwa 🙂

  4. emperorkaligula

    ta recka polygonu… oj nasrane maja we łbach usraelczycy… dziwne, że się nie przyczepili do tego, że wiesiu nie może przelecieć kilku facetów i zmienić płci w połowie gry… czarnego human torcza czy obsady thora nie skomentuje bo mam już dość zachodniego kina – oglądam tylko nowe budżetowe flmy klasy “C” z trejo czy seagalem.

  5. buczysyn

    Millenium w dzieciństwie/młodości jak leciało późną porą na dwójce kochałem miłością czystą. Ostatnio zassałem całość i już nie było tego WOW, coś uleciało. A co do oskarżeń o rasizm i seksizm w Wieśku – to tylko pokazuje jak bardzo odleciały społeczeństwa zachodnie.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @buczysyn

      No tak, po latach “Millenium” już tak nie cieszy. Choć nadal uważam odcinek o trzech diabłach siedzących przy kawie w jakiejś przydrożnej knajpie i opowiadających sobie o spotkaniach z Frankiem Blackiem za małe arcydzieło. A już scena, gdy psychol morduje satanistkę w obecności (niewidzialnego) diabła, który uśmiecha się szeroko słuchając jak dziewczyna wrzeszczy: “szatanie ratuj mnie” to perełka:).
      Albo diabeł mruczący z ukontentowaniem: “Napluł mi do kawy”.

      1. lgyhx

        @bosman_plama

        Millenium i X-Files ciekawie się przenikały, a to Frank był mentorem i ekspertem dla Foxa, lub Frank będąc w siedzibie FBI mija na schodach rozmawiających Scully i Foxa (w tle i bez znaczenia dla fabuły). Ot takie ciekawostki. O ile dobrze pamiętam Millenium doczekało się zamknięcia fabuły właśnie w którymś odcinku Archiwum.

    2. Beti

      @buczysyn

      Seksizm sreksizm. Ile można? Wszędzie do czegoś się przyczepiają. Feministki do konferencji naukowej na UW, której uczestnicy mają rozmawiać m.in. o tym, czy dolegliwości bólowe w trakcie miesiączki mogą wpłynąć na nieważność spisanego wówczas testamentu lub wypadku samochodowego. Wtf? To konferencja naukowa. N A U K O W A.
      Albo http://naekranie.pl/aktualnosci/mad-max-na-drodze-gniewu-to-feministyczna-propaganda-organizacja-walczaca-o-prawa-mezczyzn-atakuje-film Nie ważne. Jest tam Tom.

      Śmiech na sali fotomontaż.

  6. Daimonion

    Powtarzam sobie do znudzenia, że nic mnie już w życiu nie zdziwi. I nagle okazuje się, że jak nie ma Murzynów, to jest rasizm. Ludzie, jak trzeba mieć posrane we łbie, żeby coś takiego wymyślić? I co jeszcze? Antysemityzm, bo nie ma Żydów? Homofobia, bo Geralt nie romansuje z Jaskrem? Nawoływanie do znęcania się nad zwierzętami, bo w karczmie świniaka pieką?
    Boże, widzisz i nie grzmisz…

      1. Daimonion

        @furry

        Patrz, a myślałem, że to tylko ja mam takie dziwne wrażenie… Najgorsze jest to, że w swojej książce rozwijam ten wątek i moje gnomy to oczywista aluzja do żydowskiej diaspory. Oznacza to, że jeśli kiedyś dojdzie do debiutu powieściowego, grożą mi procesy lub po prostu egzekucja ze strony Mossadu – bo skoro gnom-prawnik jest mendą, to autor jest antysemitą. Jakiekolwiek tłumaczenia nie zdadzą się na nic.

        1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

          @Daimonion

          Może idź w przegięcie? Natwórz gnomów bankierów, gnomów producentów filmowych, gnomów sklepikarzy, etc. Jak coś – będziesz twierdził iż w ten sposób, przez wyolbrzymienie i “reductio ad absurdum” wyśmiewasz antysemityzm. I zawsze warto pogrzebać w historii własnej rodziny, może znajdziesz jakiegoś żydowskiego pociotka. Wtedy zabezpieczysz drugą flankę tezą że “w ten sposób dajesz odpór skrzętnie ukrywanej familijnej tajemnicy i rozdrapujesz bolesne blizny historii swoich najbliższych” I oczywiście “uwalniasz demony dotąd podskórnie toczące rodzinę”.

          1. Daimonion

            @brum75

            Pomysł z reductio ad absurdum dobry! Z uzasadnieniem genealogicznym gorzej, bo akurat i w tym zdarzyło mi się sporo grzebać. Niestety, aż do przełomu XVIII/XIX wieku żadnych starozakonnych przodków nie stwierdziłem (sądząc po moim stanie finansowym, to akurat nic dziwnego…), a z czasów wcześniejszych nie ma ksiąg metrykalnych:)

Powrót do artykułu