Pięć powrotów na piątek

bosman_plama dnia 31 marca, 2017 o 8:42    19 

Na początek podzielę się z Wami niespodziewaną nowiną. Parę dni temu odpaliłem Fallouta2, by poprzemierzać znowu radioaktywne bezdroża i zrobić coś z tym światem. Zaskoczeni i zdziwieni, prawda? Postać znów jest trochę inna, więc i wydarzenia mogą być trochę inne. Przy okazji przyszła mi do głowy rozkmina na temat wracania.

Pewnego razu odwiedził mnie nowy znajomy. Potoczył wzrokiem po półkach, na których tłoczyły się książki i wyraził zdziwienie: “Ale po co ci ich tyle? Po co trzymasz przeczytane książki? Przecież nie czytasz ich po raz drugi”.

No cóż, w tym rzecz, że wiele z nich czytam (nawet więcej niż dwa razy). Oczywiście, facet miał trochę racji. Do części z zachowanych książek nie wrócę, być może, nigdy. Ale trzymam je. Trzymam jak Smaug swoje skarby. Tylko się w nich nie tarzam, no i wizja zasypywania się samego książkami i nurkowania w nich nie wydaje mi się szczególnie atrakcyjna. Niemniej jest kilka powieści, które czytam wiele razy. Nie tylko Kubuś Puchatek czy Czarna Kompania albo Wojna Trappa, ale też np. Diuna, Hyperion, a nawet – co już może się wydawać szczególnie dziwne – niektóre kryminały (choć u Chandlera kwestia “kto zabił” nie wydaje się najważniejsza, niech więc mnie to usprawiedliwi).

wojna trappaNie inaczej jest z grami i filmami. Są filmy, które chętnie oglądam więcej niż jeden raz – na przykład Szklaną Pułapkę na Święta. Gry – sami wiecie.

Jaki jest sens tych powrotów w świecie, w którym nowe tytuły (powieści, gier, filmów) ukazują się co chwila, z częstotliwością najwyższą chyba (póki co) w historii ludzkości? Jesteśmy cywilizacją, która skupia się na gnaniu naprzód, podporządkowani regułom PKB produkujemy i konsumujemy coraz więcej i szybciej. Teoretycznie nie powinno być u nas miejsca nie tylko na powroty do przeszłości ale nawet na samo oglądanie się za siebie. Przecież czas, jaki poświęcę Falloutowi mógłbym spędzić nad jakąś nową grą. Choćby po to, żeby mieć o czym rozmawiać z kumplami-graczami, których półka wstydu jest krótsza. Swoją drogą już to jak nazywamy nasze zacofanie w nowościach: “półka wstydu” pokazuje jaki jest nasz stosunek do nie nadążania za galopadą nowości. Wstydzimy się tego. Do ludzi nowoczesnych pasuje nadążanie. A nawet więcej – wyprzedzanie nadążania, czyli zamawianie pre orderów, granie w alfy i bety itd. itp.

lee marvinA jednak, żeby nie było tak łatwo, twórcy (powieści, filmów gier) także lubią wracać. Proponują nam cykle, czasem długie, wręcz niekończące się. Albo nowe wersje starych przebojów. Ostatnio przypomniałem sobie Godzinę Zemsty z Melem Gibsonem, która stanowi ekranizację tej samej powieści, co film Zbieg z Alcatraz z Lee Marvinem z 1967 (zabawna sprawa swoją drogą, filmowcy ewidentnie mają problem z prawami autorskimi do niej, dlatego w wersji z 1967 powieściowy Parker nosi nazwisko “Walker” a w wersji z Gibsonem: “Porter”; Parker został Parkerem dopiero (o ile wiem) w filmie ze Stathamem). Remaki i kontynuacje to nasz chleb powszedni.

mel gibsonAle nie tylko powtórki tego samego, lecz także nowe wersje starych powieści. Nolan uznał, że czas na innego niż Burtonowski Batman i opowiedział historię Bruce’a Wayne po swojemu. Potem przyszedł Snyder i… No cóż. Zrobił to, co zrobił. A teraz w kinach będziemy mogli (albo już możemy) oglądać Ghost in the Shell, które narobiło niezłego zamieszania w sieci nim jeszcze weszło do kin, a to za sprawą odtwórczyni głównej roli. Scarlett Johansson bowiem, przy wszystkich swoich zaletach (należę do fanów), nie jest Japonką. Pal jednak sześć spory na temat jaki kolor skóry powinni mieć aktorzy wcielający się w role postaci z powieści, gier czy komiksów. Nie proponuję Wam nabijania wielkiej liczby postów dyskusją na ten temat. Większy problem w tym, że twórcy nowego GitSa dość swobodnie, jak można przeczytać w relacjach i recenzjach tych, którzy już film widzieli, podeszli do materiału źródłowego.

gitsNowy GitS jest więc powrotem, ale innym niż poprawione wersja np. Baldur’s Gate czy CoD:MW, w których wszystko, bądź prawie wszystko, pozostaje takie samo. Wrócimy w tym filmie i nie wrócimy zarazem.

Tak czy owak, gdyby przyjrzeć się popkulturze, można by odnieść wrażenie, że wcale nie gnamy przed siebie, ale kręcimy się w kółko w nierozerwanym kręgu wiecznych powrotów. A zatem moje tegoroczne granie w Fallout2 to nic nadzwyczajnego.

Dodaj komentarz



19 myśli nt. „Pięć powrotów na piątek

  1. Probabilistyk

    Te powroty można podciągnąć pod teorię cykli… jakichkolwiek. Nawet taki przykład jak moda – też chyba wszyscy wiedzą, że “lubi powracać”. Ja już dawno się z tym pogodziłem i nie oczekuję nowych potraw serwowanych przez wielkie wytwórnie, zastanawia mnie tylko w jaki sos będzie przyprawiona 😉

  2. iago

    Niedawno powróciłem do oryginalnego GitSa (nie 2.0) – nadal jest moc. Ale na live action chyba do kina się nie wybiorę – poczekam na BD.
    I jeszcze w temacie powrotów: we wrześniu znów będzie straszył Pennywise the Dancing Clown, tym razem kinowo (It z 1990 z genialnie groteskowo przerażającym Timem Curry był fimem telewizyjnym). Tu zdecydowanie chcę do kina.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @iago

      TO to murowany pewniak na liście filmów. Choć trochę się boję, bo wyjątkowo łatwo TO spieprzyć. No i zrezygnowali z równoległego prowadzenia wątków dorosłych i dzieci, zamiast tego mają powstać dwa filmy.
      Na GitS też się chyba wybiorę, bo cholernie jestem ciekaw. Niestety, relacje z pola walki na razie wskazują, że ci, którzy znają anime są raczej rozczarowani. A ja tu jeszcze mangi sobie powtarzam:P.

  3. Wyspa

    W weekend pewnie pójde na GiTSa, ale powiem z góry gdyby po prostu skopiowali film animowany (z tego co słyszałem , nie) to byłbym rozczarowany. Ogólnie zresztą nie uważam iż adaptacje powinny się szczególnei jakoś bardzo trzymac materiałów źródłowych, skoro już mamy tą cykliczność to niech przynajmniej twórcy eksperymentują ze znanymi moywami zamiast je bezmyślnie kopiować :). Inna kwestia czy robi się to dobrze oczywiście, ale o tym w przypadku GiTSa się pewnie przekonam niedługo. 🙂

  4. mr_geo

    Ostatnio miałem szanse przeczytać Trappa w oryginale (czyli po angielsku). Jeśli ktoś będzie miał okazję to bardzo polecam. Polskie tłumaczenie- mam na myśli to od Kędzierskiego – jest całkiem dobre ale jednak są pewne straty.

    Co do najnowszego GitSa i jego podejścia do “kanonu” to IMHO ta historia i świat uległy już tak daleko posuniętej anastomozie 😀 że właściwie każda jego aranżacja, byle w ogólnym klimacie cyberpunkowym da się uzasadnić w ramach jego ontologii 🙂 Bo jest gits 2.0, jest Innocence, jest Solid State Society, są SAC i SAC 2nd GIG – o medium pozafilmowym nie wspominając (mangi). I wszystkie są ‘oficjalne’. Czy taki proces rozlewania się oryginalnego pomysłu jest dobry czy zły nie umiem powiedzieć, bo to zależy od talentu i umiejętności nowych interpretatorów ale patrząc na to co się dzieje na rynku jest to chyba już nie do zatrzymania.

  5. slowman

    Są chińskie bajki, mam też coś jeszcze z kraju Gandhiego. GIF, więc jak najbardziej o wracaniu.
    SFW (celowo bez N) https://twitter.com/AmazingGlFS/status/847205993188593665

    A jeśli chodzi o mnie, to ciągle wracam do Wiedźmina 2. Chyba 5 raz go właśnie przechodzę. Możliwe, że pomaga brak sprzętu mogącego udźwignąć Dziki Gon, ale chyba też krótka i dynamiczna (przynajmniej do ostatniego rozdziału) historia pomaga.

  6. Cadhi

    U mnie (a właściwie córki) jest podobnie. Dużo książek trzyma przeczytanych, ciężko wywalczyć, aby czegoś się pozbyła, mimo iż do nich nie wraca. Znaleźliśmy rozwiązanie – nowe meble, które to pomieszczą. Zresztą sam tak robię. I fakt, kiedyś wracałem, czytałem ponownie, ale teraz już nie, a i tak książek przeczytanych się nie pozbywam. Może to tylko zbieractwo? Eee, wątpię 😉

Powrót do artykułu