Pięć podejść do tematu na piątek

bosman_plama dnia 28 lutego, 2020 o 10:07    10 

Wszyscy już wszystko wiemy o Baldur’s Gate 3, bo oglądnęliśmy opening gry i trochę na temat tego, jak się w nią gra. W mojej bańce internetowej przeważają głosy: “To już nie jest Baldur’s Gate” choć mieszają się trochę z: “na szczęście jest nowocześnie”. Co ja na to? Ja bym chciał, żeby ktoś zaczął kręcić filmy (mogą być seriale) fantasy tak, jak się robi openingi do gier.

Nie mówicie, że nie chcielibyście zobaczyć takiego właśnie filmu: łupieżca umysłu na cthulhupodobnym okręcie powietrznym ściga się z plującymi w niego jadem smokami, w to wszystko zamieszani są bohaterowie różnych ras, akcja mocna, dynamiczna, chciałoby się powiedzieć: epicka;). I wszystko właśnie w animacji, co umożliwia wykreowanie bohaterów jakich dusza zapragnie, bez oglądania się na wygląd najpopularniejszych aktorów. Oni mogą przyciągać widzów podkładając głosy. Jak to w filmach animowanych.

bg33

To nawet zastanawiające, że po sukcesie Władcy Pierścieni prawie nikt nie poszedł tą drogą. Ale może właśnie chodzi o to, że Peter Jackson zepsuł i to – wszyscy zapragnęli robić aktorskie filmy fantasy. Zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że dla tego typu opowieści stworzona jest właśnie animacja, pozwalająca zaszaleć wyobraźni bez żadnych ograniczeń. A przecież największą siłą fantasy jest właśnie wyobraźnia – szalone kreowanie światów i zamieszkujących je ras. Jasne, współczesna technologia pozwala przerobić każdego człowieka na wyrób orkopodobny, a green screen może udawać dowolny element Nowej Zelandii. Ale aktorzy na green screenie grają jednak ciut inaczej, a człowiek przerobiony na orka będzie człowiekiem przerobionym na orka. Co więcej, animacja dysponuje jeszcze jedną wspaniałą siłą: w nosie ma prawdopodobieństwa. Przygoda w animacji zawsze jest bardziej szalona i zwyczajnie pozwala sobie na więcej. I nawet nie chodzi o to, że bez chwili wahania kupujemy zjazd na tarczy z lodowej góry w Sindbad legenda siedmiu mórz, czy użycie własnych włosów jako liny w Zaplątanych, bo kupilibyśmy te akcje nawet w aktorskich filmach, gdyby dobrze je tam zrobić. Rzecz w tym, że filmowcy rzadko się na nie odważają. Jakby podświadomie krępowała ich fizyka. Nie zawsze tak było – pierwsze filmy z Indianą Jonesem to przykład wykorzystania nieskrępowanej wyobraźni. Strażnicy galaktyki też poszli podobną drogą. Może być i tak, że im więcej efektów specjalnych tym bardziej potrzebujemy pewnej przyziemności w tle, by je zaakceptować. Albo to po prostu kwestia kasy.

tangled

Animacje nie znają tych ograniczeń. Ponieważ są narysowane, odruchowo przyjmujemy ich umowność, dlatego zgadzamy się na cuda w postaci szermierki patelnią, niemożliwych skoków ale także szalonych fabuł. Dlatego w animacjach możliwe są te wszystkie radosne awantury w stylu Jak wytresować smoka, Sindbada (Sindbad, legenda siedmiu mórz to jeden z moich ulubionych filmów przygodowych) czy Zaplątanych. Więcej! Animacje mogą sobie pozwolić na rozmach scenograficzny jaki trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Wspominany tu do znudzenia Sindbad to pomieszanie Bliskiego Wschodu z Grecją, trochę Chinami i czym tam jeszcze chcecie. Chcecie pływające po pustyni wyspy w anime? Proszę bardzo. Miasta na niebie, pojedynki wielkich powietrznych okrętów…

Animacje oferują inny sposób narracji i cudowną dowolność scenograficzną i pewną odruchową umowność – a zatem te cechy, które wyróżniają także fantasy. To naprawdę szkoda, że tak rzadko się je łączy. A co jeszcze jest podobne pod tymi względami do animacji i fantasy? Pod pewnymi względami właśnie gry. Dlatego Baldur’s Gate oferowało nam dotąd tak cudowną, momentami odkręconą rozrywkę, w której byliśmy nosicielami ziarna boga zdolnymi zmieniać się bestię, czarować, pokonywać tuziny wrogów i romansować np. z rusałką pozbawioną skrzydeł (a nawet mieć z nią dziecko) i powędrować z nią w głębiny morza oraz do podziemnego królestwa matriarchalnych domin, a wszystko w towarzystwie osiłka z chomikiem na ramieniu, uzbrojonego, jeśli zechcieliśmy, w gadający miecz. I nikt się o to nie skrzywił, choć gdyby nakręcono na podstawie tej gry aktorski film czy serial coś by nam pewnie w nim zaskrzypiało. Ale w grze? W animacji? Im przypisane jest ro rozbuchane radosne szaleństwo, które może dać nam radość przygody wynikającą między innymi z zawieszenia wszystkiego, co na co dzień powszednio przykuwa nas do ziemi.

sindbad

Dlatego mam wiarę w to, że nowy Baldur’s Gate może okazać się równie wspaniałą przygodą jak BG2. Oczywiście, jestem w dobrej sytuacji – mnie już ta przygoda ucieszy na tyle, że przymknę oko na pewne różnice w stosunku do mechaniki rozgrywania poprzednich części. No chyba, że nie. Chyba, że okażą się nieznośne a filmik kłamał i dostanę smutna opowieść o niedolach człowieka uwięzionego w kajdanach fizyki. Albo wędrującego bez celu po wielkim otwartym świecie, w którym smoki zabija się splunięciem. O jak wtedy będę narzekał na fizykę gry i mechanikę starć!

Dodaj komentarz



10 myśli nt. „Pięć podejść do tematu na piątek

  1. michau

    Poza Baldurem fanbojuję też Świątynię Pierwotnego Zła, więc turowe D&D zawsze przyjmę. Styl graficzny mi nie podchodzi, ale jakoś go przeboleję, być może z pomocą odrobiny hejtu w sieci. 😀

    A animacje? Tak przed Jacksonem jak i po nim zrobienie Silmarilliona (najlepiej właściwej części, tej o tytulowych klejnotach) w takiej formie pewnie jest równie prawdopodobne co Baldurs Gate 3 2D, ale kto mi zabroni rojenia? Btw ciekawe ile kosztowałoby zanimowanie małej hordy smoków i barlogów?
    Zresztą nie tylko taką armię chciałbym zobaczyć. Jest cała masa militarnego fanasy i sci-fi, które tylko czeka na swój boom i… w zasadzie historycznych militariów też jest cała masa, tylko tutaj podchodzimy do problemu od drugiej strony. Z aktorami trudno zrobić je realistycznie, bo drogie i niepraktyczne rekwizyty i nie ma ludzi, którzy potrafią się nimi wiarygodnie posługiwać (ludzi, którzy byliby w stanie zrobić porządną, rycerską szarżę pewnie nie ma w ogóle, nie mówiąc już o koniach) a animacja może wszystko załatwić.

    Dajcie mnie ten boom.

  2. Yosh

    Ostatnio w końcu przeszedłem obydwie Force Unleashed i …. bawiłem się jak dziecko, jakbym kurka stracił 20 lat na chwilę. Po co sens, po co logika – niczym nieskrępowana frajda potrafi wynagrodzić wszystko.

    Zerkasz i widzisz jak to pachnie havokiem z hl2 na kilometr, sentymenty się budzą. Fizyka dokręcona tak aby było pięknie a nie dobrze, sposób wpasowania to w kanon (kiedy jeszcze było kanonem) powoduje banan na twarzy.

    Coś czuje że jak zagram kiedyś w Fallen Order to już tej dziecięcej naiwności nie uświadczę

    #jakazimnarybatanowatrylogia

  3. Tasioros

    Baldur’s Gate 3 – mam mieszane uczucia. Ponieważ bardzo się cieszę, iż to się pojawi i mam nadzieję, że będzie dobre. Z drugiej strony wiem, jak bardzo nie będę miał czasu aby w to pograć.
    Openingi, cinematiki, intra – nie ma jakiegoś ładnego polskiego słowa na te… filmiki? Zresztą, nieważne.
    Od zawsze uwielbiałem tego typu animacje i nie mogłem pojąć tego, że ktoś po włączeniu gry jest w stanie pomijać intro. Warcraft II, Heroes III, StarCraft. Te mi nostalgicznie wyryły się w korze mózgu. Oraz Dark Colony – oh, to było mocne! Rozwinęło się to wszystko pięknie i co jakiś czas można obejrzeć naprawdę wspaniałe dzieła.
    Co do pełnych metraży, to chętnie obejrzałbym Star Wars w klimacie “cinematiców” do SWotOR. Taki jeden spin-off R-rated, pisząc poprawną polszczyzną. Choć tu zbyt wielu fantastycznych szaleństw pewnie by nie było. Za to połączenie filmu “Cela” z “Incepcją” i “Matrixem” – to by mogło być piękne.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tasioros

      Och, “Cela”. Zła Jennifer Lopez… Nigdy już później nie była tak seksowna!
      Nie doceniłem tego filmu gdy oglądałem go po raz pierwszy. Teraz wracam do niego co pewien czas, jak i do innych filmów Tarsema Sigha, bo wyobraźnia plastyczna tego faceta mnie fascynuje. Nawet słabsze filmy (Immortal) mogę oglądać bez końca właśnie ze względu na ich stronę plastyczną. A cudeńka takie jak “The Fall” to właściwie mógłbym w kółko i bez końca. Podobnie zresztą jak “Mirror Mirror”, choć ten film z innych także względów niż scenograficzne:). Bawię się przy nim świetnie za każdym razem:).
      Gdyby ktoś zupełnie nie kojarzył faceta, to wyreżyserował teledysk R.E.M. “Losing My Religion”. Pamiętacie jaki był zakręcony?

Powrót do artykułu