Pięć nerdowskich zdarzeń przed piątkiem

bosman_plama dnia 11 lipca, 2014 o 8:41    189 

Kupiłem w końcu laptopa, takiego na wszelki wypadek, jakby coś, jakbym gdzieś jechał a potrzebował maszyny do pisania – takie tam kryteria. Żadnych cudów w wymaganiach – żeby bateria trzymała jako tako, ekran był matowy, wiele to wszystko nie ważyło i nie było tak paskudne, że ludzie uciekaliby z krzykiem. Oczywiście, koniec końców wszystkie analizy straciły na znaczeniu, planu nie wykonałem i kupiłem co innego niż zamierzałem. Ale niezupełnie o tym będzie poniższy tekst.

Zamiast sprzętu o niewysokich osiągach kupiłem jakieś coś, na czym nowe gry powinny chodzić bez większych problemów (nie, żeby idealnie). Mogę na nim zainstalować cokolwiek. Co zainstalowałem jako pierwsze? No, to oczywiste. A jaka gra znalazła się tam jako druga? Hehe – Icewind Dale. Tak, tak iluśtam rdzeniowy I7 z dwoma kartami graficznymi (jedna na co dzień, druga do gier) musi się mierzyć, na początek, z oczywistym starociem i drugim starociem. Oczywiście – przede wszystkim chciałem sprawdzić, czy stare gry (obie z GOGa) na tym sprzęcie pójdą. No i w czasie upałów Icewind Dale zawsze staje się pociągającym tytułem. Ale czy upakowanie tych dwóch gier na laptop zdolny uciągnąć najnowsze tytuły nie świadczy, panie dzieju, o tym, że staję się coraz bardziej stetryczałym bosmanem?

Wydarzenie drugie – z kompa zniknął mi internet. Zniknął i już. Zapytany o pomoc windows poradził mi, żebym sobie ściągnął nowe sterowniki do karty sieciowej i nawet ironicznie podsunął odpowiedni link. Zainstalowanie sterownika nic nie dało, reinstalacja systemu nic nie dała, format:C (bo to na pewno wirus zżera mi mi sterowniki!!!!111oneone!!!) nie nie dał… Pomógł oczywiście wujek Gugiel, który wyjaśnił mi, że raz na ileśtam dziesiątków, czy setek tysięcy razy aktualizacja oprogramowania dostarczana przez jego twórcę zamiast pomóc przeszkadza. Trzeba wtedy wejść w rejestry, pogrzebać, wykasować jakieś pliki nie tak niezbędne, jak się wydawało i… wszystko działa! Ponieważ to ostatnio nie pierwszy raz, gdy wchodzę w oprogramowanie znacznie głębiej niż bym tego pragnął, zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem iść znowu na studia. Tym razem informatyczne. Choćby dlatego, że ja tu i teraz sam nie wpadłbym na to co mam wywalić z rejestrów, żeby system działał jak trzeba.

Po trzecie zapoznałem się wreszcie bezpośrednio z win8(8.1) i doprawdy nie pokochałem tego systemu. Odnoszę wrażenie, że z każdą nową odsłoną windy mogę w niej zrobić coraz mniej. Ułatwień wymyślonych przez twórców systemu jest tak wiele, że coraz bardziej utrudniają mi one konfigurowanie systemu pode mnie, nie pod wyobrażenia jakiegoś usańca na temat tego, co dla mnie dobre. Po czwarte przemokłem po głęboko intelektualnej dyskusji, co zmusiło mnie do konfrontacji z zawartością szafy. To zaś przywiodło do odkrycia, że zamiast kolejnych książek i gier powinienem kupić kolejne spodnie. Kolejne – hehehe, jakiekolwiek. Czym się to skończyło? Kupieniem dwóch par jeansów w internecie.

Piątego zdarzenia tak naprawdę nie ma. Piąte jest objawienie – wszystkie cztery poprzednie zdarzenia były związane z internetem. Internet uratował mnie przed brakiem internetu, internet sprawił, że odrzuciłem pierwotny pomysł kupienia laptopa jednej marki i podpowiedział markę inną, w związku z czym dokonałem przez internet zakupu firmowanego nią sprzętu; prognozę pogody na środę sprawdziłem w internecie, podobnie jak lokalizację i opinie na temat knajpki. Prognozę zignorowałem licząc na odrobinę szczęścia (nie dopisało). W efekcie znowu korzystałem z internetu, żeby kupić spodnie…. I piszę o tym do ludzi, których poznałem w internecie i których większości poza siecią nie znam.

To żadne odkrycie, że jezdem nerdem, a internet oplótł mnie swoją siecią tak mocno, że nawet nie zauważam jego wszechobecności w moim życiu. Ale wiecie co? Właśnie przeczytałem w lipcowej NF felieton Wattsa (tego od “Ślepowidzenia”) o tym, że on postanowił żyć coraz bardziej analogowo i wymykać się w ten sposób elektronicznej, infiltrującej wszystko cywilizacji. Może w Kanadzie coś takiego jest możliwe, mają tam więcej lasów (i obiekt moich miłosnych westchnień – północ, na której śnieg nigdy nie topnieje) ale u nas, jak dowiedziałem się ostatnio, policja potrafi zamknąć za próbę zbudowania szałasu w parku. A zatem powodzenia, Peter. Ja jeszcze trochę pożyję w globalnej wiosce. Ale możliwe, że zwyczajnie się tym wszystkim znudzę. I tak, jak na nowym laptopie zainstalowałem stareńkie gry, tak zacznę kiedyś znowu do ludzi telefonować, albo – o zgrozo – posyłać im z wakacji pocztówki a nie MMSy i maile.

Dodaj komentarz



189 myśli nt. „Pięć nerdowskich zdarzeń przed piątkiem

  1. urt_sth

    “potrzebował maszyny do pisania” – już my wiemy jaka to będzie maszyna do pisania 😉
    to taka refleksja z pierwszego zdania, nie mogłem się oprzeć.

    Kupieniem dwóch par jeansów w internecie. – ja ostatnio kupiłem koszulkę w Chinach, numer za dużą, no ale powinienem dwa numery większą…

    Może w Kanadzie coś takiego jest możliwe – możliwe jest więcej śmierć na lotnisku z ręki ochrony. Mam krzywe na pewno (ale nie zależy mi na jego prostowaniu) wyobrażenie o Kanadzie, taka Szwajcaria obyczajowo tylko z olewką ochrony środowiska. (o Szwajcarii mam wyobrażenie jeszcze gorsze).

    Chyba nie chodziło o samo zbudowanie szałasu, bo to regularnie robią zastępy zuchów i harcerzy, tylko narażenie na niebezpieczeństwo pięciolatka.

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @whushhh

        Są fajne. Kłopot w tym, że zakupy sprzętu to jedyny moment, w którym budzi się we mnie ambicja i zmusza mnie do szukania modelu z “troszkę lepszymi parametrami”. W przypadku thinkpadów doszedłem tą ścieżką do maszynki za dziesięć kawałków:P.

        Ostatecznie stanęło na kompromisie i serii Z, gdzie najwypaśniejszy model kosztuje 1/3 ceny najwypaśniejszego z T.

        Cały czas żyję nadzieją, że Sony naprawdę odda Vaio w dobre ręce i ta marka odżyje.

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @whushhh

            Ech, nie. Moje vaio pochodzi sprzed czasów tej magii. Ostatecznie sprezentowałem je rodzicielce, żeby miała na czym stawiać pasjansa i szaleć po necie. A ona w ciągu dwóch lat torturowała tę nieszczęsną maszynę na sposoby, o których się inkwizycji nie śniło. Pomimo tego sprzęt działa. A do tego pozostaje jednym z najładniejszych jakie widziałem (nie licząc blizn, oczywiście).

      2. Daimonion

        @whushhh

        Trzy miesiące temu zleciał mi z biurka i upadł pod tak feralnym kątem, że trzasnęła matryca. Na szczęście uszkodzenie nie jest aż tak wielkie, żeby nie dało się korzystać. Przyzwyczaiłem się do kiropodobnego czarnego paska w lewym górnym rogu. Gdyby tak jeszcze nie zasłaniał mi w Wordzie 97 pola zmiany wielkości czcionki… No ale jakoś daję radę. Nie wyobrażam sobie życia bez tego laptopa.

  2. mokraTrawa

    ha ja na moim sprzęcie też pierwsze co to instalowałem starocie i gry które kwadratami wydłubują oczy

    ja tam wolę zadzwonić do znajomych niż słać smsy i maile, szybciej jest. A co do ułatwień typu kupowanie z internetem to tak jest łatwiej, szybciej i można poświęcic czas na to co się lubi (jakbym miał łazić po galeriach za ciuchami to bym się pociął). Tak samo jedzenie kupuję w sieci i mi dowożą (w końcu się przekonałem) i nie muszę łazić i stać w tych kilometrowych kolejkach. Nie odcinam się!

  3. powazny_sam

    Nie cierpię tych “dualnych” kart grafiki. Moja wspaniałomyślnie uważa że powinienem używać tylko dwóch rozdzielczości : 640×480 i full hd, co powoduje że gry o ile chodzą to w Low Detail. Ale żeby nie było, po podłączeniu zewnętrznego monitora i ustawieniu na “duplicate screen” okazuje się że grafika i ekran laptopowy potrafi wygenerować każdą rozdzielczość i w 720p mogę mieć płynnie High Detail.
    Oczywiście wszystkie narzędzia do oszukania wyświetlacza laptopowego wymiękają bo wykrywają tą pierwszą grafikę jedynie…

        1. aihS Webmajster

          @powazny_sam

          Nie jestem ekspertem, ale to chyba znaczy, że monitor lapka zgłasza karcie obsługę tylko dwóch rozdzielczości. Wbrew pozorom monitory mają sterowniki i twój albo chodzi jako generic, albo błędnie podaje info karcie. Nie wiem czy można coś tam nakombinować, ale wydaje mi się, że trzeba w tym kierunku się poruszać.

          Czy dwie rozdzielczości są jedynie pod windowsowym menu czy również w Catalyst?

  4. aryman222

    rety, jak ludzie nap***** komcie pod artykułami Bosmana! Zanim przeczytałem “5 NRDowskich zdarzeń…” liczba komci zmieniała się z 0 na 10 🙂

    PS a w ogóle to myślałem, że ubrania w necie tylko kobiety kupują 🙂 ja nigdy nie wiem jakie mam naprawdę rozmiary (plus rozmiary są inne w każdym, naprawdę każdym, sklepie) i dopóki czegoś na siebie nie założę, to nie kupię.
    PSS piosenka na weekend, jest co oglądać: https://www.youtube.com/watch?v=Yz2658gzOuM moja kobieta mnie tym teledyskiem uraczyła i nie żałuję 🙂

    1. urt_sth

      @aryman222

      Dlatego nie kupuję (ostatnio zrobiłem wyjątek – z w.w. skutkiem). Metody są dwie, przymierzyć w sklepie, kupić na odległość, albo zwracać, wymieniać, odsprzedawać.
      Generalnie chodzę w rzeczach do nieprzyzwoitości, ale ostatnio mój organizm zmusza mnie do częstszych zakupów. O ile z koszulkami nie ma problemu (zawsze można kupić na zapas) , to ze spodniami już tak się nie da.
      Przy okazji remontu wywiozłem kilka worków odzieży (niektóre “raz” noszone) i ładnie mogłem spojrzeć w oczu oszustwu zakupowemu (przecież się zmieszczę – jeszcze niedawno kupowałem rozmiar mniejsze).

    2. bosman_plama Autor tekstu

      @aryman222

      Też pojęcia nie miałem o rozmiarach. Zacząłem to ogarniać, gdy odkryłem, że te same jeansy kupione w polskim sklepie kosztują 200 do 400% więcej niż np. w wysyłkowym amerykańskim. Niestety, po jakimś czasie okazało się, że amerykańskie wysyłkowe nie chcą już wysyłać do Polski, ale nawet w polskich internetowych można kupić taniej niż w sklepie. Zwłaszcza, że szukanie okazji w sieci nie oznacza biegania cały dzień po sklepach:).

      Przy czym tak naprawdę kwestie rozmiarów ogarnia teraz chyba tylko Panbóg. Nawet w ramach tej samej marki jedno XL może się różnić od drugiego XL.

      1. aryman222

        @bosman_plama

        Amerykanie nie chcą dzielić się dobrem… a podobno jesteśmy sojusznikami 🙂 faktem jest, że mają niesamowite ceny i większy wybór, ale i w polskich sklepach też można czasem trafić na perełki. ja czekam na wyprzedaże rzędu -50-70% (Steam style) i dopiero wtedy przymierzam. przy czym do takich firmowych Levisów czy Wranglerów nawet nie zachodzę – tam ceny zawsze są zaporowe. za to dobre jeansy/ bojówki za pół ceny w Reserved, New Yorkerze, Diverse, House itp. są jak najbardziej do znalezienia.

        1. urt_sth

          @aryman222

          Pamiętam szok poznawczy kiedy lat temu kilkanaście wybrałem się na zakupy w US i jak jeszcze wziąłem korektę na siłę nabywczą, ech. Najki jordany zdarłem do dziur od spodu, a i je jeszcze wypełniałem klejem epoksydowym…
          Galon paliwa poniżej 2$ (teraz jest koło 4 chyba). Właściwie bez podatku to wtedy był po dolarze.

  5. furry

    Był już taki gość, co poszedł krok dalej:
    http://volfee.wordpress.com/2013/07/20/czy-wytrzymalbys-rok-bez-internetu/
    (tak, opisał to w internecie)

    Jakaś Niemka napisała książkę, jak szczęśliwie jej rodzina żyła bez internetu, tyle że… wcale nie. Nie pamiętam autorki, ani tytułu, ale okładka chyba była żółta 🙂 EDIT: Znalazłem, ta książka to E-migranci, dziękuję ci internecie.

    Nie ma się co spinać, Bosmanie, gdyby nie internet, ludzie nie mogli by patrzeć na darmowy zbiór opowiadań nominowanych do Zajdla, a na gikz.pl lubimy jak patrzysz (sorry, musiałem, polityka firmy).

  6. Nitek De Kuń

    Czytałem wczoraj o tym ojcu, co go do aresztu zawlekli, bo siedział z synem w krzaczorach w parku miejskim ;D
    Do dziecka w ogóle karetkę wezwali, choć nic mu nie było, a uzasadnieniem najazdu był fakt, że nie mieli potrzebnych rzeczy jak koce, jedzenie, coś tam. W środku miasta!

    Co za zrypane czasy. Pomyśleć, że kiedyś to było normą, ganianie po lasach, cioranie w piłkę na blokowiskach, granie w noża w piaskownicy i w cholerę rzeczy za które obecnie dostaje się wpierdolololo od aparatów pilnujących porządku, bo oni wiedzą lepiej co można, a co nie można. W dupach się poprzewracało, taka wolność.

    Co prawda to z focha, z komentarzem, ale opowiada też historię zdarzenia. http://foch.pl/foch/1,132036,16299819,Przetrwaj_to_sam___zanim_cie_aresztuja.html#Cuk

        1. Stah-o

          @Nitek

          Dzieciaki nie latają po podwórku bo się ich starym nie chce dupy ruszyć. Oglądanie TV to przecież wygodniejsze rozwiązanie. Jak taki dzieciak od młodego na podwór nie wyłazi, to potem nawet nie jarzy, że tak można… Wiem z doświadczenia, jak z córą próbujemy jakąś grę na “świeżym” zorganizować to po prostu nie ma z kim grać niestety.

        2. Tasioros

          @Nitek

          A czyje to dziecko? A czemu same biega? A czemu w wojnę się bawi – to niemoralne, trzeba do psychologa wysłać. Gdzie są rodzice? Czemu nie pilnują? Co te dzieci na trzepaku robią? Połamią się zaraz. Dzwoń na policję, jakiś wyrostek nożem w piaskownicy rzuca, jeszcze zabije kogoś lub siebie. Co to za gościu się tak tym dziewczynkom przygląda? Podejrzany jakiś. O w mordę, przytula jedną, POLICJA!!! Itd.

              1. urt_sth

                @Stah-o

                Pije do współczesnej paranoi, że ją tak nazwę. Kiedyś czyhały mniej więcej te same zagrożenia (po za sieciowymi) co teraz, a teraz żyjemy w strachu aby na chwilę spuścić dziecko z oka.
                Aktywność skrajnych jednostek odzwierciedla również przesunięcie środka w daną stronę.
                Tak jak pisałem niektóre z pozwów były zasadne, bo i wśród kobiet , które opanowały zawód przedszkolanki (nawet gdyby mężczyźni chcieli równouprawnienia nie ma odpowiedniej społecznej atmosfery dla panów przedszkolanków) trafiają się osoby chore.

              2. Stah-o

                @urt_sth

                Mam pewną hipotezę dotyczącą tej paranoi – mam wrażenie, że my (dzisiejsi dorośli z dziećmi) zdaliśmy sobie po prostu sprawę z tego, czemu np. w naszym dzieciństwie ksiądz lubił jak mu chłopcy na kolankach siadali. Wtedy nikt nam tego nie tłumaczył, nie mieliśmy żadnej wiedzy w tym zakresie i to, że nam się jakoś udało uniknąć takiego hardcore’u – to w zasadzie czysty fuks. Stąd dzisiaj wolimy prewencję niż krzywdę jaką mogą sprawić skurwiele naszym dzieciakom. Zbyt duża wiedza + zbyt duża wyobraźnia = paranoja 🙂

              3. urt_sth

                @Stah-o

                Ja to widzę raczej w mediach. Wtedy media były kontrolowane i miały na celu utrzymanie porządku publicznego, teraz mają na celu zarobek, a najlepiej się zarabia na emocjach.
                Jak się dopisze emocję plus strumień specyficznie filtrowanych w naszą stronę informacji do równania to tej paranoi jest bliżej.

                Niestety nie wszyscy uniknęli złych ludzi , bo inicjatyw wychowawczych w klubach, klubikach, harcerstwie itd kiedyś było więcej, a kontrola nawet w formie propagacji niesprawdzonych informacji mniejsza.

              4. urt_sth

                @thesheep

                Ja pozostaję drętwy (takie memowe friendzone, z poklepywaniem dłonią ) gdy chcą się przytulać dzieci.
                Zresztą podobnie mam z kobietami, jestem takim Wiesławem Michnikowskim z seksmisji – kobiety zawsze mnie fascynowały i przerażały zarazem. Dygresja z dupy, ale tak mi się skojarzyło.

                PS. Gwizdek, albo taka syrena na sprężone powietrze.

            1. Tasioros

              @Stah-o

              @ aihS

              Śmieję się, ale tak gorzko. Bo przegięcie w każdą stronę jest złe. A ten przytulający gościu to w domyśle po prostu ojciec jest. A sam byłem świadkiem, jak starsza pani interweniowała (trochę kłótni, ale jednak) w takim przypadku, bo matkę dziecka dobrze znała, a ojca nie kojarzyła.

              1. Nitek De Kuń

                @Tasioros

                Nie mogę się doczekać niesłusznych oskarżeń od kogokolwiek stojącego z boku wraz z komentarzami odnośnie wychowanie wedle pani czy pana X, którzy akurat postanowili zużyć tlenu. Czekam z niecierpliwością.

                Nigdy się nie zdarzyło. Jedynie pogoniłem człeniów przy scenkach w hipermarkecie. W tym jedną babcie.

              2. Stah-o

                @Nitek

                Możesz werbalizować, ale do momentu, w którym twoja pociecha zacznie rozumieć i uczyć się twojego języka i zachowania w stosunku do innych ludzi 🙂 A teraz dzieciaki szybciutko się rozwijają (moja mała spisała ze słuchu łamanymi literkami swoje pierwsze zdania (przepis na deser z truskawkami z TV) w wieku 4,5 roku, a teraz w wieku niecałych 6 lat sama czyta wszelkie książki i gazety). Takie czasy.

              3. Nitek De Kuń

                @Stah-o

                Wiem jak to działa. Pisałem o tym ostatnio. Dzięki luźnym i kurczakom udało mi się szybko i bezboleśnie wyplenić O FAK przy graniu w minionki na telefonie 😉 Przechwyciła jeszcze facepalm przy każdej porażce. Zupełnie jak tata.
                Teraz ciora se tam radośnie, ja coś miącham i nagle PLASK, KURCZAKI mionek do dziury wpadł, tato!

                I niech rozumie. Jak jej się wymsknie kiedyś do kogoś mądrość tatusia, jest duża szansa, że ją ten ktoś zostawi, a cholera wie który bawi się w Polańskiego. Bo o samej werbalizacji to nie jakieś motanie staropolszczyzną tylko od lekkiego Proszę ją zostawić przez Co Pani do tego do rzeczy, których już werbalizować nie musiałem. Stylowa postura ala Obeliks daje radę.

              4. Stah-o

                @Nitek

                My mamy w rodzinie taką zasadę, że cukier (i jego przetwory) jadamy tylko w weekendy, więc jak tylko ktoś z zewnątrz się o tym dowiaduje, to patrzą na nas jak na niegodziwców, co dziecku radości żałują 🙂 Wciąż mnie to nieprzerwanie bawi… 🙂 Ja akurat nie mam problemów z tłumaczeniem się ze swoich decyzji innym, po prostu tego nie robię i dzięki temu całe swoje życie ułożyłem sobie po swojemu.

    1. urt_sth

      @thesheep

      Zwykle wysyłałem pocztówki wracając, niejako z obowiązku. Zmiana medium spowodowała zerwanie więzi w moim przypadku, bo poczułem się z niego zwolniony (elektronicznych nie wysyłam w ramach protestu oczywiście 😉 ). Taki jestem trochę aspołeczny i upośledzony emocjonalnie (o mym niemal ujemnym wyniku w teście na inteligencję emocjonalną kiedyś wspominałem).

              1. thesheep

                @furry

                Możliwe , że nie było 🙂 Tylko często ją opowiadam znajomym, stąd moja niepewność.
                Więc było to tak – mój plecak szkolny miał przednią kieszeń i część główną. W tej przedniej nigdy nie trzymałam pieniędzy ani telefonu, bo nie chciałam kusić losu kiedy dojeżdżałam autobusem do szkoły (średniej). Ale były tam kredki, żeby się nie połamały w kontakcie z książkami. Któregoś razu powstał wokół mnie sztuczny tłok, nie zdążyłam ściągnąć plecaka i między przystankami zostałam okradziona. Z kredek i chusteczek, bo nie dali rady otworzyć głównej części. 🙂 W sumie to do tej pory mi ich szkoda – tych kredek, nie kieszonkowców, bo to były takie akwarelowe – miękkie, miały świetne kolory i po potraktowaniu pędzelkiem wychodziły świetne rysunki.
                Edyta: nawet mnie nie strasz tą trzydziestką! Z dwójką z przodu zostały mi tylko miesiące…

              2. urt_sth

                @thesheep

                To mogła by być taka smutna i piękna historia.

                Wielki Artysta z demencją budzi się gdzieś na ulicy, nie wie kim jest, aby zarobić na chleb i tanie wino schodzi na złą drogę, jednak nie może zagłuszyć w sobie niepohamowanej żądzy tworzenia. Z tego wszystkiego pozbawia mała dziewczynkę jej jedynego zestawu kredek z RFN, zrozpaczony swoim upadkiem zaczyna sprzedawać swoje prace tymi kredkami i zostaje rozpoznany przez krytyka sztuki.

                PS. Chlip, chlip.
                PS2. Wątku miłosnego nie naświetlałem, ale oczywiście był tam

                PS3. To była kobieta, ten krytyk sztuki, wykorzystana i porzucona przez W.A., jednak po całej sytuacji odnajdują miłość i wpadają idąc za ręce pod tramwaj.
                PS4. Oczywiście aby zamknąć klamrę był to tramwaj tej samej linii i jechała w nim Ofca.
                PS5. True story, bro¡

              3. King Julian

                @thesheep

                Mistrz rządzi! A co do sprawdzonych książek: taka sytuacja. Byłem w 1998 roku w Petersburgu (d. Leningrad). Poszliśmy do miejsca, gdzie wg Dostojewskiego mieszkał Raskolnikow. A tam…różne, różniste napisy od ludzi z całej Rosji, w tym taki: “na szczęście takich staruszek jest dużo i dla każdego wystarczy”…Kurtyna

  7. teekay

    A dlaczego by tak wszystkiego nie rzucić i wyjechać w Bieszczady?

    A propos zimnych klimatów (Kanada, Icewind Dale itede) to wczoraj w końcu skończyłem The Brothers i Jezusku jaka ta gra piękna. Historia jak historia, dosyć oklepany schemat, ale ten “myk” w sterowaniu w pewnym momencie (a właściwie we dwóch) powoduje taki uścisk w serduszku, że ma się wrażenie, że ktoś obok znowu kroi tę cholerną cebulę.
    http://img.pandawhale.com/81968-Lie-down-try-not-to-cry-cry-a-4qKE.png
    Kupcie, bo to chyba najlepsza (prawie) niezależna (w każdym razie “mała”) gra EVAH!

    1. Stah-o

      @sunrrrise

      Najpierw i tak trzeba złamać niekorzystny trend:
      http://www.google.com/trends/explore#q=Pawe%C5%82%20Majka%2C%20gikz%2C%20gamezilla%2C%20polygamia&cmpt=q

      EDIT :
      Teraz dopiero spojrzałem, że trend dla hasła “Paweł Majka” jest przekłamany bo google bierze pod uwagę hasło “Paweł i Majka” – a to jakaś serialowa para z jakiegoś nic nie wartego telewizyjnego kapiszonu. Fani Pawła Majki i tak pewnie wyszukują po tytułach jego książek i opowiadań.

      Hasło “Zajdel” natomiast prezentuje się całkiem zdrowo na takim wykresie i jest w 100% trafione:
      http://www.google.com/trends/explore#q=Pawe%C5%82%20Majka%2C%20gikz%2C%20gamezilla%2C%20polygamia%2C%20zajdel&cmpt=q

Powrót do artykułu