Pięć minut w Pillars of Eternity przed piątkiem

bosman_plama dnia 27 marca, 2015 o 7:43    130 

A było to tak: wróciłem do domu nieco po północy, odpaliłem grę, zrobiłem postać i… na kości świętego kosmicznego chomika! Ależ klimat! Ależ zajaranie! Ależ… Nie. To znaczy, niezupełnie.

To będzie szybki, pięciominutowy wpis. Taki na piątek.

Jeśli przeglądniecie recenzje PoE, nie zdziwicie się odkrywając, że przebija przez nie duch uniesienia wywołanego powrotem do starych, dobrych czasów, gdy grafika była ręcznie malowana, twarzy postaci nie było widać a efekty czarów nie musiały być superwodotryskowe, jeśli były pomysłowe (najfajniejsze efekty czarów? – Planescape: Torment). Recenzenci, czy już mają siwiznę na skroni, czy też dziesięć lat temu ssali piersi bez erotycznych konotacji, zgadzają się, że PoE to powrót do czasów, gdy trawa była bardziej zielona.

poe

Tyle, że to wiedzieliśmy jeszcze zanim gra się ukazała, prawda? Właściwie wiedzieliśmy to zanim nawet zebrała wystarczającą kasę na kickstarterze.

Hajp przetoczył się przez nasze głowy i serca. Nawet, jeśli chcieliśmy się mu opierać, to część z nas i tak nie wiedziała w jaki sposób. Mogę być stary i ponury, ale dla mnie taka gra stanowiła obiekt sennych fantazji. Nie wydaje mi się, bym przed emeryturą ukończył DAI, chyba, że granie w nie dostanę jako pokutę, nie cieszą mnie gry MMO, a choć doceniam Fallout: New Vegas, który sprawił mi mnóstwo frajdy, to gdzieś tam, na dnie najciemniejszych zakątków mózgu, czai się u mnie przekonanie, że prawdziwy cRPG powinien mieć rzut izometryczny, malowane tła i kolorowe kółka pod postaciami w trakcie walki. Źli stoją, oczywiście, na czerwonych.

pt

Uległem więc hajpowi niczym dzieciak, który budzi się wspominając wieczorną obietnicę wyprawy po lizaka. I nie żałuję. Od początku gra wygląda na dokładnie taką, jaką ją zapowiadano  i jaką opisują ja recenzenci. Pytanie jednak kiedy natężenie hajpu opadnie i nastąpi to, co chyba nieuniknione.

Bo hajp ma także swoją mroczniejszą stronę, a imię jej – rozczarowanie. Im dłużej czekamy na coś obiecanego, im bardziej się na to cieszymy, tym większe ryzyko niesie spotkanie z cudem. Ofiarą tego padło np. Wasteland2, które nie spełniło oczekiwać tych graczy, którzy sądzili, że dostaną w ręce grę doskonałą. Dostali taką, jaka była zapowiadana – totalnie staroszkolną, jakby wykonaną w czasach pierwszych Falloutów. I choć, teoretycznie, tego właśnie oczekiwali, a w każdym razie mieli oczekiwać, wydali jęk zawodu.

w2

Ofiarą ciemnej strony hajpu padł też ostatnio Dukaj, czyli facet, który nigdy dotąd nie chybiał. Co powieść to Zajdel, zachwyt fanów i krytyków oraz dyskusje trwające latami. Tymczasem “Starość Aksolotla” zamiast powszechnego zachwytu wywołał pomrukiwania. Pal sześć niezadowolonych z lektury – nie istnieje chyba powieść, która zadowoliłaby wszystkich. Ale zaraz po ukazaniu się książki, internet wypełniła fala narzekań, że przecież nie tak miało być, że wszyscy oczekiwali rewolucji w e-literaturze, a dostali tylko e-booka itd. Jakkolwiek świetna by nie była treść “Starości…” niespełnione, przehajpowane oczekiwania podcięły powieści nogi już na starcie.

sa2

Nie ma sensu wzywać Was (i siebie też), byśmy nie oczekiwali zbyt wiele, wygaszali emocje i podchodzili do gier, powieści i filmów, jakby naszych oczekiwań nie rozdymały coraz intensywniejsze kampanie marketingowe. Tylko milczący przez dekady mnisi z gór kontemplujący przez całe życie jeden płatek śniegu potrafią w pełni panować nad emocjami. My nie. Jednak warto zdawać sobie sprawę, że pisarze, filmowcy i twórcy gier wypuszczają na świat przede wszystkim swoje własne marzenia, a nie spełnienia snów wszystkich odbiorców na świecie.

Uwaga – ten tekst nie jest efektem rozczarowania PoE albo  najnowszą powieścią Dukaja. W PoE grałem zbyt krótko by wydawać jakiekolwiek opinie na jej temat. Powieść mam za świetną, choć niektórych może rozczarować fakt, że to chyba najlżejsza z dotychczasowych powieści Dukaja. Ale pamiętajcie – sami jesteśmy tkaczami naszych rozczarowań.

 PEES. Obrazek tytułowy oraz ilustracja z mechem pochodzą z powieści Dukaja, nie z PoE.

Dodaj komentarz



130 myśli nt. „Pięć minut w Pillars of Eternity przed piątkiem

  1. Goblin_Wizard

    Ciągnę, ale kurna wolno idzie. Oszuści z Orange obiecali mi zwiększyć szybkość neta już ze 3 tyg. temu i nadal nic. Jak od nowego miesiąca nic się nie zmieni to będę musiał do nich zadzwonić. Nie lubię tego bo zwykle mam wrażenie jakbym gadał z chińczykiem “lekarz kazał przytakiwać” i “będzie Pan zadowolony”.

    No, jeśli gra będzie taka jak większość recenzji mówi to trzeba wyciągnąć hajs ze skarpety i kupić. Oczywiście z GOGa bo parówkę mam w d…. nie, to nie brzmi za dobrze. Ogólnie lubię parówki, ale za tą jedną nie przepadam. Cholera, też nie bardzo. Nieważne, wiecie o co chodzi.

      1. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

        @Tasioros

        Heh, dokładnie.

        Zawsze to podejrzewałem, ale ostatnio ogrywając ciężko Jagged Alliance: Back In Action coś się skasztaniło i gra mi wystartowała w trybie offline. Osiągnięcia przestały się zliczać i tak już zostało do końca gry. Zero “hej, umiesz klikać debilu” tylko normalne granie.

        To powinna być opcja wbudowana w Steama – wybór czy chcesz grać z tym gównem czy bez.

  2. Waldek-Mat

    Dałem się skubnąć na Wastelandzie i preorderowałem. PoE wytrzymałem i czekam na recenzję graczy a nie redaktorów. A po Wastelandzie nie oczekiwałem doskonałości tylko ciekawej, wciągającej fabuły z sensowną walką – takie rzeczy załatwiały już Baldursy. Dostaliśmy drużynę no namewów, bez historii, bez charakteru, bez niczego – każda historia postaci z DA:I wciąga tą żałosną bandę nosem. A walka to była strzelanina rodem z XVIII wiecznych bitew. Gra wydana latami po Baldursach była słabsza od nich w każdym elemencie a przecież BG 1 nie jest pod względem historii jakąś super opowieścią.

  3. shani

    Ehh, gdyby Ci wszyscy co tak rozczarowani dorzucili sie na zbiorke Wastelanda2, nawet po tej najnizszej kwocie dajaca egzemplarz. O ile Wasteland bylby lepszy? Kto wie. PoE zebralo duzo wieksza kase, mogli wiecej. Wczoraj za wiele nie pogralem, ale Obsydian jakby wiedzial czego oczekuje od gry. Tworzymy jedna postac, reszte druzyny poznajemy podczas gry, spora interakcja miedzy bohaterami…

    Firanki Pokaż

    Jakos tak juz na starcie o krok do przodu przed Wastelandem2. Nie zrozumcie mnie zle, uwielbiam Wasteland`a i klimat post apo, z fantasy myslalem ze juz wyroslem, a jednak. To tak jak z moim dzisiejszym paczkiem. Od czasu tlustego czwartku porpostu nie mialem na nie ochoty, przejadly mi sie. Ale dzis w koncu kupilem i oszamalem ze smakiem 🙂

  4. Nitek De Kuń

    Wczoraj miałem święto. Odpakowałem paczkę z Bloodbornem #muvessie, zainstalowałem Pillarsy. Ze względu na nieodpowiednie treści, które prawdopodobnie flashbangują młode umysły wyzierając z ekranu, gdy uruchomiony jest ten pierwszy twór, bezpiecznie, z lekką obawą zasysu odpaliłem to drugie, czekając z Bloodbornem na wieczór, zimne i stream, tadaaam.

    PoE, kreator postaci, huehue. Zrob iłem na szybko, o dziwo, nie warriora co wali swordem, a łotrzyka. Sam sobie się dziwie, bo to wbrew sobie. Do tego samiczek, human, nie umiem grać jakimiś niebieskimi avatarami, to samo tyczy się Bloodborna, gdzie łysy z brodą z brazzers wypadł na Yhrham. Kiedy już wystrzelałem się w kreatorze postaci, dość w ciemno, począłem rozgrywkę właściwą.
    Morze tekstu.
    I te fajnie zrealizowane, niczym paragrafówki, kartki z wyborami co tam robić chcemy, woah. Fajnie, pół opcji niedostępnych, bo statystyki najwidoczniej obsysają, trudno. Miałem nawet myśl, że może za drugim razem se pyknę (tja, jasne).
    Pobiegałem zatem w planszy początkowej, tutorialowej, morze tekstu, pozbierałem itemy, pochlastałem jakieś zwierzę i coś tam coś tam, eventy, happeningi, spodobało mi się. Tyle, że wyłączyłem zaraz potem, bo powody. Z myślą, teraz bierzcie i róbcie takiego Fallouta.

    No bo pisiont twarzy nitka, BDSM w postaci gry od From Software, Bloodborne o którym piszczą wszędzie równie głośno, jak o PoE. I jest fest dobrze. Dobrze obstawiony, choć zbudowany ze skarajnie ohydnych elementów (trwa, pop up budowli) landszaft. Syndrom Skyrima. Niby soulsy, ale jednak nie soulsy, zdecydowanie żwawsze, dużo rolkowania, kombosy jakieś bardziej składne. Generalnie miejscówki nie powstydziłby się The Order, bo kunsztem kreatur Bloodborne robi mocno, nawet wilkołaków, czy czegoś. Nie wiem co to było, ale pierwszy boss jest piękny.
    Zdupiony mocno jest ragdoll, Dark Souls pamiętamy [*]
    I jest trudno. to znaczy zaczęło się robić. Może to jakaś zajawka psychologiczna, ale początek szedł jak ciepły nóż w tort kremowy, do momentu, aż głupio spadłem, co spowodowało otwarcie terminarza u śmierci. Zaczęło się umieranie w miejscach, które wcześniej przebiegłem i passsa trwała do dzisiejszego ranka, gdzie przez półtorej godziny rozgrywki do kawy o 6 nad ranem, nie ruszyłem z miejsca. Ostatkiem sił przyfarmiłem expa na dwa levele i tyle. #japrdl

    To było dobre święto.

    1. dywyn

      @Nitek

      Wczoraj próbowałem kilka razy ubić jednego bosa. Jakiś przystojniaczek na cmentarzu. Pierwsze podejście i prawie padł. Przy drugim podejściu trafiłem go raz i po jego soczystym combosie zgon. Trzeci i czwarty raz też jakoś średniawo. Za piątym razem znów prawie padł. Za szóstym i siódmym razem zabiły mnie kreatury w drodze do bosa. Jak dla mnie gra jest trudniejsza niż Dark Souls 2, w którym większość początkowych szefów zabijałem za pierwszym podejściem. To chyba dobrze?
      Dziwne jest to, że preorderowany PoE musi poczekać.

  5. Revant

    Zakupiłem Obcego, #muvessie, odpaliłem o dziwo w 4k (dsr) i wsio wymaksowane. Wygląda zacnie, a nawet skalowanie tekstu działa jak należy! W Dying Lightcie rozwalało mi ekran na pół w rozdzielczościach wyższych niż monitor :/ Klimat niebotycznie świetny. Zostały niecałe 2 godziny, więc kupować kto nie ma!

    Filary mnie nie jarają, ściągnąłem na razie do obczajenia czy w końcu przekonam się do rzutu izometrycznego bo niestety, ale ani baldruów ani falloutów nie ukończyłem ze względu na mechanikę. Dla mnie, w przeciwieństwie do bosmana, rpg powinno mechanicznie skupiać się na postaci gracza, a nie całej drużynie, w czym widok z góry kompletnie nie pomaga. 3d ftw! 😛

  6. creep

    Po lekturze wywiadu w “Książkach” i godzinnym wywiadzie w Trójce odniosłem, mylne całkowicie, wrażenie, że przypisy będą stanowić nową warstwę narracji. A tymczasem, dokładnie jak piszesz, “Starość Aksolotla” to najzwyklejszy w świecie e-book. Nowy Dukaj to taka, za przeproszeniem, “Żmija”.

  7. thewhitestar

    Wczoraj ponad 4h przesiedziałem przy Pillarsach, i w ocenie wyjściowej 10/10 (w skali Baldura) nic się nie zmieniło. Gra każdym, najmniejszym nawet elementem odwołuje się do BG, jakby to była kolejna część. Tylko w innym świecie, z innymi rasami itp. System rozwoju postaci czerpie garściami z gier dnd, ale jest przemyślany i zweryfikowany na nowo, i póki co wygląda to naprawdę obiecująco. Jest np. lepszy zestaw cech, teraz w zasadzie wszystkie są ważne dla każdej klasy, ewentualnie od twojego pomysłu na postać i sposób grania zależy w które ‘pakować’. Nadaje to dodatkowej głębi rozgrywce i daje widoki na ‘replayability’.

    Ręcznie malowane tła IMO wyglądają bajecznie, i naprawdę uważam że taka grafika jest zwyczajnie ładniejsza od 99% trójwymiarowych, zaawansowanych graficznie gier. Ponadto tła reagują na zmiany pogodowe, oświetleniowe itp, więc w ogóle kisiel w majtach kiedy cokolwiek się takiego dzieje. Co do muzyki to oprócz tego że sama w sobie daje w ciul radę to jeszcze swoim specyficznym brzmieniem cholernie przypomina BG1/2! (kisiel spływa już po udach)

    Na wspomnienie zasługują jeszcze całkowicie tekstowe wydarzenia, czy nie wiem jak to nazwać. Nie spodziewałem się ich, a wypadają naprawdę fajnie.

    Dopiszę jeszcze że gram na najwyższym możliwym poziomie trudności i walka mnie się podoba w ciul!

    A zatem teraz tylko grać i sprawdzić czy te dobre podwaliny zostały odpowiednio wykorzystane. Bo przecież BG2 swoją wielkość nie zawdzięcza dnd, muzyce czy aktywnej pauzie (chociaż to też), ale przede wszystkim całej gamie najprzeróżniejszych lokacji wykonanych z dbałością o najmniejsze detale, zestawowi ciekawych, charakternych przyłączalnych npców, unikalnym łupom, epickości (w tym właściwym znaczeniu) opowieści itp. A czy w tych elementach dali radę to się dopiero okaże.

    PS. idę grać, nara.

    PS2. jest ‘przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę’, ale nie czyta Fronczewski. -10 do oceny końcowej.

  8. truten_org

    W PoE jest paskudny bug w Warowni Rodericka. Czasem nie można poruszac się pomiędzy wewnętrznymi lokacjami, wejść do twierdzy, albo z niej wyjść. Gra się wiesza i wywala do pulpitu. Podaję rozwiązanie, bo ma to być naprawione dopiero w patchu mniej więcej za tydzień. U mnie zadziałało.
    Potrzebny jest 7zip, albo inny program, który pozwoli nam edytować archiwum.

    1. Open 7zip and go to C:\Users\USERNAME\Saved Games\Pillars of Eternity in 7zip
    2. Open your savefile inside 7zip, in my case 49c623f3-dc4c-4eb7-be78-4e5f14755a5c quicksave.savegame, and delete one of files with “Roderick” in name, where u can’t move.
    3. Open Pillars of Eternity and enjoy.

    Int_02 – Top Floor with the clerics
    Int_01 – Main floor where Raedric is.
    Int_03 – Dungeon
    Ext – Outside

    Ja nie mogłem wyjść na zewnątrz, więc usunąłem tylko Roderick_ext. Jedyny minus, że lokację, którą kasujemy z save’a trzeba od nowa odkryć z FoW, ale wszystkie dialogi, decyzje itd. pozostają wykonane i nie trzeba ich powtarzać.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @borianello

      Gra naprawdę dobra, ale nie da się ukryć, że po 26 godzinach grania mam wrażenie, że zachwyty nad nią są nieco przesadzone. Oczywiście, na tle ostatnich dokonań w świecie cRPGów ta gra może się wydawać arcydziełem – nie potrzebuje dziesiątek godzin, żeby zacząć wprowadzać fabułę, a walka nie staje się banalna i nużąca po podpakowaniu postaci (w każdym razie nie po 26 godzinach grania). Ale ma swoje błędy i niedociągnięcia.

      1. Fantus

        @bosman_plama

        Bardzo ciekawy punkt wyjścia do dłuższych rozważań – “oczekiwania vs. rzeczywistość”. Tak bardzo brakowało nam następnego Baldura, że przymykamy oko na niedociągnięcia Pillarsów. Są bugi, jest problem z balansem, ale efekt “miesiąca miodowego” jest jeszcze silniejszy. Dlatego ja raczej poczekam z zakupem 🙂
        Podobnie z Cities Skylines – głód nowego SimCity zdaje się przesłaniać oczy graczom na część niedociągnięć i płycizn.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Fantus

          Chętnie bym Ci tu wyczerpująco odpowiedział, ale o czym w takim razie pisałbym jutro?:).
          Masz rację, to syndrom miesiąca miodowego. Nie jestem pewien, czy bugi mi przeszkadzają, bo np. na te opisywane w sieci się nie natknąłem. Balans postaci mi nie przeszkadza, wręcz cieszy, bo pokazuje, że różnymi postaciami można grać zupełnie inaczej. Ale zacisnę zęby i poczekam z wpisem do jutra:).

          1. Fantus

            @bosman_plama

            Przyznam, że zagrałem może z godzinę w pirata, więc moje opinie opierają się jedynie na doniesieniach z sieci.
            Podobno nie ma AŻ TAKIEJ swobody w dobieraniu drużyny. W BG było całkiem realne przejście gry np. sześcioma łotrami czy magami (wiem, robiłem to nie raz – zabawa przednia). W Filarach (ciekawe, że zawsze mam odruch dodać “ziemi”) już tak łatwo nie jest. Raczej trzeba szukać balansu tzn. siłacz+uzdrawiacz+czarodziej+dystansowiec itp. Owszem główna postać może być dowolna, ale bez uzupełnienia drużyny wg. powyższego schematu jest bardzo trudno. Czytałem o tym w różnych, niszowych i hard-corowo oldschoolowych miejscach 🙂

            No, ale najważniejszy zarzut, co do którego ustosunkować się nie potrafię – to ta sama obsidianowa gra co zawsze. Ten same questy, te same dialogi, te same dylematy moralne… Czy naprawdę tak trudno zapłacić jakiemuś dobremu scenarzyście? Mocno trzymam kciuki za Wiedźmina, bo bardzo się tym aspektem chwalą.
            Strzelam w ciemno, że w Pillarsach są:
            – dumny wojownik pochodzący z rasy/ludu nie uznającego słabości, który uważa główną postać za zbyt miękką,
            – uduchowiona, niewinna, delikatna kobieta-wojowniczka, bard, ew. kapłan
            – dla kontrastu kobieta-bitch, sarkastyczna i uszczypliwa
            – efekt dodania dramatyzmu głównej postaci poprzez ubicie kogoś bliskiego (rodzice, rodzeństwo itp.)
            – zagrożenie dla całego świata, dawno zapomniane, ale powracające, ignorowane przez część możnych (“co mi tu bajki opowiadasz”)
            – quest lub cała nitka fabuły, gdzie grupa ludzi jest na coś chora (klątwa, czar, skażenie chaosem czy coś) i trzeba ich ubić, ale okazuje się, że to nie do końca tak jak się wydawało…
            – bankowo jest jakiś wieśniak, któremu coś atakuje trzodę/plony/rogaciznę i trzeba to ubić
            – zbuntowany/spaczony/oszalały wysokopoziomowy mag, którego trzeba pokonać, ale przed walką pociska nam gadkę o “nowym porządku” i daje możliwość przyłączenia się do niego lub przypięcia jego do drużyny

            i mógłbym tak długo.
            Wiem, że to są standardy prawie każdego RPGa, ale czy na serio tak trudno wymyśleć oryginalniejszą historię czy questy? Przecież nawet ja prowadząc papierowe DnD na poczekaniu potrafiłem wymyśleć jakieś bardziej oryginalne zadania..

            1. MusialemToPowiedziec

              @Fantus

              Spoiler! Pokaż
            2. Revant

              @Fantus

              O, mam dokładnie tak samo. Pograłem ze dwie godzinki na piracie aby sprawdzić czy mechanika mnie odrzuci, gdyż nie cierpię rzutu izometrycznego w rpgach. Co dziwne, całkiem przyjemnie mi się grało, ale całość właśnie niszczy fabuła, czyli czynnik najważniejszy w tych grach…znów jesteśmy jakiegoś rodzaju wybrańcem o specjalnych zdolnościach i ogólnie jesteśmy zajebiści i jedyni w swoim rodzaju. Bleh. Chętnie zobaczyłbym w końcu historię gościa, który zostaje wciągnięty w jakąś intrygę i tak naprawdę jest tylko częścią “większego obrazka”. Za to właśnie lubiłem nwn, bo byliśmy tylko trochę wybitnymi jednostkami w obrębie głównego bohatera – miasta neverwinter.

              1. Fantus

                @Revant

                Ja też wolałbym, aby nawiązania do Infinity Engine były na poziomie mechaniki, grafiki, MUZYKI, ale questy i fabuła już są tak oklepane, że to aż głowa boli 🙁
                Czy choć raz zamiast bronić świata moglibyśmy go np… atakować?
                Zagrałbym np. w RPGa, gdzie protagonista jest jednym z oficerów imperialnej armii, która planuje podbój kolejnego kraju. Na początku misje zwiadowcze, wykonywane osobiście, potem awanse i bardziej dyplomatyczno-strategiczne questy. Ale nie… “Wielkie zło, dziecię bogów i kurwa kościany sztylet w snach!”
                To pisałem ja, miłośnik Baldursów 🙂

              2. MusialemToPowiedziec

                @Revant

                objection Pokaż
            3. bosman_plama Autor tekstu

              @Fantus

              Hehehehe, chyba nie ma. o znaczy, możesz nagiąć postacie do takiego opisu, jeśli się oprzesz, ale na pierwszy rzut oka nie ma.

              Jest zagrożenie dla świata. Ale…

              ja tu nie widzę spoilerów, ale... Pokaż

              Na pewno postać gracza nie jest przewymiataczem mesjaszem, na którą wszyscy nie mogą się doczekać. Pewnie się taką stanie – w mesjaszowym znaczeniu, bo nie przewymiataczowym.

              1. Revant

                @bosman_plama

                spoiler Pokaż
              2. bosman_plama Autor tekstu

                @Revant

                na wszelki wypadek Pokaż
              1. bosman_plama Autor tekstu

                @Fantus

                E nie. Zobacz – Bioware od lat robi grę na schemacie: zbierz drużynę, w której ktoś będzie cierpiał, a ktoś pierdział i leć ratować wszechświat. A jak zaczynają kombinować, to wychodzi im to samo, ale albo w za małych albo za dużych lokacjach. Tak czy owak wszędzie wrzucają obskurnego krasnoluda wymiatacza. Nawet jak lecą w kosmos.

                Obsidian cały czas szuka i kombinuje. AP w niczym nie przypomina F:NV, które w niczym nie przypomina South Park, a wszystkie razem wzięte w niczym nie przypominają PoE.
                PoE możesz porównać do NWN2 i wtedy znajdziesz podobieństwa (zwłaszcza do Maski Zdrajcy). Tyle, że w przypadku Obsidiam widzę (ale może się tego dopatruję) rozwój, a w przypadku Bioware jedynie zmiany dekoracji.

              2. thewhitestar

                @Fantus

                IMO zupełnie nie. Obsidian popełnił jedną BioWareową grę – NwN2 (podstawka), ale reszcie potrafił nadać (mniej lub bardziej, ale jednak) indywidualny klimat, postacie czy questy. Za to BioWare to robi swoje gry od kalki. W najnowszego DI nie grałem, ale tak od pierwszego Kotora/Jade Empire każda ich kolejna gra jest niemal identyczna (tylko wygląd mają inny) i wpisuje się idealnie w Twój wcześniejszy opis.

Powrót do artykułu