Pięć interesownych zdań na piątek

bosman_plama dnia 13 października, 2017 o 10:04    24 

Na każdego przychodzi taka pora, że musi użyć internetu, żeby spróbować coś dla siebie załatwić. Niektórzy potrafią oprzeć się pokusie, ale ja właśnie odkryłem, że do nich nie należę. Dlatego niecnie wykorzystam gikza i nie tylko ujawnię, że jestem fanem westernów (co chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem), ale też opiszę jeden z najlepszych, z jakim się dotąd zetknąłem. Jakby co, zostaliście ostrzeżeni.

Napisałem: “zetknąłem się” a nie np. “przeczytałem”, bo w tym przypadku wyśmienita jest zarówno powieść, jak i jej ekranizacja. Gra raczej nie powstała, ale gdyby ktoś spróbował ją zrobić, zagrałbym w nią natychmiast. Co zważywszy na fakt, że częściej ogrywam starocie niż nowe tytuły świadczy jakoś o moim zaangażowaniu.

Czemu zawracam wam głowę starą powieścią? Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi. Taki jeden wydawca wznowił właśnie wydaną po raz pierwszy w Polsce w 1991 roku powieść Na południe od Brazos. Tytuł jest taki sobie i nie bardzo wiem, kto go wymyślił, zapewne jakiś spec z telewizji, bo powieść wyszła u nas dopiero po tym, jak TVP nadało serial pod tym samym tytułem. Serial ociera się o wybitność, a może nawet i jest wybitny. Obsadę posiada taką, że proszę siadać.  Tytuł oryginalny powieści to: Lonesome Dove. I stanowi ona dopiero, hm… początko-zwieńczenie powieściowego cyklu na który składają się cztery tomy. Dwa z nich to prequele do Lonesome Dove, opowiadające o tym, jak bohaterowie, który w pierwszej powieści poznajemy jako stosunkowo wiekowych, byli młodzi, piękni i budowali swoją legendę strażników Teksasu. A przy okazji o czasach, gdy Dziki Zachód był naprawdę dziki.

wittliff_CallGus1988-webTekst ilustruję obrazkami z seriali. Ten jest z pierwszego i choć serial jest tak naprawdę w kolorze ta znaleziona w sieci sepia dodaje klimatu. Swoją drogą, gdy oglądałem Brazos po raz pierwszy, nie od razu rozpoznałem Tommy Lee Jonesa. To ten w ciemnym kapeluszu.

Wszystkie te powieści zostały zekranizowane, choć już nie w tak obłędnej obsadzie, jak Lonesome Dove. Ale trafiają się tam znani aktorzy jak Val Kilmer (kto wie, czy to nie jego rola życia), Karl Urban, Keith Carradine czy David Arquette. Wszystkie te seriale były nadawane przez różne polskie telewizję, ale powieści na podstawie których powstały już się u nas nie ukazały. Czemu, nie mam pojęcia. Bo jeśli choć trochę przypominają pierwszą, to muszą być co najmniej małymi arcydziełkami.

Nic w tym dziwnego, skoro ich autorem jest Larry McMurtry. Choć Pulitzer trafił mu się właśnie za Brazos, to możecie kojarzyć inne tytuły, z którymi miał do czynienia, jak: Czułe Słówka albo Ostatni seans filmowy. Klasyka także kina, ale nie westernowa, nie będę więc poświęcał jej literek.

comancheMłodszych bohaterów zagrali młodsi aktorzy. Na szczęście można się zorientować który jest który po kolorach kapeluszy

Dopóki Cormac McCarthy nie napisał Krwawego Południka trudno było o bardziej brutalny i bezwzględny opis dzikiego zachodu, jak ten z Brazos. Oczywiście, wcześniej był Mały Wielki Człowiek Thomasa Bergera, ale ta powieść została tak zaprawiona humorem, że okrucieństwo tamtego świata mogło nam umknąć sprzed oczu pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu. Różnica pomiędzy Brazos a Krwawym Południkiem polega nie tylko na tym, że McCarthy jest obecnie w Polsce modny a McMurtry nie. Różnica polega na tym, że McMurtry napisał western. Realistyczny, brutalny i okrutny. Ale ciągle western – ze szlachetnymi bohaterami, którzy może są i prostaccy, może i okrutni też, może czasem kradną konie bądź bydło (ale Meksykanom, co w oczach Amerykanów nie stanowi występku), ale mimo wszystko mają swój honor i zasady. Tzn. dwaj główni bohaterowie je mają, bo w powieści pojawia się cała masa postaci i ich historii (spokojnie, wszyscy ci wyruszający z różnych stron Ameryki bohaterowie w końcu splatają swoje losy, nawet jeśli niekoniecznie się spotykają, bo np. nie dożyli spotkania), a nie wszystkie te postacie są równie szlachetne. Co ważne i realistyczne szlachetność nie czyni w powieści człowieka kuloodpornym. Sporo więc ważnych postaci ginie, bywa porywana, gwałcona i poniewierana na różne sposoby. Jak wspominałem, Dziki Zachód McMurty’ego to nie sielanka.

dead-mans-walkNiestety, kolejne seriale robiły różne wytwórnie, nikomu więc nie chciało się bawić w zachowywanie jedności obsady. Na szczęście zachowano jedność barw kapeluszy

No dobra, ale co się tam właściwie dzieje? Otóż dwóch starych pryków, którzy kiedyś było strażnikami Teksasu i to tymi z bardziej znanych, bo żywymi, siedzi na zadupiu i utrzymuje się raczej siłą woli niż z innych powodów. Zajmują się wprawdzie hodowlą (a właściwie jeden z nich się zajmuje, bo drugi woli grać w karty, gapić się w przestrzeń i wydawać kasę na panienki), ale nie wygląda na to, żeby robili to z prawdziwym przekonaniem. Aż odwiedza ich stary znajomy i opowiada, że hen, na drugim końcu świata są piękne pastwiska a bydło można tam sprzedać za ciężką kasę. Bohaterowie są wprawdzie zmęczeni ale i znudzeni, załatwiają więc sobie dostawę towaru przez porwanie go z Meksyku i wyruszają na jeszcze jedną podróż przez Dziki Zachód, na którym pamiętają o nich już tylko starzy wrogowie. Po drodze spotkają bandytów, Indian i oraz inne ważne dla fabuły postacie. Na przykład szeryfa szukającego żony, która uciekła w poszukiwaniu swojego dawnego kochanka. Albo dziewczynkę, która też uciekła ale od wykorzystującego ją starucha. Albo starego morderczego Indianina, z którym nikt właściwie nie chce mieć nic do czynienia, bo wszyscy się go boją.

diane laneJednego możecie być pewni – jeżeli trafia mi się okazja na wrzucenie zdjęcia Diane Lane, na pewno ją wykorzystam. Okazję oczywiście.

Na południe od Brazos to opowieść o umieraniu “starego dobrego” Dzikiego Zachodu. Pełna akcji, przepełniona nostalgią, okrucieństwem i humorem. I szaleństwem. I miłością. I wszystkim, co ważne w westernach, które dojrzały do tego, by spojrzeć na siebie krytycznie i z dystansem, ale równocześnie nie chcą się wyrzec swojej duszy.

Jeśli kiedykolwiek czerpaliście frajdę z bawienia się w Indian bądź kowbojów, jeśli poświęciliście długie godziny na grę w Red Dead Redemption, to ta powieść jest dla was. Jeżeli szukacie dobrej a nie banalnej literatury przygodowej, też jest dla was. Kurcze, jeśli po prostu szukacie dobrej literatury, też jest dla was.

 val kilmerVal Kilmer w być może roli życia.

Na zachętę możecie spróbować zobaczyć serial. Ma tylko cztery odcinki (ale długie). Gdy napiszę wam kto w nim zagrał, zakręci się wam w głowach. Główne role odtwarzają: Robert Duvall i Tommy Lee Jones. A mniej główne, ale ważne: Danny Glover, Diane lane, Anjelica Huston. Niezły zestaw, prawda? Serial jest bardziej niż znakomity i choć pozostaje wierny książce nie przeszkodzi wam w czytaniu powieści, choć losy jej bohaterów przestaną być dla was tajemnicą. To jest po prostu na tyle świetny kawał prozy, że i tak czyta się go z dziką przyjemnością.

lonesome-dove-gus-on-porch-signed-print-peter-nowell

Ale czemu ja wam o tym wszystkim piszę? Bo zagadałem do wydawcy nowego wydania z pytaniem, czy skoro wznawia pierwszy tom, to wyda i pozostałe. Odpisał to, co zwykle odpisują wydawcy – że wyda je, jeśli pierwszy się sprzeda. A że westerny to nie jest najpopularniejszy w Polsce gatunek (jak rany, omija nas kawał świetnej literatury), to robię co mogę, żeby jednak wydał. Póki co można jeszcze kupować tę powieść w promocji, czyli po ludzkiej cenie. Bo do płacenia tej okładkowej to jednak nie miałbym serca nikogo namawiać. Chyba. W końcu wciąż nie kosztuje tyle, co gry, a mieści naprawdę wiele literek. Przy czym nie trzeba się ich bać. Śmigają jak szatany.

 

 

Dodaj komentarz



24 myśli nt. „Pięć interesownych zdań na piątek

  1. Fantus

    Mała dygresja – Val Kilmer zagrał już kiedyś świetną rolę w klimacie dzikiego zachodu, a mianowicie Doc Holiday w Tombstone. Ogólnie Val mocno zyskał w moich oczach, gdy dał się poznać jako użytkownik reddita. Świetny, wyluzowany i bardzo mało gwiazdorzy. Zrobił bardzo fajne i szczere AMA, udziela się też czasem w wątkach filmowych, podrzuca ciekawostki z planu filmowego itp.

    Za polecankę, jak zawsze, dzięki. Dodane do różnych wishlist, może kiedyś…

    A ja i tak czekam na pełnometrażowy film kowbojski, w alternatywnej rzeczywistości, będący rozwinięciem tej idei 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=vTwJzTsb2QQ

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Fantus

      Ja zapałałem sympatią do niego po tym, jak dowiedziałem się, że zagrał w jeszcze jednym westernie (niestety, nie pamiętam tytułu). Była to jakaś polska krótkometrażowa produkcja. Jej twórca zagadał do aktora na jakimś festiwalu i ten zgodził się wystąpić. Gra trupa przywiezionego przez łowcę nagród na początku filmu:D.

  2. furry

    Sorry boss, ale nie kupię. Vesper olewa ebooki, a ja w takich przypadkach głosuję portfelem. Na książeczki 840 stron w twardej oprawie jestem już za stary i za słaby. Zresztą, napiszę do nich, co mi szkodzi, ale wiem co odpowiedzą, przerabiałem przy Simmonsie i Lovecrafcie.

    Samą powieść znam i polecam, czytałem to stare wydanie z KIKu. Pamiętam jak mnie, za przeproszeniem jebło.

    EDIT: Tak smutno jakoś wyszło, ale cieszyć się trzeba, bo książka zacna.

        1. Fantus

          @furry

          A propos wygrzebanych u ojca na półce, to jako szczyl pod koniec podstawówki przeczytałem książkę “Konkwista” autora Valdemara Baldheada. Wówczas bardzo mi się spodobała, byłem przekonany, że to coś zachodniego :). Jakiś miesiąc temu idąc do pracy zaskoczyły mi trybki, że Valdemar Baldhead = Waldemar Łysiak. Aż przysiadłem na ławce z wrażenia 😀

          1. michau

            @Zwirbaum

            W zasadzie mógłbym napisać to samo, ale… sam tak nie potrafię :). Zjazd poziomu musi być naprawdę ogromny żebym nie doczytał do końca cyklu, który już zacząłem. Serial czy grę porzucę bez żalu, ale książki nie i już. Sam nie wiem czemu właściwie.

            Poza tym lubię Leto. Ludzki pan.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @michau

              Może pomoże Ci podjąć decyzję fakt, że Herbert cyklu nie ukończył i jego Diuna zostaje urwana w dość mocnym momencie?

              Doczytałem herbertowski cykl do końca, nie czytałem kontyuacji autorstwa Kevina J. Andersona. Ten cykl jest nierówny. Żaden późniejszy tom nie dorównuje pierwszemu, ale taki Bóg Imperator Diuny ma swoje momenty. No i gdy Atrydzi przestają być głównymi bohaterami, całość znów nabiera tempa.

  3. Daimonion

    No ja, cholera, nie lubię westernów. Wielokrotnie próbowałem się przekonać i nic. W sumie podobały mi się chyba ze dwa – jeden bodajże z Lancasterem, który ochraniał transport wódki, a drugi z Deanem Martinem i Alainem Delonem. Za to polecam jazdę konną w stylu westernowym:)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Daimonion

      Z Lancasterem i Lee Marvinem świetni są też “Zawodowcy”. Jest też Claudia Cardinale:).
      Można go oglądać nie jak western a jak film sensacyjny. Grupa najemników wyrusza z misją odbicia żony milionera z rąk szefa bandy:). Spluwy to już niekoniecznie rewolwery a pistolety, pojawia się samochód:).
      Świetny film. Z Brazos ma wspólne poczucie końca Dzikiego Zachodu.

  4. maladict

    Z westernów to obejrzeliśmy z synem na jednym posiedzeniu Rio Bravo i Cowboys and Aliens. Pierwszy nadal się trzyma świetnie, drugi okazał się lepszy niż przypuszczałem. Dziecku też się podobały.
    Z takich mniej znanych to polecam jeszcze Szybkich i martwych. Co do gier natomiast to wciąż polecam Hard West,
    choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu pasuje tamtejsza mechanika.
    Jeśli zaś chodzi o Kilmera, to tak ostatnio nad nim myślałem i wyszło mi, że to bardzo dobry aktor i naprawdę trudno mi znaleść film w którym wypadłby kiepsko. Najlepszy rzecz jasna był jako Nick Rivers, choć inne gwiazdy muzyki też mu świetnie wychodziły.

  5. lemon

    Pomny tego, jak przy różnych okazjach zachwalałeś Lonesome Dove, zaopatrzyłem się niegdyś w e-booki anglojęzyczne wszystkich 4 powieści. Latka lecą, ale jak zwykle, nie ma kiedy się do tego zabrać. Ech, przydałaby się jakaś stara szafa (niekoniecznie z lwem i czarownicą).

Powrót do artykułu