Pięć bardzo złych rzeczy na piątek

bosman_plama dnia 29 stycznia, 2016 o 10:17    48 

Słowo się rzekło, x-wing u płota. Coś ze dwa tygodnie temu tak się rozpisałem na temat najfajniejszych czarnych charakterów, z których większość zagrali Alan Rickman i Christopher Lee, że z rozpędu pomyślało mi się, iż rolę czarnych charakterów pełnią nie tylko ludzie, ale i przedmioty. Wtedy zabrakło czasu na ich wymienienie, ale dziś, proszę bardzo. Pięciu największych łotrów, którzy pozbawieni są duszy całkiem dosłownie.

Pewne przedmioty (albo konstrukcje z przedmiotów) powracają w rolach głównych złych, albo głównych siepaczy głównych złych, albo przynajmniej ich głównych atrybutów. Być może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę – to w końcu przedmioty. A jednak bywają tak istotne, że wygrywają nawet z ludźmi, którzy za nimi stoją. A czasem nawet same stają się symbolami, bądź głównymi czarnymi charakterami.

Pierwszym, o jakim pomyślałem był tygrys. Nie, nie Shere khan, choć to mocno wyrazista postać, spełniająca zresztą wiele warunków porządnego czarnego charakteru. Mam na myśli czołg (wiem, że pewnie nikt z Was nie pomyślał najpierw o tygrysie z Księgi Dżungli, za to prawie wszystkim na myśl przyszedł najpierw czołg, ale nie mogłem się oprzeć, bo mam słabość do powieściowego tygrysa).

mohaaTen pojazd to nie tylko jeden z symboli II wojny światowej, ale też jeden z głównych czarnych charakterów popkultury. Co więcej, pamiętamy go często jako niemal żywą istotę. Niby ma tam w środku jakaś załogę, ale rzadko ją poznajemy. To najczęściej anonimowe organy wewnętrzne pancernej bestii. Pełnej życia, niemal niezniszczalnej, występującej zawsze w charakterze łowcy a nie ofiary. Kiedy bohaterowie filmów wojennych słyszą, że nadciągają tygrysy, robią się poważnie poważni. Kiedy uda im się takiego tygrysa “upolować” szaleją ze szczęścia, świadomi, że ocaleli niemal cudem, dzięki swoim umiejętnościom herosów, oraz temu, że są głównymi bohaterami.

I nie ma wielkiego znaczenia, że tych najbardziej wypasionych tygrysów armia niemiecka nie miała zbyt wiele, a w dodatku miały sporo cech, które sprawiały, że nie były aż tak super użytecznymi czołgami (zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę fazę wojny, w której zaczęto wypuszczać je na front). Liczy się mit. Przez jakiś czas nie było prawie takiego filmu wojennego, w którym ne pojawiałby się choć jeden tygrys, jakby Niemcy mieli ich na stanie miliony.

złotoPrzy czym jest Tygrys Królewski tym typem czarnego charakteru, który budzi szacunek. Coś jak Darth Vader, równie mroczny, potężny, niedosiężny i – he he – zamknięty w sobie. To charakternik tego rodzaju, że chcielibyśmy go mieć po swojej stronie, coś jak Bohun. Wyrazem tego są różne pomysły twórców. W Złocie dla zuchwałych bohaterowie sobie w związku z tym tygrysa kupują (acz zanim to zrobią staje się on pierwszy prawdziwym przeciwnikiem w tym filmie, w dodatku przeciwnikiem groźnym, którego nie da się pokonać, można tylko wyprowadzić go w pole, albo spróbować przekupić). Z kolei w Medal of Honor możliwość pokierowania ta niemal apokaliptyczną machiną zniszczenia to swego rodzaju nagroda po tym, jak gracz przedarł się nareszcie przez “miasteczko snajperów”. Najpierw przemykamy się uliczkami krusi niemal tak bardzo, jak podczas lądowania na plaży Omaha, bo tu z każdego okna, zza każdego kawałka ściany, z dachów i właściwie zewsząd czają się snajperzy i bywa, że jeden strzał odsyła nas do świata wczytywania stanu gry. A potem, na chwilę, stajemy się niemal niezniszczalni i po prostu walimy z naszego działa i ckm-u. Ba, na jeden jedyny raz w całej chyba historii Medal of Honor (łącznie z jej współczesnymi wersjami) dostajemy do ręki broń zdolną niszczyć otoczenie (nie każde, ale jednak część budynków wali się pod naszym ostrzałem). Oto moc Tygrysa!

Istnieje tylko jedna broń zdolna z nim konkurować. Nie, nie chodzi o Gwiazdę Śmierci, która jest raczej dość skompromitowanym narzędziem zniszczenia. Wszystko, co osiągnęła to zniszczenie jednej planety, dodajmy nieuzbrojonej. Potem kolejne jej odsłony istniały już tylko po to, żeby było co wysadzać. A, przeprasza, w ostatnich GW znowu udało się Gwieździe Śmierci zniszczyć coś nieuzbrojonego. A potem zassała słońce i wybuchła.

deathstar

Chodzi oczywiście o kałacha. Jedyną broń, jaka pod względem kultowości przewyższyła tygrysa. Ma zresztą większość jego właściwości. Na przykład jest legendarnie niezniszczalny. Można go zakopać w piasku (jak powiadają), utopić w bagnie, a potem wyciągnąć i strzelać jakby nigdy nic. Co ważne, w popkulturze kałach nie występuje właściwie jako broń tych dobrych. To znaczy, owszem, zdarza się im z niego strzelać. Ale raczej nie jest to broń, która otrzymują na misje. Dobrzy wyjmują kałacha z rąk wroga, którego dopiero co zabili i natychmiast doprowadzają się posługiwanie nim do perfekcji. Na starcie jednak kałach jest bronią czerwonych, których musimy pokonać, terrorystów albo gangsterów. I choć każdy z nas strzelał z niego w jakiejś grze, to prawie nigdy nie była to nasza broń “pierwszego kontaktu”.

Większa kultowość kałacha niż tygrysa wydaje mi się, prawdę mówiąc, nieco problematyczna. To znaczy, oczywiście, kałach doczekał się własnej piosenki (podczas gdy tygrys ląduje w piosenkach zwykle jako postać drugoplanowa) i wylądował na fladze. Ale zauważcie, że dysponował naprawdę znaczną ilością czasu, by to osiągnąć, podczas gdy king tiger brał udział w walkach zaledwie przez około rok. Gdyby więc podzielić wskaźnik kultowości przez ilość lat użytkowania…

Flag_of_Mozambique.svgNiemniej obie bronie to czarne charaktery popkultury. O kałachu mówiło się wręcz, że wygrał wojnę w Wietnamie na przykład i dość powszechne jest personifikowanie go, jak tygrysa. Nigdy nie słyszałem o tygrysie zrobionym ze złota, natomiast taki kałach powstał. Zresztą zauważcie, że jest to karabin, który dorobił się ksywki. Przecież nie piszę o nim AK – 47 (a wypada o tym wspomnieć, zważywszy na postać HK 47 z KotOR), ani: “Kałasznikow”.

No dobra, czy coś może równać się z tymi dwoma? Może MG 42? We wspomnieniach żołnierzy II wojny światowej można przeczytać, że charakterystyczny dźwięk tego karabinu przejmował ich grozą, ale przecież mówimy o popkulturze a nie rzeczywistości. W niej MG 42 też się pojawia, zwykle jako okrzyki naszych kumpli z CoD: “emdżifortituuuuu!” drą się jak opętani w pierwszych odsłonach gry. Jednak mimo to wydaje mi się, iż jest to czarny charakter niższej klasy od tygrysa i kałacha, raczej drugoplanowa postać.

hk 47Szansę miałby u-boot. Dobrze się zapowiadał. To typ mroczny, tajemniczy, celowo nie rzucający się w oczy i raczej małomówny. Choć kiedy się odzywa, jego torpedowe bon moty robią wrażenie. Odgrywał ważną rolę nie tylko w filmie (i powieści, a właściwie serii powieści) Okręt, gdzie był głównym bohaterem, ale w całkiem sporej ilości filmów powstających w latach 50 i 60 traktujących o bitwach morskich. Ba, pojawił się nawet w opowiadaniu Lovecrafta. A jednak tę pięknie zapowiadającą się karierę zniszczyła zimna wojna, podczas której wyparły go z ról pierwszoplanowych inne okręty podwodne (z czasem atomowe), oraz koszty produkcji filmów o bitwach morskich. Minęła zresztą na nie moda, kto wie, czy nie zawiniły Gwiezdne Wojny i inne filmy o bitwach kosmicznych?

Kto zatem?

ubootPowiedziałbym, że eleganckie ciuchy i w ogóle piękne rzeczy. Zauważcie, że to właśnie ciuch czyni drania. Owszem, elegancja jest także atrybutem Bonda, a odkąd kino dokłada starań by zamordować tę markę, także Kingsmanów (bo popkultura nie znosi próżni i gdy Bond przestaje być Bondem, muszą się pojawiać jego zamienniki, czy będą to Kingsmani, czy eleganci z U.N.C.L.E. – jestem przekonany, że te filmy miałyby mniejsze szanse powstać, gdyby Bond pozostał Bondem, zresztą w Kingsman mówią to wprost). Ale Bond nieustannie przełamuje swoją elegancję bezpośrednią przemocą. Nawet w wykonaniu Bonda walenie przeciwnika po gębie nie jest eleganckie (chyba, że chodzi nam o wyrażenie: “elegancko go załatwił”). Poza światem brytyjskich agentów największym przebojem herosów są białe podkoszulki bez rękawów. I w takich strojach bohaterowie mierzą się zazwyczaj z przeciwnikami w wypasionych garniakach, a czasem nawet frakach.

die_hard_0

Co więcej ci źli eleganci używają bezpośredniej przemocy tylko w ostateczności, wysługując się raczej swoimi kiepściej ubranymi podwładnymi. Co ciekawe, elegancja stała się też udziałem czarnych charakterów w filmach innych niż szpiegowskie czy gangsterskie (gangsterzy zawsze nadążają za modą, a nawet ją kreują, policjanci i detektywi chodzą w wciąż tych samych pomiętych marynarkach o poprzecieranych rękawach; jeśli trafia się dobrze ubrany gliniarz, to albo jest skorumpowany, albo sam jest mordercą). W filmach wojennych Niemcy zawsze mają wypasione, wyprasowane mundury (istnieje teoria, że pod Stalingradem morale armii niemieckiej upadło nie ze względu na zimę, ale dlatego, że nie było warunków by co rano prasować spodnie w kant), podczas gdy dla Amerykanów liczy się tylko to, by mieli jak najwięcej kieszeni, a dla Armii Czerwonej, by dało się uszyć mundur z worka na ziemniaki.

Co dalej?

evil genius

Wszelkie protezy. Protezy czynią drania. Prawie nie ma pozytywnych bohaterów pozbawionych oka, nogi, z wielkimi metalowymi zębami albo monoklem. Nic z tego. Jeśli ucięło Ci nogę, to choćbyś przed wypadkiem był wcieleniem dobra, chodzącym po Ziemi aniołem, Twój charakter całkowicie się zmieni i zapragniesz podbić świat. Wprost pokazuje to np. Niezniszczalny z Willisem i Jacksonem, gdzie zły musi chodzić o lasce, bo takie już są atrybuty złych. Dobrzy mają co najwyżej laseczkę, ale nie po to by się o nią opierać, ale by ukryć w środku elegancką szpadę. Przy czym monokl to rodzaj protezy, wyczyniający dziwne rzeczy z okiem i brwiami, ale okulary już niekoniecznie pełnią tę rolę (nie wspominając nawet o okularach przeciwsłonecznych). Dobrzy bohaterowie mogą nosić okulary, pod warunkiem, że: a. są pozytywnymi geekami – pomocnikami herosa, b. w okularach mieści się wyświetlacz nadajnika, komputera, miotacz promieni prześwietlających, kamera itp. itd., oraz c. akurat okulary stały się modne w tym sezonie. Czasem pozytywny bohater może mieć założony aparat nazębny, co czyni go uroczym (zdaniem niektórych). Bywa, że postać pozytywna ma jakąś protezę (np. Szkot w Samurai Jack z karabinem maszynowym zamiast nogi), ale coś takiego ma miejsce  wyłącznie w przypadku nawrócenia tego złego na dobro (Szkot na początku walczył z Jackiem, ale potem mu przeszło). Bo tak naprawdę bohaterowie pozytywni gardzą protezami. Jednoręki Szermierz z cyklu filmów o sobie jak i jego wersja kung fu Jednoręki Bokser nie zakładali protez, ale bohatersko, jednoręcznie radzili sobie ze swoimi ograniczeniami, Podobnie Zatoichi i Daredevil. No dobra, Zatoichi nie bardzo miał możliwość wszczepienia sobie implantów, bo żył trochę za wcześnie, ale Daredevil to postać z superbohaterskiego  świata Marvela. Mógłby sobie wszczepić wszystko.

Przy czym, co ważne, te wszystkie protezy nie są po prostu dodatkiem do drania. One czynią pewne postacie czarnymi charakterami, bez nich owe charaktery byłyby po prostu zwyczajnymi statystami służącymi za tło dla prawdziwych drani – tych z protezami.

 

Dodaj komentarz



48 myśli nt. „Pięć bardzo złych rzeczy na piątek

  1. Wyspa

    A co z tajemniczymi/grożnymi statkami? Mówię tu zarówno o kosmicznych jak i morskich. Czarna perła, Star Destroyer… ogólnie pojęte okręty nie tylko często są groźne ale i maja własny charakter.
    U-bot to jednak ciut co innego bo człowiek nie odróżnia jednego od drugiego.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Wyspa

      Z tymi okrętami – np. z całej serii o Piratach z Karaibów – bywało różnie, bo choć miewały swoje charakterki, to imo, czy stawały po jasnej czy ciemnej stronie mocy zależało od ich kapitanów. Inna sprawa, że trochę trudno rozróżnić gdzie w tej serii jest jasna a gdzie ciemna strona Mocy:).

  2. Daimonion

    Kiedy przeczytałem “tygrys”, kątem oka dostrzegając zdjęcie poniżej, pomyślałem sobie – szkoda, że nie napisał o Khanie:) Czyli pierwsze skojarzenie miałem właściwe.
    A co do protez czyniących złymi. Próbuję sobie na szybko przypomnieć kogoś pozytywnego z protezą i rzeczywiście nikt mi nie przychodzi do głowy. Ale już niepełnosprawni owszem – taki komisarz Ironside czy Lincoln Rhyme. Nawet o laseczce nie mogli chodzić. Czy możemy potraktować fotel na kółkach jako szczególny rodzaj przedmiotu protezopodobnego, który nie czyni złym?
    W kategorii złowieszczych przedmiotów (tak na marginesie – dzięki, że jednak wziąłeś pod uwagę vox populi i napisałeś o nich) dorzucam od siebie koniecznie Christine, a z lokalnego podwórka (piszę z Częstochowy) Kolubrynę:)

      1. maladict

        @bosman_plama

        W większości cRPGów w jakie grałem, podpadają pod kategorię ‘Items’, więc czuję się usprawiedliwiony.
        Ale, na wszelki wypadek zmieniając temat na niemieckie mundury i okolice. Babcia kumpla opowiadała, że po wyzwoleniu Krakowa w 45-tym, trupy żołnierzy niemieckich rozpoznawało się po tym, że miały czystą bieliznę.

  3. Tasioros

    Jak chce się być super łotrem, to trzeba mieć swoją hiper-mega-tajną bazę. Tam powstają najmroczniejsze plany podboju (wszech)świata. Miejsce chronione niezliczoną ilością pułapek i niepotrzebnych zabezpieczeń, przez które zbawca ludzkości i tak przedrze się wyjątkowo łatwo. To taki rodzaj kurtuazji łotrów wobec bohaterów najwidoczniej, bo przecież muszą w końcu spotkać się oko w oko. Ale fosa wypełniona lawą i krokodylami być musi. Tak jak dziwny stół z zabójczym laserem, który porusza się bardzo powoli.

    A dobry bohater z protezami? Ze świata gier łatwo takowych znaleźć: Adam Jensen czy ten koleś z Bionic Commando.

      1. Mnisio

        @bosman_plama

        Przy protezach przyszedł mi na myśl dr. Xavier.
        Ten wyłamuje się ze schematu. Dodatkowo nie jest ani piękny, ani zdrowy, ani młody a i tak jest jednym z głównych bohaterów.
        W cyberpunku protezy mają wszyscy, co się liczą, więc to narzędzie zniszczenia odpada.
        Poza tym złe to są klony. Zwłaszcza klony głównych bohaterów są bardzo złe.

      1. Tasioros

        @iago

        No ale.. przecież… to tak specjalnie właśnie.
        No dobra, wybrnijmy jakoś z tego: fosa wypełniona lawą i lawoodpornymi, niewidzialnymi, tytanowo bio-mechanicznymi, humanoidalnymi krokodylami, które lubują się w ludzkiej krzywdzie, płaczu małych dzieci i graniu w FPSy na padach, a do tego krzyczą po niemiecku i nie mają poczucia humoru. 🙂

  4. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Z broni to jeszcze RPG. Arpidżi!!! krzykną i nikt nie czuje się bezpieczny. Ani w ukryciu w budynku, ani w helikopterze, ani innym tam hummerze. Rucznoj protiwtankowyj granatomiot , w pewnym sensie spadkobierca Panzerfausta (ale tak jak pisałeś ze względu na dłuższą karierę na frontach bardziej chyba popularny) daje do wiwatu. Kałach + RPG i “arafatka” na głowie i mamy “insurdżenta” jak malowanego. Czy to będzie Afganistan, czy Irak, czy Somalia – wpasuje się w każdą rzeczywistość. Gdy pojawią się gry o wojnie z zielonymi ludzikami na zielonej Ukrainie też będzie to pakiet mile widziany przez gracza.

  5. Goblin_Wizard

    A gdzie czarna walizka/teczka? Toż każdy szanujący się złoczyńca na poziomie musi jakąś posiadać. Czasami jest w niej złoto, czasami miliony dolarów, materiały wybuchowe, broń, kompromitujące dokumenty, a czasami tylko magiczny blask (jak w lodówce). Oczywiście najbardziej przerażające są takie teczki gdzie nie jesteśmy pewni co się w nich znajduje. 😉

  6. maladict

    to jeszcze zapytam po raz kolejny, ale nie mogę znaleźc dyskusji sprzed pół roku. gość mi proponuje upgrade:
    Intel core i3 4170 3.7ghz
    Cooler Master CPU cooler
    Asus Z97 motherboard
    8gb pro RAM memory

    Przy czym na tę chwilę posiadam Intel Pentium 4 CPU 3.20GHz
    Płyty i pamięci potrzebuję, ale czy procka też warto przy okazji wymieniać?

    1. aihS Webmajster

      @maladict

      Z97 to płytka pod serię K, do oc. Do i3 to pomimo wszystko lekki overkill.

      Na CPU odczujesz różnice. W grach, które jadą na jednym wątku nie tak dużą jakby mogło się wydawać. W grach, które korzystają z 2-3 wątków będzie skok większy. Największą różnicą będzie w sumie kultura pracy czyli mniejszy pobór prądu więc mniejsze temperatury więc mniejsze obroty na coolerze więc cisza. Moim zdaniem jeżeli to i3 ma cie kosztować sumę, którą odczujesz to lepiej dołożyć jeszcze trochę i brać nawet najtańsze i5.

      PS mogę się mylić 😛

  7. furry

    Jednego złego bardzo mi zabrakło, tym w bardziej w kontekście Uubionej Gry Bosmana.

    Bomba atomowa.

    Choć teraz chyba faktycznie mnie się jej boimy, zastąpił ją terrorysta (z kałachem?), to lata 50 i 60 były jej dniami chwały. Poza tym wczoraj skończyłem czytać “Ostatni brzeg” i jestem trochę rozwalony.

    Przy okazji: czy ktoś kojarzy, czy istniała militarna bomba kobaltowa? Bo pierwsze słyszę, w książce zastosowano raczej neutronowe.

Powrót do artykułu