Offca paczy na szkołę

thesheep dnia 28 sierpnia, 2013 o 8:30    79 

Mieszkałam blisko mojej podstawówki, więc miałam na nią widok nawet podczas wakacji. Rok szkolny już się czai za rogiem, a to dobra okazja, żeby pomyśleć o tym czego możemy zacząć się uczyć tej jesieni.

Na gikowy sposób, oczywiście, korzystając z tego, co oferuje nam sieć. Podzielę się z Wami kilkoma pomysłami na urozmaicenie uczenia się, bo może być ono przyjemne, zwłaszcza kiedy w domu robimy coś dodatkowego, dlatego że nas interesuje. Szczególnie bliskie jest mi nauczanie języków obcych, więc te trzy sugestie głównie do tego typu zajęć odnoszę.

Dla większości moich studentów najważniejsze w uczeniu się języka było osiągnięcie jak najwyższego stopnia zaawansowania w mówieniu. Rozwijanie tej umiejętności w domu nie należy do łatwych zadań, jeśli nie mamy pod ręką jakiegoś obcokrajowca, albo chociaż znajomego, który chętnie z nami porozmawia. Oczywiście, Skype może nas połączyć nawet z Kangurami, ale kiedy brak nam takich znajomości nasz mądry telefon nam pomoże. Aplikacja Dragon Dictation powstała z myślą o kierowcach, więc rozpoznawanie mowy stoi tutaj na niezłym poziomie. Dzięki niej możemy sprawdzić, czy poprawnie wymawiamy słowa w języku obcym, a smok wszystko grzecznie zapisze.

dragon

Żeby słowa dobrze wymawiać, trzeba ich najpierw trochę znać. Sposobów nauki słownictwa jest wiele, pewnie każdy z Was ma swoją metodę. Wśród moich cudzoziemskich studentów bardzo popularne były fiszki, więc Quizlet był narzędziem, z którego często korzystali. Największą zaletą tej strony jest jej prostota – wystarczy podać listę słów do nauki, przyporządkować tłumaczenia, a magia zacznie dziać się sama. Quizlet prowadzi nas przez wszystkie etapy nauki, od tworzenia estetycznych fiszek, przez czytanie na głos, na testach i prostych grach kończąc. Space Race, w którym naszą bronią jest poprawna i szybka pisownia, widoczny jest na ilustracji poniżej.:)

quizlet

Poznane słowa dobrze porządkować, im więcej operacji na nich wykonamy w trakcie nauki, tym większa szansa, że jednak w głowie zostaną. Jednym ze sposobów na  wprowadzanie różnych kategorii są mapy myśli, przydatne zwłaszcza dla wzrokowców.  Przykładem narzędzia, które pomoże w ich tworzeniu w wersji online jest Text2MindMap. Zgodnie z nazwą, należy wkleić tekst z wyróżnionymi kategoriami, a mapa zostanie automatycznie wygenerowana na stronie. Kolorystyka oraz rozmieszczenie poszczególnych jej części zależą tylko od nas. Zastosowanie takich map jest bardzo szerokie, więc może przydadzą się także tym z Was, którzy z językami obcymi nie chcą mieć wiele wspólnego. 😉

mindmap

Nie podaję linków, bo po wpisaniu nazw do wyszukiwarki bardzo łatwo znajdziecie wszystkie moje propozycje. Niektóre z nich są całkowicie darmowe, inne tylko częściowo, ale zwykle nie trzeba sięgać po te, które z kolei sięgają do naszego portfela. To jedynie przykłady tego, co można znaleźć w sieci, żeby ułatwić sobie życie. Z czego Wy korzystacie przy uczeniu się, np. języków obcych? Może papier i ołówek Wam wystarczają? A może znacie te pomoce, które zaprezentowałam? Planujecie podjąć jakieś nowe wyzwania edukacyjne tej jesieni? 😀

Dodaj komentarz



79 myśli nt. „Offca paczy na szkołę

  1. aihS Webmajster

    Najwięcej słownictwa nauczyłem się z gier. Kiedyś nie było przecież lokalizacji a grać trzeba było. Moja prywatna ofca językowa była w szoku jaką terminologią się posługuję, a dla mnie to były normalne słówka, które słyszałem codziennie w WarCraft 2, C&C Red Alert, Rebel Assault 2 itd itp 🙂

    1. Moskit

      @aihS

      Nie zapominaj też o sławetnych czasach, gdy Cartoon Network i wiele innych stacji było po ‘łangielsku’. W sumie to wtedy chyba zacząłem w sobie wyrabiać pierwsze rozumienie innego języka poza polskim. 🙂 Potem oczywiście gry i ‘nauka’ w szkole, która sprawdzała się do powtarzania oczywistych oczywistości. 😛

      Żałuję tylko, że jak do tej pory nie zapisałem się na żaden kurs językowy, ponieważ o ile w rozumieniu angielskiego jest u mnie całkiem nie najgorzej, w pisowni troszkę gorzej, ale nadal jakiś poziom trzymam, o tyle w mowie to… Lepiej pomińmy ten temat. ;F

          1. furry

            @thesheep

            Ja z angielskim Cartoon Network miałem do czynienia tylko przez rok, kiedy się w studenckim mieszkaniu szarpnęliśmy na kablówkę, opcja internet+TV była tańsza niż sam internet, a telewizor stał w mieszkaniu. Pamiętam te kreskówki, zwłaszcza “Kleszcz” czy, uwaga, “Owca w Wielkim mieście”. Ech, te smaczki typu nazwiska bohaterów: “private Public” czy “general Specific”. Bawi mnie to do tej pory, niestety kreskówka jest chyba niedostępna na DVD czy w odmętach internetów.

      1. whushhh

        @Moskit

        Tak cartoon network to jest to, tez zaczynalem od niego, dziadkowie mieli satelite wiec jak w wakacje nie bylo pogody to caly dzien Johny-ego Bravo i inne bzdury po angielskiemu sie ogladalo 🙂

        Pozniej byl Fallout 1 i 2 i siedzenie ze slownikiem nad gra, kumpel mial kompa ja mialem podstawowy angielski i slownik i dalismy rade.

        Co ciekawe w liceum na wejscie zrobili nam test wiedzy i okazalo sie ze po CN i grach mam podobny poziom co ludzie ktorzy od paru lat uczeszczali na prywante lekcje. Jednak nauka z pasja daje lepsze efekty niz przymuszanie bo rodzice kaza 🙂

    2. bosman_plama

      @aihS

      Coś w tym jest. Gdy w końcu zacząłem brać lekcje angielskiego (prywatnie, bo szkoły uparcie chciały mnie uczyć francuskiego i rosyjskiego – ten drugi jest spoko, z tym pierwszym nigdy nie zdołaliśmy się polubić), to wszystkie moje zadania domowe opisywały krwawe i dziwne wydarzenia, ponieważ mój podstawowy zasób słownictwa obejmował słownictwo głownie z Fallouta:D.

      Zresztą granie w gry po angielsku zemściło się na mnie na pierwszym roku studiów, gdy chciałem, jak człowiek, nauczyć się angielskiego na uniwersyteckich zajęciach. Lektorka kazała mi się wynosić z grupy podstawowej, ponieważ jej zdaniem byłem zaawansowany. Niby coś w tym było, ale gramatyki Fallout mnie nie nauczył:P.

        1. thesheep Autor tekstu

          @urt_sth

          Pewnie uczono Cię metodą gramatyczno-tłumaczeniową, jak w przypadku łaciny, więc nikt komunikacją na zajęciach się nie przejmował. To podejście ma swoje plusy, ale nie wtedy kiedy chcesz sobie zamówić śniadanie w paryskiej knajpce 😉 Dlatego ja wolę miks z podejściem komunikacyjnym, przynajmniej w przypadku polskiego.

          1. urt_sth

            @thesheep

            Naukę angielskiego (którego nie miałem w podstawówce) zacząłem w podwójnym duecie u dwóch studentek, które czasem prowadziły lekcje wspólnie, czasem się wymieniały i niestety skupiły się zbytnio na tej stronie języka.
            Niestety ze względu na kulejącą wymowę i liche słownictwo trafiłem w ogólniaku na kurs podstawowy na którym się nudziłem przez kilka lat, później na studiach małe powtórzenie do egzaminu i w zasadzie to wszystko w ramach standardowej ścieżki edukacyjnej.

            W robocie z własnej inicjatywy odświeżyłem sobie język metoda Calana (osobiście nie polecam, ale z braku kasy brałem duże grupy co traci sens). Za dobrych czasów z przed kryzysu pracodawca rzucił groszem (to był w sumie przypadek, znaczy trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, bo wyrobnikom nie przysługiwało) i miałem 75% dotację (w zamian za lojalkę) do konwersacji 1vs1 i te lekcje wspominam najlepiej.

    3. QRec

      @aihS

      True story bro,
      Moja żona jest anglistką z wykształcenia, a nie raz nie dwa zdarzyło mi się ją zagiąć 🙂
      Jak można nie wiedzieć jak jest po angielsku puklerz, hałubica, kamieniołom czy ruda żelaza.
      Jak można nie znać takich zwrotów: jak rozporszenie magii, oblężenie, fosa czy parowiec …

        1. QRec

          @Nitek

          Pewnie, że codzienne. Nigdy nie zdarzyło Ci się idąc jakąś zakazaną dziennicą w towarzystwie obcokrajowaca w obliczu nadlatujących strzał, tudzież bełtów rzecz: “I would like to have a good shield. Or at least a buckler.”
          Albo inna sytuacja: Rozmowa o pracę, oczywiście w języku angielskim. Rekruter na galery pyta: “Let’s discuss your carrier path. Where do you see yourself in five years?”. Oczywista odpowiedź: “A quarry with good helthcare or an ore mine. But my dream job would be an ironclad deck officer.”
          A taka anglistka z dyplomem by się wyłożyła. I jak tu wieżyć tym wszystkim hejterom twierdzącym, że gry nie rozwijają 🙂

  2. urt_sth

    Języki obce to ZŁO. Oczywiście przesadzam, ale pamiętam swoją diagnozę z czasów szkolnych gdzie stało “mały zasób słów” i dotyczyło ojczystego języka. Z gramatyką nigdy nie miałem problemu, wymowa po polsku jest dla mnie barierą (magiczne czyste rrrr), a co dopiero obce języki. Ile osób zwątpiło próbując nauczyć mnie akcentowania nie wspomnę (do tej pory nie potrafię świadomie zaakcentować wymawianego słowa).
    Do tego mam tak zwaną dobrą ale ultra krótką pamięć.

    Gadanie z żywym człowiekiem (atrakcyjna kobieta z tzw. jajem – bonus do motywacji) jest chyba najlepszą opcją, ale jak się jest aspołecznym to pozostają profesjonaliści, a to niestety najdroższa opcja.

    PS. Od strony nie mówionej pamiętam prostą aplikację tekstową, zdaję się English Teacher, swego czasu (lat 20- temu tak na oko) chwaliłem ją sobie.
    W dzisiejszych czasach języka ulicy od strony pisanej (niepoprawnie do tego) najszybciej chyba jest się uczyć lejąc hejt szerokim strumieniem na obcojęzycznych forach 😉

    1. bosman_plama

      @urt_sth

      Ja na studiach zostałem fanem uczenia się języków obcych. Tyle, że zwykle porzucałem naukę, gdy uznawałem, że umiem na tyle, żeby móc się porozumieć:P. To oznacza, że w większości przypadków gramatykę poznawałem o tyle o ile.
      Najfajniejszy był chiński, który wydaje mi się najprostszym do nauczenia językiem świata. A właściwie byłby taki, gdyby nie te cholerne akcenty. Niestety, zupełnie nie mam “ucha”, zagranie “wlazł kotek na płotek” na cymbałkach całkowicie mnie przerasta a w chińskim się to mści. Gdy okazało się, że nadane mi przez lektorkę chińskie imię wymawiam jak propozycję seksualną, doszedłem do wniosku, że w Państwie Środka pozostanę jednak przy angielskim:).

        1. bosman_plama

          @aihS

          Składa się z trzech sylab, których tu nie przytoczę, ponieważ używam ich, w różnych wariacjach jako haseł do większości kont. Każda z nich ma n znaczeń zależnych od akcentu i kontekstu. W mojej, nieszczęsnej wymowie dawało się to przetłumaczyć jako: “zabezpieczony koń w ruchu” (zachowany sens z delikatną zmianą tłumaczenia, bo wiecie – hasła), co zdaniem lektorki miało mocno erotyczne znaczenie:P.

  3. urt_sth

    Największy ból dupy mam, że się nie uczyłem rosyjskiego (pomijając krótki ale jakże intensywny związek z cyrylicą oraz ze słownikiem technicznym przy okazji licencjatu). Dlaczego człowiek był tak głupi, że kompletnie ignorował lekcje rosyjskiego w szkole podstawowej, a później to wykluczyło ten język z dalszej nauki.
    Nie raz patrzyłem na c.d. Karpat Wschodnich i na patrzeniu się skończyło.

    1. thesheep Autor tekstu

      @urt_sth

      Alfabetu możesz nauczyć się przecież sam. Ja pierwsze kroki stawiałam z mapą, porównywałam słowa w legendzie 🙂 Potem sięgnęłam do jakiegoś samouczka dla pewności, a mama z babcią mówiły mi jak się czyta. Te początki to był fantastyczny sposób ma integrację międzypokoleniowią, a babcia mocno się dowartościowała, że wnuczkę-studentkę czegoś poza gotowaniem może nauczyć 😉

      1. urt_sth

        @thesheep

        Alfabetu w sumie się nauczyłem i to dwukrotnie (i już zapomniałem), zapis fonetyczny to najlepsze esperanto 😉 . Niestety to konieczność jest najlepszym nauczycielem, a jak na złość pomimo krótkiej korespondencji z Luksemburgiem całkowicie nie muszę używać żadnego obcego języka (no może po za powtarzaniem angielskiego z synem, który on traktuje jak ja kiedyś rosyjski co doprowadza mnie do furii).

        1. furry

          @urt_sth

          Ja żałuję, że się patriotycznie opieprzałem na rosyjskim, nawet w liceum, choć muszę przyznać, że poziom miałem niski, nawet nic nie robiąc miałem dobre oceny. Z rosyjskim mam odwrotnie niż z angielskim, rozmawiam nawet płynnie, choć pewnie ze śmiesznym akcentem, ale czytać dłuższego tekstu, to ani w ząb. Bajki Puszkina jeszcze zmogłem, ale “Moskwy-Pietuszek” czy “My” (“Nas”? jak to odmieniać) Zamiatina nie dałem rady, niestety.

          Mam ochotę w coś pograć, chyba New Vegas. Pierwszy STALKER, SotC, nie ma wersji rosyjskiej, a szkoda, byłoby +10 do klimatu. Ostatnie w co grałem po rosyjsku to “Antołogija ot Blizzard”, Stadion Edition. Ach, te gadki Orków po rosyjsku w Warcraft 2 🙂

      1. urt_sth

        @Beti

        Bo nie znam nikogo kto zechciał by się wybrać (wraz ze mną) w te góry i służyłby za tłumacza.

        PS. Mój chytry plan zakłada nakłonienie syna aby poznał Rosyjski i Hiszpański i świat stanie (po za Chinami) otworem 🙂

        Gorzej będzie w sytuacji gdy już pozna te języki i przestanie się przyznawać do ojca.
        Druga ziszczająca się klątwa to że ja coraz bardziej przestaję się nadawać w jakiekolwiek góry.

        Jest jeszcze możliwość 6-tki w totka i rozwój egzoszkieletów wspomaganych 😉

  4. szelbisz

    Ja podstaw angielskiego uczyłem się już chyba w przedszkolu. Były to czasy startu telewizji kablowych więc doszkalałem się na amerykańskich programach, co chwila pytałem się mamy co oznacza słowo, które właśnie wypowiedzieli w tv, ale z czasem sam zacząłem się domyślać. Z tym domyślaniem znaczenia się to śmieszna sprawa bo kiedyś przez wiele lat myślałem, że undercover znaczy podporucznik (była taka bajka Undercover elephant o policjancie słoniu, który się ciągle przebierał). W końcu jedynym słowem, które kojarzyło mi się z policją i miało “pod” na początku był podporucznik 🙂
    A potem oczywiście gry i oglądanie filmów w oryginale. Tym sposobem od 6 klasy podstawówki miałem 5 z angielskiego w grupie zaawansowanej w ogóle bez uczenia się. Dopiero na studiach dali nam angielski biznesowy i musiałem się uczyć nowego słownictwa.
    I takie ciekawostki z mojej nauki angielskiego: kiedyś współpracowałem z Australijczykiem mieszkającym w Polsce, ciągle zwracał mi uwagę, ze mówię po amerykańsku, a nie po angielsku. Mówił, że Anglik by tak nigdy nie powiedział, że nas uczyli amerykańskiego a nie angielskiego.
    I mieliśmy kiedyś przez pół roku Amerykankę, która nas uczyła (po polsku nic nie umiała) i raz była gadka o psach i koleżanka powiedziała, że ma psa czarnego kundelka, który nazywa się Negro 😀 ale była zszokowana 😀 próbowała nam wytłumaczyć o co chodzi ale byliśmy za młodzi żeby zrozumieć.
    A teraz? Jako, że nie mam tyle czasu co kiedyś na naukę nowych języków znalazłem gdzieś materiały do nauki języków metodą Pimsleura. Jest głównie w formie audio (podobno są jakieś książki z ćwiczeniami do tego ale nie doszedłem do tego). Generalnie około 6-7 lekcji włoskiego (jedna lekcja to ok 30 minut) umiałem już zaprosić dziewczynę na wino do siebie 🙂 Metoda dla mnie świetna i można się uczyć jadąc do pracy.

      1. whushhh

        @maladict

        So true, mialem przyjemnosc pracowac z jednym Panem z UK ktory potrafil bluzgac przez 10 min i ani razu nie uzyl slowa f….
        Najbardziej lubil sie pastwic nad helpdeskiem z Indii 🙂

        Wbrew pozorom latwiec dogadac sie z kims dla kogo angielski nie jest ojczystym jezykiem niz z rodowitym Anglikiem.

  5. idomes

    Wiem, że nie ma tu wielu sympatyków piłki kopanej, ale przypomniał mi się kawał, który idealnie oddaje wczorajsze perypetie naszych wirtuozów:

    Poszedł facet z buldogiem do parku, a tam odbywały się wyścigi chartów.
    Buldog mówi do faceta:
    – Zapisz mnie proszę. Na pewno wygram! Zobaczysz…
    – Co ty buldog, nie dasz rady.
    – Mówię ci, że dam. Proszę zapisz mnie.
    Więc zapisał facet buldoga na wyścigi. Po chwili wszystkie psy stanęły na starcie, a wśród nich buldog. Sędzia dał znać, otworzyły się boksy i psy wystartowały. Pierwsze okrążenie i buldog przebiega linię mety ostatni. Właściciel zaniepokojony wydziera się z trybun:
    – No i co? Jesteś ostatni!
    – Spoko, spoko
    Drugie okrążenie i pies znów przebiega przez metę na samym końcu. Facet się wydziera:
    – Buldog, co jest?!
    – Spoko, spoko
    Przed ostatnim okrążeniem pies znów ostatni przebiegł linię mety. Facet krzyczy:
    – Buldog, co jest? Dasz radę?!
    – Dam, spoko, spoko
    Na ostatniej prostej pies znów był najgorszy i przybiegł na metę ostatni. Po wyścigu podchodzi do niego pan:
    – No i co? Mówiłeś, że dasz radę. Co jest buldog?
    – K*rwa, pojęcia nie mam…

        1. furry

          @idomes

          Ja tam piłkę lubię popaczeć, ale “nasi” powodują u mnie skoki ciśnienia, a to już niezdrowe.

          Parafrazując tekst, który kiedyś słyszałem w innym kontekście. To trochę jak mieć dziecko opóźnione w rozwoju. Kochasz je najbardziej na świecie, całe życie dopingujesz, cieszysz się ze wszystkich małych sukcesów. Ale nie masz złudzeń że będzie profesorem na uniwersytecie 🙁

          Jak 20 lat temu słyszałem teksty “trzeba coś zrobić z PZPN, a przede wszystkim szkolić młodzież”, tak słyszę i dziś.

          1. idomes

            @furry

            Lata rozczarowań niby nauczyły mnie traktować z dystansem piłkę nożną w wykonaniu Polaków jako osobny sport od tego, który oglądam co weekend w Anglii. Tylko później przychodzi mecz polskich klubów/drużyny narodowej, ja siedzę wściekły, żona pyta “po co to oglądasz, tylko się złościsz” a ja jej odpowiedzieć nie potrafię 🙂

    1. QRec

      @idomes

      Dokładnie to samo mi się przypomina rok w rok w sierpniu od kilkunastu lat …
      Tak sobie pomyślałem, że jeśli ktoś dał na imię świeżo narodzonemu synowi Marek, na cześć Marka Citki, który niesmowitym strzełm z połowy pokonał Molinę z Atletico, to dzieciak będzie za chwil kilka juz pełnoletni.
      W dorosłość zaczyna wchodzić pokolenie, które urodziło się po meczu Widzew-Broendby. To straszne …

  6. maladict

    Mój syn urodził się w Anglii, chodził do angielskiej opiekunki, potem do angielskiego przedszkola teraz do angielskiej szkoły. Mówi po angielsku lepiej ode mnie, za to mimo mych wysiłków na kłopoty z polskim.
    Gdy go na wakacje wysłałem do babci, opowiadała mi, że podczas zabawy z jego kuzynem (podobna historia) podczas zabawy, ku utrapieniu innych dzieci i starszych, naturalnie przechodzili na angielski. Aż musieli dostać bana.

    1. Ziuta

      @maladict

      Synowie mojej kuzynki urodzili się w Anglii z brytyjskiego ojca. Po polsku mówią obaj, ale lepiej ten, po którym bardziej widać, że mulat 🙂 Aryjczyk woli angielski 🙂 Jak byli u mnie coś po Wielkiejnocy, to ganiali się po salonie, mówiąc, że jeden jest Luigi, a drugi Mario. Tylko oni i ja wiedzieliśmy, że Luigi i Mario to nie są sportowcy 😀

Powrót do artykułu