Offca paczy, a pozory mylą

thesheep dnia 16 lipca, 2014 o 8:33    89 

Do muzyki, książek, filmów i gier podchodzę z określonymi oczekiwaniami, a rzeczywistość bardzo często weryfikuje te wyobrażenia. Niby wiem, czego mam się spodziewać, ale doświadczenie słuchania, czytania, oglądania czy grania jednak mnie zaskakuje.

Nie ukrywam, że zwykle jest to pozytywne zaskoczenie. Dlatego tak bardzo rozczarował mnie najnowszy Tomb Rider, po którym obiecywałam sobie zdecydowanie za wiele. Nie twierdzę oczywiście, że to zła gra jest np. z powodu braku określonej fizyki :), tylko tytuł kompletnie nie w moim typie. Jak już wspominałam niektórym z Was przy różnych okazjach, nagromadzenie negatywnych emocji wokół Lary połączone z moją frustracją QTE przy wykorzystaniu klawiatury jest nie do przejścia. Do tego zasadnicza przewaga elementów strzelanki nad zagadkami mnie onieśmiela, a ograniczenie możliwości poruszania się (Laro-nie-idź-tą-drogą) i dotykania (świata, nie siebie) przyprawia o ból głowy. Nie mój gatunek po prostu. 🙂 A bardzo żałuję, bo gra prezentuje się ciekawie pod względem wizualnym i topograficznym.

2014-06-26_00002

Innego rodzaju zaskoczenia doświadczyłam, kiedy obejrzałam teledysk do piosenki Eda Sheerana. Nie mówię tutaj o I See Fire, bo fragmenty filmu były jak najbardziej zgodne z oczekiwaniami. Szperając w jego profilu w Soundcloud natknęłam się na piosenkę Give Me Love, posłuchałam i stworzyłam sobie całą historię podmiotu lirycznego. Widziałam więc tymi wewnętrznymi oczyma mało oryginalną opowieść człowieka tęskniącego za bliskością drugiej osoby, której i tak nie doświadczy, bo napoje wyskokowe są mu zbyt bliskie. Ileż razy słyszeliśmy coś podobnego? Powiem Wam jednak, że kiedy obejrzałam teledysk, piosenka ta nabrała dla mnie zupełnie innego, bardziej uniwersalnego wymiaru. Wideo dalej nie poraża oryginalnością, ale jest ciekawe, więc jeśli jeszcze go nie widzieliście, to polecam!

Na zakończenie zachowałam moje największe zaskoczenie. 🙂 Wynikało ono z tego, że nie spodziewałam się jak bardzo Vivaldi może zostać ‘recomposed’. Zachwyciło mnie, że TAK bardzo. 😉

Jakie macie doświadczenia z Waszą weryfikacją oczekiwań co do gier, filmów, książek, czy muzyki? Myślę, że porównanie piosenka a teledysk nadaje się na osobny temat wpisu nawet, bo tutaj jest zwykle sporo rozbieżności. Coś Was zaskoczyło pozytywnie, czy macie tylko same negatywne doświadczenia? 😀

Dodaj komentarz



89 myśli nt. „Offca paczy, a pozory mylą

      1. bosman_plama

        @thesheep

        No dobra, przypomniałem sobie – dzięki wpisowi MTP.
        Kiedy zamawiałem pierwszy tom “Baśni” (na dużej przecenie) wykazywałem bardzo mało entuzjazmu w stosunku do tego komiksu. Jasne, wiedziałem, że jest nagradzany i wychwalany przez krytykę. Ale tyle już powstało wariacji na temat baśni i bajek (sam też takie pisałem, jeszcze w liceum), że sądziłem iż nawet górne loty kolejnej odsłony takiej zabawy nie przyniosą nic interesującego.

        Zostałem pozytywnie zaskoczony. Tzn. oczywiście ( 😉 ) miałem rację. Cykl “Baśnie” nie niesie jakiejś wielkiej oryginalności. Na szczęście forma opowieści i bohaterowie sprawiają, że jest to kawał znakomitego komiksu.

  1. Goblin_Wizard

    Lepiej być pesymistą, wtedy spotyka nas więcej zaskoczeń pozytywnych niż negatywnych. Chociaż nie należy też przesadzać z pesymizmem. Mi już zdarzyło się kilka razy ściągnąć grę, a po chwili powiedzieć sobie “Ale to gra to pewnie straszna szmira będzie” i ją skasować bez instalacji. Nie idźcie tą drogą. 😉

  2. MusialemToPowiedziec

    IMO im dalej w wyspę, tym więcej skakania. Ale strzelanie nam nie ucieka. Widać wpływ “to CoD się sprzedaje jak świeże bułeczki, więc trzeba grę dostosować do ‘wymagań’ największego rynku”.

    A tak w ogóle, się nie pochwaliłem – Wilk zrobiony w 100%. Przy researchu “jak zdobyć wszystkie wpisy w encyklopedii” okazało się, że
    a) można wybierać od którego rozdziału w epizodzie chce się grać
    b) są tylko dwa miejsca, gdzie w zależności od wyboru dostajemy wpis A lub B; za to jest kilka przypadków, gdzie nie zrobienie czegoś nie daje nam potrzebnego do acziwka wpisu (przykładowo, w jednym momencie trzeba być brutalnym, bycie miłym nie daje wpisu; za to w innej okazji bycie brutalem się nie opłaca) – to po części sugeruje, że gra ma jakaś ścieżkę bardziej “kanoniczną”.

  3. maladict

    Mam podobnie ze Skyrimem. Kupiłem dawno temu, chyba na zimowej promocji i jak dotąd nawet nie zainstalowałem bo coś mi mówi, że się rozczaruję. To po co?
    Co do śliwek to jem cały rok, ale nie wiem czy to się liczy. Tęsknię za węgierkami. Śliwkami węgierkami. W sumie za Węgierkami co pracowały w kantynie też trochę. Fajne były.

    1. thesheep Autor tekstu

      @maladict

      Mówię o węgierkach właśnie, a nie marketowym imporcie z RPA 🙂 Najwidoczniej musisz przyjechać do kraju, żeby spróbować polskiego dobra. 😉
      Co do Skyrim to zgadzam się z Bosmanem, dobry czas teraz mamy. Jedyne co Ci grozi to nadmiar wolności, ale zanim to osiągniesz utopisz już kilkadziesiąt godzin w grze. Jest łatwiej niż w Oblivion, nie powiem, a już z Morrowindem nie ma nawet porównania, więc zależy z jak wygórowanymi oczekiwaniami do niej podchodzisz. 🙂

            1. bosman_plama

              @thesheep

              Ba! Mnie się nawet udawało spotykać tego samego wędrującego po bezdrożach konia zawadiakę. Pozwalał mi się dosiadać, ale gdy tylko dojechałem do celu zawracał z powrotem na swoją ścieżkę. Raz przyłapałem go jak samotnie szturmował fort bandytów, raz jak walczył z jakimś elfem a raz jak ze smokiem. Twardziel.
              W pokonaniu smoka trochę mu pomogłem. Nie otrzymałem wprawdzie za to choćby parsknięcia w podziękowaniu, po prostu dalej ruszył swoim szlakiem. Ale i tak byłem zadowolony.

          1. MusialemToPowiedziec

            @thesheep

            Do Skyrima trzeba siąść z odpowiednim nastawieniem. Jak się chce tak pozwiedzać, pozabijać i pogrindować to będzie zabawa.
            Ale jak liczy się na podejmowanie decyzji zmieniających świat, a przynajmniej okolicę to się można bardzo mocno zawieść.

            Ja tylko raz wczytałem Skyrima z powodu śmierci NPCa – jak mi wampiry zabiły tę kowal z podstawowego miasta. Gorzej, że dowiedziałem się o tym jakieś 3-4 godziny po ostatnim hard-save, więc znalazłem nowe mody i zacząłem grę od nowa 😛

            Jednocześnie: polecam moda dorzucającego do gry kotka Inigo – wygadany NPC, niemal o każdym miejscu powie coś innego. Jedyna problem jaki może kogoś denerwować – nie jest magiem, więc bywa że się pląta między nogami (więc warto dać mu jakiś OP łuk 😛 ). Ale po tym jak już go poużywałem to nie potrafię zwiedzać Skyrima z kimkolwiek innym.

  4. Tasioros

    Ja z racji tego, że mam urlop domowy, mogę sobie więcej pograć, nawet w dzień. Zainstalowałem czekające od dawna trupy – Dead Island. Przygotowany byłem na mało ciekawego średniaka, z kołaczącą się w głowie oceną rzędu 6/10 – czyli w światku gier “po pijaku nawet bawi”. A tu zaskoczenie, bo gra mi się bardzo fajnie. Wyspa otwarta, zombiaki elegancko krwawią, zbiera się kupę śmiecia, naprawia/ulepsza/tworzy bronie, całkiem ładne widoczki, panienki w bikini. Pewnie później zrobi się trochę nudno i powtarzalnie, ale jak do tej pory (3-4 godzinki) jest wesoło. A spodziewałem się szybkiej deinstalacji.

    Za to obejrzałem dwa filmy “ponoć bardzo dobre”, na których lekko się zawiodłem.
    “W pogoni za szczęściem” – kiedyś w TVP leciał cykl “okruchy życia”, w którym pokazywano filmy klasy B o ludziach co to w życiu mają źle, ale niczym szczególnym się nie wyróżniały. “W pogoni…” mimo iż z klasy A, pasowałby do tego cyklu. Ocenę miał bardzo wysoką jak na film, bo 7-8/10, ale dla mnie to zwykła historia (choć całkiem ciekawa), której reżyser na siłę nie upiększał (chyba), co i może jest dobre, ale za to nie wywołało u mnie jakichś wyższych uczuć. Brakowało jakiegoś mocniejszego wzruszenia i wywołania łezki współczucia nad losem bohatera.
    “Atlas chmur” – chwalony przez wielu, ocena też nie najgorsza. Długi. Przez większość filmu zastanawiałem się, jak przedstawione historie się łączą. Odpowiedź mnie nie zadowoliła, bo łączą się “ledwo, ledwo” albo niemal wcale. Jest przytaczana główna myśl o tym, ale nie bardzo ją w filmie widać (może tak miało być). Film charakteryzuje się narracyjnym skomplikowaniem, które nakazało mi czekać niemal trzy godziny na końcówkę, która mnie rozłoży i zostawi z głową pełną analizy wydarzeń z filmu oraz chęcią ponownego obejrzenia. Tak się nie stało. Pokazano kilka różnych historii, które łączy cieniutka, mocno naciągnięta nić wydumanej teorii, a głębszego sensu trzeba szukać samemu. Chyba będę musiał przeczytać książkę.

    Dobra, idę po jakieś ciacho i kawę, żeby sobie relaksacyjnie komentarze na Gikzie czytać. Tu się raczej nie zawiodę 😉

            1. powazny_sam

              @aihS

              Wczoraj obejrzałem na youtubie “how to level up from 1-72 in 2 hours in borderlands 2” i nie zmieniło mi to odbioru gry. Tylko nie wiem po co te kombinacje jak wystarczy edytor save 🙂
              Bynajmniej nie zepsuło mi to gry. Decyzja czy korzystamy z różnych exploitów czy cheatów należy tylko do grającego.

            2. MusialemToPowiedziec

              @aihS

              Prawdę mówiąc, znacznie gorsze jest to “Elder Scrollowate, tylko gorzej” levelowanie wszystkiego dookoła. Jak już z bratem trafiliśmy do dżungli (3 rozdział) do już bardziej graliśmy z rozpędu i z myślą “kończ waść” – bo ani się nowych przeciwników nie spodziewaliśmy, ani nowych broni…

    1. furry

      @Tasioros

      Z “Atlasem Chmur” jest taka sytuacja, że po pierwsze powinno się go oglądać w kinie, bo to Łoczałscy. A po drugie, sama intryga nie powala. Ja podczas seansu w kinie byłem w jakichś 2/3 książki, a po powrocie stwierdziłem, że już jej nie skończę. W książce oczywiście masz wszystko lepiej i bardziej, dodatkowo autor ciekawie zmienia styl narracji, zależnie od osoby, którą opisuje (nie wiem jak to przetłumaczono, czytałem po angielsku). I to jak dla mnie główna zaleta książki, bo cała historia faktycznie taka se.

        1. furry

          @teekay

          Chodzi mi o tą pokręconą teorię pseudo-reinkarnacji i że miłość trwa wiecznie i wszystko zwycięży. Tłumaczone ze słuchu z trailera: Fear, Belief, Love, phenomena that determines course of our lives. These forces begins long before we are born and continue after we perish.

          Choć przy “Matriksie” gazety też pisały o ludziach zafascynowanych nową filozofią Łoczałskich, że świat jest złudzeniem, czy jakoś tak.

          Spoiler! Pokaż
  5. MHT82

    Ten nowy Tomb Rider bardzo mi się podobał, miodne strzelanie, fajnie zagadki, miło spędziłem czas. Ogólnie bardzo dobra gra.
    Irytuje mnie tylko jak np. w zapomnianym lochu czy grobowcu ,mogą tyle lat palić się świeczki 😀
    Gra Endera – po książce film był strasznym rozczarowaniem.

  6. lemon

    @Sheeran
    Ten refren (“my, my… gimme love”) kojarzy mi się mocno ze Skinny Love Bona Ivera lub równie dobrej wersji Birdy – obie polecam.

    @Lara
    Spodziewałem się więcej tego “survivalu” z pierwszych trailerów (jak się okazało, pokazały one cały survival obecny w grze) i liczyłem na więcej zagadek w stylu starszych TR, a dostałem rozwałkę-klona Uncharted. Gra mi się podobała, choć później czułem już znużenie walką.

    A ogólnie rzecz biorąc, to staram się niczego nie spodziewać po książce/filmie/grze (w tym ostatnim wypadku najtrudniej). Fajnie np. jest, kiedy sięgam po jakąś książkę, którą kupiłem 3 lata temu i nie bardzo pamiętam dlaczego (poza tym, że podobno dobra). Siadam bez oczekiwań i przeważnie się nie zawodzę.

  7. teekay

    Bo Tomb Raider zawsze był o penetrowaniu tuneli i ciąganiu za dźwignie. Wszyscy to instynktownie rozumieli i taka idea gry mieściła się dla wszystkich w granicach pojmowania. A w tej najnowszej części jeżeli jest jakaś penetracja to tylko w przypadku gardła Lary, kiedy przeszywa ją jakiś wystający drąg albo inna dzida, a dźwigni nie ma prawie w ogóle. To po prostu sprzeczność interesów, a przecież wiadomo, że cały w tym ambaras, że do tanga trzeba dwojga. Ten tego…

    A co do weryfikacji oczekiwań, to jako wyznawca RHCP, z przykrością muszę stwierdzić, że ostatnie lata to niestety pasma rozczarowań. Jednak jak na moim małym ołtarzyku w piwnicy na cześć wielkiej czwórki nie gaśnie światełko świec, tak w moim serduszku ciągle jarzy się nadzieja na lepsze jutro. O!

  8. Tasioros

    Ed Sheeran – Give me love
    Tu też się zawiodłem 😉 Piosenka była całkiem przyjemna i poprawna aż do pierwszego “Oh my, my…”, które zepsuło odbiór mnie i mej żonie. Ale to był dopiero wstęp do późniejszych “ołmajmajów”. Mogło być dobrze, a tak to nie potrafię wysłuchać w całości.

    EDIT: a może to były “majmaje” bez “oł” – nieważne.

  9. Marcin O

    Jestem własnie na urlopie na takim zadupiu kaszub, że internet działa na poziomie EDGE.
    Mnie Lara nie rozczarowała ale z drugiej strony nie powaliła na kolana.
    Dobre nawiązanie do początków i tyle.
    Grało się przyjemnie chociaż mój komp już miał problemy z pociągnięciem całości.
    A i jeszcze jedno, nowa Lara jest zrobiona pod PADa i na nim powinna być ogrywana. Próba grania myszą i klawą była katorgą.
    Wtedy już nawet QTE nie rażą i są nawet miłym urozmaiceniem.

  10. powazny_sam

    Dobra to ja pojadę z innej beczki zupełnie: dawno nie było żadnego “gramy razem”, może zrobimy gikzowego coopa ?

    Moja propozycja : Borderlands 1 lub 2 , bierzemy 4 wypasione postacie i rozwalamy raid bossa. W jedynce mam bodajże syrenę na 68 poziomie a w dwójce na 50. Inne warianty też mogą być, no może poza “od zera” bo nuda. Np. jutro godzina około 21:00 jak już młodsza dziatwa pójdzie spać. Co wy na to?

  11. idomes

    W muzyce co i rusz znajduję kapelę/płytę, która wysyła mnie na orbitę, ale gry (poza indykami) to dość oczywista branża i trudno nie mieć z góry jakiejś opinii, którą później tylko lekko się modyfikuje. Wyjątki na minus – napaliłem się na Starbound a wytrzymałem może pół h. Nie zażarło zupełnie. Druga gra Torchlight – zaczęło się sympatycznie ale w tzw. międzyczasie przeistoczyło się w “zaciskam_zęby_ale_skończę_to_cholerstwo”. Do teraz jestem zły na siebie, że ten czas tak zmarnowałem. Wyjątek w drugą stronę to np. Call of Juarez: Gunslinger, który zrolował mi kalesony swoją zajebistością.

Powrót do artykułu