Na szybko – Wall-E

Najlepsza z Przyszlych Zon dnia 17 lipca, 2012 o 8:37    0 

Witajcie! Dzisiaj wtorek, dla większości z Was drugi dzień w robocie, dla mnie – drugi dzień weekendu. Tak się jakoś utarło, że w tym miesiącu pracuję od środy do niedzieli. Ale do rzeczy.

 

Wczoraj pojechałam do rodziców za miasto. Ponieważ to wyprawa trwająca (przy dobrych wiatrach) około godziny, wyposażyłam się we wszystkie możliwe źródła rozrywki których można używać w komunikacji miejskiej, czyli mp3, telefon i Kindle'a. No więc widok jest taki: wsiadam do rozklekotanego miejskiego autobusu pamiętającego zapewne jeszcze Gierka ze słuchawkami na uszach, siadam i wyciągam czytnik. Jak czytanie mi się znudziło, wyciągam telefon i sprawdzam maile, po czym uruchamiam mojego ukochanego Bubble Shootera. I tak godzinka mija jak z bicza strzelił.

Tak mnie jednak naszło, że w ciągu kilku ostatnich lat elektronika mnie osaczyła. Jeszcze na początku liceum uważałam, że empetrójka jest mi zbędna, skoro mój telefon odtwarza pliki w tym formacie. Potem dostałam iPoda i zmieniłam zdanie. Na studiach, jak kupiłam laptopa, oduczyłam się pisać ręcznie – wszystkie notatki mam teraz na dysku, bo wygodniej. Wykładowcy, jak zauważyli, że połowa ich studentów stuka w klawiaturę zamiast mazać po kartkach długopisem, zaczęli wysyłać lektury w pdfach na maila zamiast zostawiać je do skserowania. Więc używanie komputera jeszcze bardziej zaczęło mieć sens – drukowanie kosztuje. W związku z tym, że czytanie długich prac na monitorze jest męczące, kupiłam (jak sporo moich znajomych ze studiów) Kindle'a. Wygodne, lekkie, mogę ze sobą wziąć 100 komiksów i pracować nad magisterką wszędzie. W pracy też siedzę przed monitorem, bo czytanie papierowych książek wygląda wg mojego szefa mało profesjonalnie (?).

No właśnie. Chyba smutna wizja twórców Wall-E (swoją drogą sympatycznej animacji) jest bardzo bliska prawdy. W takim poręcznym iPadzie człowiek może zmieścić większość swojego świata – pracę, znajomych, rozrywkę, informacje. Jest coraz wygodniej i szybciej, ale chyba coś tracimy. No ale chyba przy każdej rewolucji technologicznej ludzkość coś straciła.

Dygresja: żeby zmienić nieco smutny ton tego wpisu, przytoczę scenę, której ostatnio byłam świadkiem. Mieszkamy w miejscu, które jest często nawiedzane przez fotografujące się pary młode. Mamy tam taki socrealistyczny pomnik kobiety trzymającej kurę. No i pewnego dnia widzę taką parę jak sobie idą z fotografem i panna młoda stwierdza, że chce fotkę pod tym pomnikiem. Stają, ona stawia nogę na gzymsie i podwija kieckę, żeby pokazać podwiązkę.

Pan Młody: Kochanie, to nie jest studniówka, nie musisz ciągle nogi pokazywać. Panna Młoda: Jak to ciągle? O co ci chodzi? (tu następuje plucie się piskliwym, podniesionym głosem) Pan Młody (spokojnie): Koteczku… Ogarnij się.

Dodaj komentarz