Na szybko – na serialowo

bosman_plama dnia 18 lutego, 2013 o 15:46    56 

Kiedy przychodzi taka chwila, że człowiek nie wie co napisać w NS, bo jak krańcowy kretyn temat na wpis zawarł w komentarzach do poniedziałkowego NS, z pomocą musi przyjść to, co znajduje się pod ręką. A że do obiadu oglądałem odcinek sympatycznego serialu, którego niemała część akcji toczyła się w prosektorium, temat narzucił się sam. Znów popiszę o serialach. Ale nieco inaczej, niż sądzicie.

"Copper", serial, o którym już kiedyś napomknąłem, musiał się nieźle sprzedać, ponieważ szybko ten sam producent, BBC America, wypuścił drugi serial opowiadający mniej więcej o tym samym w podobnych dekoracjach. Sceną dla zbrodni w "Copper" był dziewiętnastowieczny Nowy Jork. W "Ripper Street" zastępuje go dziewiętnastowieczny Londyn, jeszcze struchlały po ostatnim mordzie Kuby Rozpruwacza. Śledztwa w serialu prowadzą ci sami policjanci, którym nie udało się schwytać Kuby, podobnie więc jak obywatele całego miasta odczuwają sporą frustrację. Nie jest to jednak serial o Kubie Rozpruwaczu, juz prędzej o skutkach jakie na Londyn i policję miała jego działalność. Jeśli ktoś lubi mrocznawe dziewiętnastowieczne kryminały, "Ripper Street" zostało stworzone dla niego. Mnie się podoba, choć  mógłbym wysunąć wobec niego ten sam zarzut, który mój znajomy wysunął kiedyś na swoim blogu wobec "Copper". Choć oba seriale skupiają się na brudzie, zbrodni i zepsuciu, choć nie brakuje w nich brutalnych scen, to jednak na poziomie psychologicznym wydają się być kręcone w złagodzonej wersji. Oglądnięcie odcinka któregokolwiek z nich nie pozostawi Was z traumą, nie pozostawi Was też z szeroko otwartymi ze zdumienia ustami, tak, jak niegdyś mógł Was pozostawiać np "Cracker" (znany też jako "Dr. Fitz"). To nie są te ciężkie, męczące etycznie brytyjskie seriale, nie ma w nich nawet tej iskry szaleństwa, która niesie fabułę "Sherlocka" bądź "Luthera". Być może owa łagodność bierze się z faktu, że BBC America nie tworzy seriali adresowanych przede wszystkim do odpornych na ciężkie psychologicznie klimaty odbiorców,  w typie zblazowanych, przepełnienionych autoironią Brytyjczyków. Amerykanie, jak wieść niesie, to ludzie z gruntu poczciwi i sympatyczni. Potrzebują nieco łagodniejszego traktowania.

 

o_RIPPER_STREET_570.jpg

 

Zarówno "Luther" jak i "Ripper Street" to seriale mniej więcej klasyczne, wywodzące się z tradycji kina i telewizji. Za pośrednictwem HBO miewam okazję do oglądania trzeciego (chyba) sezonu serialu, który wywodzi się z zupełnie innej gałęzi rozrywki. I choć jest moim zdaniem słabszy od każdego z wymienionych wcześniej, dla nas może się okazać najbardziej interesującym.

Serial nazywa się "Kontra" (Strike Back) i opowiada o tym, o czym opowiada większość gier FPS – o gościach, którzy jeżdżą po świecie, żeby sobie postrzelać. Kiedy pierwsi recenzenci zagrali po raz pierwszy w CoD:MW, przez świat przetoczyło się wielkie "oooch", po którym mogliśmy zacząć czytać o tym, jak gry czerpią z filmów i seriali. Owszem, bardzo jasne odniesienia do kina i zapożyczenia zeń trafiały się i wcześniej. Ci sami twórcy zrobili przecież MoH:AA, w które przeniesiono całą filmową sekwencję, ich drugowojenne CoD czerpało tak z filmów wojennych, jak i z "Kompanii Braci". Ale właśnie CoD:MW uzmysłowiło wielu z nas jak bardzo gry zainteresowały się kinem i jak wyraźnie zaczęły zeń czerpać. Uznaliśmy to za naturalne (choć pojawiały się głosy, że takie podejście zapaskudzi swoistość gier). Okazało się jednak, że proces może zachodzić i w drugą stronę – kino (i telewizja) mogą czerpać z gier. I nie chodzi tu o proste ekranizowanie znanych tytułów – jak dotąd większość takich filmów stanowiła adaptację gier na język kina (można się zastanawiać, czy "Scott Pilgrim vs the World" nie stanowił próby zrobienia kroku dalej). "Kontra" nie idzie tą drogą. "Kontra" to próba nakręcenia serialu w języku gier video.

strike_back_2.jpg

 

O czym opowiada ten serial? Jak napisałem. Dwóch (zazwyczaj) gości (komandosów pracujących dla tajnej służby) wyrusza na misję, wdaje się w strzelaninę, która wygląda na żywcem przeniesioną z gier typu CoD, po czym wraca do domu by otrzymać następną misję. Fabuła też niczym się od CoD nie różni – jest jakiś wyjątkowo wredny terrorysta, z którym bohaterowie zmagają się przez cały sezon, w tle może czaić się zdrada, w każdym sezonie ginie ktoś drugoplanowy, ale ważny. Jedyna różnica, to ta, że w prawie każdym odcinku główny bohater spotyka laskę, którą bzyka w przerwie między odpieraniem szturmu respawnujących się fal przeciwników o mizernej inteligencji a zdobywaniem jakiejś lokacji. W grach mogą eksplodować mózgi i odlatywać urwane kończyny, ale jak wiemy gołych tyłków w nich nie zobaczymy. W "Kontrze" nagie pośladki to widok równie częsty jak eksplozje granatów.

 

Pytanie, czy to tylko eksperyment, wypadek przy pracy, czy początek czegoś nowego. Lada moment rozpocznie się emisja serialu ściśle powiązanego z sieciową strzelanką, zapewne i on będzie mocniej zanurzony w języku gier niż proste ekranizacje. Trudno sie dziwić – graczy przybywa, myślą, mówią i postrzegaja oni w specyficvzny, własny sposób. Być może kino i telewizja nie tylko starają się zdobywać nowych odbiorców, ale zwyczajnie nadążyć za zmianami i dopasować się do zwycięzcy.

 

Dodaj komentarz



56 myśli nt. „Na szybko – na serialowo

  1. Marcin O

    czytając o przeniesieniu gier do seriali pojawia mi się przed oczami scena z filmu DOOM z widokiem FPS i wywołało to u mnie tylko uśmiech na twarzy ( nie był to uśmiech radości ale politowania) . Jak się przeniesie czystą fabułę ze strzelanek do serialu to faktycznie tylko gołe cyce i tyłki mogą tu coś uratować.

  2. borianello

    Wczoraj oglądałem Hobbita – majn gad, co za gówno, ja już nie wiem, czy to ja jestem starym narzekaczem, czy faktycznie nie można zrobić teraz filmu nie będącego ferią efektów specjalnych, ciągle tych samych klisz i podniosłej muzyki…
    Ja nie wiem, czy ktoś tam w ogóle Tolkiena czytał, niektóre sceny były tak przegięte względem oryginału, że aż żal dupę ściska…
    Inna sprawa, że Hobbita czytałem pod koniec podstawówki i już wtedy uważałem, że książka jest bardzo infantylna, ale Bilbo rzucający się z Żądełkiem na dużego orka w obronie Thorina?!

    1. Beti

      @borianello

      Wyobrażasz sobie Hobbita bez efektów? W takim razie polecam ekranizację rosyjskiego Hobbita z lat chyba 60 🙂
      Czytałam Hobbita i uważam, że film jest bardzo dobrą ekranizacją (może powinieneś przeczytać go jeszcze raz? :>). Niezmiennie cieszy mnie fakt, że to właśnie Jackson go nakręcił, dzięki czemu film zachował klimat Władcy Pierścieni 🙂

      [i]Bilbo rzucający się z Żądełkiem na dużego orka w obronie Thorina?![/i] a dwóch małych hobbitów rzucających się na armię Uruk-hai? Dwóch małych hobbitów samotnie zmierzających do Góry Przeznaczenia i przedzierających się przez Mordor? Ty byś wszedł do Mordoru? 😛

          1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

            @Twoja_Stara

            Nie wiem jak Wy ale ja tam zawsze wchodząc na salę kinową odwieszam na haczyku w szatni poczucie rzeczywistości.
            Kurde, to jest kino. Realizm to ja mam 24/7 poza kinem. I nie, na “Złodziei rowerów” bym do kina nie poszedł.
            Ale czasem pomarudzić trzeba, to oczywiste! Więc nie potępiam a wręcz rozumiem 🙂

  3. mokraTrawa

    Jeszcze długo gry jako branża nie będą mogły dorównać filmowi i serialom pod względem przychodów (a jak wiadomo o to najczęściej chodzi, nie o spełnianie swoich wizji artystycznych). Po prostu filmowcy wiedzą jak robić kasę i skąd wiatr wieje. Zobaczyli że o grach jest głośniej niż ostatnio to pakują je wszędzie (do seriali, np. big bang theory, nawet w house of cards główny bohater gra) i podbijają popularność, żeby zbić więcej kasy na zapowiadających się masowo ekranizacjach gier, a pewnie zaraz masowo dołączą seriale.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @mokraTrawa

      No nie wiem jak z tymi przychodami. CoD zdaje się ciągle bije rekordy otwarcia.
      Jeśli chodzi o obecność gier w filmach i serialach to w “Chucku” bohaterowie ciągle w coś grali. Ale najfajniejsze jak dotąd, jak dla mnie, było wykorzystanie Felicii Day w jednym z ostatnich odcinków Supernatural. Odstawiała królową w larpie, a w kafejce internetowej ktoś grał w dodatek do DA2 z jej postacią:).

      1. Tasioros

        @borianello

        Jeśli chodzi o Resident Evil to przy drugiej części filmu wymiękłem. Był dla mnie momentami tak głupi, że aż śmieszny – dlatego obejrzałem do końca. Kolejne części już sobie odpuściłem. Może to trochę moja wina, bo oczekiwałem czegoś na kształt horroru, a nie filmu fantastycznego z super wyczynami głównej bohaterki.

  4. Tasioros

    Myślę, że Hitman byłby dobrym materiałem na porządny serial. W miarę szczegółowo pokazywałby przygotowania do misji jak i samo jej długie wykonanie. Tylko nie wiem czy taki “surowy” serial bez sympatycznego bohatera i prawie bez bohaterów drugoplanowych by się przyjął. Chociaż drugoplanowi to mogliby być “ci źli”. Do tego gościnnie wiele znanych aktorów jako cele i byłoby miło. Dajmy na to taki Bruce Willis albo Pacino do odstrzału.

    1. Revant

      @Tasioros

      Czy ja wiem czy wyszedłby surowy? Nagiąć trochę fabułę i pododawać postaci – Diana, ktoś od zaopatrzenia, ktoś od rekonesansu, ktoś czasami jako “wtyczka” (np. ten agent co się go ratowało w pierwszej części z piwnicy). Jednak pewnie ktoś by przegiął i dodał piękny wątek “uczłowieczania” się agenta 47…meh. Można również skupić się na wątku klonowania i powolne rozwiązywanie zagadki przez 47, dlaczego jak ginie to się zaraz pojawia przy wjeździe na miejsce akcji xD

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @maladict

          Bo jest trochę tak, że gry nie potrzebują szczególnie oryginalnej i wybitnej fabuły, jeśli grywalność będzie wysoka gracze łykną wszystko. Więc łysy zabójca z bardzo tajnej organizacji, który telewidzów doprowadziłby do śmierci przez zaziewanie, w grze może się sprawdzić.

  5. furry

    Jak dotąd wszystkie ekranizacje gier to dla mnie Epic Fail. Czasem mniej, czasem więcej epic, ale jakoś zawsze fail. I nie chodzi tylko o tego Niemca.

    W drugą stronę też działa – nie kojarzę jednej dobrej gry na podstawie filmu, ostatni raz nabrałem się tak na Avatara, chociaż tylko demo z cda, to niesmak pozostał dotąd.

  6. Qbik

    Dla mnie strike back to taki ubogi krewny serialu “the unit” zbudowanego na podobnej zasadzie oddzial wozi sie po swiecie i wykonuje misje ale tam bylo jeszcze rozbudowane o relacje z rodzinami ktore czekaly na ich powrot nie mniej jednak fajnie sie go oglada 🙂

Powrót do artykułu