Od 7 do 10: Poker Night at The Inventory

Nitek dnia 5 maja, 2013 o 21:01    8 

Niedawno ukazała się druga część wirtualnego pokera od Telltale. Część pierwsza zadomowiła się na steamie jeszcze w 2010 roku. Czym są i czy warto w ogóle zwracać na nie uwagę?

Aby nie trzymać Was w niepewności zbyt długo, na pierwszą część pytania odpowiadam natychmiast: gry z serii Poker Night to symulatory pokera. Mamy wirtualny stół z wirtualnymi przeciwnikami, wirtualne żetony kupione za wirtualną gotówkę i wirtualną talię kart, którymi gramy. Część druga, której poświęcę osobny tekst za kilka dni, zawiera dwa różne warianty rozgrywki. W części pierwszej wyboru nie ma – grać możemy wyłącznie w jego najpopularniejszą odmianę, texas hold'em. "Ale czym właściwie jest ten poker", pytają pewnie co młodsi z Was? Pozwólcie, że opowiem Wam pewną historię.

 

2013_04_24_00001.jpg

 

Dawno, dawno temu, gra w pokera była w naszym kraju legalna. Można było w niego grać przy prawdziwym stole z prawdziwymi ludźmi, używając prawdziwych kart. Co gorsza, można było w niego grać za prawdziwą gotówkę. Jak nietrudno się domyśleć, prowadziło to do tego, że każdy, kto choć raz zasiadł do gry, wpadał w spiralę nałogu i, ani się obejrzał, tracił cały dorobek swojego życia. Na szczęście w 2009 kilku mędrców spotkało się pewnej nocy na cmentarzu, aby radzić nad tym, jak ocalić nas samych przed marnowaniem sobie życia w tak tragiczny sposób. Uchwalili na owym cmentarzu, że nikt nie powinien czerpać zysków z hazardu. Położyli podwaliny pod nowe prawo, które zakazuje uprawiania jakichkolwiek gier losowych, takich jak ruletka, oczko albo "zakład o pięć złotych, że przeskoczę przez ten płot". W poczet gier losowych wpisali rzecz jasna pokera. Nie pomogły tłumaczenia jego obrońców, że do wygrywania potrzebne są umiejętności. Uznali, że skoro gra się w niego kartami, wynik końcowy zależy wyłącznie od tych kart – identycznie jak w grze w wojnę, makao albo brydża.

Jeśli się z nimi zgadzacie, Poker Night At The Inventory zapewne nie jest grą dla Was.

 

2013_04_29_00001.jpg

 

Czemu warto zagrać w Poker Night?

Na wynik dowolnego rozdania w texas hold'em wpływ ma kilka rzeczy. To, jakie karty trzyma każdy z zawodników, rzecz jasna ma znaczenie. To, jakie wspólne karty ukażą się na stole, jest jeszcze istotniejsze. Istotne jest również to, ile poszczególni gracze mają przed sobą żetonów, co robili w poprzednich rozdaniach, w jakiej kolejności licytują, jak udanie blefują i jak trafnie rozpoznają cudze blefy. Im skuteczniej potrafimy kontrolować wszystkie te elementy rozgrywki, tym więcej będziemy wygrywać w dobrych rękach a mniej tracić w nietrafionych. Gra od Telltale dość udanie to symuluje. Doświadczeni gracze częściej będą wygrywać niż przegrywać, ale komputerowi przeciwnicy nie oddadzą po prostu swoich żetonów bez walki. Blefują, gdy mają podejrzenie, że karty na stole nie pasują do naszej ręki. Wciągają nas w wyrzucanie pieniędzy na stół, gdy trafi im się mocarny układ. Całkiem mądrze wyliczają, czy opłaca im się wchodzić w rozgrywkę, gdy do układu brak im jednej karty. Symulacja jest na tyle udana, że w niektórych zagranicznych recenzjach widziałem oskarżenia, że AI na wyższym poziomie trudności oszukuje. Oszustwa w grze nie widzę. Wszystkie moje przegrane wynikały ze złego licytowania albo bad beatu. Jedno i drugie po prostu się zdarza.

 

2013_05_04_00010.jpg

 

Rzecz jasna symulatorów pokera jest całe krocie. Czasem są nawet dodawane jako mini-gierka w dużych tytułach (można je znaleźć między innymi w Red Dead Redemption i Far Cry 3). Aby wyróżniać się na ich tle, Poker Night At The Inventory potrzebował czegoś ekstra. "Coś ekstra" to w tym przypadku przeciwnicy, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. W tej części gry są to: Max – rąbnięty królik znany głównie z przygodowej serii gier Sam & Max, Strong Bad – infantylny animek z flashowej animacji Homestar Runner, Heavy – spec od ciężkiego uzbrojenia z Team Fortress 2 oraz Tycho – jeden z dwóch głównych bohaterów sieciowego komiksu Penny Arcade. Każdy z nich ma unikalny styl gry. Każdy z nich ma też naprawdę sporo do powiedzenia podczas grania. Postacie komentują nasze zagrania, komentują swoje zagrania, głównie jednak gadają między sobą na dziesiątki różnych tematów. Nad tym, by ich wypowiedzi brzmiały odpowiednio wiarygodnie, czuwali twórcy poszczególnych serii. Efekt końcowy wyszedł naprawdę nieźle. Mimo, że wcześniej dobrze znałem wyłącznie Tycho, Strong Bada zaś wcale, i tak słuchałem ich słownych utarczek i wspominków ze szczerą przyjemnością. Większość dłuższych historii jest interesująca, sporo z nich autentycznie zabawna, praktycznie każda dobrze napisana. Prędzej czy później zaczną się one zapętlać, ale niektóre bawią nawet przy kolejnym odsłuchaniu, a większość z nich i tak toczy się równolegle z rozgrywką. Gdy już się znudzą, można je przewijać prawym przyciskiem myszy albo za pomocą suwaka w menu opcji zmniejszyć ich częstotliwość do minimum.

 

2013_05_04_00005.jpg

 

Dla osób grających w "Team Fortress 2" dodatkową pokusą do zagrania w "Poker Night…" w momencie jej premiery była możliwość wygrania przy pokerowym stoliku kilku przedmiotów, których następnie możemy użyć w tamtej grze. Ponieważ nie gram "Team Fortress 2" nie sposób mi ocenić, czy owa możliwość nadal jest kusząca. Stanowi z pewnością ciekawe urozmaicenie rozgrywki w samym Poker Night.

Czemu nie warto zagrać w Poker Night?

Niestety, jest to tak właściwie jedyne urozmaicenie gry, na które można tu liczyć. Gdy nikt nie wkupuje się za pomocą fantu, cała piątka wkłada do puli 10.000 dolarów i gra aż do wyłonienia zwycięzcy. Bezpośrednio po wygranej lub przegranej możemy rozpocząć kolejny turniej. I tyle. Gra śledzi stan konta gracza (oraz kilka innych statystyk), ale to, czy jesteśmy 200 tysięcy na plusie, czy 50 na minusie, absolutnie na nic nie ma wpływu. Wygrywanie turniejów odblokowuje nam dostęp do kolejnych stolików albo talii kart, ale większość z nich wygląda mniej czytelnie niż dostępny od początku zestaw. Osiągnięcia, które można zdobyć w grze, w większości sprowadzają się do szczęścia lub cierpliwości – wbrew temu, co sugerują kiepskie filmy i seriale, lepsi gracze wcale nie dostają lepszych kart od tych gorszych graczy. Na uzyskanie karety albo pokera każdy ma jednakowo niskie szanse.

 

2013_05_04_00002.jpg

 

Czas zbierania tych układów w Poker Night dodatkowo się wydłuża ze względu na nieśpieszne tempo rozgrywki. Mam świadomość znaczenia dialogów dla sukcesu tej gry, ale są miejsca, w których zwyczajnie mogło by ich nie być. Przeciwnicy na głos oznajmiają każdy swój ruch. Pół biedy, gdyby było to po prostu: "czekam", "podbijam", "sprawdzam" i "pasuję', ale bardzo często zamiast tego wygłaszają długie mowy. Długie mowy potrafią też wygłaszać, komentując nasz pas albo sprawdzenie. O ile zwyczajne rozmowy między postaciami są naprawdę fajne, o tyle te komentarze z rzadka bawią, a każdorazowo wstrzymują licytację. Paradoksalnie jednak suwak częstotliwości dialogów pozwala całkowicie wyłączyć te fajne, nie ma jednak żadnego wpływu na te nużące.

 

2013_05_04_00013.jpg

 

Zbędnym ułatwiaczem, którego również nie da się wyłączyć, jest ostentacyjne sygnalizowanie przez przeciwników słabej ręki. Niemal każdy człowiek ma pewnie jakieś drobne tiki, którymi może się zdradzić, ale nie wyobrażam sobie, żeby robił to za pomocą ostentacyjnych facepalmów, odkładania kart z głośnym hukiem i bijącą z twarzy wściekłością albo seryjnym waleniem czołem o blat. Jeśli Telltale uważało dodanie takich pomagaczy za niezbędne, mogło przynajmniej dać nam możliwość wypisania się z nich.

 

2013_05_04_00016.jpg

 

To zresztą nie jedyna niedoróbka w grze. Większość pozostałych również sprowadza się do drobnych uciążliwości – długie wczytywanie po kliknięciu opcji w menu, dialogi które czasem zaczynają się od środka albo nagle urywają przed końcem. Jest jednak jeden bug, którego w symulatorze pokera nie powinno być: kiedy dwóch lub więcej graczy wchodzi all-in, gra ma czasem problemy z poprawnym policzeniem wspólnego stacka. Zasady są w tym momencie proste. Jeśli jeden gracz miał 500 żetonów a drugi 2000, ten pierwszy może wygrać maksymalnie 1000, pozostałe 1500 wraca do pierwotnego właściciela. Tymczasem gra, rzadko bo rzadko, ale czasem zapomina oddać nadmiarowe żetony oryginalnemu właścicielowi. Do tej pory pamiętam sytuację, w której zauważyłem tego buga – miałem ponad 20.000 żetonów, gracz przede mną wszedł all-in za około tysiąc, przebiłem do swojego all-in, żeby wypłoszyć resztę rywali, gracz z tysiącem żetonów pokazał rękę mocniejszą od mojej, zabrał całe dwadzieścia kilka tysięcy a ja, grając dotąd na pozycji lidera, nagle zostałem z turnieju wykopany.

Spasować czy sprawdzić?

Do powyższej listy argumentów "za" i "przeciw" warto dodać jeszcze jedną informację, która nie jest ani wadą, ani zaletą. Gra daje możliwość wybrania jednego z dwóch poziomów trudności. Na trudnym przeciwnicy zachowują się całkiem racjonalnie, ich zachowanie na łatwym jest bardziej chaotyczne. Mam wrażenie, że idea przyświecająca twórcom była taka, że łatwi przeciwnicy mają częściej sprawdzać, pozwalając graczowi więcej zarobić przy dobrej ręce – niestety oznacza też to, że nie da się tu zablefować ani zagrać kontrolnego betu do sprawdzenia siły czyichś kart. Grając na łatwym miałem wrażenie, jakbym faktycznie grał w wojnę, gdzie zawsze wygrywa najmocniejszy układ. Być może sprawdza się on jako swoisty samouczek do texas hold'em, ale przy minimalnej wiedzy o prowadzeniu licytacji nie warto tracić na niego czasu.

 

2013_05_04_00009.jpg

 

A zatem: Czy warto kupować Poker Night At The Inventory?

  • Tak, bo to naprawdę udany symulator pokera połączony z masą autentycznie zabawnych dialogów.
  • Nie, bo zbyt oczywiste sygnalizowanie siły ręki i sporadyczne bugi z all-in nie pozwalają w pełni wczuć się w rozgrywkę.
  • Tak, bo jeśli lubimy (lub chcemy sprawdzić czy lubimy) texas hold'em, tu możemy grać w niego do woli za cenę paru małych turniejów w sieci.
  • Nie, bo ślimacze tempo rozgrywki i zapętlające się z czasem komentarze nie pozwalają w pełni cieszyć się grą.
  • Tak, bo przeciwnicy różnią się stylem gry i próbują jak mogą zabrać nam nasze żetony.
  • Nie, bo ich styl gry z czasem staje się kompletnie czytelny i o wygraną bardzo łatwo.

Gdyby poker był bezpieczną grą, w którą można grać bez obaw o swoją nieśmiertelną duszę, rzecz jasna sugerowałbym Wam dać sobie spokój z jego namiastką, a zamiast tego chwycić talię kart i kilka pudełek zapałek, sprosić kilku znajomych i siąść razem przy jednym stole. Jak już jednak ustaliliśmy, jest to aktywność nieetyczna, niemoralna i jednoznacznie karalna. Zabijanie ludzi w Call of Duty to nie to samo, co wypad na kilka miesięcy na misję w Afganistanie. Wyścigi w Need for Speed to nie to samo, co rajd po polskich szosach od jednego checkpointu w żółtej budce do drugiego. Gra w Poker Night to też nie to samo, co gra na żywo, ale potrafi dać frajdę na kilka godzin i nie kończy się odsiadką. Jeśli naprawdę macie apetyt na spróbowanie gry w texas hold'em w kontrolowanych warunkach, możecie dać mu szansę.

 

5na10_75proc.png

Dodaj komentarz



8 myśli nt. „Od 7 do 10: Poker Night at The Inventory

  1. MusialemToPowiedziec

    Po pierwsze, nie wiem jak udało ci się w skali “od 7 do 10” dać grze 5 – straszny crap to musi być, skoro tak pod skalą 😛

    A już bardziej serio – jest też Poker 2. I prawdę mówiąc, nie wiem, czy bym go polecił nad jedynkę. Ma kilka zalet nad jedynką (np. dodanie trybu Omaha – czyli Texas z 4 kartami w ręce, czy możliwość zmiany “klubu”, a wraz z nim pojawiają się np. nowe sposoby odchodzenia przegranych od stołu – [url=”http://www.youtube.com/watch?v=LKGr-V98dcs”]Stevo z jego Heyo chyba jest najlepszą postacią całej tej serii :P[/url]), ale ma też swoje wady – w jedynce da się wyłączyć te pogaduszki innych graczy. W dwójce z milion razy usłyszymy Claptrapa stwierdzającego, że nie powinien tak patrzeć na karty, bo pomyślą że jest jakimś dziwakiem, i dość szybko staje się to denerwujące.

    Ah, i Valve całkowicie zwaliło ten nóż, jaki można dostać do TF2 – przykleili go ot tak do (cytując GlaDoS z Pokera 2, mówiącą ten sam tekst co jakies 5-10 minut) “ample posterior” i tyle. Naprawdę, Valve jak chce, to potrafi pokazać gdzie ma graczy (pewnie w Gabe’owskim ” ample posterior” 😛 ).

Powrót do artykułu