Ocalić od zapomnienia – Elven Legacy

maladict dnia 20 lutego, 2013 o 19:04    9 

Sam prawie już o tej grze zapomniałem. Na szczęście Steam mi przypomniał.

Z niewiadomych przyczyn przez pół dnia mi updateował grę. Ale zaraz po tym stwierdził, że zakończył testowanie wersji beta i zażądał restartu. Potwierdzenia restartu, by być dokładniejszym. Dziwne.

Ale może o grze. Co to za dziwo? Panzer Generala pewnie znacie. Kto nie zna niech się nawet nie przyznaje, Pasztun jeden. PG to klasyk, nie tylko gatunku, ale i gier komputerowych w ogóle. Nic dziwnego, że doczekał się wielu sequeli. W tym też i takiego dziejącego się w scenerii fantasy. I to fantasy typowego, dwuręcznego. Jak miecz. Są złe orki, dumne krasnoludy, piękne elfki z mieczami w pochwach, czarodziejki jeżdżące na wargach. Słowem wszystko co rozpala wyobraźnię nastolatka. Przy czym twórcy (1C) zachowali sposób grania (tury, heksy). Zmienili tylko sztafaż, poprawili grafikę, nazwali Fantasy Wars i… z tego co czytałem nawet się spodobało. Nic dziwnego, że poszli za ciosem i stworzyli sequel pod nazwą Elven Legacy. Ten sam setting, ta sama mechanika, nie miało prawa się nie udać.

 

EL1.JPG

 

Ale może więcej o grze. Jak wspominałem – typowe fantasy. Zaczyna się więc od tego, że 'na naszą krainę spadło wielkie nieszczęście'. Mianowicie jakiś ludzki mag wykradł tajemnicę elfiej magii. Elfy szybko zdecydowały naprawić jego głąb wysyłając w pościg za nim swoją najlepszą magiczkę w towarzystwie Bohatera z Magicznym Mieczem TM. Plus kilka oddziałów wojska – tak dla zasady, bo ktoś musi przecież przynieść, wynieść, pozamiatać. Elfy podążają zatem za zuchwalcem przez całą nieszczęsną krainę po drodze wyrzynając wszystko i wszystkich, którzy staną im na drodze. Gobliny co do nogi, nieumarłych co do joty itd. Potem okazuje się, że to wcale nie tak i nie do końca o to chodzi, a elfie przygody są tylko przygrywką i przykrywką do znacznie poważniejszych rzeczy. Wiecie – misterne plany, Pradawne Zło, co właśnie się przebudziło… Jeśli jesteście obeznani w literaturze fantasy nic nie ma prawa was zaskoczyć.

Lecz przecież nie o to chodzi. Podobnie jak w PG jest od początku wiadomo, że albo damy ciała pod Stalingradem albo zatkniemy flagę z hakenkreuzem na ruinach Białego Domu. Chodzi o rozgrywkę taktyczną. Tutaj też nic się nie zmienia. Nadal są tury, których zazwyczaj mamy określoną ilość do uzyskania określonego zwycięstwa, są heksy po których poruszają się nasze oddziały. Każda jednostka ma dwie akcje w turze – ruch i atak. Ruch zależy oczywiście od jednostki i terenu, po którym się porusza. Walka również od niego zależy – wzgórze czy las dają bonusy do obrony. Jednostka za pokonanych/zabitych wrogów dostaje doświadczenie, od doświadczenia wzrasta poziom, od poziomu wzrastają cechy i dostaje się perki. Mamy jazdę i piechotę, włóczników i łuczników, jednostki latające, magię i artefakty. Nihil novi.

Co się zatem zmienia? Na pewno grafika. W Elven Legacy mamy pełne 3D z zoomem i ruchomą kamerą, a walki możemy sobie oglądać w zbliżeniu (i na szczęście możemy te animacje wyłączać). Do tego wcześniej wspominane doświadczenie i awans jednostek szybko stających się elitą, a odpowiedni dobór perków (przy każdym awansie możemy wybrać jeden z trzech) pozwala je zindywidualizować. Misje w kampanii są zróżnicowane, pewnie że summa summarum sprowadzają się do nawalanki, ale stawiają przed nami różne cele – zdobyć strategiczny punkt, wyeliminować jednostkę, uchronić jednostkę. Ciekawym pomysłem jest też ograniczenie liczby jednostek w danej misji – nie utworzymy linii frontu, musimy grać bardziej taktycznie. Za to w każdej chwili możemy sobie zrekrutować świeżą jednostkę, gdy np. nie zdążyliśmy starej uzupełnić.

 

EL2.JPG

 

Co jeszcze jest warte wspomnienia. Istnieje edytor map, multiplayer (hotseat, LAN i internet), choć nic nie wiem o serwerach dedykowanych. Oprócz kampanii gra posiada dziewięć misji pojedynczych. Trzy DLC, każde zawierające dodatkową kampanię powiązaną mniej lub bardziej fabularnie z innymi.

W czym zatem problem? Sam nie wiem, ale ta gra jakoś tak nie do końca wciąga. Mój ostatni sejw nie jest przed finałową walką z megabossem, nie jest też w trudnym momencie, gdy trzeba się spiąć i wykazać maksimum umiejętności. Po prostu w pewnym momencie stwierdziłem 'Wystarczy' i tak mi wystarcza już prawie dwa lata. Ale może też być, że po 38 godzinach intensywnego grania miałem przesyt, bo po miesiącu siadłem do jednego dodatku i skończyłem go w 16 godzin z miną 'Co? To już koniec? Dopiero się zacząłem rozkręcać!'. Ponadto setting kompletnie mnie nie wciągnął. Urywki pradawnych eposów? Blah. Ważne postaci znane skądśtam? Blaaaah.

 

Końcowa rekomendacja:  w sumie 57 godzin (wedle Steama) rozegranych. MetaScore – 71

Gdzie kupić: gdziekolwiek. Częste przeceny.

Demo: posiada

Podobne gry: Battle of Wesnoth

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „Ocalić od zapomnienia – Elven Legacy

  1. serafin

    Jedna rzecz mnie zraziła do Fantasy Wars/Elven Legacy, ta sama zresztą, która nie podobała mi się w Battle for Wesnoth – już w połowie kampanii masz najlepsze jednostki, których w żaden sposób nie da się ulepszyć. W Panzerze co misję pojawiały się jakieś nowe rzeczy, czasem dostawało się nawet prototyp na dwie czy trzy misje wcześniej, do ostatniej bitwy za każdym razem było co upgrade’ować, dopakowywać i tak dalej. A tu nie. I przez to te gry traciły na uroku.

Powrót do artykułu