Sublevel Zero – z tęsknoty za nieważkością

Nitek dnia 27 stycznia, 2017 o 13:21    3 

Podczas, gdy Descent jeszcze się kisi w odmętach wczesnego dostępu, niemalże dwa lata temu błysnął gdzieś Sublevel Zero. I o ile Descent Underground, niby sequel, jednak nie, wypada póki co tak se, tak Sublevel Zero cieszy.

Przy okazji wychodzi na to, że choć tytuł ma dwa lata na karku, dzięki dość minmalistycznej oprawie, jeszcze nie straszy. I raczej nie będzie.

Po kolei, bo może ktoś rozminął się z Descentem i w ogóle nie wie o co chodzi. A powinien. Przynajmniej wiedzieć, przy okazji zagrać, bo strzelanka była to niekiepska. W roku 1995, umówmy się, wszystko chciało być Doomem. Co rusz wychodził kolejny zawodnik w dziedzinie FPP i Descent w sumie takowym jest także, choć zamiast na grasowanie po korytarzach kolejnej bazy, oferuje grasowanie po korytarzach kolejnej jakiejś tam bazy i terenów ją okalających w statku kosmicznym rzężącym pew pew pew ochoczo. Zamiast sztampowego środku lokomocji jakim są nogi, oferował dowolność ruchu we wszystkich płaszczyznach, co pozwoliło na odpowiednie zaplątanie kolejnych poziomów i dobre, kolorowe, oranie przeciwników, którzy prędzej czy później kończyli marnie, w feerii barw kolejnych eksplozji. To był dobry latany shooter. Jak kiedyś Magic Carpet, ale to inny temat.

SL0_Screenshot06Sublevel Zero przynosi ze sobą wiele z Descenta. Latamy stateczkiem po proceduralnie zestawianych korytarzyka, uprawiając radosne pew pew ze zdobywanego, także losowo wysypywanego przed nami, lootu. Tego jest tu na kopy, a że statek ma ograniczoną pojemność ładowni, rozważnie trzeba dobierać co potrzeba. A tu i jakieś dopalacze i nowsze bronie, okazyjnie ulepszenia statku, czy w ogóle całkowicie nowe. Oczywiście wszystko okraszone jest odpowiednimi statystykami, co ułatwia dobór w gąszczu rzeczy znalezionych. Jakby tego mało okazyjnie można porwać się na crafting i za pomocą zdobywanych gdzieś po drodze elementów, utworzyć rzeczy coraz to nowsze, fajniejsze. Przednio.

Celem naszej zabawy jest każdorazowo odnalezienie drogi w gąszczu korytarzy. Mimo, że można poruszać się we wszystkich płaszczyznach, niełatwo zgubić orientacje, a nawet jeśli, z pomocą przychodzi niezwykle czytelna mapka. Końcem podróży, poza permdeathem, jest wysadzenie reaktora, pozbieranie części hiper napędu, i podróż do następnego poziomu. Przebiega to dość sprawnie, a dzięki płynnemu poruszaniu wehikułu i rozmyślnie rozstawionym guzikom na klawiaturze jest przy okazji dość proste. Jak to bywa w takich sytuacjach, poza ruszaniem w poziomie, zdarzy się ukręcić beczkę w walcu z pociskami przeciwnikami za pomocą Q bądź E i choć nie jest to stricte bullet hell, ani jakieś ciężkie skrypty, ale akcje kręci się fantastyczne.

SL0_Screenshot07Dwa lata później wiemy już, że Sublevel Zero odbiło się pustym echem swoich własnych korytarzy, a szkoda, bo strzela się w nim serio przyjemnie i daje wiele radości. Jeśli lubicie penetracje lochów mocno futuro, zapewne się tu odnajdziecie. No i hej! To jednak trochę inny dungeon crawler, z mniejszym chaosem niż pozostałe. Choć momentami to istny zawrót głowy.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Sublevel Zero – z tęsknoty za nieważkością

Powrót do artykułu