Ruszaj tym, co mama w genach dała – Kick Beat, hadzia!

Nitek dnia 17 stycznia, 2014 o 12:59    14 

Gdzieś w okolicach roku 2010 ktoś w Activision zamiast odpuszczenia kolejnego Call of Duty, zarządził koniec Guitar Hero. Schowałem wtedy swoją odpicowaną, plastikową gitarę zaraz obok perkusji i całego zestawu mojego wyimaginowanego zespołu, który zbierał się na randomowych domówkach. Dobry czas, ale się skończył. W sumie nie dlatego, że sąsiad nie był naszym fanem, choć przychodził w nocy często.

Od tamtej pory nie słyszałem o grach rytmicznych, poza Pataponami na PSP. Tymczasem Zen Studio, we wrześniu, wydało omawiany tytuł na PS3. Już 20 stycznia dane będzie poszerzyć grono odbiorców o fanów blaszanych bębenków. No i tak hm. No tak sobie jest, choć zawiera ficzer warty uwagi.

Poza nim, do niego dojdziemy, jest też story mode z najbzdurniejszą historią ever. Oto złe nindżasy atakują naszego mentora i niszczą muzyczną kulę zawierającą bezkres mocy muzyki. My, oczywiście, musimy przywrócić ład i porządek. Trochę tam bzdur o mocy muzyki i jaka to jest ważna i w ogóle, w ogóle, do pominięcia. Tak czy siak, czy chcemy czy nie, wpadają nam na chatę rozbójnicy, leją staruszka, kula znika, migamy w pościg. Uech, wolałbym standardowe menu z wyborem piosenek do przeklikania, jednakże uznano, że to wypasiona historia jest i wszyscy będą chcieli poznać jej dramatyczne nuty.

Dla tych, którzy nie chcą, zastosowano ułatwienie. Bez przejścia chociażby kawałka story mode pozostałe tryby rozgrywki nie są dostępne. Hatsz, biczem po plecach. Jest niewątpliwy postęp, bo na konsolach, żeby odblokować to wszystko, trzeba było przejść całość, a na blaszakach styka rozwalić pierwszego bossa przy rytmach Marylina Mansona, jedynej piosenki z soundtracku, która faktycznie mnie ujęła.

Muzyczny przekładaniec

Niczym dziarski koń mam klapki na oczach uszach przez które rzadko kiedy przebijają się robiące dobrze dźwięki muzyczne i nadal głównie obracam się muzycznie w dźwiękach wymiotów rozsmarowywanych na gitarach. Mimo to, w grach muzycznych soundtracki robiły ze mnie zwyczajowo ciepłą kluchę i nie przeszkadzało mi co tam z głośników piszczy. Poza Tokio Hotel w Guitar Hero. Nie-do-przejścia. Tutaj jest tak sobie. Dobrane kawałki nie wywracają z pantofli. Jest różnorodnie, ale bez szaleństw. No i jak to się mówi – nie ma złej muzyki, są inne gusta. Zatem po całości, przeklejam setlistę.

  • Pendulum – Self vs. Self, Propane Nightmares (Celldweller Remix)
  • Celldweller – Switchback, I Can’t Wait
  • Marilyn Manson – The Beautiful People
  • Shen Yi – War Dance
  • POD – Boom
  • Papa Roach – Last Resort
  • Blue Stahli – Takedown, Scrape, Ultranumb
  • Southpaw Swagger – I’t Showtime
  • Pre-Fight Hype – It’s Goin Down
  • Voicians – Fighters, The Construct
  • Rob Zombie – Scum of the Earth
  • Styles Beyond – Nine Thou (Grant Mohrman “Superstar’ Remix)
  • Pre-Fight Hype & Southpaw Swagger – Tug-O-War
  • enV – Destination
  • enV – RPM
  • enV – Vee
  • enV – Shakestopper
  • enV – OCP
  • enV – Bloom

Nie zabija. Utwory enV pochodzą z soundtracku gry Electronic Super Joy.

Pląsam śmiało

Mamy setliste, mamy kung-fu madafakiera sensei’a, co dostał po głowie. To jak w to się gra?Prosto. Zamaskowano znane dotychczas z wszystkich gierek jakieś kreski, kółeczka pierdu pierdu. Ubrano to w szaty areny i bandy kolesi chcący nam obić lepszy profil. Stoją wokół nas i niczym w Assassinie, zamiast kupą mości panowie, podchodzą pojedynczo, czasami parami. Właściwie na poziomie trudności master w ogóle nie wiadomo co się dzieje, takie bydło schodzi na parkiet. Wszystkie areny są oparte na okręgu.  Przeciwnicy zataczając ćwierć koła podchodzą kręgiem wewnętrznym, by finalnie spróbować nam zadać cios z jednej z czterech stron. To właśnie wtedy trzeba wcisnąć klawisz odpowiedzialny za kierunek z którego nadciąga ból. Bardzo proste.Mięśniacy są siłą nośną dla dopalaczy oraz bonusów punktowych, wtedy trzeba wcisnąć klawisz dwukrotnie, by w złocie się skąpać. Towarzystwo występuje początkowo w trzech rodzajach. Zwykłe oprychy, oprychy deluxe, wpadający na nasze zęby między taktami oraz dupencje niezadowolencje wychodzące parami (trza naciskać dwa guziole jednocześnie!!!11!).

KickBeat_02

Bezmiar gimnastyki opuszek czeka Was. Nie trzeba się martwić czy kopnąć, czy piąchą, czy z bara, bo postać wykonuje wszystkie ruchy automatycznie. Cała ta otoczka kung-fu w ryja wal to niestety tylko przykrywka wszelkich elementów obecnych w grach rytmicznych od dawien dawna. Poza klikaniem do rytmu, czasem wchodzą dopalacze, feeria barw, choroba lokomocyjna, epilepsja. Wszystko mruga. Miło dla oka, ale też bez jakiegoś większego naszego udziału. Momentami miałem wrażenie, że naciskam dla samego naciskania, bez przełożenia na rytm. Dziwny feeling.

Trybsy

Poza nieszczęsnym, obowiązkowym trybem fabularnym czeka na Was free mode, w którym można wybrać odblokowane wcześniej utwory i skakać do upadłage. Jest tryb survivalu, gdzie szalejemy, aż ktoś zgasi nam lampę, no i mięso wykwintne z parówek. Tryb battle your own music. O tak. To nic innego jak możliwość zaimportowania Własnych utworów trzymanych na talerzach dysków i klepać po nosach mrocznych niewidocznych w rytm Waszych prywatnych szlagierów. Rzecz, której tak bardzo brakowało w Guitar Hero i wszystkich innych, podobnych.

KickBeat_09Niestety, nie obyło się bez wpadki. Samo importowanie pliku to pokaż, wskaż, kliknij, ciesz się. Boli potrzeba wyklikania przez nas bitów na minutę, co odbywa się przez puszczenie utworu i klikanie spacją, kiedy wyczujemy rytm. Bez sens niesamowity, choć zdawało się, że może być poprawiony, tak po przylocie z konsol, chyba jednak nie wydaje mi się. Da się to zrobić, jasne, ale kiedy nietrafnie określimy tłuste bity nut kochanych, akcja może się później nie pokrywać z melodią. Można rzec – coś za coś, ale bardziej adekwatne jest – można było zrobić lepiej.

Fejs Demolejszyn

Kick Beat nie rewolucjonizuje swojego gatunku, tylko nieznacznie go odświeża, zakrywając niezmienione standardy płaszczem kung fu. Próg wejścia dla nowicjuszy położony jest niezwykle nisko, ale już następny doprowadza do szału. Jako party game jest w stanie się sprawdzić, o ile będziecie zmieniać miejsce na taborecie przed kompem, gdyż w samej grze nie ma multiplayera, a to dziwi, bo postacie są jakby nie patrzeć, dwie. O ile połkniecie bakcyl, tak niekończącą się zabawę zapewni walka w rytm znajomych utworów. Nie spodziewajcie się jednak nie wiadomo czego.

Luźne gadki goszczą także na Daily Motion. Ilość kliknięć warunkuje czy w ogóle ma sens taka miejscówka.

Grę dostarczył wydawca. Ogrywane na PC, obrazki ze strony gry – jakoś nie łapałem podczas rozgrywki. Premiera 20 stycznia 2014, a cena to 9.99 ojrosów.

Dodaj komentarz



14 myśli nt. „Ruszaj tym, co mama w genach dała – Kick Beat, hadzia!

  1. Tasioros

    Sorry za offtop (a właściwie to nie sorry, bo co mi zrobicie, hehe), ale tak siedzę dzisiaj w pracy, roboty do nadrobienia w ch**, dlatego nic nie robię i sobie rozmyślam: co by się stało gdyby Neo połknął dwie tabletki jednocześnie?

  2. Goblin_Wizard

    Oglądając odniosłem wrażenie, że klikanie sobie, a muzyka sobie. W Guitar Hero było bezpośrednio widać zależność, a tu można się tego co najwyżej domyślać. Gdyby nie to, że już przed filmikiem wiedziałem co to za gra, to nie wiem czy bym nie uznał ją za b. kiepskie mordobicie z jakimś tam podkładem muzycznym. Wróżę tej grze szybką śmierć (zakładając, że ona w ogóle zacznie żyć). Nawet gdyby dołączyli Nataszę U. do głównego zestawu to by nie uratowała tej produkcji.

    P.S.
    Co do DM. Jest jeden bardzo prosty sposób na zwiększenie kliknięć na DM – zrezygnować z YT. Nawet zamiana czyli YT do linka, a DM w ramkę bardzo by poprawiła klikalność. Zresztą co to za porównywanie, kiedy YT mam okienko, a DM jest ukryte pod linkiem. Oczywistym jest, że większość nawet nie zauważy tego linka tylko kliknie na ramkę z YT. Żeby porównywanie miało jakikolwiek sens to albo oba źródła dać w ramkach albo oba w linkach. Inaczej wynik jest z góry przesądzony (tak jak sondaże w tefauenie).

Powrót do artykułu