RunGunJumpGun – kosmiczny trip

Nitek dnia 8 września, 2016 o 12:00    3 

A kiedy będzie umierać słońce to właśnie Ty zbierzesz resztki życia doczesnego wszystkich i zbudujesz z nich coś nowego. Ładuj zatem to LSD i Bieg, giwera, Skocz, Giwera.

Z ręką na sercu, choćbym nie wiem ile zjadł kotletów i przybił piątkę z tysiącem atletów, nic nie oddaj RunGunJumpGun tak dobrze jak lead, który właśnie przyswoiliście. Zupełnie jak te dziwne rzeczy, które zsyntetyzowali ze sobą twórcy podczas produkcji tematu tu omawianego.

Grzechotać Wam będą zęby w tym fest grindującym na granicy niemożliwości platformerze, granym na dwa przyciski. Tyle bowiem wystarczy, by przetestować Waszą zdolność szybkiego czasu reakcji i planowania co najmniej pięć kroków w przód. Poziomy nie są może zbyt długie, a krwi napsują Wam ilości srogie. Całość obsługi zamyka się w naduszaniu guzika odpowiedzialnego za skok i giwerę i bieg, i giwerę, oczywiście. postać dzielnego zbawce dobrobytu, Atomiksów, jakichś świecących nie wiadomo czego, cały czas biegnie w prawo. Goni ją krawędź ekranu i umierające słońce.

rungunjumpgun3

Nie ma tu momentów przestoju, bo akcja gna do przodu niczym nasze przebierające nóżki, więc to nie jest ewidentnie gra dla starych ludzi. Całość podmalowana jest paletą kolorów tak spektakularnych, że wypalają Rubina od środka. Czasami nie wiadomo kto bardziej jest wypalony, bohater czy słońce. Na pewno owe barwy mają jakąś fachową nazwę, poza ostry trip na kwasie. Coś jest.

Skąpa klawiszologia wcale nie ułatwia zadania, bo droga ku lepszemu jutru składa się na circa sto dwadzieścia plansz, najeżonych byle czym. Są piły, wieżyczki, kolce u góry, na dole, panie, najbardziej bezpieczny to Ty momentami będziesz ino w powietrzu. O ile nie zahaczysz głową o jakąś piłę, czy insze nie wiadomo co. Czasem plansza zajmie Wam moment, czasem hardkor podkręcony jest do granic absurdu i nie da się albo zebrać wszystkich Atomiksów, albo przejść w ogóle.

rungunjumpgunSam skok daje moment, kiedy postać lewituje w powietrzu, dźwigana odrzutem z dzierżonego gatlinga, co mocno przypomina schemat zabawy z Flappy Birda. No, ale tu dochodzi też oranie w przód, skakanie, bieganie, i giwera, skok, giwera. Niby dwa klawisze, a wyćwiczy Wam paluchy, że siaty z kerfura będziecie dźwigać po jednej na każdym z Waszych wyekwipowanych opuszek. Trzeba się natrudzić, konieczne jest odpowiednie dawkowanie ołowiu wypluwanego na otoczenie, by ładnie driftować między niebezpieczeństwami. Brzmi prosto. No, Flappy Birds też tak brzmiał.

RunGunJumpGun nie jest podróżą dla każdego. Dla koneserów gatunku, nie lubiących wyzwań, częstych powtórek i spektakularnych śmierci. Do tego dochodzi muzyka, równie mocno w kwasie maczana, co cała reszta oprawy i w takim opakowaniu trip graczom dostarczany. I fakt, że grę robiono w starym magazynie whiskey, tylko trochę niektóre decyzje projektowe tłumaczy.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „RunGunJumpGun – kosmiczny trip

Powrót do artykułu