Pit People – chroń swoich jagódek

Nitek dnia 1 lutego, 2017 o 10:23    3 

Psstt, słyszysz to? To wielki niedźwiedź zmierza nieubłaganie w stronę naszej planety, by podzielić ją na heksy, cobyśmy mogli ruszyć wystosować odpowiednią zemstę. Za ojca naszej wkrótce przyszłej lubej, za naszego syna, za farmę, za jagódki. Na pohybel! Pit People, teraz w early accessie.

Studio Behemoth i z kieszeni samoczynnie wyskakuje znacznik jakości Q dla ich kolejnej produkcji. Tak to już działa od czasów Castle Crashers. I Battleblock Theater. I Pit People nie jest wyjątkiem, bo zawiera wszystko, co miały poprzednie produkcje i dodaje coś więcej.

Kapelusze!

Uspokój się!

pp1Choć fakt, niezliczone ilości kapeluszy czekają na naszą grabież, co oczywiście dzieje się w wyniku walki na mapie świata, tudzież podczas wykonywania kolejnych zadań. Bo wiecie, że mimo, że to wczesny dostęp, inne wczesne dostępy mogą mu pięty ssać, tak bardzo jest dopieszczony i tak wiele zawiera. Można się pokusić o stwierdzenie, że ma wszystko, choć wiadomym na dzisiaj jest, że wątek główny nie jest jeszcze dokończony, filmiki mogą zawierać placeholdery, ale miodności tu tyle, że można smarować nią podłogę.

Z początku historia kręci się wokół Horatio, na którego Narrator (NARRATOR) zrzuca niezbyt ciekawy los. bandę huncwotów gotowych pożreć jego jagódki, syna i sąsiadów. Uporawszy się znimi, na wielkiej mapce świata napotykamy Priscillę, księżniczkę-wkrótce bez ojca, ale z motywem do działania. Odwiedziny w roztańczonym mieście kończą się rekrutacją Józefa, a później? Później rekrutujecie kogo chcecie. Kogo. Chcecie. Można. Wszystkich.

Choć slotów w drużynie jest pięć, należy nimi zarządzać mądrze. Warto mieć Ciastka, bo ten obdrapując swój lukier i rzucając nim w członków ekipy, regeneruje im zdrowie. Warto zainwestować w coś na dystans. Może kogoś do tankowania i osłaniania przed deszczem strzał? Większych tanków, jak choćby pani pająk o czterech ludzkich nogach schowanych w pończochach? Może strażak? Może pan z miotaczem ognia z krainy wiecznego wulkanu? Kogo. Tylko. Chcecie. Bo każdego w walce można rekrutować, o ile macie w ekipię Sofię, narybek prosto z Hiszpanii, która zarzucając sieć na ostatniego delikwenta na placu boju, wciela go do naszej ekipy.

pp2Nie tyle ważne są podstawowe funkcje kolejnych rekrutów, ale także ich wygląd czy noszony oręż. Na walkę bezpośrednią, na dystans, z drewnem w roli hełmu na głowie, z tarczami, bez, z wąsem, bujną brodą, w czapce uszatce, w masce konia, mogę tak wymieniać cały dzień, bo ilość lootu zawarta w grze jest zatrważająca. Wszyscy delikwenci okraszeni są także statystykami i zdolnościami uwarunkowanymi  przez ekwipunek jaki noszą. A to zdolność odbijania strzał, a to ogłuszanie czy lepsze obrażenia przeciw hełmom, bo tak akurat działają maczugi. Jest też zasięg ruchu, obrażenia oraz, co ciekawe, obciążenie, którego przekroczenie oznacza mniejszy zasięg ruchu. I nagle człowiek siedzi i whoa, ile tu jest możliwości i potrzeb kombinowania.

Sama walka to potyczki w myśl zabawy turowej, bez większych zmian w stosunku do omawianej kiedyś bety. Teoretycznie nie wiadomo co się dzieje, zwłaszcza w fazie ruchu, kiedy wypuszczona feeria barw i wodotrysków, naliczanego expa, dropionych flaków i ogólnej radości przesłania wszystko, tak jest to chaos pozorny, bo ruchy należy odpowiednio rozplanować. Wszystko przez wzgląd na dość oryginalną mechanikę stojącą na granicy casualostwa i większej kombinatoryki. O ile bowiem wydajemy rozkazy ruchu pieczołowicie wykonywane przez naszych bohaterów, o tyle atakują kolejnych przeciwników sami. Do tego dochodzą zależności jak wspomniana maczuga vs. hełmy, tarcze osłaniające przed ostrzałem, ale także konieczność zostawiania przerw na jeden hex między miotaczami toporów, czy trzymanie Ciastka z leczeniem na tyłach, bo w ataku miękka z niego muffinka. I nagle okazuje się, że te ekspresowe potyczki zamieniają się w prawie, że rozgrywkę szachową tyle, że podsmarowaną ostrym ADHD wizualnym. I muzycznym.

pp3Musicie wiedzieć, że oprawa to majstersztyk i jednocześnie znak rozpoznawczy gier spod szyldu Behemotha. Narrator, dobrze już znany, jest najlepszym narratorem EVER, co idzie w parze z jednych lepszych kresek i wszędobylskiego kunsztu animatorów studia. Nieważne czy będzie to kolejna animowana scenka znakomitości czy podróż po mapie. Wygląda bajecznie. Muzycznie to dźwięki plumkające rodem z Neverhooda sprawiające, że ciężko usiedzieć bez gibania się na boki czy choćby merdania nóżką. Wyborne.

Niby wczesny dostęp, ale wiedzieć też musicie, że na arenie w mieście jest możliwe wyzywanie innych graczy na pojedynki zebranych drużyn. Mało tego, na jednym kompie bądź konsoli (jest też wersja X1, czy tam będzie) można zagrać coopa. Można też po sieci. Można posłuchać muzyki, kupić klatki na rekrutów i bawić się z AI na losowych arenach. Można ruszyć na wojaże po bezkresach mapy świata, gdzie ważne są powroty do domu, albowiem tylko wtedy zebrany loot, rekruci i wszystko nabyte podczas podróży staje się Waszą własnością. Gdyby ktoś Was zaorał, skarby przepadają. Taki odpowiednik gubienia dusz z Soulsów. A wiecie.

Kapelusze!

Uspokój się!

Grane dzięki developerom.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Pit People – chroń swoich jagódek

Powrót do artykułu