Luźne gadki – Metal Gear Rising: Revengeance

Nitek dnia 13 stycznia, 2014 o 12:57    12 

Wydawać by się mogło, że Metal Gear bez Snake’a jest jak jednoręki bandyta bez ręki. Meh. Cały czas z obawą spoglądałem na projekt Metal Gear Rising, kiedy jeszcze był w produkcji na konsolę (o tak, to bezczelny konsolowy port!!11one). Brak Snake’a, Raiden pipka, przerabialiśmy to już przy okazji MGS 2 11 lat temu (na PC). Wyszło tak sobie. Szast prast! Nie tym razem.

Nie, bo jest bardzo dobrze

To będą Luźne gadki szybko skrojone, choć do powiedzenia jest dużo. Na szczęście superlatyw więcej tu, niż czegokolwiek innego. Z powyższego wiecie już, że oprawa ździebka odstaje, bo tekstury otoczenia są niczym papka zwrócona przez niemowlaka i w większości przypadków straszą. Wszelkie obiekty nimi obleczone nie wyglądają korzystnie, ale za to modele wszelkich postaci, mechów i innych paści napataczających się pod nasze ostrze wyglądają już fachowo. No i możliwość siekania sałatki z wszystkiego.

Dzieje się. Dzieje się tyle, że momentami ciężko to ogarnąć. Trzeba także wziąć pod uwagę to, że gry spod szyldu MGS cechują się wszelką paletą dziwactw i należy wziąć poprawkę na to, że mimo iż nie ma tu gości z penisami zamiast palców, tak na pełnej prędkości będziecie często wbijać się w gigantycznych rozmiarów mechy, ciąć je na plasterki liczone w setkach, w akompaniamencie ostrej nuty. Diabeł Może Płakać.

2014-01-12_00003Metal Gear Rising  to slasher. typowy aż do bólu, w dodatku z naciskiem na machanie mieczykiem, niż strzelanie czymkolwiek. Jest kilka egzemplarzy RPG, jednak jest to broń do użytku doraźnego, niż ciągłego. Wymachiwanie chłodną stalą jest proste. Dwa przyciski odpowiednie za atak lekki i mocniejszy, skok, koniec. Kombosy niestety nigdzie nie są wylistowane, stąd w moim przypadku następowało ciągłe mashowanie wszystkich guzików na padzie, co przekładało się na szalony taniec Raidena, prezentujący się iście efektownie. (ed.) Jak słusznie zauważył w komentarzach Flyingpole, jest list combosów. Znajduje się w menu Help, czyli najmniej intuicyjnym miejscu do którego zajrzałbym, co stało się, na samym końcu.

Karny siusiak dla Platinum Games za brak zaimplementowania jakiegokolwiek uniku. Nie ma,. null. Konieczne jest parowanie ciosów przeciwnika, co nie zawsze wychodzi, wręcz drażni, a uskoku nie stwierdzono. Zresztą wszelkie zdolności Raidena jakie zakupujemy za zbierane punkty także nie są odpowiednio opisane, stąd zupełnie randomowo wchodziły poszczególne elementy sieczki.

2014-01-12_00008Przez pierwszą godzinę możecie odbić się od sterowania samego trybu siekania wszystkiego co popadnie, tzw. “blade mode”. O ile siekanie okolicznych samochodów i elementów otoczenia nie sprawi Wam najmniejszego problemu, tak podczas mega dynamicznych potyczek, początkowo idzie się porobić w spodnie, a nie użyć tej zdolności należycie. O co chodzi. Wszelkich przeciwników nie da się pochlastać ot tak. Niektórym należy upuścić trochę krwi standardowymi atakami, niektórych wyciągnąć z pancerza. Słowem – trzeba ich osłabić, by penetracja ostrzem była możliwa, a ta jest niezwykle lukratywną opcją.

Kiedy takiego człowienia, drona czy mecha obijemy należycie, ten zmienia kolor pokazujący możliwość uszczknięcia z niego kawałka całości. Wtedy do gry wchodzi blade mode. Raiden stoi nieruchomo, a my gałkami czy też myszą sterujemy wskaźnikiem drogi jaką pokona ostrze po kliknięciu. Rąbiemy zatem niczym naspeedowany szarlatan, co powtarzamy, aż naszym oczom pojawi się gustowny czerwony kwadrat oznaczający najsłabszy punkt przeciwnika. Robi się jeszcze gorzej, bowiem w to miejsce przydałoby się trafić, by wyeksponować bateryjki przeciwnika, które Raiden przyswaja i tym samym regeneruje sobie zdrowie jak i wskaźnik ukrytej opcji Rage Mode. Uach. Tyle z mechaniki. Resztę obejrzycie.

METAL GEAR RISING REVENGEANCE 2014-01-12 12-08-24-74

Fabularnie nie jest to jakaś zawiła historia. Nic specjalnego, acz byłem zdziwiony, że nie jest to kolejny pompatyczny bełkot przewijający się od zarania serii. Śledzi się to bez znużenia, bo co prawda na ziemie nie zwala, ale nie ma miejsca na pukanie się w czoło. No, może raz, kiedy przemierzamy bezkresy pustyni i na jej środku napotykamy naszego przeciwnika, kolejnego bossa do kolekcji. Srogie WTF. Honorowego karnego peniola oddaję za kiepskie dialogi i dubbing, który po prostu obsysa. Graficznie poza teksturami ciężko zło rzec. Konstrukcyjnie poziomy nie wybijają się ponad standardy oferując korytarzową strukturę, jednakże możliwość dość bogatej interakcji z otoczeniem skutecznie odwraca od tego uwagę. Co nie trapi Metal gear Rising to spadki animacji. Nie stwierdza się ich wcale.

Mimo, że nie ukończyłem jeszcze robienia sałatki Raidenem, tak myślę, że Magda Gessler byłaby ze mnie dumna. Motam nożykami, aż miło. W dobie posuchy gatunkowej, Metal Gear Rising jest koniecznie do sprawdzenia, a to że po sesji z nim byłem tak zaspany, że posoliłem rano żonie kawę, rozumie się samo przez się.

Gdybym miał ocenić dałbym

fap-fap-fapJednakże jestem dopiero w 6 rozdziale, po 5 godzinach sieki, to nie daje. Jednak dałbym.

Luźne gadki goszczą także na Daily Motion

Dodaj komentarz



12 myśli nt. „Luźne gadki – Metal Gear Rising: Revengeance

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @flyingpole

      O, widzisz.
      Nie szukałem aż tak głęboko, jedynie patrzyłem na listę skilli wykupowanych między levelami.
      Jak się tu ogarnę po grzebaniu w kompie nie omieszkam sprawdzić. Choć może to potrwać jeśli MGR nie sejwuje w chmurze.
      crap.

      //woo hoo.
      zapisy w chmurze. piękna sprawa.
      faktycznie, jest. Chowają się w menu HELP czyli ostatnim miejscu do którego bym zajrzał szukając combo list. Tak w sumie się stało.

  1. borianello

    Gra nie w moim klimacie, ale rozbawił mnie bardzo trailer:
    “Facet, który nie chciał walczyć… nie chciał zemsty… nie chciał być cyborgiem… nie chciał czegośtam…. i znowu czegoś tam nie chciał… i go zmusili do tego wszystkiego ….” 😀
    Łoo matko, co za dupa z uszami 😉

Powrót do artykułu