Enter the Gungeon – dojeżdżanie cały rok

Nitek dnia 27 grudnia, 2016 o 10:44    9 

Niewiele jest gier z 2016, o których mogę powiedzieć, że wracam. Jest taki DOOM, który był świetny, obecnie jest jeszcze świetniejszy za sprawą trybu arcade, ale jest też Enter the Gungeon, którego atakuje wciąż.

Nie jest to podsumowanie roku 2016, choć myślę, a jedynie wstawiam na pamiątkę, bo to co Enter the Gungeon zrobił tamtej nocy było jak prezent na gwiazdkę, a działo się w przeddzień. I było grubo.

A jeśli ktoś się nie orientuje, Enter the Gungeon to mix dungeon crawlowera, smarowany grubo bullet hellem, gdzie poza zręcznymi palcami władającymi WSADem, bądź myszką, ewentualnie padem (pamiętajcie zbindować sobie przeładowanie pod guzik R3, pod prawą gałką!). Ruszamy do gungeonów c elu odnalezienia mitycznej broni, która jest w stanie wymazać naszą przeszłość. Niby to tylko 5 komnat, przepastnych lochów zestawianych losowo, o bossach na końcu każdego z nich, też losowych, a wyzwanie to nie lada.

Jest co-op lokalny, jest masa unlocków, wszystko można rozwalić, latają beczki, krzaczki, zbroje, kartki, książki, taki physx jest, panie. I tak leci. 86h na liczniku już. Niemalże codziennie na streamie http://www.twitch.tv/nitek69 dobijam trochę więcej. Najbardziej dobijam jednak siebie.

Uwielbiam.

etg jest obecnie w promocji na Parówie -50% za 7.49e. W styczniu wjeżdża darmowa aktualizacja o wielu smakach, w tym czalendże. Szaleństwu nie będzie końca. Weeee.

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „Enter the Gungeon – dojeżdżanie cały rok

  1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Jak już pisałem tu i ówdzie. Podziwiam ale ja bym pizgnął padem po kilku minutach. Jakaś masakra na ekranie, pierdyliard pocisków w ciebie leci, weź to ogarnij, stary już jestem, nie ma mowy, tu pocisk, tam pocisk, tu kolorowe, tu zajdźka, tu zmień broń, tu doładuj, znowu strzelajo, schowaj się w rogu komnaty, wyjdź na środek komnaty, strzelajo, strzelajo, strzelajo…
    No. Tak to mniej więcej leci. Ale do oglądania idealne 🙂 Gungeonuj Waść bo to dobre jest.

      1. thewhitestar

        @powazny_sam

        No ja bym mógł powiedzieć to samo o sobie, tylko rozciągnąłbym to ogółem na wszystkie rogale. Tak mi pachną, tak mi smaka robią, a od pierwszego Isaaca i FTLa przy reszcie się tylko wkur*am i stwierdzam że to strata czasu, i tak zaraz umrę i w pizdu i cały misterny plan też…

        Ale za to odkryłem że oglądanie streamów Nitka z rogali jest fajnym substytutem. Emocje też są, ale za to bez tych negatywnych z racji kolejnego zgonu. Podobnie jak stream z takiego jakiegoś hardkorowego królika (?) ninji, którego sam bym palcem nie ruszył, ale za to na streamie emocjonowałem się kolejnymi bossami razem z Nitkiem. I o ile osobiście nie rozumiem streamowania takich zwyczajnych gier typu Paczpsy2/Wiedźmin/etc., no bo jak będę chciał to se sam ogram, a jak mnie nie stać to se poczekam aż będzie mnie stać, bez wcześniejszego spojlowania. O tyle gry które wydają się fajne ale nie miałbym do nich cierpliwości z chęcią oglądam. Jak Gungeon.

        1. aihS Webmajster

          @thewhitestar

          Oto właśnie jest tajemnica streamów. Gungeony mam, ale wolę oglądać Nitka bo jak sam gram to nie czuję magii. Być może dlatego, że jestem zajęty walką o życie. Po prostu nie ogarniam całości. Są oczywiście gry, na które nie mogę patrzeć jak ktoś gra bo natychmiast dostaję apopleksji od nawału suboptymalnych wyborów 😛

Powrót do artykułu