Duke Nukem 3D: 20th Anniversary World Tour – na krawędzi nostalgii

Nitek dnia 6 grudnia, 2016 o 11:19    10 

Książę nigdy nie odszedł. On cały czas tam był.

Wiecie co? Pamiętam jakby to było dziś, kiedy metodą dziecka PRLu, czy tam żyjącego w ówczesnych czasach, odwiedzałem znajomych w celach poznawczych ich pecetów. Znaczy, żeby wspólnie spędzić czas. Przy pececie. Jeśli pamiętasz te szalone lata dziewięćdziesiąte, pierwszy numer CD-Action z dołączonym doń demem Duke Nukem 3D istnieje szansa, że albo sam odwiedzałeś znajomych w tym samym celu, albo sklinałeś tych, co przychodzili, wiadomo. Pozdrawiam Cię, Sławku. I Michale. Rafale, eee Robercie?

Tak czy siak, wtedy to styknąłem się z Księciem po raz pierwszy. I było dobrze. Interakcja z otoczeniem, Shake it baby, elementarna destrukcja otoczenia to przecież rzeczy, których nie ma w Call of Duty 2016. Do tego wtedy jeszcze śmieszny humor i poziomy o tak zawiłych projektach, że Scofield by sobie tatuował i wyciągał niewiasty, po które przybyli przybysze z Matplanety. Cóż to była za podjara swojego czasu!

dn3d2A potem, potem przyszło oczekiwanie na Duke Nukem Forever. Wiemy jak to się skończyło. Historia to przepastna i nie ma co jej przytaczać, ale warto wspomnieć, że gra na premierę, cóż, nie zachwycała. Po premierze zresztą też, ale że można w nią zagrać za bezgrosz, komuś może się podobać. Pierwotni twórcy stracili prawa do marki, a ta trafiła do Gearboxa. To ci ostatni odpowiedzialni są za kolejne odgrzewanie truchła księcia. Prawie bez skoku jakościowego.

Prawie, bo minimalne różnice są w silniku do renderowania, aczkolwiek po mapach dalej biegają sprajty, układ pomieszczeń nie uległ zmianie, ale jest jakiś nowy fikuśny silnik True 3D. Można nawet płynnie przełączyć na starszą wersję, by różnice zobaczyć. No, coś tam jest. Dodatkowo nagrano na nowo wszystkie kwestie Księciunia, ale przede wszystkim, dorzucono siedem mapek stworzonych przez oryginalnych twórców. I mapki są fajowe, rozgrywane w różnych zakątkach ziemi, utrzymane w starym stylu, co przekłada się na to, że w Amsterdamie zaliczymy dzielnicę czerwonych latarni i coffee shop z obowiązkową inhalacją, a w Rosji sklepy z pisemkami dla osób dorosłych. Bo wiecie, ufoki koniec końców wygrali i trzeba ich wychłostać należycie. Całość uzupełnia możliwość skorzystania ze Steam Workshopu, gdzie czekają mapy od graczy i inne modyfikacje.

Przy okazji grania w nowy epizod łezka w oku się kręci, bo gdyby 3D Realms nie pogrążyło się projektem Forever, mogliśmy dostać całkiem fajnego Duke Nukema 3D 2 (?), bo te mapki są naprawdę spoko. Nie wiem na co im były potrzebny taki skręt.

Trzon zabawy także nie uległ zmianie, ale nadal jest znacznie zabawowy. Nie jest to tempo mordu w Doomie, starym nowym czy w odmianie Brutal, co nie zmienia faktu, że jest to zabawa iście przyjemna. Aż się zdziwiłem. Nie odwołam się do oryginału, pamięć nie ta, ale stukanie Księciuniem przy obsłudze myszki i klawy robi robotę. Suchary momentami bawią, nostalgia dźwiga brwi, kiedy wypłacacie paniom dolaresy, a gęba wykrzywia się w satysfakcjonującym grymasie, kiedy okazuje się, że pamiętacie wszelkie sekrety na planszy. No, listy zakupów to nie, ale sekrety w dwudziestoletniej grze, jak najbardziej. I to jest to, bo gra się tak samo dobrze jak kiedyś, ot co.

dn3dPrzesadna w tym wszystkim jest cena, plasująca się na poziomie 19.99e, co jak na ekshumowanego władcę czerstwych tekstów jest dość wygórowane. Rozumiem, że nowy wydawca, ale gra do czołówki już nie należy i to dużo jak za dopłatę do siedmiu mapek i workshopu. Dla kogo zatem? Osób lubiących polowanie na promocje, nostalgicznych drani, którzy lubią stare i wciąż dobre, i dla ciekawskich legend gamingowych, to na pewno. Nie ma tu nic więcej, niż kiedyś, a szkoda, bo można było to wydanie jeszcze bardziej wzbogacić. Niemniej jednak Duke nadal to ma, trzeba to oddać, ale lenistwo developerów i niewykorzystanie szansy to jak szlag mokrą szmatą w pysk.

Chodź, weź trochę!

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



10 myśli nt. „Duke Nukem 3D: 20th Anniversary World Tour – na krawędzi nostalgii

  1. furry

    A potem, potem przyszło oczekiwanie na Duke Nukem Forever. Wiemy jak to się skończyło. […] ale że można w nią zagrać za bezgrosz, komuś może się podobać.

    Potwierdzam. Skończyłem grę, skończyłem dodatek, bawiłem się nieźle. Dziękuję Samowi za polecenie. Ale skończyłem też np. Terrorist Takedown 2 i też bawiłem się nieźle. Nie wiem co to mówi o mnie jako graczu, albo jako człowieku.

    Co do DN3D, mam wersję Atomic z GOG, chyba też jakąś płytę CD, myślę że znajdę lepszy sposób na wydanie 20 euro. Ale w sumie, czemu nie zainstalować tej wersji z GOGa? Wersja linux, 32 MB.

  2. powazny_sam

    Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie wersja Megaton Edition która wyszła ledwo pare lat temu. Też z dodatkowymi epizodami. Pograłem nawet trochę i potwierdzam że gameplay z Duka trzyma się nieźle, nieważne czy to wersja “classic” , “atomic”, “megaton” czy inne dziwolągi.
    Nie ogarniam tych licencyjnych przepychanek, tej poprzedniej już nie ma na steamie do kupienia, ale nawet w pełnej cenie była po 9,99 (sam wyhaczyłem chyba z cebulobundla). Wydawanie jeszcze raz tego samego (+ parę leveli) za 2x wyższą cenę wydaje się na pierwszy rzut oka jakimś nieporozumieniem. Ale mogę się mylić bo co ja się tam znam. I też mi się podobał DNF.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @powazny_sam

      Nie wiem co to ten Megaton :s Jakoś ominąłem. Ostatni mój djuk to niestety Forever, który nie był najgorszy, ale dobry też jakoś niespecjalnie. Miałem wrażenie w trakcie rozgrywki, że widoczne były momenty zmiany grup pracujących nad grą nawet w trakcie jednego levelu. Taki dziwny misz masz pomysł w kalejdoskopie. No, ale też skończyłem.
      DN3D zaś, nigdy jakoś końca nie widziałem. I nigdy nie grałem bez kodów, aż do teraz. I naprawdę jest całkiem przedni.

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @furry

          no tak, tylko, że to jakiś misz masz ten koniec i początek w sumie ;d
          w dnf było tak dziwnie, że momenty były dopieszczone, a zaraz potem jakieś kawałki plansz złożone od linijki i nieskończone. Można było wręcz odróżnić miejsca sklejenia tych poziomów, gdzie następowała zmiana teamu czy coś. Ogólnie odniosłem wrażenie niespójności całości. to przeszkadzało mi najbardziej, bo nie miałem jakichś oczekiwań specjalnych.

Powrót do artykułu