DOOM – zręcznościowy zawrót głowy

Nitek dnia 29 grudnia, 2016 o 9:12    9 

Kto by pomyślał, że końcówka roku bieżącego znaczona będzie kolejnymi szlakami brutalnej wyżywki w, bądź co bądź, jednej z większych niespodzianek przeszłych dwunastu miesięcy. No, drewniana beta tego nie zwiastowała.

Tymczasem nie wiem czy wiecie, może Wam się obiło o uszy, że DOOM dostał kilka ulepszeń, w tym darmowy wariant zabawy arcade, zręcznościowej. To nic innego jak toczenie posoki na czas na dostępnych w kampanii singlowej, nawiasem mówiąc świetnej, mapach. Należy dobrać ekwipunek z dostępnego na danej planszy oręża, skompletować dowolny zestaw run, które dają ulepszenia od wykonywanych czynności i huzia na Józia! Te ostatnie, moje ulubione, to zwiększony czas ogłuszenia przeciwników i zwiększony dostęp dla zabójstw chwały, tych wiecie, malowniczych wybebeszaniu przeciwników po ekranie i okolicy.

 

Niczym w singlu, mapki odpalają się z zestawem adwersarzy rozstawionych na zgóry upatrzonych pozycjach i ilości zależnej od poziomu trudności jaki sobie wybraliście. O ile interesują Was wysokie pozycje w tabelach końcowych, prędzej czy później musicie się skusić na ultrakoszmar, bo tylko tam punkty i liczba przeciwników jest odpowiednio wysoka, by miało to jakikolwiek sens.

I lecisz, doom marine, bestia w pancerzu, wkurzony jak zawsze, bez precedensu jak zwykle, rozrywa wszystkich na swojej drodze. Grunt, żeby mnożnik się trzymał, więc trzeba kombinować kogo i jak wyhaczyć, żeby osiągał szczyt i zawrotne wartości x32, podtrzymywane przez podnoszone przedmioty, ale już żeby wbić na wyższe cyferki, konieczne jest sprowadzenie kogoś do parteru. Otrzymajcie strzała, licznik leci w dół. Gdzie jest haczyk? Wszystko robimy na jednym życiu. Po osiągnięciu hp na poziomie zero, koniec. Permdeath, game over. Od nowa. Nie szkodzi, bo wygrzew, zabawa i miodność zeń płynąca jest niczym boskie namaszczenie, tyle frajdy.

doomhsO dziwnych trybach DOOMa można było powiedzieć kiedyś wiele. Dzisiejszy DOOM nawet w kwestii multiplayer dostał dopalacze i tam także bawi. Nie jest to może szczyt szczytów, ale gra się obecnie w niego o wiele przyjemniej, niż na premierze czy w becie. Bo wiecie, multi robił ktoś inny, ale jak id Software zobaczyło jaki pasztet wyszedł i jak wszyscy narzekają, poprawiali i szpachlowali. Można obecnie pograć, ba! nawet dobrze się bawić.

Tylko kiedy, skoro co rusz ktoś czai się na najwyższe miejsce w tabeli?

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „DOOM – zręcznościowy zawrót głowy

  1. powazny_sam

    No ładnie Panie Koniu, a pomyśleć że jedna złota relikwia ci umknęła, byłoby 30k więcej. Faktycznie ten tryb pompuje adrenalinę jak mało co, ludziom ze słabą pikawą lepiej nie polecać 😉
    Ja na razie nie mogę się do arcada zebrać, za to odpaliłem wczoraj multi na kilka meczy, i kurczę mimo że w sieciowych strzelaniach ssę niemiłosiernie, to grało mi się całkiem nieźle. Wprawdzie potrafię na razie zrobić sensowny użytek jedynie z wyrzutni rakiet, inne bronie wydają się jakieś takie… powolne, ale coś w tym trybie jest co powoduje że mam ochotę dalej próbować.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @powazny_sam

      Multi jest takie hm, specyficzne. Nie jest to taki typowy kłej, ale faktycznie wyrzutniami gra się przyjemnie. Co prawda ze wszystkich trybów zawsze kieruje się tylko na TDM, ale nie mam z tym problemu. Nie ma tu przemiany w demona, zamiast tego można zgarnąć piłę na jakiś czas i patroszyć po mapie.
      I generalnie jest całkiem w porządku, przynajmniej teraz, choć jak dla mnie, można by jeszcze trochę tempo podkręcić, bo wydaje mi się, że postać porusza się jakoś tak ociężale.
      Niemniej jednak warto sprawdzić, zwłaszcza teraz, po ostrym łataniu, bo być może zażre i kto wie, komuś podobać będzie się całokształt.

Powrót do artykułu