City of Brass – z biczem przez miasto

Nitek dnia 20 września, 2017 o 9:43    20 

Po takim se Submerged współtwórcy m.in. Bioshocka wracają, by wciągnąć nas w ruchome piaski. Temat z wczesnego dostępu, acz obiecujący.

Rzecz dzieje się gdzieś na piaskach pustyni, w opuszczonych miastach grasują ludzie obrani z tkanki tłuszczowej i bić nas chcą rapierami i innymi magicznymi, a w dodatku świecącymi kulkami. Samo miasto wysypało się z piachu po potarciu lampy i nie dość, że jest niegościnne, to jeszcze najeżone pułapkami, a to przekłada się na podwyższony współczynnik zgonów przez owe konstrukcje.

W środku zawieruchy jesteśmy my, oczywiście. Uzbrojeni 2w coś ostrego oraz fikuśny bicz, którym możemy smagać przeciwników po różnych częściach ciała co powoduje różne reakcje adwersarzy. Hatsz! w pięty oznacza przewrócenie jegomościa, strzał w głowę – ogłuszenie, a i można broń wytrącić w stylu archeologa o imieniu psa. Dodatkowo biczem można strzelić gdzieniegdzie po elementach otoczenia, co umożliwia zwiększenie mobilności i odwrót na z góry określone pozycje. Przydatne są też beczki czy naftowe lampy, którymi można cisnąć w tego czy owego wywołując rozmaite efekty specjalne, na które Bay patrzy z dumą.

COB (2)

Wszystko to w otoczce losowo generowanych poziomów, które zrobione są o tyle fajnie, że nie czuć w ogóle braku fizycznej ręki projektanta przy generowaniu kolejnych plansz. Niezmiernym plusem jest także utrzymywanie tempa zabawy, bo choć zestawia się wszystko z manierą randomowej generacji, trzyma się to bardziej kupy, niż oderwane klocki świata z Dark Souls 2. Sama walka robi dobrze, bo a to strzelimy pejczykiem, by przyciągnąć wroga, a to sieczemy czymś z drugiej ręki. Podstawowe zabawki nie robią wrażenia, ale co rusz natrafiamy na kupców chętnych sprzedać nam to i owo, więc kosy robią się słuszne, a bicze nabierają wszelakich właściwości jak choćby większy zasięg czy zamrażanie.

Samo założenie zabawy przewiduje napinkę powiązaną z uciekającym czasem jaki mamy na pokonanie danego poziomu. Na nim zaś, poza przeżyciem, konieczne jest naładowanie kieszeni jak największą ilością skarbów. Można rzec, że taki Escape from Tarkov z dywanami na straganach. Sprawę ułatwia trochę, TROCHĘ, kompas widoczny na górze ekranu, skutecznie odwracający nasz wzrok od pułapek, których jest tu mnóstwo. Te zaś, poza robieniem nam dziur w stopach oddziałują także na przeciwników, których też dzięki sprytnemu manewrowaniu można wciągnąć w bratobójczą wymianę ognia. Muszę przyznać, że to ficzer dawno zapomniany.

COB (3)Nie ma się jednak co napalać. Stety, niestety to wczesny dostęp, a prezentowany na Steamie build to ledwie jakaś alpha. Nie, żeby była jakaś toporna, ale wszystkiego mogłoby być więcej. Niemniej jednak podstawy są. Podstawy do czegoś wspaniałego, miksu Prince of Persia z FPP nastawionym na walkę wręcz i zdaje się zwiększoną mobilność poprzez dodanie parkouru, którego niestety jeszcze nie ma.

Nie szkodzi. Za pierwszym razem kiedy włączyłem, byleby temat okiełznać, siedziałem do trzeciej nad ranem. Trzymam kciuki i wyglądam kolejnych aktualizacji. Warto mieć na radarze, bo i nie brzydkie i zapowiada się miodnie.

Dodaj komentarz



20 myśli nt. „City of Brass – z biczem przez miasto

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @bosman_plama

      To i tak lepiej, niż znowu ten fallout!

      To jednak rogal, taki odprysk trochę po dark messiah of Might and magic, do którego mu brakuje, ale wygląda jakby mierzyli w tamte rejony.

      Uncharted – TAK. Ale bez otwartego świata.

      Sam gram w Divinity Original Sin Enhanced Edition i w sumie nie wiem czy i dlaczego jeszcze nie grałeś.

      1. bosman_plama

        @Nitek

        W Fallouta sobie oczywiście pogrywam, ale w 4. Która generalnie z Falloutem to już naprawdę ma bardzo mało wspólnego, ale raz na miesiąc sprawia trochę przyjemności przez godzinę. Zagrałbym w F2 w kucykowego moda, ale okazało się, że to tylko obrazek na devianarcie był:(.

        Otwarty świat w Uncharted okazał się równie potrzebny i wzbogacający rozgrywkę jak miotacze ognia w Baldurs Gate.

        W DOSEE nie grałem, jakoś mi umknęło.

    2. furry

      @bosman_plama

      Też nie wiem, za co się zabrać, w New Vegas jakoś wejść nie mogę, za to siadłem do Skyrim i jejku, jakie to jest ładne! Las chyba borealny, w nim bóbr, żubr, łoś… Ale pewnie skończy się na Divinity, bo włączyłem jakiś czas temu i zażarło, bardziej niż Pillarsy czy Numenera. Największą zaletą jest chyba to, że nie ma się czego przyczepić, ale grałem jeden wieczór :mrgreen:

      Ej, a znacie starą copypastę “Mój stary to fanatyk wędkarstwa”? Robią ekranizację, serio, chyba na newsa się to nie nadaje?

    3. Stah-o

      @bosman_plama

      Też tak miałem ostatnio. Nawet przez kilka grubych miesięcy nie włączałem xboxa, bo najpierw nie miałem czasu, potem (po paru miesiącach) nie widziałem już w tym sensu. Pomyślałem nawet, że to po prostu starość i właśnie dołączyłem do grona 99,9% moich niegrających znajomych. Co pomogło? Nabyłem konsolę od japońców i wymieniłem TV na 55 cali z HDR (taki najprostszy model szajsunga). I znów jestem w siodle, nawet nie zwracam uwagi na to, że pad od sony to padaka, po prostu gram i cieszę się, że wciąż jeszcze nie zdziadziałem 🙂

Powrót do artykułu