Limbo – recenzja

Bleszczynski dnia 3 czerwca, 2012 o 10:26    0 

Nie przepadam za grami indie. Często odnoszę wrażenie, że za sam fakt bycia indykiem dany tytuł ma na starcie +40% do oceny u recenzentów. Zwykle oferują one banalną i wtórną rozgrywkę, którą widzieliśmy miliony razy od czasów Atari 2600, lub też fiksują się na jednym oryginalnym elemencie, który eksploatują do granic możliwości, przez co to, co na początku bawi, szybko staje się obiektem kolejnych ziewnięć. Zdarzają się jednak wyjątki, które swoją magią przykuwają do monitora tak mocno, że zapomina się o tych wszystkich Mass Effectach, Batmanach, czy nawet Football Managerze. 

 

Limbo jest właśnie takim diamencikiem. To chyba jedyny obok Magicki indyk, za który mógłbym dać kilkadziesiąt złotych bez poczucia poczucia płacenia za coś, co powinno od razu trafić do jakieś Bundle'a za 1 dolca i to w zestawie z pięcioma innymi tytułami. Odrealniona, przypominająca sen przeprawa małego chłopca przez świat, który uparł się go zabić, ma w sobie coś wyjątkowego. Coś, co hipnotyzuje gracza oraz sprawia, że sam zaczyna się czuć wyalienowany i zagrożony w tym przepięknym, czarno-białym środowisku.

 

Co mi się podobało?

 

 

  • Klimat – tego nie da się przełożyć w kilku prostych słowach. Wystarczy włączyć Limbo na chwilę, choćby na próbę, by od razu poczuć coś niepowtarzalnego. Naprawdę niewiele gier tak mocno wali po głowie klimatem. Biorąc pod uwagę prostą (ale nie prostacką) oprawę gry, czuć tu wielki kunszt twórców.
  • Grafika i animacje – czerń i biel oraz wszystkie odcienie szarości użyte jako paleta barw wykorzystane są po prostu świetnie. Budują atmosferę, ale nie męczą, nie zaburzają przejrzystości, wymuszają wręcz poczucie, że jakikolwiek inny kolor byłby gwałtem na tej estetyce. Animacje z kolei to malutkie mistrzostwo świata – pająki poruszają się tak, że moja arachnofobia mocno biła na alarm, a na dekapitację naszego niestrudzonego bohatera spoglądało się z żalem.
  • Dźwięk – jeden z głównych budowniczych niecodziennego klimatu. Piękna sprawa. Wymierzenie momentów ciszy i tych, gdzie muzyka zmusza gracza do ostrego wysiłku jest idealne. Pod względem technicznym gra skrojona jest perfekcyjnie.
  • Zagadki – są zróżnicowane i wymagają często nieszablonowego myślenia. Limbo jest swoistym agregatorem rozwiązań z innych gier. Bawimy się tu grawitacją, mechaniką płynów, manipulacją czasem i paroma inny rozwiązaniami, które w pojedynkę stanowiły wielokrotnie o sukcesie innych tytułów. Zagadki bywają dość trudne, choć rzadko stanowią zagwozdkę na dłużej niż kilka minut.
  • Długość gry – wielu narzeka na czterogodzinne produkcje, ale w przypadku Limbo taki czas rozgrywki jest wręcz idealny. Nie pozwala się znudzić grą, jednocześnie nie pozostawia poczucia niedosytu. To czas pozwalający się idealnie wpasować w przerwę pomiędzy grą w dużo "większe" produkcje, odpocząć od strzelanek, strategii, RPG-ów, pozostawiając jednocześnie gracza z przeświadczeniem ukończenia tytułu, którego szybko nie zapomni.

Co mi się nie podobało?

 

 

  • Z czasem czar lekko pryska – o ile w większości elementów Limbo ma idealnie dobrane proporcje, tak twórcom zabrakło wyczucia przy projektowaniu późniejszych etapów. Początkowo gra pozwala napawać się atmosferą, miarkując niespieszne tempo i stawiając gracza przed zagadką jedynie raz na jakiś czas.  Z czasem jednak staje się nieustannym i wcale niełatwym puzzlem. Kończąc jeden rebus wpadamy w kolejny i tak począwszy gdzieś od 2/3 czasu gry, aż do samego końca. Piętnasta próba przejścia danego fragmentu niezbyt dobrze koresponduje z poczuciem klimatu.
  • Ostatnia przeszkoda – niejako rozwinięcie pierwszego minusa. Ostatnie wyzwanie, przed którym staje gracz jest tak absurdalne i niespójne z dość logiczną konstrukcją wcześniejszych zagadek, że gdyby nie YouTube gry bym nie ukończył, ewentualnie odkrył rozwiązanie przypadkiem. Niby fajnie jest to zespolone z zakończeniem, ale bardzo nie lubię, gdy produkcja wymusza na mnie sięganie po podpowiedzi w sieci .

Podsumowując:

Piękna mała gra, esencja gier indie. Limbo jest dostępne obecnie w Humble Indie Bundle razem z kilkoma innymi fajnymi produkcjami w naprawdę dobrej cenie (pisał o tym Micz), więc jeśli go nie macie – bierzcie bez zastanowienia, nie będziecie żałować ani cencika.

8/10

 

Dodaj komentarz