Źle się w chmurach dzieje, relacji na żywo nie będzie

Nitek dnia 27 marca, 2013 o 10:58    41 

Tę chwilę wyobraziłem sobie jako nagły napad euforii z drugiej strony internetu, fajerwerki, konfetti i resztę syfu jaki można zostawić po sobie na niespodziewaną wieść. Powiem Wam, że to prawidłowa reakcja. W tym przypadku.

 

Po konsultacji z Tęczowym doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu robić ciepłych chlebów, czerstwych bułek czy też mokrych rogali z Bioshocka. O zgrozo, nie dlatego, że gra jest zła. Właśnie dlatego nie. Ponieważ jest ona Waszym potencjalnym zakupem w dalekiej przyszłości dla wyznawców rabatów -69%, bliższej dla tych, co mają wypłatę na dniach. Biorąc to pod uwagę nie warto psuć Wam zabawy i zbyt wcześnie przyprawiać o brak oddechu, który może przytrafić się Wam od pierwszych chwil spędzonych z grą. Poważnie.

Poniekąd doszły do tego małe problemy techniczne jak to, że gra ma dostępny tylko jeden profil dla gracza, a ja pognałem już daleko, hen. Może nie tak hen, ale oddaliłem się od początku i musiałbym znowu to wszystko ogrywać. Pozwolę sobie zatem na szybki hajp, po czym pójdę w swoją stronę. Hajp z ilością obrazków godną wyszukiwarki google, który niepostrzeżenie wykradnie Wam pieniądze z portfela.

Zostaliście ostrzeżeni.

 

BioShockInfinite_2013_03_26_19_30_41_56.jpg

 

Jeśli ktoś przespał ostatnie 5 lat, słowo wyjaśnienia odarte ze spoilerów i tłumaczeń o co chodzi. Nie po to tu przyszliście, żeby psuć sobie być może nadchodzące tygodnie. Poprzednie części Bioshocka to połączenie shootera z RPG, nasmarowane znamionami horroru. O ile te dwie pierwsze części faktycznie pasują, tak z tym horrorem wszelkie informacje trochę przesadzają. Bujaliśmy się w podwodnym mieście Rapture ratując Małe Siostry przed Wielkimi Tatuśkami, by w drugiej części wcielić się w jednego z nich i siać pożogę wśród Dużych Siostrzyczek. To zaledwie szkic tych historyjek, bo całe tło fabularne zawarte było w porozrzucanych po mieście nagraniach czy też zapiskach. Ktoś chciał sieczki, miał sieczkę, ktoś chciał zgłębiać historię, wsłuchiwał się w wyśmienicie zrealizowane sprawozdania mieszkańców Rapture. Przez obie części przewijała się plejada barwnych postaci, jak Dr. Lamb czy gangster Fontaine. Obie części dobre, chociaż jedynka postawiła na więcej procentów konia w strzelaniu i zakończenie w dwójce nie było mózgotrzepem na równi tego z części pierwszej, tak w moim przypadku zostawiło uczucie ‘dajcie, kurde, więcej’.

 

BioShockInfinite_2013_03_26_21_54_57_848.jpg

 

Masz babo placek. Wyszedł Bioshock ze swoim pachnącym pudełkiem i Season Passem, a także, jak się okazało, spolszczeniem. Tyle wygrać. Choć w moim przypadku spolszczenie absolutnie nic nie robi, bo nawet na nie nie spojrzałem, odnotować warto, że jest. Wspomniane szukanie nagrań także. Do tego twórcy dorzucili historię Columbii, miasta w chmurach, w którym umiejscowiona jest akcja Infinite, w formie niemych filmików, które możemy pooglądać w maszynkach poustawianych tu i tam. To nie jedyne znajdźki, rzecz jasna. Rzecz opcjonalna, bo jeśli tylko chcesz, możecie przebiec całość, liznąć historię i wystrzelać pół miasta. Jak uważacie, jednakże historię warto poznać, o ile nie wyczerpać. 

 

BioShockInfinite_2013_03_26_22_02_28_157.jpg

 

Pierwsze pół godziny, według Steama, to samo wprowadzenie. Krótka wycieczka po mieście, liniowa, parę urokliwych widoczków, niezobowiązujące teksty z ust napotykanych postaci, imersja. I nagle ni z tego, ni z owego, ktoś spuszcza akcję ze smyczy. Pierwsza broń, pierwsza akcja i pierwsze ‘meh’. Tak, meh. Jakoś tak nijako. Broń bliskiego kontaktu, więc delikwentów okładamy po głowach i zapowiada się mocno tak sobie. Pistolet, który zaraz znajdziemy, także nie robi jakiegoś wrażenia. Zwłaszcza, że walka jest mocno nierówna, bo yntelygentni panowie ze służb porządkowych Columbii biegną na nas z pałkami. W rękach. Hatsz. 

 

BioShockInfinite_2013_03_26_22_18_15_693.jpg

 

Podpierając głowę postrzelałem, pouciekałem, pomyślałem – za co te dziesiątki w internetach, ludzie. Podziwiając skrzętnie poupychane sprajty, tak sprajty, wiecie animacje znane jeszcze z Basica, mimo to przestrzeliwałem się jednak dzielnie przez kolejne fale tych, co mnie nie lubią, mając na uwadzę, że to pewnie tutorial. Jak się okazało podejście to słuszne, a Irrational Games nie wykazali się tym tematem, bo jak na tutorial, to wywołał mieszane uczucia. Jednakże natknąłem się na strażaka, który ze strażakiem ma tyle wspólnego co nazwę, albo jest osobą ewidentnie cofnięta, bo zamiast gasić nieco rozgrzał atmosferę.

 

BioShockInfinite_2013_03_26_23_45_56_349.jpg

 

Zdobyłem kolejny wigor, odpowiednik plazmidów z poprzednich Shocków, tych super moców jak ogień z palców, telekineza czy inne. Nieważne. Wigor, już drugi do kolekcji, który umożliwił mi rzucanie i krzyczenie do monitora Hadouken! W sensie puszczać ogniste kule i zaczęło robić się swojsko, zaczęły się pierwsze kombinacje wigor-melee-użytek z broni, to czym wcześniejsze BS stały. Meh zaczęło ustępować szybkim improwizowanym akcjom, a jest z kim powalczyć. Wydaje się, że przeciwników w  jednej miejscówce jest więcej niż dotychczas i choć poziom hard nie określa raczej trudności rozgrywki, a stan emocjonalny podczas oglądania tych wszędobylskich widoczków, tak strzelanie i naparzanie żywiołami czy też wronami sprawia frajdę, jak zawsze w przypadku tej serii. 

 

BioShockInfinite_2013_03_27_00_33_09_447.jpg

 

Wspomniałem o widoczkach i levelu hard przy wrażeniach z nich płynących. Miasto Columbii jest, nie przebierając w słowach, piękne. Budynki unoszą się w powietrzu, w tle widać inne dzielnice falujące między chumurami, inne przelatują w roli łączników z poszczególnymi częściami miasta, takie tramawaje powietrzne. Wszystko jest zaprojektowane tak, że pierwszy raz zapomniałem o bieganiu tylko leniwie przechadzałem się uliczkami zaglądając w każdy kąt, chłonąc piękno Columbii. Zarówno wizualnie, jak i w sferze audio, ta gra zrobi Wam dobrze. Wiem, nie uwierzycie, póki nie zobaczycie. Proszę.

 

BioShockInfinite_2013_03_26_22_04_32_217.jpg

 

BioShockInfinite_2013_03_26_22_14_40_487.jpg

 

BioShockInfinite_2013_03_26_22_10_35_199.jpg

 

BioShockInfinite_2013_03_27_01_04_56_991.jpg

 

Nie zapomnimy też o Elizabeth, o która wydaje się tutaj chodzić. Czuję, że za mało grałem i Liz nie rozwinęła jeszcze skrzydeł, bo póki co troszczę się o nią jak o własną córkę, mimo zapewnień jakiś promptów z tutoriala, że da sobie znakomicie radę. Dialogi są dobrze napisane, Liz wzbudza sympatię, co powoduje większe zaangażowanie w jej losy jak i Brookera, który tym razem nie jest bohaterem niemym. 

 

BioShockInfinite_2013_03_27_01_32_19_984.jpg

 

Gra się dość liniowo, nie zauważyłem jeszcze jakiś większych rozwidleń. Śmierć nie wysyła nas do menu głównego, tylko nieznacznie cofa, a za wskrzeszenie pobiera stosowne opłaty – de fuk. Przeciwnicy dostają także zastrzyk energii, więc wyzwanie cały czas stoi na wysokim poziomie, ale nie respawnują się, więc prędzej czy później i tak wyczyścimy wszystkich w danej lokacji. Zgubić też się nie da, co w niektórych kręgach skreśla grę całkowicie. Wystarczy nadusić odpowiedni przycisk i gra pokaże nam gdzie iść, choć przez samą konstrukcję lokacji wątpię, czy kiedykolwiek tego użyjecie. 

 

BioShockInfinite_2013_03_26_23_59_36_326.jpg

 

Dla fanów skrypciarskich akcji – dobra wiadomość – są. Na szczęście nie jest ich tyle, żeby ubyło gry w grze. W sumie to jakiś dziwny argument. Wyznacznikiem gry ma być to, czy są skrypty, czy ich nie ma? Która gra nie jest oskryptowana? W każdym razie skrypty są, a przy jednym szczęką poszurałem pod biurkiem. Ciężko określić czemu, ale siedziałem z rozdziawioną gębą, łykając jak młody pelikan to, co uderza mnie po pysku atakując z ekranu. Uwierzcie mi – dają radę i są tam, gdzie jest to potrzebne. 

 

 

 

Wiem, że nie o taką relację z Bioshocka walczyliście. Potencjalne pokazywanie Wam co i jak mija się z celem, bo nijak nie odda tego klimatu, którym zachłyśniecie się od pierwszych minut rozgrywki i odrze Was z radości, jaką ta gra oferuje. Pewnie widziałem tylko jej kawałek, ale ten kawałek nastraja bardzo pozytywnie i właściwie nie wiem jakim cudem oderwałem się od poznawania dalszej części przygody.

Obiecałem sprzątać, dlatego.

Pozostawiam Was zatem z, mam nadzieję, podkręconym apetytem i na przystawkę zostawiam Wam to przepyszne jabłko prosto z Columbii. Skuście się na kęs, a później sięgnijcie po resztę. 

 

BioShockInfinite_2013_03_26_23_53_19_185.jpg

Dodaj komentarz



41 myśli nt. „Źle się w chmurach dzieje, relacji na żywo nie będzie

    1. Goblin_Wizard

      @Goblin_Wizard

      Jeszcze jedno. Zanim klikniecie Wyślij wklejcie tekst do word’a albo sprawdźcie jakimś słownikiem wbudowanym w przeglądarkę. Nie pomoże to oczywiście na błędy stylistyczne ale dzięki temu unikniecie chociaż podstawowych błędów typu zjedzone litery czy ortograficznych. Ten tekst aż się od nich roi. To zajmuje tylko chwilę, a znacznie poprawia odbiór tekstu.

  1. powazny_sam

    Cholera wszyscy się jarają tym Bioshockiem a ja się od jedynki odbiłem… Choć nie bez znaczenia jest fakt że miałem wersję angielską (friko z gamefly) a od śledzenia historii w obczyźnie dostaję nudności. A fabuła wydaje się że jest dosyć istotna w tym przypadku, bo shooter z tej gry był co najwyżej średni. Pipe Dream też.

    1. Pjotroos

      @powazny_sam

      No to jest nas dwóch. Bioshocka pierwszego oceniam tak na 4/10 (czyli 70% w metacritikowym). Ładna otoczka, niezły klimat, sławetna fabuła – co z tego, kiedy samo granie było marne? Nudno się strzelało a pipe dream skutecznie rozwalał nabudowany klimat za każdym kolejnym pojawieniem się. Ale mimo wszystko Infinite chcę dać szansę w którymś momencie.

      1. Bleszczynski

        @Pjotroos

        My chyba mamy Pjotroos wspólnego ojca czy co, bo gust toczka w toczkę ten sam 🙂 Gejmplej w Bioshocku był co najwyżej przeciętny i gdy minęło pierwsze zajaranie klimatem i stylistyką, to na wierzch wychodziła monotonia i całkowicie pozbawiona jaj walka. Świetnie to było widać na przykładzie Bioshocka 2, gdzie świat nie robił już żadnego wrażania i nie przykrywał reszty niedostatków. W efekcie wytrzymałem z B2 według steam 3,5h. Jak dla mnie te 96/100 dla B1 na metacritic to obok oceny Fallouta 3 największy dowód na całkowity bezsens sugerowania się reckami znanych portali. Doprawdy nie rozumiem, jak ludzie, którzy przeszli i opisali setki gier, mogą tak bezkrytycznie się jarać byle czym i szafować 9,5 i 10/10 na lewo i prawo.

        B: Infinite pewnie bym nie kupił do czasu przecen rzędu 5 euro, ale dostałem kod od AMD, gra już ściągnięta. Poczeka sobie jednak aż przejdę Sleeping Dogs.

              1. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @Bleszczynski

                to że w każdych tych strzelankach samo strzelanie jest tak samo jałowe, ale tylko BS obrywa się za to bardziej, niż wydawanym co roku tasiemcom.

                chyba, że chcesz mi wmówić, że mega wypaśne jest leżenie i strzelanie zza winkla od naparzania rpg/tommy gunem + atakowaniem piorunami/pirokinezą i całą resztą fikuśnych mocy obecnych w uniwersum bs. co kto lubi.

              2. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @Bleszczynski

                śmieszne stwierdzenia.
                to że mi się podobało, bo było jak było, obliguje chłopców z osiedla do najazdu na mnie z wykładem – musisz nie lubić BS, bo nam się nie podobało strzelanie? meh.

                zastanawiam się kiedy odmienna opinia na temat czegokolwiek w internecie zostanie zaakceptowana do współistnienia, a nie do próby nawrócenia na właściwe komuś tory myślenia. widocznie dzisiaj nie jest ten dzień.

              3. Bleszczynski

                @Nitek

                [code type=”xml”] obliguje chłopców z osiedla do najazdu na mnie z wykładem[/code]

                Nikt nie robił Ci wykładu, nikt nie najeżdżał, sam się podpiąłeś pod posty wyrażające wspólną opinię Pjotroosa, moją i projana, sprowadzając mnie do najpierw do jakiegoś dzieciaka, którego kręcą tylko CoDy, a teraz dresa.Na dodatek jeszcze ofiarą się czujesz

  2. Tasioros

    Nitek, zostawiłeś mnie z tym zdaniem:
    “chociaż jedynka postawiła na więcej procentów konia w strzelaniu i zakończenie w dwójce nie było mózgotrzepem na równi tego z części pierwszej”
    którego drugą cześć rozumiem, ale co do reszty nie jestem pewny.

      1. Nitek Autor tekstu De Kuń

        @Goblin_Wizard

        zagalopowałem się

        esencją powyższego zdania jest to, że w jedynce mimo wszystko było kapkę mniej strzelania, więcej zbierania tych nagrań, poznawania historii itd. całość robiła na koniec kompletne trzepanie mózgu i wielkie ała. więcej powiedzieć nie mogę, bo najwidoczniej nie znacie BS
        druga była bardziej shooterem, który miał trochę słabszą historię niż jedynka, ale jakoś po napisach końcowych chciało się więcej tego dobrego strzelania. tylko dobrego, bo za bardzo podobnego.

        jedynka mniej konia w strzelaniu, dwójka więcej konia. końec

  3. Lock

    Skusiliście mnie tymi wszystkimi materiałami z nowego BS, nie ma co. Wpadła mi w oko w Saturnie wczoraj a miałem akurat bon podarunkowy jeszcze… no i dość powiedzieć, że nie kupiłem tej deski do prasowania, o którą prosiła moja luba. Och well, i tak na allegro jest 70 zł tańsza – po wypłacie się zagoi ;D.

    I muszę przyznać, że jestem baaardzo kontent. Pomijając to, o czym wszyscy już pisali (czyt. – generalna miodność i – słowo w kulturze dzisiejsze zapominane – grywalność) – gra jest fantastycznie zoptymalizowana, wygląda pysznie i absolutnie nie mam uczucia niedosytu.

    Widać, że była tworzona głównie z myślą o konsolach, bo ja refleks mam szachisty, ale jednak nie tracę funu w ogóle a w ogóle. Vigory są super (nie ma regeneracji many, nie ma!), jest nawet system apteczek… Ja wiem, że taki umowny, bo przecież leżą na ulicy, ale… powrót minimalnie do korzenia.

    Długo by gadać. Dla mnie może nie hit roku (czekam na Rome TW 2), ale jak najbardziej gra warta tych pieniędzy.

    BTW – Musiałem przejść trzy razy obok półki z grami w krakowskim Saturnie, żeby ją wypatrzeć – lansowany natomiast jest nowy God of War i Tomb Raider. I walają się jeszcze pudełka z Heart of the Swarm. Beznadziejny mają tam dział marketingu.

    1. projan

      @Lock

      No właśnie ja też nie mam szalonego refleksu i wolę gry z cięższą animacją postaci, a nie przeciwników biegających jak popieprzeni, za którymi nie mogę nadążyć celownikiem.
      Pytanie: grałeś w jedynkę/dwójkę Bioshocka? Czy to Twój pierwszy kontakt? Jedynkę udało mi się przejść zafascynowany światem i fabułą, a dwójkę po pewnym czasie odpuściłem. A baaaaardzo rzadko nie kończę gier.

            1. brokilon

              @Nitek

              A tak już na serio, to nie dziwię im się. Gikz.pl obnaża biedę większości polskich “prawdziwych” portali o grach. Bo tutaj grupka ludzi produkuje taki sam, czasem lepszy, czasem gorszy, ale ogólnie porównywalny content, jak serwis wspierany przez potężną spółkę. Domyślam się, że tam się kroci nie zarabia i to wsparcie nie jest jakieś ogromne, ale jednak jest i efekty są bardzo słabe (to nie dotyczy tylko polygamii). No chyba że oni też to robią hobbystycznie w przerwach od normalnej pracy, wtedy ok.

Powrót do artykułu