Kosy na sztorc!

bosman_plama dnia 2 lutego, 2021 o 13:44    15 

Triumfalny pochód powieści Radka Raka o Szeli (zdobył nagrody: im. Żuławskiego i Zajdla a także Nagrodę Nike) sprawił, że na powrót rozgorzała dyskusja o chłopskim pochodzeniu większości Polaków oraz o pańszczyźnianej doli-niedoli. Temat najwyraźniej wisiał nisko w powietrzu, bo w tym samym roku ukazały się tekże inne pozycje poświęcone temu zagadnieniu. Z tym, że już nie literackie. A skoro tematyka jest tak popularna, to czemu nie przyjrzeć się jej w kontekście gier?

Inne książki, o których wspominam to: Bękarty Pańszczyzny. Historia buntów chłopskich Michała Rauszera oraz Ludowa historia Polski Adama Leszczyńskiego. Ta druga to typowa (poniekąd) praca historyczna przedstawiająca i z lekka analizująca historię chłopstwa w Polsce ale i historię Polski poprzez historię chłopstwa, od średniowiecza do lat 80 XX wieku. Jeśli zapragniecie, chętnie opowiem wam dokładniej później, gdy już ją całą przeczytam. Na razie wygląda mi na dobrą pracę historyczną, interesującą także pod tym względem, że większość z nas rzadko przygląda się historii od tej strony. Należy pamiętać, że jest to poniekąd książka z tezą, przedstawia więc w znacznej mierze ciężki los chłopstwa i stopniowy upadek jego praw (bo za Piastów ich status kmieci był znacznie lepszy). Wszystko mówi jej podtytuł: Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania.

Bękarty Pańszczyzny to już książka popularnonaukowa, oparta na pracy naukowej autora przepisanej tak, by uczynić ją przystępniejszą dla mniej nawykłego do języka naukowego odbiorcy. Sam tytuł, nawiązujący do filmu Tarantino, jest oczywiście wyrazistszy, bardziej w stylu pop. O ile Ludowa Historia Polski wydaje mi się (póki co) godna polecenia każdemu, to przy Bękartach Pańszczyzny już się waham. Po pierwsze, nie znalazłem tam dla siebie wiele nowych informacji i obserwacji. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy musiał zaliczać na studiach przedmioty z historii wsi polskiej, zatem dla osób mniej obeznanych z tematem zawarte w Bękartach informacje mogą okazać się czymś nowym. Drugi mój kłopot z tą książką wynika z faktu, że autor nie działa jedynie na płaszczyźnie historii, sięga też na pola socjologii, częściowo etnografii. I na tych polach w analizie stawia na twardy materializm, co oznacza np. w rozdziale poświęconym czarownicom całkowite zignorowanie przezeń kwestii religioznawczych, oderwanie znaczenia czarownicy i jej roli od kosmologii ludowej. W moim przekonaniu prowadzi to autora na manowce, ponieważ kosmologia ludowa, a zatem obraz świata w wyobrażeniach wiejskich, nie był odizolowany od wierzeń w zjawiska nadnaturalne ale ściśle z nimi powiązany. Nie da się oderwać nie tylko obyczajów ale i codziennego życia, powszednich zachowań na wsi od wierzeń. A autor stara się tak właśnie postępować, przez co, w moim przekonaniu troszkę się gubi. Dlatego do lektury Bękartów zacząłem podchodzić od tego rozdziału książki z ostrożnością, a miejscami nawet nieufnością. Plusem książki jest stopniowe wprowadzenie w temat, przedstawienie najpierw szerokiego (choć, w moim odczuciu, niepełnego) obrazu wsi i chłopstwa, nim autor przechodzi do samych buntów.

Ale dlaczego piszę o tym na gikzie? Jasne, poruszaliśmy tu całe mnóstwo tematów z rozmaitych dziedzin. Ale historia wsi?

Trudno mi było jednak, podczas lektury wspomnianych książek, nie zacząć zastanawiać się nad wsią i chłopami w grach. Zazwyczaj stanowią tło, okazję do obciążenia swojej sakiewki znajdywanymi w ich skrzyniach drobiazgami. Gdy ich okradamy, na ich oczach, z rzadka są w stanie zdobyć się na protest (choć bywa i tak). Zdarza się, że przyjmujemy od nich zadania, zdarza się, że ich masakrujemy. Wsie w grach zwykle nie wyglądają zresztą najgorzej a o obciążeniach feudalnych rzadko się dowiadujemy. Spotykamy raczej wolnych kmieci niż pańszczyźnianych chłopów, jakby twórcom gier osadzonych quasi średniowieczu nie chciało się zgłębiać tematu feudalizmu na wsi. Niezbyt często trafia nam się okazja zagrania chłopem, a jeśli nawet, niespecjalnie wiąże się to z konsekwencjami. Nie zdarzyło mi się na przykład, by pan-właściciel ścigał moją postać za samowolne opuszczenie wioski.

Wśród tysięcy gier trafiają sie oczywiście wyjątki, a wśród nich jeden szczególnie chwalebny. Tak, zgadliście. Fallout. A konkretnie Fallout2, w którym nie mamy wyboru – zaczynamy jako mieszkaniec wsi, utrzymującej się z rolnictwa, hodowli i polowań. Nasze zadania w owej wsi też są raczej wiejskie – odnalezienie zagubionego podczas polowania psa, naprawienie studni, wyplenienie chwastów w ogródku. Dla porównania, zaczynając jako wieśniak w Neverwinter Nights 2 nic nie plenimy tylko wyruszamy do starożytnego grobowca by zdobyć w nim tajemniczy artefakt, a potem odpieramy atak starających się ów artefakt przechwycić bandytów. Uczestniczymy wprawdzie w wiejskim festynie, ale opiera się on na popisie strzelania z łuku, wykonywania sztuczek magicznych itp. A kiedy opuszczamy naszą wieś, nasze pochodzenie traci znaczenie o tyle, że nikt się nie przejmuje na czym spędziliśmy pierwszych naście lat życia. Ważniejsze są zgoła niechłopskie czyny naszego przybranego ojca, tajemnicze historie związane z naszym narodzeniem itp. W Fallout2 to, skąd pochodzimy, ma znaczenie. Póki nie obrośniemy trochę w sławę i doświadczenie, prawie każdy napotkany przez nas mieszkaniec pobliskich miasteczek marszczy na nasz widok nos, bierze nas za prostaków i wprost wytyka wiejskie pochodzenie. Co więcej, kwestie rolnictwa i hodowli nie znikają wraz z tutorialem. W NWN2 już nie będziemy przejmować się rolą, bo i po co, mamy szczytniejsze cele. W Fallout2 znaczenie rolnictwa i hodowli dla istnienia świata cały czas jest, jeśli nie podkreślane, to przynajmniej zaznaczane. Jeśli nie leczymy chorej krowy, albo nie chronimy stad przed skorpionami bądź wilkami, to wykonujemy zlecenia dla wielkich hodowców. Nie są to wprawdzie najważniejsze zadania, ale powracają budując obraz świata. Możemy też obserwować nielekką dolę ranczerów, gdy podczas zdarzeń losowych wpadamy na ich gospodarstwa napadane przez bandytów.

Gdzie jeszcze spotykamy chłopów? Oczywiście w Hirołsach, gdzie pełnią rolę mięsa armatniego. W pierwszych Cywilizacjach jako równocześnie osadnicy i robotnicy wykonywali najcięższe prace, a czasem musieli odpierać ataki wrogów. I nawet awansowanie ich na inżynierów wiele nie zmieniało pod tym względem. W nowszych Cywilizacjach osadników wyodrębniono jako osobną klasę i robotnicy nie znajdują nawet odpoczynku po założeniu miasta. Dopiero Cywilizacja VI zmieniła tę zasadę i w niej nie muszą pracować do końca świata, lecz umierają sobie spokojnie po kilku turach wytężonej pańszczyzny.

W Total War występują w dwóch formach. Jako ci, na których narrator narzekał w pierwszym Shogunie (“Panie chłopi byli leniwi i przynieśli dochód zaledwie w wysokości…” – jakoś tak to szło) i jako podstawowe jednostki bojowe. Nie są aż tak skazanym na dziesiątkowanie mięsem armatnim jak w Hirołsach, ich łucznicy potrafią się przydać w Medievalach a podstawowi włócznicy to całkiem znośna jednostka w Shogunach, lecz nie udawajmy, że były to rónowcześnie jednostki o jakie szczególnie dbaliśmy. Prawdę mówiąc, w drugim Medievalu trzymałem w czasie trudniejszych wojen jednostkę chłopów w każdym mieście, by wystawiać ją w przypadku oblężenia na murach. Obronę miasta opierałem o plac, ponieważ tam oddział piechoty mógł skutecznie odpierać atak całej nieprzyjacielskiej armii (przez jakiś czas oczywiście) przepychającej się przez wąską ulicę. Chłopi na murach zapewniali ostrzał z wieżyczek w nieprzyjaciela podchodzącego pod mury. I oczywiście byli dziesiątkowani, gdy już się na nie wdarł. Ale Miedieval przynajmniej daje chłopom jakieś szanse. W późniejszych grach z serii, w których wprowadzono rozbijanie miast na porozrzucane po mapie budynki gospodarcze i farmy, chłopi co i rusz padają ofiarą najazdów maruderów (trzymanie wojska na każdej farmie jest nieopłacalne) i choć gra nie podaje takich statystyk, możemy sobie wyobrazić, że straty wśród nich są ogromne.

Jeszcze gorzej traktowałem w chłopów w RTSach, często budując ich tanie chaty jako rodzaj murów obronnych. Wdzierający się do mojego miasta/wioski nieprzyjaciel zwykle, zgodnie z protokołami programów, skupiał się na niszczeniu pierwszych zabudowań jakie napotkał, czyli owych tanich chat, a przez cały ten czas obrywał od moich wieżyczek i łuczników. Odudowanie chat i odzyskanie chłopów było tańsze niż innych budynków i jednostek.

Bodaj najbardziej przyjazną chłopom, spośród znanych mi gier strategicznych, jest Battle for Wesnoth. Chłopi są tam wprawdzie równie słabą jednostką, jak w większości innych gier, mogą jednak awansować i stać się prawdziwymi wojownikami, czy to na ścieżce łuczników czy włóczników. Zyskują lepsze opancerzenie, uzbrojenie i coraz więcej punktów życia. Naturalnie nie jest łatwo awansować chłopu stojącemu naprzeciw armii orków, przynajmniej jednak ma jakieś szanse i może wierzyć, że nosi buławę marszałkowską w plec… w dziurawej kieszeni.

Chłopi w growych Wiedźminach wydają mi się milej nawet ukazani niż w powieściach. Jasne, też bywają karykaturalni, patrzą na nas spode łba a czasem trzeba uważać, by nie zaszli nas od tyłu. Jednak chłopi w opowiadaniach Sapkowskiego byli przede wszystkim zdradzieccy, skorzy do urządzania pogromów, raczej ograniczeni – ot, tacy, jakimi pewnie widzieli ich panowie szlachta odmalowani z kolei w powieści Radka Raka. Zdarzają się wyjątki, jak zaprzyjaźniony z Geraltem wójt z Mniejszego zła (z serialu Netflixa ta postać zniknęła zastąpiona przez rezolutną córkę). Niemniej, w najepszym przypadku growi chłopi to dostarczyciele zadań, często nieco karykaturalni. Sapkowskiemu, a za nim twórcom gry, udaje sie odmalowac pogardę jaką żywi do chłopstwa szlachta, ale wiele za tym nie idzie.

Wygląda więc, że najczęściej chłopi w grach są potraktowani dość realistycznie – jako niespecjalnie warte naszego zainteresowania istoty, które czasem mogą sie przydać do podreperowania finanansów albo poświęcenia życia w imię oszczędzania lepszych jednostek. Jak w życiu.

Naturalnie, nie zagrałem we wszystkie powstałe gry, o wielu zdążyłem zapomnieć. Jeśli przychodzą wam do głowy jakieś przykłady – dajcie znać.

Dodaj komentarz



15 myśli nt. „Kosy na sztorc!

  1. projan

    Jakoś niespecjalnie kojarzę chłopów w grach bo uważam że to nie warte naszego zainteresowania istoty, które czasem mogą sie przydać do podreperowania finanansów albo poświęcenia życia w imię oszczędzania lepszych jednostek. 😉

    Ale za to przeczytałem Baśń… i odczuwam lekki dysonans, bo mnie bardzo wciągnęła, ale naprawdę nie wiem czy mi się podobała.

  2. MHT

    Muszę też nawiązać tu do Fallouta 2 gdzie trafiamy w swoich przygodach na nawiedzoną farmę, gdzie na palach są wbite ludzkie trupy (chociaż jak się okaże to bardziej skomplikowane). W Fallout: New Vegas w pierwszej lokacji – małej swojskiej osadzie Goodsprings, dzielni mieszkańcy codziennie pielą swoje domowe ogródki i na tej piaszczystej i jałowej ziemi próbują uprawiać kukurydzę. W Fallout 4 można nawet takich mieszkańców przydzielić do uprawiania farm. Zresztą ten aspekt gry – zbieranie śmieci i budowanie dzięki nim osiedli – tak szeroko wyśmiewany i totalnie niezrozumiany (wszak każdy szanujący się przecież gracz woli zabijać i być bohaterem niż zbudować schron i dać wyżywienie ludziom) dał mi masę radochy. Farmerstwo i chłopów można docenić w starych city builderach jak Faraon, Zeus czy nowej grze wzorowanej ja tych starych – Nabuchodonozorze, bez żywności upadają nawet największe miasta. W serialowych Wikingach sam Ragnar mówi o sobie jako o rolniku, a bardziej niż bogact, szuka żyznej ziemi dla swojego ludu. Osobiście jednak w żadnej innej grze nie odczułem klimatu swojskiej wsi jak w wiedźminie 3. I mówię tu z perspektywy mieszkańca podlasia, gdzie są wioski ukryte w lasach i puszczach i gdzie nadal można tydzień siedzieć i samochodu nie widzieć, a zwiedzanie ich latem na rowerze każdemu z wielkiego serca polecam.

      1. maladict

        @bosman_plama

        Wiele rzeczy można zarzucić Komudzie, ale na pewno nie brak znajomości realiów epoki.
        Zaś co do Sapkowskiego, to nie do końca się zgadzam z tym co napisałeś. Sapkowski prezentuje ogólnie niską opinię o naszej, ludzkiej, rasie i wszystkich jej stanach. Więc chłopstwo nie jest tu niczym specjalnym, skoro równie niechętny jest szlachcie, mieszczaństwu możnym czy klerowi.

  3. slowman

    LHP już leci od wtorku. Słyszałem jak ludzie krytykowali ją jako książkę naukową, bo opiera się na anegdotach zamiast na danych statystycznych. Nie znam się.

    Z chłopami jest Kingdom Come: Deliverance. Jesteś czeskim synem kowala i rodzinę mordują ci węgierskie hordy, jakoś zwiewasz na koniu. Z początku przeszkadzało mi to jak czsem szlachcice traktowali bohatera jak równego sobie w rozmowach, ale jakoś wybaczyłem (w końcu to tylko gra), plus jeszcze niby senior(?) miał jakiś dług wdzięczności u jego ojca. I się opłaciło, bo jak mi jeden młokos kazał biec za swoim koniem na polowanie to byłem pełen klasowej nienawiści 😉

  4. michau

    Od razu przychodzą mi do głowy Stronghold i Stronghold Crusader. Przychodzą, bo niewiele gier darzę takim sentymentem :D, ale i sposób ich ukazania był odrobinę lepszy niż w większości gier, zwłaszcza RTSów. Byli wprawdzie robolami i rekrutami do wojska, jak wszędzie (choć można było takiemu kmieciowi dać konia, miecz i zbroję i zrobić z niego rycerza!), ale trzeba ich było wcześniej wykarmić, dopieścić rozrywkami (cóż… można było też zastraszyć) i nie przesadzać z podatkami.

  5. Tichy

    Drzewiej byłem wielkim fanem Sienkiewicza i historii pisanej ku pokrzepieniu serc. Aż przyszła refleksja kim byli moi przodkowie. A prawda jest taka, że do powstania styczniowego byli niewolnikami – i dopiero car łaskawca, chcąc dokuczyć ziemianom – uwolnił ich. Mało romantyczne mi się to zdało.
    Gram sobie właśnie w Death Stranding. I choć główny bohater nie jest rolnikiem, to niewątpliwie jest człowiekiem ciężkiej pracy. Zabawne są te peany jakimi raczą go npce gdy przytarga im towar. Postanowiłem, że jak następnym razem kurier przytacha mi zamówienie na trzecie piętro też mu powiem, że jest legendą :).

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tichy

      Sienkiewicza nadal lubię, jak i w ogóle tamtą epokę. Dumas np. też nie pisał o chłopach, ani Scott itd. Bo rąbanki są atrakcyjniejsze niż pańszczyzna i nie ma co udawać, że nie lubimy powieści awanturniczych. Poza szlachtą w takich mogli występować buntownicy w typie Robin Hooda i tyle.
      Co ciekawe u Bunscha temat powraca i w późniejszych tomach serii piastowskiej kmiecie narzekają, że nowi władcy chcą im ograniczac prawa, a za starych Piastów inaczej bywało.

      1. Tichy

        @bosman_plama

        Ależ też dalej lubię Sienkiewicza. W sumie kulturę i historię tworzyli przez wieki ci którzy rządzili i którzy umieli pisać. Jako młody człowiek fantazjowałem o machaniu szabelką a nie sierpem 😉. Tylko potem przyszła taka mała refleksja. Niewolnictwo w USA jest przeżywane w wielu dziełach kultury, ciągle i ciągle. Dlatego cieszy mnie, że pewne rzeczy w Polsce też zaczynają być nazywane po imieniu. I odkrywane dla wielu. Pozdrawiam

Powrót do artykułu