Jutro internet wybuchnie

bosman_plama dnia 9 grudnia, 2020 o 13:54    17 

Albo przynajmniej potężnie się rozświetli. I to nie od narzekań na złych polityków bądź aktywistów tej lub innej strony, albo na gwiazdunie, które zacelebrytowały się na amen. Narzekania też oczywiście będą, pod tym względem udało nam się spolonizować cały świat i gdzie nie spojrzeć, zawsze znajdą się marudy.

W tym roku jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o Cyberpunk 2077. Ten przesuwany tyle razy, że niektórzy zaczynali twierdzić iż data w tytule to termin wydania gry. Przesuwany przy tym tak umiejętnie, że trafia premierą w czasy, gdy jesteśmy scyberpunkowani jak nigdy chyba dotąd w historii, a to za sprawą drugiego najważniejszego wydarzenia tego roku, czyli pandemii. Nie wiem, jak wy, ale ja siedzę w domu od miesiąca z kawałkiem, pracuję bowiem zdalnie. Co jest poniekąd udręką, ponieważ mogę kląć w dowolnym języku, pod warunkiem, że nie jest to język polski, gdyż mowę ojczystą rozumie mój pies i strasznie się stresuje, gdy klnę. A gdy pracuję, to klnę – to chyba oczywiste. Siedzę przy biurku, klnę po angielsku, serbsku, rosyjsku i włosku, z pracą i kumplami łączę się przez sieć, dyskusje w większym gronie prowadzę na rozmaitych cybermeetsach, coraz więcej zakupów robię przez internet, a jeśli potrwa to jeszcze trochę, to pewnie Elon Musk zainstaluje mi czipa. Zdalnie, przez drona.

O tym, że “cyberpunk jest TERAZ” mówią fantaści i nie fantaści tak długo, że część z nas zdążyła się już połapać, że wcale nie mamy racji. Dlaczego? Bo prawdziwy cyberpunk, ten od Gibsona i gry RPG, która teraz wkracza na nasze komputery i konsole, okazał się ślepą ścieżką ewolucji. Nie machamy zarękawiczkonymi łapami w powietrzu jak jakieś Dżony Mnemoniki, po ulicach nie ganiają plemiona neonowych gangsterów a globalna sieć nie wygląda jak miasto moloch pod niebem przypominającą ekran telewizora nastawionego na nieistniejący kanał. To się nie zdarzyło i raczej już nie zdarzy. Oczywiście, można powiedzieć, że cyberpunk ewoluował, ale to chyba niespecjalnie trafny argument. A to dlatego, że cała współczesna SF (o ile nie jest post apo) traktuje właśnie o SI, łączach i sieciach, wiele bowiem wskazuje na to, że póki co będziemy się rozwijać technologicznie przy użyciu tych właśnie narzędzi. Zatem gadanie i pisanie o tym, jak zmienia nas technologia komunikacyjna stały się po prostu częścią fantastyki, a nie szczególnym jej podgatunkiem. Jeśli więc mamy mówić o cyberpunku, trzeba spoglądać na jego wersję Gibsonowską, na to co z niej wyrosło. A że to już wizje technologicznie nieaktualne? Cóż w tym złego? Kto wie, czy retrofuturyzm nie jest jedną z najciekawszych nitek wielkiego kłębka fantastyki?

Co to jest retrofuturyzm oczywiście wiecie, bo graliście w prawdziwe Fallouty. One wychodziły od technologii ale chyba przede wszystkim designu lat 50 XX wieku, by przenosić je w przyszłość. Efekt okazał sie oczywiście genialny i deklasujący wszysto, co w świecie gier powstało i jeszcze powstanie. Ale Fallout to nie jedyny owoc w tym smakowitym daniu. Choć w odróżnieniu od innych superprzebojów posłużył się retrofuturystyką w pełni świadomie.

Gwiezdne Wojny stały się dziś retrofuturystyczne mimo woli. Gdy w latach 70 XX wieku opowiadały nam o wspaniałych nowoczesnych technologiach dalekiej galaktyki wychodziły od technologii znanej ludziom w owych czasach. Dlatego Daleka Galaktyka nie ma internetu a dane przekazuje sobie na gigantycznych, z naszego punktu widzenia, nośnikach. Dodajmy do tego kineskopowe monitory, milion błyskających lampek oraz kokpity myśliwców rodem z II wojny światowej i mamy retrofuturystykę pełną gębą. I dobrze, że twórcy nowych filmów, cokolwiek by nie napsuli, tej wizji się trzymają. Nie inaczej jest z serią o Obcym, w której Ridley Scott postanowił zabić wszystko, co piękne i dobre, ale przynajmniej trzyma się wciąż, choć częściowo, wizji technologicznej z czasów pierwszego Obcego – dlatego statki kosmiczne wyglądają tak, jak wyglądały w latach 70 i 80. Scott wprawdzie technologicznie trochę popsuł, nie jest to więc czysta retrofuturystyka, ale trzyma przynjamniej stary design.

Retrofuturystyką pobawił się też Jacek Dukaj, który pare lat temu zapragnął napisać opowiadaniewedle tych zasad technologicznych, wedle których pisywał swoje kosmiczne SF Stanisław Lem. W ten sposób powstało opowiadanie Oko potwora, w którym kapitanowie okrętów kosmicznych przekazują sobie wiadomości morsem a obliczeń dotyczących kursu dokonuja na lampowych kalkulatorach.

I to właśnie może też być siłą cyberpunka dziś. Matrixy i supernowoczesne wszczepy pozwalające nam oglądać w mózgach pornosy i komentować celebrytowanie gwiazd na tle fotek kotów (bo do czegóż innego służy internet) zostawmy współczesnej SF. Cyberpunk niech nuża się w upodlonych, rządzonych przez gangi i superkorporacje megalopoliach stojących zawsze o krok od ostatecznego krachu cywilizacyjnego, zamieszkanych przez tych, co to już straceni i tych, co jeszcze balansują jeszcze jakoś na drodze do zatracenia. Tak jest w Nueromacerze, w komiksie Tokyo Ghost Rememdera, który własnie się u nas ukazał, tak jest w Appleseed i Ghost in the Shell Masamune Shirow i nawet w Edenie Hiroki Endo (uwaga, oprócz ekranizacji – nareszcie! – tej mangi szykuje się jej nowe polskie wydanie, nie musicie więc już płacić po 160 zeta za tom na allegro, chyba, że kupicie ode mnie). I tak jest też w grze, na którą czeka ta część świata, która nie skombinowała jej sobie jeszcze do recenzji, albo w jakiś inny sposób. I nie ma co żałować, że przyszłość potoczyła się inaczej i raczej dalej też potoczy inaczej, bo zamiast zdegenerować się pod kablami zginiemy w morzu ognia. To, co okazało się ślepą uliczką technologicznej ewolucji, może stać się radosną zatoką popkultury. Tak, jak ma to miejsce w przypadku steampunku. Sterowce i mechy napędzane węglem nie podbiły świata. Cóż z tego, gdy podbiły wyobraźnię.

A jak wielkie szanse na podbicie naszych wyobraźni ma cyberpunk, świadczy to drżenie na wszystkich łączach, te skrzynki firm kurierskich zablokowane do jutra, bo kryjące już w sobie pudełka z grami. I wiecie co? to fantastycznie, że potrafimy jeszcze aż tak na coś czekać, aż tak się czymś ekscytować. Że nie siedzimy zadrutowani w małych prywatnych marazmach, kopulując sieciowo z lalkami o oczach Czarodziejki z Księżyca. Że wciąż jest w nas życie i trochę tego dziecka, którego serce bije z prędkością światła na samą myśl o prezentach.

Dodaj komentarz



17 myśli nt. „Jutro internet wybuchnie

  1. aryman222

    Pracuję z domu od końca lutego i bardzo sobie chwalę – odzyskałem znaczące ilości czasu prywatnego, który do tej pory spędzałem w drodze do/z huty. Także dla mnie jest to tak duży win, dzięki C-19, że jak sam w 2021 nie zmutuje, to osobiście ruszam z laboratorium specjalizującym się w badaniach nad nietoperzami 😉
    Ty, Bosman cieszysz się z zachowania retrofuturyzmu w znanych dziełach popkultury, a ja widziałem przynajmniej 2 recenzje Cyberpunka 2077 gdzie dziennikarzyna narzekał, że nie jest wystarczająco futurystycznie. Wszystkich nie zadowolisz, zwłaszcza recenzentów, którzy nie odrobili pracy domowej…
    Anyway – czekam, jak jeszcze nigdy nie czekałem na grę. GeForce Now zakupiony (muszę zobaczyć C2077 z RTX, a że nie ma na horyzoncie innej gry wartej takiego sprzętu, to zakup RTX 3xxx mi się nie opłaca), kolekcjonerka dociera jutro, my body is ready (jak to mówi młodzież) 🙂

      1. Daimonion

        @bosman_plama

        Możesz mnie umieścić w specjalnym dziale dla jednej osoby, bo ja na pewno nie. Nie ruszam FPS-ów, choćby nie wiem co o nich ludzie mówili. Jedynym wyjątkiem było No One Lives Forever. No ale tam przynajmniej nie było “imersyjnych cutscenek”, gdzie obraz lata przed oczami tak, że migreny po trzech sekundach można dostać. A spadajcie mi z tym w cholerę… W tym roku głosuję na AC:Odyssey i koniec gadki.

  2. Yosh

    Appleseed uwielbiam – ciesze się że jego fotka trafiła do artykułu, gits mimo że mangi lubię – to najbardziej znana ekranizacja wydawała się przepompowana.

    Uliczka jest “poł ślepa”, nawet Gibson pisał, że nie pisze o przyszłości już bo przyszłość jest teraz – tylko nie równo rozłożona:
    – dzięki Shirowowi i Gibsonowi utwierdziłem się że chce tworzyć przyszłość
    – Squadrons w VR zrywa kapcie
    – jak tylko dostanę w swoje ręce nową kartę biorę się za api od AI, to że jestem w realnym czasie zapiąć rozpoznawanie twarzy do sterowania w elite dangerous rozpala moją wyobraźnie i leje miód na dusze
    – protezy poszły naprawdę do przodu – to, że są medyczne mnie nie dziwi (jak gralem w papierowego cp2020 to u nas kazdy bal sie wszczepów – ciekawe czy 2077 będzie można skończyć “człowiekiem”)
    – globalna sieć + wyszukiwarki jest czymś co może i się sniło ale nadal nie moge wyjsc z podziwu jak to ‘dziala’ na codzien

    I tym się dla mnie różni cybepunk od steampunka – steampunk to czysty “aesthetic”. Cyberpunk to m.in. projektowanie elektroniki i kodzenie które FIZYCZNIE wykonuję. I mimo że nie wypalam chromu jak Jack i Bobby to niesamowite jest poczuć się przez chwilę jak oni…

    No nie ma bezpośredniego wszczepionego interfejsu… ale nic tak nie zmieniło mojego życia jak cyberpunk (fantasy / steampunk to dla mnie zimne ryby pod tym względem)

    Dla mnie to zawsze jest i będzie
    Imagine …, It’s easy if you try 🙂

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @WarNerd_PL

      Prawdę mówiąc, ja się spodziewałem. Część ludzi (nie ja) czekała na tę grę od ośmiu lat, a ich oczekiwania przez ten czas rosły i rosły (co jest trochę bez sensu, bo z wiekiem oczekiwania zwykle maleją). Do tego część spodziewała się czadowej strzelanki, część Wiedźmina 4 tylko ze spluwami, część nie wiem czego, a część na pewno czegoś innego. Pytając krótko: czy to mogło się udać?

      Ja… bawię się lepiej niż przy dowolnej części growego Wiedźmina. Imo to jest gra wyrastająca z Falloutów i Obsidianów, stawiająca na świat, postacie i dialogi, na dowcip. docenienie makro wisji i drobiazgów. Skoro jedna z misji nazywa się” champion od Arroyo”, to chyba oczywiste, że gra dostała ode mnie dodatkowy plus:). Zatem Redzi zrobili grę dla mnie. Ale, czy dla tych ośmiu milionów preorderowców też?

      Do tego są bugi. Do tego wersja na PS4 jest raczej budżetowa (o bogowie, jak źle wyglądał krajobraz z otwarcia Nomada). I doprawdy rozumiem tych, którzy cierpią gdy w prologu ciągle gadają i gadają zamiast strzelać. Nie zgadzam się, ale rozumiem.

      1. WarNerd_PL

        @bosman_plama

        Bugów owszem, sporo. Moje wrażenia? Po pierwszych kilku godzinach – rozczarowanie. Potem odpuściłem główny wątek i wziąłem się za misje poboczne. Teraz mam prawie 30 godzin na liczniku i bawię się chyba coraz lepiej.
        Główne zastrzeżenia? Brak dobrej AI przeciwników i ruchu drogowego, idiotycznie spawnujący się za plecami policjanci. Dziesiątki zbieranych po drodze przedmiotów (samych spluw miałem ze 40, kumacie to? Plus taki, że posprzedawałem i była kasa na wszczepki). Do tego mało przemyślany interfejs.
        Nie podoba mi się też sposób, w jaki pokazano początki kariery V w NC (piszę oględnie, żeby nie spojlować). No i odporność przeciwników na trafienia też wydaje mi się dość kretyńska – ok, może i mają uodparniające wszczepki ale co, amunicja nie ewoluowała? Potem robi się już lepiej pod tym względem.
        Ogólnie – to może być jeszcze bardzo dobra gra.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @WarNerd_PL

          Odmienne bywają i wyobrażenia na temat gry i oczekiwania. Ja akurat zasuwałem z głównym wątkiem, bo wciągnąłem się w historię lalki. Dopiero potem sięgnąłem po poboczne, żeby mi się za bardzo nie gromadziły. Ale fakt, że mógł meć na mnie wpływ fakt, że kiedy trzy razy te dodatkowe nagrody za wykonanie zadań pobocznych nie wskoczyły, to uznałem, że poczekam na patch.

          Strzelanie i odporność przeciwników to moim zdaniem efekt zastosowania mechaniki rpg. Na starcie strzelamy słabiej. Tak to działa w RPgach. To od zawsze jest z cRPGami strzelanymi. Strzelanie spotyka się z krytyką za elementy rpg. To właśnie ten element był jednym z głównych powodów, które zatopiły Alpha Protocol, a neofallouty nieprzypadkiem odchodzą w strzelaniu coraz bardziej od erpegowatości ku modelowi strzelanek. Ja uważam, że RPG to RPG a strzelanka to strzelanka. I kibicuję firmom takim jak Obsidian czy CD project RED, a nie Bathesdzie.

          O stosach splów akurat czytałem wcześniej. Okazuje się, że wprowadzono te stosy ponieważ część graczy ich oczekiwała. Z badań wynikało, że istnieje wcale spora grupa uważająca, że jeśli nie zmieniają spluwy na lepszą co – bodaj – ok. godzinę, uważają, że twórcy gry poszli na łatwiznę. Efekt Borderlands, być może. W pierwszym MoH:AA mieliśmy chyba sześć alboi siedem spluw i jakoś nikt nie umarł. Ale dziś żyjemy w czasach obfitości i oczekujemy jej na każdym kroku.

      2. aryman222

        @bosman_plama

        Najważniejsze, że zrobili grę taką jak chcieli i w stylu jakiego są mistrzami. Bez oglądania się na oczekiwania różnych kółek z prawej i lewej strony. Gra jest niesamowita: oszałamiająca, wciągająca, olśniewająca i zmysłowa. Żadne inne studio nie robi gier tego typu, a ja od czasów Wieśka 3 w innego rodzaju RPGi już grać nie chcę. I jeszcze Night City – dżisas, to jest kosmos! Nikt wcześniej nie stworzył niczego porównywalnego do tego miasta. Mój wskaźnik zakończenia gry wskazuje ledwie 9%, a ja już czuję nadchodzący smuteczek – co dalej (jak żyć panie premierze?!?) po skończeniu Cyberpunka 2077? Mam nadzieję, że będą wydawać dodatki przez kilka lat, albo po prostu zrobią C2078, na tej samej mapie (przestrzeni tam nie zabraknie), co powinno potrwać znacznie krócej niż stworzenie wszystkiego od nowa. A najlepiej i dodatki i nową grę 🙂

  3. Probabilistyk

    Pal licho błędy, duże wymagania i resztę rzeczy na które ‘marudzacze’ narzekają, dawno nie było gry która potrafiła przykuć mnie do ekranu na wiele godzin. Nie wiem co w niej jest takiego magicznego, ale coś musi być bo pomimo błędów potrafi wciągnąć bardziej niż pozostałe 3500 gier które czekają w kolejce…

Powrót do artykułu