Gra, którą zabił Dovakhiin

Nitek dnia 3 kwietnia, 2013 o 8:14    31 

(Nie tak) dawno, dawno temu założone zostało 38 Studios. Nie istniało długo, gdyż stworzone przez nich Kingdoms of Amalur: Reckoning nie odniosło sukcesu, najprawdopodobniej ze względu na wcześniejszą premierę Skyrim. Jednak w świecie gier jest o tyle dobrze, że upadek firmy nie oznacza automatycznego zniknięcia jej produktów. Poniższy tekst zaistniał, aby przypomnieć o jej istnieniu tym, którzy ostatnio zaczęli być wyznawcami pewnej mody (religii?).

Jest ona dość prosta, opiera się na jednym założeniu (przykazaniu?) – Steam albo spadać. Na pewno nie jeden gikzowicz sam taką modę praktykuje, omijając wiele różnych wyprzedaży, jeżeli nie oferują Zaparowanego klucza. Skoro już muszę używać jakiegoś DRM, to wolę mieć wszystko w jednym miejscu. Kingdom of Amalur: Reckoning nie udało się zachęcić do siebie odpowiednio wielu graczy, co spowodowało bankructwo developera i trafiła ona w ręce władz Rhode Island, które nie interesowało się jej detaliczną sprzedażą, przez co jak już pojawiała się w promocji, to tylko na "powszechnie znienawidzony" Origin (gdyż EA ma swoje klucze). Jednak jest pewien Tony (znany jako ten od przecen na Amazonie), który użył swoich tajemnych mocy aby uzyskać dla "swojego" sklepu 50 tysięcy kluczy aktywujących grę na Steamie. GabeN, jak zwykle czuły na pieniądze wie co się święci, więc ostatnimi czasy zadziałał gdzie należy, obniżył cenę KoAR i dorzucił wyprzedaż. Nie najlepszą, bo jak dobrze pamiętam miałbym płacić ponad 20 euro, podczas gdy inne sklepy oferowały ów grę za $15 w wersji na Origin. Lecz od czego ma się znajomego w Rosji, gdzie gra w wersji z DLC była w przeliczeniu na nasze za mniej więcej 40 złotych. W taki oto sposób zaopatrzyłem się w tego RPGa. I mimo że gra już na rynku trochę jest i pewnie każdy wie, z czym się to je, postanowiłem napisać krótki tekst co mi się podoba, a co nie, przerywany obrazkami – wszak niedługo znów będzie na różnych wyprzedażach, Amazon pewnie będzie tanio oferował Steamowe klucze (za te $15, albo i mniej zielonych), całkiem możliwe że i innym uda się dostać je dla swoich sklepów, więc mimo wszystko warto sobie przypomnieć, o czym jest ta gra i czy warto wydać na nią pieniądze – wszak był jakiś powód, dla którego nie była kupowana w dniu premiery.

 

amalur1.jpg

7 Miasto ichnich elfów – niewiele gier może się pochwalić użyciem takich kolorów i pozostaniem "prawdziwą grą"™

 

Świat pokazywany w grze został stworzony przez jakieś ponoć znane nazwiska (autorzy książkowych bestsellerów i takie tam), jednak one nie są dla mnie ważne. To, co naprawdę jest istotne to fakt, że wciąż, po tych 20 godzinach, mam ochotę pozwiedzać okolicę i nie czuję znużenia widokami. Jak na razie udało mi się dość głęboko zapuścić w wielgaśny las oraz trochę polatałem po równinach. Patrząc na mapę, to jest jeszcze do zobaczenia pustynia i chyba jakieś bagno oraz dwa tereny – pewnie z DLC – wyglądające na jeszcze jeden las, tylko tym razem nad jeziorem oraz góry. W ramach tych terenów mamy kilka miasteczek i miast – te potrafią zrobić wrażenie. Dodatkowo, istnieje mnóstwo różnych książek opisujących legendy (a w niektórych bierzemy sami udział), wrogów przez nas zabijanych czy miasta przez nas odwiedzane. Widać, że ktoś się napracował, by stworzyć ten świat (najpewniej to wielkie nazwisko). Choć ktoś obeznany z fantasy może odczuć, że już wszystko zna (są i inaczej nazwane elfy, są gnomy, są kamienne trolle), to elementy dodane pozwalają zapomnieć o innych naleciałościach.

 

amalur2.jpg

Not sure if Kingdom of Amalur or Necropolis from Heroes of Might and Might V

 

A nie dość, że świat jest ciekawy, to oprawa wizualna nie przeszkadza w jego odkrywaniu. Ta gra jest pod względem grafiki prawdziwym ewenementem. Bo czy tak często developerzy używają koloru czerwonego do czegoś innego niż pomalowania tych pikseli, co się pojawiają jak trafiamy wrogów (a i to nie zawsze, bo cenzura nie śpi i lubi a to przemalować to na zielony, a to w ogóle je usunąć) ? Co prawda KoA nie jest tworem domorosłego Picassa, który akurat się naćpał, nie ma totalnego wariactwa i mimo wszystko przez dużą część czasu będziemy podziwiać bardziej standardowe widoki, jednak łąka pełna czerwonych kwiatów zrobiła wrażenie. A jeszcze większe wrażenie było w jaskini, która miała taką czerwoną poświatę – niby nic szczególnego, ale jednak użycie "kolorowych kolorów", a nie tylko tych standardowych odcieni niebieskiego, zielonego, żółto-brązowego i reszty "ciemności" stworzyło naprawdę ciekawy, urokliwy świat.

 

amalur3.jpg

Zmartwychwstały Shepard, nie wie na co się porywa.

 

Na początku gry wybieramy naszą rasę – dwa rodzaje ludzi, dwa rodzaje elfów – jednak poza innymi bonusami do umiejętności i kolorem skóry specjalnie nie różnią się od siebie. Gra oferuje trzy dość standardowe drogi rozwoju – siła, finezja i magia. Jednak w przeciwieństwie do większości RPG-ów, jest to system, który pozwala zarówno na specjalizację, jak i na multiklasowość. A na dodatek nie ma zamiaru nas za bardzo karać za błędy, bo wystarczy dać wróżce (takiej od kart, nie takiej ze skrzydełkami) kilka tysięcy złotych monet i można budować postać od nowa. Co prawda każda "odbudowa" kosztuje coraz więcej, ale mimo wszystko jak znudzi nam się ten wielki wolny młot, to zawsze możemy zacząć bawić się szybkimi sztyletami, czy pobawić w przypalanie ogniem i piorunami. Inwestowanie w te drogi odblokowuje "klasy" – im więcej punktów, tym lepsze bonusy. Przykładowo, adept ścieżki finezji zaczyna jako łotrzyk, by potem zostać zwiadowcą, łowcą czy zabójcą, z każdym poziomem zadając między innymi dodatkowe obrażenia od broni dystansowej. Poza bardziej bitewnymi zdolnościami istnieją także już wspomniane umiejętności takie jak alchemia, perswazja czy – najprawdopodobniej najważniejsza – "wykrywanie", pozwalające znaleźć ukryte skarby i drzwi.

 

amalur4.jpg

Jak widać, dzięki odpowiednim dopalaczom można przepakować swoje zdolności ponad limit

 

Właśnie, skarby. Amalur jest pełny przeróżnego ekwipunku pojawiającego się w sklepach, zwłokach, skrzyniach i innych, dziwniejszych miejscach. Sprzęt bijąco-ochronny dzieli się na podstawowy i specjalny. Podstawowy może być biały, zielony lub niebieski, przy czym kolor wskazuje na dodatkowe umagicznienia i inne bonusy. Natomiast specjalne zabawki dzielą się na fioletowe i złote. Fioletowe oznaczają specjalny przedmiot, na ogół z jakąś historią i własnym wyglądem. Wbrew podejrzeniom, nie pojawiają się one tak rzadko jak można by się podejrzewać. Są wśród nich zarówno wszelaka broń, jak i elementy pancerza. Natomiast złote mogą być chyba tylko okrycia wierzchnie (żadnej znalezionej broni w tym kolorze nie pamiętam), które razem tworzą cały zestaw, a używane razem dają dodatkowe bonusy. I te zestawy są "irytujące", bo dotychczas nie udało mi się złożyć żadnego kompletnego (jeden udało mi się dobić do czterech elementów z pięciu, tyle że w międzyczasie cały ten sprzęt stał się mocno nieużywalny ze względu na już niskie 'statsy'). Co nie zmienia faktu, że wciąż próbuję, może kiedyś się uda. Poza bronią i pancerzem są także błyskotki – naszyjniki i pierścienie, napoje wzmacniające (leczą, dają manę, wzmacniają potenc… err… potencjał na zadawanie obrażeń czy odporność na rany), ogólnie rozumianą kategorię "przedmioty" – czyli cała reszta, taka jak książki, kamyki wzmacniające broń czy pancerz czy różne przedmioty, po które wysyłają nas NPC’s. Ostatnia kategoria to śmieci – tu wysyłamy przedmioty z innych działów, które chcemy szybko sprzedać kliknięciem jednego przycisku.

 

amalur5.jpg

Mimo wszystko, połączenie zbroi Legionu i jakiegoś Belena wygląda całkiem nieźle.

 

Na koniec tych dobrych stron – walka. Nie jest może najbardziej skomplikowana na świecie, ale zapewnia sporo rozrywki. Możemy atakować bronią, używać zdolności, wyciągać tarczę, robić przewroty. Poza standardowym mashowaniem, dzięki rozwojowi postaci możemy nauczyć się kilku dodatkowych ruchów, takich jak mocny cios, czy wyprowadzenie ataku z przewrotki. Poza walką otwartą, gra oferuje także możliwość skradania się i wyprowadzania specjalnych ciosów krytycznych (w wielu przypadkach śmiertelnych) na przeciwnikach, pod warunkiem że nas w międzyczasie nie zauważą. Dodatkowo, nasza postać ma możliwość wejścia w tryb Reckoning, kiedy czas zwalnia, my szybciej i mocniej atakujemy, a wrogowie zamiast od razu ginąć przechodzą w stan odrętwienia, który trwa aż skończy nam się pasek energii lub wykonamy finishera, pozwalającego za pomocą QTE zdobyć nawet dwukrotność doświadczenia, jakie dostalibyśmy za zwyczajne zabicie tych wrogów. Mimo prostoty walka jest ciekawa, potrafi też być wymagająca. Choć autoaim powoduje, że zabawy łukiem czy magią mogą nie być tak ekscytujące jak by się chciało. I niekoniecznie będą trafiać tych, których chcieliśmy trafić.

 

amalur6.jpg

Xena? Co tu robisz? Czemu podpaliłaś swoje chakramy? I dlaczego zmieniłaś płeć? 

 

Niestety, KoA jako autorytet w dziedzinie tworzenia fabuły i questów wybrała gry Bethesdy. Fabuła zaczyna się dość standardowo, lecz i tak pobudza ciekawość. Nasza postać budzi się z Wiecznego Snu (i jak to nas nauczył Bourne, XIII czy "Długi pocałunek na dobranoc" pobudka ta powoduje także amnezję) i dowiaduje się, że gnomom udało się stworzyć Maszynę Ożywiającą Zmarłych. Jest dość oczywistym, że w międzyczasie wpadają Ci Źli i zabijają wszystko, co się rusza, zmuszając nas do ucieczki. Potem dochodzi element ciekawy – okazuje się, że jesteśmy "Tym Bez Przeznaczenia", przez co możemy zmieniać losy świata, który aż do naszego pojawienia się był zapisany i znany każdemu, kto zapłacił by wróżka/wróż zajrzeli w karty. A potem dostajemy cały świat do zwiedzania, przez co główna fabuła odchodzi na bok. Zaś questy poboczne w większości przypadków to "zabij kogoś" lub "znajdź przedmiot", na ogół nie przedstawiają się szczególnie specjalnie. Szkoda też, że 99% procent zadań nie ma większego znaczenia dla świata czy postaci w nim żyjących i mają tylko jedną drogę do wykonania i zakończenia. Jest kilka zadań oferujących dylematy moralne, lecz na ogół droga "dobra" jest znacznie lepiej nagradzana. Dodatkowo, dialogi prowadzone są w większości systemem "hasłowym" znanym z Obliviona, zaś w sporadycznych przypadkach pojawia się Mass Effectowe kółko dialogowe, które na ogół daje nam możliwość wybrania "chcę questa" albo "nie teraz", z bardzo rzadką możliwością dopytania o szczegóły lub próby perswazji. Spore rozczarowanie.

 

amalur7.jpg

W Amalur Bezprzeznaczeniowy ma co robić. Szkoda tylko, że poza XP i goldem nie ma po co tego robić…

 

Kolejną rzeczą, która mnie denerwuje jest niemożliwość wymyślenia jakiejkolwiek drugiej rzeczy. Próbuję, ale wciąż nie wychodzi. Mógłbym spróbować pisać coś o technikaliach, takich jak denerwujące, niemożliwe do pominięcia loga firm – całe szczęście, że to filmik bik, któremu wystarczy zmienić nazwę – czy czasami widoczne doczytywanie się roślinek albo "ciekawe" zachowania kamery. Może to, że można jednocześnie zostać członkiem gildii wojowników, magów i złodziei. Chociaż w sumie to nie skończyłem wszystkich zadań, może na końcu każą wybrać? Na upartego mógłbym czepiać się jakości grafiki, tekstur nie w rozdzielczości 1000×1000 i takich tam. Może powinienem przyczepić się do częstych wizyt w jaskiniach i lochach? Na pewno nie jest zaletą gry jej dość prosta konstrukcja, gdzie idzie się do przodu i coś się dzieje, nie ma żadnych zagadek wymagających główkowania, a lochy to w większości przypadków prosto skonstruowane kółko. Albo właściwie litera p – nie jest to może najgeologiczniejsza konstrukcja dla jaskiń, ale na pewno przyjazna graczowi, który nie musi wracać przez puste tunele przez minutę czy dwie do wyjścia. To jednak RPG, a nie gra logiczno-zręcznościowa, zagadki są więc mile widziane, a nie wymagane. Te braki jednak nie przeszkadzają mi w bieganiu, siekaniu i dobrej zabawie. W najprostszych słowach Kingdom of Amalur: Reckoning to trochę zamknięty Skyrim (choć, z tymi “dialogami” i brakiem śniegu to chyba raczej Oblivion) z walką podwędzoną drugiemu Wiedźminowi. I jeżeli nie oczekujemy zawiłej fabuły, tylko wielkiej piaskownicy czekającej na kogoś, kto odkryje jej sekrety, to będziemy się świetnie bawić. Choć sandbox to raczej niewłaściwe określenie, bo poza naszą postacią nic nie budujemy/tworzymy, chyba park rozrywki bardziej by pasował.Więc jak ktoś ma uczulenie na Origin, niech wypatruje promocji na Amazonie, bo pewnie już niedługo pojawi się tam możliwość zakupienia kluczy Steamowych w ramach jakiejś promocji. Gorzej, jak ktoś ma uczulenie na DRM, wtedy tylko Zatoka może pomóc…

O, już wiem jaka jest druga wada – że nie ma szans by ten zespół stworzył kolejną grę – nieważne czy w świecie Amalur, czy zupełnie innym.

Dodaj komentarz



31 myśli nt. „Gra, którą zabił Dovakhiin

  1. nacho66

    KoA:R to ‘MMO’ dla pojedynczego gracza’. Tak chyba mozna najlepiej podsumowac ta gre. Mozna przerwac i wrocic kiedykolwiek, na chwile, na dluzej… whatever. Liczba ‘wykrzyknikow’ na mapie tez potrafi momentami przypominac mapke z dowolnego MMO. Fabula kompletnie nie ma znaczenia (moze dlatego, ze w zasadzie jej nie ma 🙂 )

    1. bosman_plama

      @nacho66

      To takie MMO dla mnie. ToR rzuciłem w diabły, bo przeszkadzały mi tłumy innych wybrańców masakrujące tych samych przeciwników co ja i brak możliwości wczucia się w grę. W inne MMO nie grałem. A KoA sprawiło mi mnóstwo frajdy i choć nie ukończyłem tej gry, to nie wywaliłem jej z dysku, możliwe więc, że dziś albo jutro ją odpalę.

          1. MusialemToPowiedziec

            @Twoja_Stara

            Tak w ogóle, Steam chyba jeszcze nie ma, ale Origin już ma swoją pierwszą Always Online Single Player…

            A co do DRMów, w Amalur chyba jest jeszcze ten stary, znany np. z Dragon Age, Alicji czy Bad Company 2 wymóg logowania do konta EA przy każdym włączeniu. Jeszcze nie miałem z nim problemów i auto-login działa sprawnie, więc nie wiem co by było, jakby coś padło.

  2. Ink-

    Bardzo fajna gra, mimo długości miałem cierpliwość ukończyć.

    W gildiach można być wszystkich i zdecydowanie warto dojechać ich wątki do końca – fabularnie są czasem fajniejsze niż wątek główny. Ale dla mnie najfajniejszym pomysłem fabularnym był Dom Ballad i questy polegające na “odgrywaniu” bohaterskich czynów na podstawie istniejących pieśni i legend.

  3. saucer

    W tej grze jest tyle questów, że nawet nie umiem do tylu liczyć. A nie mam DLckow.
    W podstawce było pięć krain – 3 po zachodniej stronie mapy i 2 po wschodniej. Nie wiem co dodały dlc.
    Nawiasem mówiąc, jest to jedna z ciekawszych gier, w jakie grałem na przestrzeni ostatnich, powiedzmy, dwóch lat.

          1. MusialemToPowiedziec

            @nacho66

            Po pierwsze, to nie gra EA, nawet nie mają do niej IPowskich praw, tylko ją wydawali, a prawa są w rękach Rhode Island.
            By popular demand, Amazon postarał się i [url=”http://www.cheapassgamer.com/forums/showpost.php?p=10530029&postcount=7205″]załatwił 50 tysięcy kluczy do przypisania KoARa na Steam[/url]. Aż do zeszłego miesiąca KoAR na Steamie był w cenie premierówki i tylko raz miał weekendową wyprzedaż.
            Inne wyprzedaże były na kody Originowe, a dopiero info o zdobyciu kodów przez Amazon spowodowały spadek ceny o połowę i dodatkową jednodniową wyprzedaż na Steamie (ale i tak za prawie około 13-14 euro za samą podstawkę, kiedy w takiej cenie można było dorwać grę razem z DLC – jedno to “cheatowy” sprzęt na początek, a dwa to nowe zadania – gram w jedno z nich i spore jest to bydle 😛 ) .

            @Mindestens: Się wyścig zapowiada 😛

  4. Wicen

    No, właśnie dziś wspominaliśmy o KoA:R przy okazji “na szybko”.
    Jeżeli ktoś lubi hack and slashe z fajnym, widowiskowym i elastycznym systemem walki; pół-otwarty, nienużący świat (do Ciebie mówię Oblivion) i ogromnych bossów 😛 to powinien zdecydowanie sprawdzić KoA. Niestety, jak robi się wszystkie questy to ma się maksymalny lvl przed ostatnią krainą – spada motywacja i jest trochę za łatwo.
    Niech nikt się nie przejmuje tymi 200h gry – mi zajęło to dużo mniej czasu. KoA ma bardzo fajne tempo, nie kończy się nagle i sprawia satysfakcje z odkrywania sekretów.

    1. furry

      @projan

      Też dodałem do listy życzeń na Steamie i czeka na swoją kolej (i oczywiście zniżkę -75%).

      Ograłem tuż po premierze demo (jest na Steamie) i szczerze mówiąc nie przypadło mi do gustu. Ale była to jakaś jaskinia, tłukło się jakieś stworki, takie tam, jak to w erpegach.

  5. aryman222

    a mnie ta gra szybko znudziła. ma sporo wad, jak np. upierdliwy system lootowania. podczas tej gry zrozumiałem, jak bardzo dosyć mam biegania po polu walki i wyjmowania z wilków złota itp. jak długo jeszcze takimi bredniami będą nas karmić? dlaczego z przeciwników wypada tak dużo przedmiotów? można się szybko obłowić, ale tez trzeba non stop podbiegać do trupów i brać, brać, brać. wszędzie są też rośliny, więc podbiegamy by zebrać składniki, ale udaje się tylko w co 10 przypadku. wszystko po to byś cały czas biegał, szukał, podnosił… nuda! questy – setki takich samych questów, tak boleśnie oklepanych (przynieś, zabij, pogadaj). historia – płytka i niewiarygodna. najpierw rzucają info, że wśród elfów (?) jest jakiś tam obóz super wojowników. idę tam – dumni, nie chcą gadać z ludźmi itd. po chwili zlecają mi misję i godzinę później zostaję członkiem (1 w historii człowiek!) ich super extra hiper rady , w której zasiadają najlepsi z najlepszych wojowników! ja, pierdoła na 3 levelu exp! MMO rpg jak nic. nudne, płytkie, powtarzalne.
    niech zstąpi Wiedźmin 3 i uratuje ten cały RPG fantasy gatunek…

    que

Powrót do artykułu