Wysepowo – Estetyka tu i tam

Wyspa dnia 8 stycznia, 2015 o 13:00    11 

Mamy już nowy rok, postanowiłem więc, dokończyć niedokończone, czyli moją starą notkę porównującą estetykę europejską i japońską. Tekst piszę od nowa, zachowując tylko sens, spróbuję tym razem mniej akademicko, bardziej od siebie no i bez podziału na części. Ot, wszystko razem, taki noworoczny bigos.

Aby od razu ukrócić wszystkie przypuszczenia, specem od estetyki nie jestem, do „japońcofillstwa” z kolei mi niedaleko, ale gdybym uważał, że się dobrze znam na “ichniej” kulturze, bo obejrzałem parę animców i coś tam sobie poczytałem, zachowałbym się jak weaboo. To co piszę to tak na prawdę przemieszanie spostrzeżeń osobistych i tych oczytanych w ciekawym opracowaniu, jakim jest książka “Estetyka tu i tam i jej wpływ na komunikację” prof. Michaela Fleischera. Pozycja o tyle ciekawa, że stara się unikać spojrzenia przez nasze „europejskie szkiełko”. No bo jak można porównywać kultury, przez pryzmat jednej z nich? W końcu nie porównanie nam wtedy wychodzi a ocena, a nie o nią tu chodzi tylko zrozumienie różnicy.

Aby nastawić się odpowiednio polecam moją najulubieńszą animację niezależną, coś co łączy elementy popkultury zachodniej i japońskiej

Zastanawialiście się kiedyś na pewno, jak zaprosić obiekt westchnień na obiad. Trzeba przygotować odpowiednią taktykę, poczynić kroki aby stworzyć odpowiednią atmosferę, koniec końców jednak wszystko sprowadza się do pytania „Czy wyjdziesz ze mną na obiad”, odpowiedzi jakiej się spodziewamy to tak lub nie. Otóż gdybyście takie pytanie zadali osobie pochodzenia japońskiego, byłoby to po prostu niegrzeczne i odpowiedzi raczej byście nie uzyskali, żadnej. Już tłumaczę dlaczego:

Nasz język opiera się na pewnym logicznym linearnym porządku. Lubimy opisywać rzeczywistość punkt po punkcie, wszystko ma swój czas i porządek (najpierw, potem itp.) , przekazujemy komuś pewną informację i spodziewamy się jasnej odpowiedzi. W języku japońskim komunikacja przebiega w zgoła odmienny sposób. Japończycy działają metodą licznych przybliżeń do tego co ma zostać powiedziane. U nich jako rozmówca zabieramy drugą osobę w „podróż do setna” i dochodzimy do jednej wspólnej wersji. Mało tego nie chodzi o to co jest mówione a raczej oto co za tą mową stoi, to co się dzieje między słowami jest równie ważne, jak nie ważniejsze. Dlatego chcąc zaprosić Japonkę (Japończyka) na obiad, powinniśmy raczej rozpocząć od tego, że znamy dobrą knajpę w okolicy, potem wspólnie ustalamy czy ta knajpa rzeczywiście jest dobra i jeżeli tak to może warto by było ją odwiedzić. Jak widać nasz język i sposób myślenia jest opisowy i bardzo linearny, Japończycy natomiast myślą przestrzennie, obrazowo. Ta niewielka różnica, już na tym poziomie wpływa na całe postrzeganie, sprawia też że stawianie rozmówcy kontekście z góry mu narzuconym, jest po prostu nietaktowne.

Zanim zaczniecie stosować moje rady, upewnijcie się z kim rozmawiacie…

Przechodząc do estetyki zacznę od europy. Nie, nie będziemy się topić w tych wszystkich prądach, odłamach, okresach i latach. Ani ja odpowiedniej wiedzy nie posiadam aby się nad tym rozwodzić, no i klawiatury szkoda, bo by nie wytrzymała końca takiej tyrady. Skupię się na tym co najważniejsze i wspólne, na kryteriach sztuki, świadczących o naszym postrzeganiu estetyki.

Niezależnie od okresu i prądu w sztuce możemy zauważyć wszechobecny w europie dualizm. Począwszy od rozdziału między Naturą a Człowiekiem, między twórcą a maluczkimi, czy w końcu fakt, że mamy sztukę i nie-sztukę (sztuka ludowa, popkultura). Podziałów takich możemy wyróżnić wiele, mało tego nawet trendy, które starają się im zaprzeczać dalej operują językiem dualistycznym. Np. gdy twórca proponuje powrót człowieka i cywilizacji do natury, jednocześnie oznajmia że czymś ta cywilizacja od owej się różni, potwierdza istnienie tego podziału. Oczywiście aby dzieło było warte uwagi krytyków, musi coś mówić. Najlepiej gdy jest narratywne i ukończone, gotowe do odbioru przez widza, jeszcze lepiej gdy reprezentuje jakąś ideę, myśl twórcy, wielką i doniosłą, bądź bardzo osobistą i indywidualną od samego “kreatora” dzieła. Twórca jest tutaj elementem koniecznym, równie ważne jest kto dany element sztuki wytworzył, jak to co ona przedstawia. Nawet gdy twórcy nie znamy mówimy o “anonimowym geniuszu”, próbujemy odkryć tajemnicę, jego tożsamości. Twórca zresztą jest wielki wtedy gdy definiuje coś od nowa, przeciwstawia się istniejącym prądom i stagnacji, tworzy nowe, nieznane i innowacyjne. Gdy spojrzymy na historię sztuki zobaczymy pasmo buntów i rewolucji przeciw staremu, ku nowemu, z definicji lepszemu. Nawet gdy mówimy o powrocie do starych wzorców, to dlatego że istniejące są “złe” i trzeba wrócić do “lepszych” korzeni.

Stare vs Nowe… Epic Rap Battles of History! 

Wszystko to powoduje, że nasza europejska sztuka to coś innego niż codzienne życie, wystawiamy ją, gloryfikujemy ją, jest ona odmienna, nie jest na co-dzień. Tym samym nasze pojęcie estetyki wywołuje u nas zachwyt nad tym co inne, niecodzienne i wyraźnie stworzone przez człowieka, twórcę. Widzimy zresztą jasna różnice między pięknem “natury” a  tego co stworzone ludzką ręką.

Mam nadzieje że na tym etapie widoczna jest analogia między językiem a naszym pojęciem estetyki. Jak mówiłem wynika ona z pewnego “europejskiego” sposobu myślenia. Jak to sie ma więc w Japonii i z czego wynika?

Otóż sztuka i estetyka japońska do XIII wieku była mocno inspirowania religią Shinto. Jednak wtedy właśnie na tereny Japonii dotarł Zen, jego przesłanie tak mocno się spopularyzowało, że w pewnym momencie jego wyznaczniki stanowiły doktrynę państwową. Miało to swój wydźwięk w sztuce i rzemiośle, wytworzył się prąd tworzenia przedmiotów zgodnych z zasadami zen, zwany Wabi-sabi (tzw. zen przedmiotów). Na czym więc ten prąd polega?

Przede wszystkim brak tu naszego europejskiego dualizmu. Nie piszę tu o zaprzeczeniu naszej estetyki, czy tez jej odwróceniu, ale o zgoła innym podejściu do tematu. Nie ma podziału na sztukę czy rzemiosło (rzemiosło to sztuka), czy naturę a człowieka, wszystko to jedno i to samo. Wszystko co istnieje jest naturalne, a skoro jest naturalne to jest i piękne. Każdy przedmiot posiada swoją piękną i idealną formę, to co definiuje ten przedmiot i czyni go użytecznym. Dominuje tu asymetria i prostota, środki służące do wydobycia istoty przedmiotu powinny być minimalne, tak aby nie zaburzyć naturalnej harmonii. Twórca powinien pracować z materiałem, wykorzystywać jego zalety i naturalne właściwości, wydobyć już znajdujące się w nim piękno. Twórca zresztą nie jest ważny, nie powinien przenosić siebie na dzieło, nie powinien narzucać formy a jedynie naprowadzić nas na odbiór już idealnej natury, indywidualizm nie jest tu pożądany. W ramach tej estetyki twórca nie wychodzi od tradycji, a raczej powinien zbliżać się w kierunku tradycji, starać się wykonać przedmiot idealny, lepszy niż to co znamy do tej pory, bo bliższy tradycyjnemu wzorcowi, stanowiący pewien stan idealnej harmonii. Stąd nowe, bliższe ideałowi jest jednocześnie bardziej tradycyjne (Prawdopodobnie dlatego Japończycy tak dobrze łącza tradycję z rozwojem). Przedmioty tworzone w ten sposób nie powinny być w żaden sposób szczególne, twórca poszukuje cech wspólnych, tego co łączy je z innymi przedmiotami tego typu i stawia w szerszym tle. Ma to wymiar społeczny gdyż twórca to nie ten kto wyróżnia się na tle innych, ale ten który który robi coś dla wszystkich. Każdy z nas zresztą robi coś, tak się akurat składa że twórca nauczył się tego konkretnego fachu. Poprzez ciągłe powtarzanie, naukę techniki twórca powinien dochodzić do coraz większej perfekcji. Nie powinien on zastanawiać się nadto nad tym co robi, nie powinien walczyć z materiałem, raczej się mu poddać, to materiał definiuje co możemy z nim zrobić.  Twórca powinien więc działać bez zamiaru i celu,  dążyć do pustki, gdyż to właśnie ona definiuje przedmiot taki jakim powinien być. Mowa tutaj o totalnej redukcji przedmiotu do jego funkcji, społecznego sensu i powodu istnienia. Wytwory tej sztuki nie są skończone, twórca to nie ten który prezentuje nam gotowe piękno, on tylko przygotowuje go do odbioru przez użytkownika. Mówię użytkownika a nie odbiorcy, ponieważ to w akcie używania przedmiot staje się gotowy. W tym kontekście twórca ma za zadanie jedynie zapoczątkować pewien proces, nie powinien on narzucać ram, a jedynie stworzyć partyturę. Jak widać to proces jest ważny, w tym też sam moment użytkowania przedmiotu, gdyż to jest jego istotą. Powodem jest to że wszystko powinno być sztuką, ludzie i przyroda to jedno i to samo, dlatego samo życie, nasze działania i wybory są elementem sztuki, pewnej jednej harmonijnej całości. Kryteria Zen wyzbywają się wszelkich ram i podziałów, traktują życie, naturę i człowieka jako jedną harmonijną całość.

Opening z Mushishi (bo tak się nazywa to anime) jest chyba jednym z nielicznych tytułów animowanych, który wydaje się kierować zasadami Wabi-sabi. Minimalizm i jedynie to co najważniejsze, brak tu rzeczy zbędnych.

Oczywiście jest to obraz idealny, obecnie kultury łącza się i mieszają. Japonia dnia dzisiejszego zachłysnęła się naszymi europejskimi normami, mimo to ten japoński tradycjonalizm dalej jest widoczny. Kanon estetyki Zen i Wabi-sabi funkcjonują zresztą do dziś. Co ciekawe europejskie szkoły designu już od czasów Bauhausu czerpią z tego kanonu i jest on coraz bardziej widoczny w dzisiejszym projektowaniu.

Nie będę wysuwał tutaj wniosków, porównanie zostało dokonane, mam tylko nadzieję że opisałem to wystarczająco jasno.

PS

Dlaczego wspominam o tym na portalu na wskroś growym? Naszła mnie pewna myśl związana z tym, że twórcy gier starają się o akceptacje tego medium jako sztuki. Według mnie jednak sposób w jaki robi to większość z nich jest skazany na porażkę. Zamiast w tych swoich staraniach, naśladować inne media (“sztuki”), może warto pójść w stronę estetyki Zen? Dążenie do idealnej formy gry, wykorzystującej wszystkie atrybuty gatunku? O tym może też kiedyś napiszę parę słów.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Wysepowo – Estetyka tu i tam

  1. Revant

    Kurczę, trochę chyba za bardzo uciąłeś ten artykuł bo końcówka jest zbyt pośpieszona. Więcej! Wciągnąłem się niesamowicie, bo jako taki prosty otaku jestem zafascynowany japonią i jej odmiennością. A Mushishi można traktować jako dzieło “do paczenia i wchłaniania”, ale jako serial jest dość kiepski. Takie rysowane National Geographic z elementami fantastycznymi. Wynudziło mnie totalnie, ale uznaję artystyczny wydźwięk 😉 jeżeli chciałby ktoś obejrzeć coś w klimacie tego artykułu – Honey and Clover. Miłostka dziejąca się na takim japońskim asp i dużo tutaj ukazane jest jak tradycja artystyczna japonii powoli spaczana jest przez zachodnie wpływy. Najciekawsze jest jednak w tym element psychologii postaci – młodych artystów stojących pomiędzy.

    1. Wyspa Autor tekstu

      @Revant

      Chciałem raczej ogólnie nakreślić różnice i zainteresować tematem. Można by o wiele więcej napisać, sama estetyka Zen posiada ok. 20 rożnych postulatów, poruszyłem tylko najważniejsze i dotyczące całości. Wabi-Sabi również ma pewne swoje “smaczki” wpisujące się w te postulaty ale dotyczące dokładniej projektowania przedmiotów.
      Tak czy inaczej wg. mnie różnica między postrzeganiem świata przez różne kultury w tym wypadku estetyki) zawsze jest nośnym tematem, jednak ciężko go porządnie ugryźć, łatwo wpaść w pułapkę wartościowania przez pryzmat własnej kultury.

    1. slowman

      @idomes

      Rozwinięciem PS będzie Hard West. Ew. HW2 – inaczej wyspy zostaną zatopione. 🙂

      A tak poważnie – to podobne do tych z PS wnioski można wyciągnąć spoglądając na to, że filmy nie naśladują obrazów, obrazy przestały dążyć do realizmu po wynalezieniu fotografii. No i jeśli tak na sprawę spojrzeć, to gry TTG są krokiem w dobrą stronę, bo wykorzystują interakcyjność świata do budowania historii (nawet, jeśli tylko usuwając jednego ludzia i wstawiając w jego miejsce innego –

      Spoiler! Pokaż

      , a nie tylko dania graczowi okazji do sprawdzenia się.

    1. Wyspa Autor tekstu

      @Iago

      Dzięki za zwrócenie uwagi, tekst poprawiłem uwzględniając tez kilka małych pomyłek (sens ten sam ale były pewne powtórzenia i niedopatrzenia z mojej strony). Co do książki polecam, miałem to szczęście, że uczestniczyłem w wykładach tego pana i o ile posiada on pewna rzeszę ślepo wierzących w niego fanów, wydawało mi się zawsze że jest to dla niego kłopotliwe, jako że nie wiary a raczej refleksji ze strony odbiorcy wymagał. Dlatego mimo że w wielu szczegółach się z jego twierdzeniami nie zgadzam, to część jego uwag uważam za warte poznania.

  2. Probabilistyk

    Do otaku chińskich bajek mi daleko 😉 ale fajnie jest sobie poczytać od czasu do czasu jakiś bardziej “egzotyczny” tekst. Szczególnie, że dalekowschodnia egzotyka jest bardzo interesuąca. Jak masz pomysły na coś z innych dziedzin to podziel się z nami! 😉

  3. Private_dzban

    “Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich ludzi.” jak powiedział Oscar Wilde.
    Jeżeli ktoś pokusi się o krok następujący po porównaniu, czyli ocenę/wysunięcie wniosku, to wcale się nie zdziwię, jeżeli powie coś takiego.
    Obserwacje poczynione przez prof. Fleischera odnośnie braku rozróżnienia sztuki na masową i tę wysoką, zawarte są także w książkach Pani Bator (“Japoński wachlarz. Powroty”, “Rekin z parku Yoyogi”), więc coś w tym jest. Jeśli interesuje Cię nie tylko spojrzenie na orientalną estetykę, ale także obraz orientalnego społeczeństwa (zwłaszcza, że tam wszystko się przeplata), to polecam, czyta się przyjemnie (naturalnie pryzmatem dla tego obrazu japońskiego społeczeństwa będzie autorka).
    Często synonimem sztuki i estetyki jest piękno, więc warto zaznaczyć co w naturze cieszy się szczególną sympatią Japończyków. O ile często gloryfikujemy piękno ogromu natury i jej nieujarzmionej siły (sam się łapię na tym, że jak jadę autobusem/pociągiem, to wlepiam japę w szybę i po prostu patrzę się na pola i lasy), o tyle Japończycy zachwycają się poszczególnymi jej elementami. Przy drzewach wiśni czy śliwy potrafią się tworzyć kolejki ludzi z Nikonami chcących sfotografować pąki kwiatów. Jeżeli dobrze się orientuję, to skupienie się na tym co mniejsze i na cudzie narodzenia jest uwarunkowane położeniem Japonii. Rejony tektoniczne spowodowały nie jedno trzęsienie i tsunami, więc dzikiej siły natury to oni się zwyczajnie obawiają.
    Anyway miło się czytało i przypomniałeś mi, że w końcu muszę obejrzeć to Mushishi. Mówio, że dobre.

Powrót do artykułu