Wszystko(?) co chcielibyście wiedzieć o ebookach…

furry dnia 5 sierpnia, 2014 o 12:06    65 

Tytułem wstępu: przez ebook, książkę elektroniczną, rozumiem plik z odpowiednio sformatowaną treścią książki. Pliki te czytamy na urządzeniu – czytniku ebooków.

Ale po co nam w ogóle czytnik, dodatkowe urządzenie zajmujące gniazdko w ładowarce i obciążające torbę czy plecak? Ebooki można czytać właściwie na każdym urządzeniu, od telefonu z dwucalowym wyświetlaczem, przez palmtopy, smartfony, tablety, aż do 40-calowego ekranu telewizora. Można, ale wygodniej jest na czytniku, czyli sprzęcie wyposażonym w ekran e-ink. Taki ekran nie męczy oczu, dlatego że zamiast świecić, odbija światło. Ekran w środku zawiera mikroskopijne kuleczki, które pod wpływem prądu przemieszczają się i barwią dany piksel na czarno lub biało (no, powiedzmy jasnoszaro). Taki ekran ma co prawda mniejszy kontrast niż zwykły, biały papier, czy ekran LCD, za to nie ma problemu, żeby czytać na jaskrawym słońcu, bo ekran jest matowy i tylko odbija światło, sam nie świeci, a kontrast obrazu nie zależy od kąta, pod jakim patrzymy. Ciekawe jest to, że ekran e-ink nie pobiera prądu jeśli nie zmienia się stron, kuleczki leżą sobie na swoich miejscach i nic nie robią – dzięki temu bateria czytnika wystarcza na długo, choć przez to nie poczytamy w ciemnym pokoju, właśnie dlatego że e-ink nie świeci. Ale i ten problem już rozwiązano.

E-Ink

Źródło: Wikipedia, plik autorstwa Libranova, CC BY 3.0.

Tekst na ekranie jest wyraźny, bo na powierzchni 9×12 centymetrów upakowano prawie pół miliona kuleczek. Dla lubiących cyferki, parametry i porównywanie rozmiarów dodam, że standardowe, 6-calowe ekrany mają rozdzielczość 600×800, nowsze 758×1024, z 16 odcieniami szarości (nie wiem czemu nie 768). Oczywiście parametry te sprawiają, że czytniki najlepiej nadają się do czytania książek, komiksy czy kolorowe książki dla dzieci wyglądają an takim ekranie niezbyt okazale. Na rynku są czytniki o mniejszym, 5-calowym ekranie (Pocketbook Mini, Kobo Mini), ale też 10-calowe, na których da się czytać pdfy w formacie A4. Istnieją co prawda kolorowe wyświetlacze, ale na razie, z powodu słabego kontrastu, wyglądają nieciekawie.

Wady takiego ekranu? Ekran typu e-ink na znacznie mniejszą “responsywność” niż LCD, mówiąc po polsku, zmiany są wolniejsze, czas reakcji znacznie dłuższy. Do wyświetlania tekstu i zmiany strony co kilkadziesiąt sekund jest to wystarczające, ale do przeglądania internetu już niekoniecznie. Po prostu, wspomniane wyżej małe czarne kuleczki muszą mieć czas na przepłynięcie gdzie trzeba, co trwa dłużej niż zmuszenie piksela do zaświecenia w wybranym kolorze.

Od jakiegoś czasu dostępne są czytniki e-ink z wbudowanym oświetleniem, nad ekranem jest warstwa, która rozprowadza jednolicie światło z ukrytych w obudowie diod. Taki ekran też nie męczy wzroku tak jak ekran LCD, jest matowy, natężenie światła jest znacznie mniejsze, lekkiego podświetlenia można używać przy normalnym świetle, dzięki niemu, “biel staje się jeszcze bielsza” a kontrast lepszy. Oczywiście, jeśli nie mamy czytnika, a nie czytamy kilkuset stron dziennie, możemy czytać na smartfonie, tablecie, czy w ostateczności na komputerze. Jest sporo aplikacji jak Moon+ Reader czy Aldiko, które ładnie wyświetlają zarówno pliki mobi jak epub. Ale dłuższe czytanie z 4 calowego ekranu smartfona jest, przynajmniej dla mnie, męczące i nie ma znaczenia, czy zmniejszę podświetlenie i włączę tzw. tryb nocny.

A tak wygląga czytanie na plaży...

A tak wygląga czytanie na plaży…

Producentów czytników można podzielić na dwie grupy: powiązane z księgarniami (Amazon Kindle, Kobo, Barnes&Noble Nook), jak i niezależne od księgarni (Onyx, Pocketbook, iRiver, Sony…). Powiązanie z księgarnią pozwala na przeglądanie dostępnych tytułów i kupowanie bezpośrednio z czytnika, a także automatyczną wysyłkę kupionych książek na czytnik. Czytniki “niezależne” mają za to zwykle więcej dodatkowych funkcji i aplikacji, czasem też możliwość integracji z jakimś egzotycznym sklepem. Ze sklepów posiadających własne czytniki, w Polsce oficjalnie dostaniemy tylko Kindle, sprzedawany przez amazon.com, pozostałe sklepy nie pozwalają kupić czytnika i przyznam się, że nie wiem jak wygląda kupowanie eboków na czytnik kupiony nieoficjalnie, np. na Allegro.

Formatów ebooków jest wiele, ale najpopularniejsze są dwa: epub, będący de facto otwartym standardem, używany przez większość (Google i Adobe) oraz mobi, będący własnością firmy Amazon i używany głównie przez tę największą księgarnię. Bo wiecie, zawsze muszą być dwa, Canon i Nikon, Coca Cola i Pepsi, Battlefield i Call of Duty… Niezależnie od tego, który format wybierzemy, w środku są odpowiednio opakowane i sformatowane pliki html z treścią, ewentualnie obrazki. Poza tym jest mnóstwo innych formatów, w internecie wyszperamy książki w plikach txt, doc, pdf… ale dwa typowo ebookowe formaty to epub i mobi. Większość czytników nie powiązanych z księgarniami radzi sobie dobrze z oboma typami plików, ale tylko jeśli nie są zabezpieczone DRM. Czytniki “niezależne” obsługują też inne formaty typowo ebookowe, np. popularny na Wschodzie fb2, czy dobry do prac naukowych djvu, ewentualnie inne, przeznaczone zwykle na specyficzne urządzenia do czytania. Poza tym niewielkim nakładem pracy możemy sobie sami skonwertować plik w posiadanym formacie na inny. Nie piszę tu o plikach pdf. Nie, nie zapomniałem o nich, ale niestety nie miałem w rękach czytnika, na którym dałoby się wygodnie czytać standardowe pliki w formacie A4. W przeciwieństwie do ebookowych formatów, które (jako html) dopasowują tekst do ekranu, pdf-y mają sztywno ustawiony układ strony, co na 6 calach wygląda nieciekawie. Nie ma cudów, nie da się ładnie wyświetlić strony o rozmiarach 21x30cm na ekranie 9x12cm. Da się oczywiście powiększać i przesuwać, ale… przypomina to grę w fps na padzie. Także przerabianie plików pdf na ebooki daje zwykle mało satysfakcjonujące wyniki. Rozwiązanie? Kupić czytnik z ekranem większym, niż standardowe 6”

W rosyjskim sklepie litres.ru mamy do wyboru kilkanaście formatów ebooków.

W rosyjskim sklepie litres.ru mamy do wyboru kilkanaście formatów ebooków.

Zabezpieczenia DRM (Digital Rights Management) to głównie systemy Adobe DRM i Kindle DRM, zabezpieczające plik przed używaniem przez nieautoryzowane osoby. Oba robią to samo, ale trochę inaczej. DRM od Adobe wymaga założenia konta i powiązania adresu email, za to możemy z kontem powiązać różne czytniki, czy aplikacje na smartfony. DRM Amazon działa tylko na czytnikach i aplikacjach Kindle, jest powiązany z numerem seryjnym urządzenia, więc ebooka otworzymy tylko na konkretnym czytniku czy kopii programu. W praktyce, jeśli nawet z kontem mamy powiązanych kilka urządzeń, musimy przy pobieraniu pliku wybrać to, na którym będziemy go czytać. Niektóre polskie sklepy, jak Woblink czy Legimi mają własne systemy DRM – konieczne jest zainstalowanie odpowiedniej aplikacji na maszynce z androidem lub pececie. Na szczęście w Polsce powszechnie przyjął się inny system – zabezpieczenie typu “znak wodny” – który umieszcza w pliku ebooka ukryte dane o właścicielu i transakcji, ale nie ogranicza możliwości otwierania pliku na różnych urządzeniach, czytnikach czy smartfonach.

Książki z amazon.com możemy czytać także na smartfonie i ekranie komputera

Książki z amazon.com możemy czytać także na smartfonie i ekranie komputera

Wiele z powyższych problemów z formatami, czy DRM, rozwiązuje program Calibre. Pozwala on na katalogowanie ebooków, trzymanie ich dodatkowej kopii, np. jako backupu. trzymam swoją bibliotekę Calibre w katalogu Dropbox Copy, synchronizuję ją z chmurą, co jeszcze dodatkowo rozwiązuje sprawę kopii bezpieczeństwa. Poza tym Calibre umożliwia konwersję między formatami, a choć nie jest łatwo dobrze skonwertować pdf do formatu czytnikowego, to między epub a mobi jest znacznie lepiej. W Calibre możemy też poprawić kupionego lub ściągniętego ebooka, co niestety jest czasem konieczne, możemy także zdjąć zabezpieczenia z pliku, jeśli nieopatrznie kupiliśmy książkę zabezpieczoną Adobe DRM, a chcemy ją przeczytać na Kindle, ewentualnie chcemy ebooka kupionego w amazon.com przeczytać na czytniku innym, niż jedyny słuszny.

Wady czytników (ale także ebooków):

Ebooki w języku polskim są, jest ich coraz więcej, choć ciężko obiektywnie stwierdzić, mało, czy dużo? Większość nowości pojawia się jako ebooki, jest z pewnością znacznie lepiej niż rok, dwa temu, ale wielu rzeczy nie ma i pewnie nie będzie. Części starych książek nie opłaca się pewnie przerabiać na wersję elektroniczną. Są wydawnictwa, które omijają cyfrową dystrybucję (SuperNOWA, częściowo MAG i Solaris), choć jest to mniejszość. Ale można założyć, że jeśli nie jesteś miłośnikiem peruwiańskiej literatury z II poł. XIX w., bez problemu znajdziesz coś dla siebie. Wkrótce napiszę, gdzie można się zaopatrywać w ebooki.

Ebooki są często źle przygotowane, choć nie jest to, na szczęście reguła, choć czasem niestety zgłoszenie reklamacji u sprzedawcy nic nie daje i trzeba pogodzić się z kiepskim formatowaniem lub samemu poprawiać plik, który właśnie kupiliśmy. Możliwe jest uzyskanie ebooka o wyglądzie zbliżonym do papierowej książki, z ładną czcionką, łamaniem wyrazów bez wiszących spójników, złożoną z regułami DTP, niestety takie ebooki są rzadkością – taniej jest wydać szybko i często niechlujnie przygotowany plik.

Cena czytnika jest dość wysoka. Z drugiej strony kupując ebooki w promocjach, możemy sporo zaoszczędzić. No dobrze, nie tyle co wypożyczając książki z biblioteki czy od znajomych 🙂 I oczywiście kradzież czy zgubienie czytnika bardziej zaboli niż paperbacka, kupionego za 10 zł w “taniej książce”. Sprzęt, jak każda elektronika, bywa niestety delikatny, polecam od razu zakup okładki lub futerału. Jeśli mamy czytnik kupiony bezpośrednio w amazon.com, roczna gwarancja obejmuje w zasadzie wszystko, łącznie z fizycznym uszkodzeniem ekranu noszonego w torebce czy plecaku (tak, sprawdzone). Jeśli chodzi o czytniki dostępne w Polsce, to nie wiem jakie są szanse na usłyszenie w serwisie nieśmiertelnego “paaanie, ale ten telefon czytnik był zalany!”, ale raczej uszkodzony mechanicznie ekran nie podlega naprawie gwarancyjnej, a to dość częsta awaria. Czytniki oficjalnie niedostępne w Polsce, kupione na allegro, nawet od firmy, to często opcja “no risk – no fun”, ale gra jest warta świeczki, bo mamy spory wybór czytników w przedziale 200-300zł.

Trudno pożyczyć książkę znajomemu nie posiadającemu czytnika, choć jeśli znajomy czytnik już ma, jest to z kolei łatwiejsze niż klasycznie spotkanie się w celu pożyczenia książki.

Różne formaty i zabawa z DRM. Kupując książki w polskich księgarniach nie ma zwykle problemu z otwarciem kupionej książki na dowolnym czytniku. Zwykle, bo choć w większości księgarni (Woblink, Publio, Virtualo) kupujemy książkę i możemy ją pobrać w różnych formatach, to nie jest to reguła. Kupując książki w Merlinie, Gandalfie, czy wydawnictwie Solaris musimy wybrać jeden format, epub albo mobi. Część książek dostępna jest tylko w formacie epub zabezpieczonym Adobe DRM, nieobsługiwanym przez Kindle. Działa to też w drugą stronę, jeśli kupiliśmy książkę w amazon.com, a czytnik kupiliśmy u konkurencji, prawdopodobnie nie otworzymy kupionego pliku, gdyż książki zabezpieczone DRM firmy Amazon obsługują tylko czytniki i aplikacje Kindle. Są wyjątki, np. wydawnictwo Tor sprzedaje swoje książki bez zabezieczeń i podobno nieźle na tym wychodzi.

Mimo, że w sklepie amazon.com możemy wybierać z ponad dwóch milionów książek, to część z nich nie jest dostępna dla klientów z Polski, także nie wszystkie promocje obowiązują, jest to zdaje się skutek licencji. Oczywiście możemy próbować użyć adresu amerykańskiego. Zwykle ceny książek są też trochę wyższe dla klientów spoza Stanów, to akurat “zasługa” podatku VAT.

Czytniki z którymi miałem do czynienia słabo radziły sobie z otwieraniem plików pdf i przeglądaniem internetu. Właściwie nie wiem, czy traktować to jako wadę, czytnik ma służyć do czytania, ale skoro producent twierdzi że da się… Jest taka opcja, ale nie warto się męczyć, lojalnie uprzedzam. Pliki pdf lepiej wyglądają na czytnikach z większym ekranem, nie trzeba się bawić w powiększanie, przesuwanie, co trwa długo i jest niewygodne.

I na koniec, nieodzownie związana z cyfrową dystrybucją tzw. półeczka wstydu – syndrom “kupię bo tak tanio w promocji” – ręka do góry, kto nie wie o co chodzi i nie ma konta na Steamie. Tylko czy to jest wada?

Zalety czytników:

Wygoda czytania, zwłaszcza jeśli znajdziemy ten jeden, jedyny który idealnie leży nam w ręku. Łatwiej trzyma się jedną ręką, łatwiej przerzuca kartki, a gdy robi się ciemniej, a kontakt jest tak bardzo daleko, można zwiększyć rozmiar czcionki lub jasność ekranu. Chyba wszystkie czytniki (a przynajmniej te, które miałem w rękach) mają możliwość zaznaczania interesujących fragmentów tekstu, robienia zakładek, czy korzystania ze słownika. Tu Kindle przegrywa z Pocketbookiem – jest kilka słowników, ale nie ma angielsko-polskiego, choć można w sieci znaleźć słownik firmy Bumato, darmowy i legalny. Jak dla mnie większości powyższych funkcji mogłoby nie być, ale sam słownik jest kolosalnym ułatwieniem. Nie wyobrażam sobie przebrnięcia przez oryginał “Gry o tron”, szukając co chwila w moim Longmanie znaczenia słów typu “destrier”, “holdfast”, czy “fortnight”. Można też podzielić się przeczytanym fragmentem na portalach społecznościowych, ale na szczęście obowiązku nie ma.

Dostęp do znacznie bogatszej oferty książek obcojęzycznych, nie tylko po angielsku, w amazonie, ale też innych sklepach, stronach z darmowymi, legalnymi, ebookami, np. klasyka w feedbooks.com, tony rzeczy po rosyjsku, np. seria Metro 2033 w sklepie litres.ru, czy bezpośrednio na stronach wydawców. Nie mówiąc o możliwości przeczytania najnowszego ebooka Terry’ego Pratchetta w dniu premiery. To robi wrażenie, jeśli planujesz czytać po angielsku – polecam zakup Kindle.

Oszczędność miejsca w plecaku i na regałach z książkami. Ale od razu ostrzegam, parafrazując to, co napisał swego czasu Mariusz Szczygieł w artykule Onanizm polski czytnik nie jest “zamiast”, tylko “oprócz” 😉 Książki papierowe dostaję już głównie w prezencie, ale przyznam, że co ciekawsze rzeczy kupuję wciąż w wersji papierowej. Ale czytanie w autobusie cegieł typu “Lód” Jacka Dukaja, czy “Łaskawe” Littela? Nie, nigdy więcej.

Rozmiary czytników robią wrażenie, c'nie?

Rozmiary czytników robią wrażenie, c’nie?

Ebooki są tańsze. Co prawda standardem w polskich księgarniach jest cena ebooka równa okładkowej cenie książki papierowej, ale księgarni jest sporo i ciągle mamy promocje, prędzej czy później wybrany tytuł kupimy za kilkanaście złotych. Na amazon.com książki co prawda kosztują zwykle kilkanaście dolarów, ale też są promocje i trafiają się bardzo dobre rzeczy za kilka dolarów. No i jest promocja Kindle Daily, codziennie kilka, kilkanaście książek po $0.99, lub $1.99. Skutek? Na ebooki wydaję znacznie więcej niż na książki papierowe. Bo tak tanio, jak tu nie brać? Brać!

Promocji w amazon.com jest mnóstwo, ale prawdziwe perełki za dolara to rzadkość.

Promocji w amazon.com jest mnóstwo, ale prawdziwe perełki za dolara to rzadkość.

Wybierając czytnik warto odpowiedzieć sobie na parę pytań:

po pierwsze – Co będziemy czytać na czytniku? Pliki z księgarni, czy pdf? Jeśli planujesz zaopatrywać się w sklepach z ebookami, wybór między mobi a epub jest w zasadzie bez znaczenia. Ale czytniki powiązane z księgarnią (Kindle, Kobo, Nook) z przyczyn oczywistych słabo obsługują formaty inne, niż te preferowane przez księgarnię. Jeśli jednak planujesz korzystać (np. skrypty na studiach) z skanów książek w formacie pdf, warto poszukać czytnika lepiej sobie radzącego z przetwarzaniem “ciężkich” plików pdf, dodatkowo posiadającym dodatkową pamięć i większy ekran. Podobno dobrze sobie wtedy radzą czytniki marki Onyx, ale niestety opieram się tylko na informacjach z sieci.

po drugie – Czy podświetlenie ekranu jest istotne? Jeśli czytamy w domu, we własnym fotelu, czytnika będziemy używali jak książki, to niekoniecznie podświetlenie jest nam potrzebne. Przydaje się za to w komunikacji miejskiej, zwłaszcza jesienią/zimą, czy wieczorem, gdy chcemy poczytać w łóżku i nie przeszkadzać osobie, z którą dzielimy łoże. Ostatnio stwierdziłem też, że dobrze byłoby czytać dziecku z jaśniejszego ekranu, bo przyciemnione światło z lampki nocnej psuje mi wzrok.

po trzecie – Przyciski zmiany stron, czy ekran dotykowy? A może jedno i drugie? Osoby przyzwyczajone do smartfonów preferują pewnie dotyk, ale boczne przyciski w Kindle są wygodniejsze niż dotykowy ekran, czy przyciski zastosowane np. w czytnikach Pocketbook czy Nook. Sprawa ta rozwiązana jest różnie u różnych producentów, dla mnie rozwiązanie z Kindle jest optymalne, ale najlepiej sprawdzić samemu.
…tu następuje nagły zwrot akcji, jako że od ponad pół roku używam Paperwhite, który okazał się całkiem wygodny. Mimo to podtrzymuję opinię, że klawisze w Kindle to optymalne rozwiązanie.

po czwarte – Sposób dostarczania i przechowywania plików. Najprościej jest skopiować pliki z komputera bezpośrednio na czytnik podłączony kablem USB, ewentualnie na kartę microSD, jeśli nasze cacko czyta karty. Ale producenci starają się nam ułatwić życie, na przykład w Kindle i Pocketbookach jest się opcja wysyłki plików na maila przypisanego do czytnika. Większość modeli ma kartę wi-fi, więc nawet nie musimy podpinać ich do komputera. W Amazonie dostępny też jest czytnik z wbudowanym modemem 3G, choć internet ograniczony jest do amazon.com i wikipedii. Wiele czytników ma możliwość przechowywania plików w chmurze, z możliwością natychmiastowego dostępu, jeśli tylko znajdziemy się w zasięgu wifi. Amazon ma własną chmurę dla Kindle, inni producenci korzystają na przykład z konta Dropbox. Wiele polskich księgarni uruchomiło opcję zarówno wysyłkę plików na konto dropboksowe jako backup, jak i bezpośrednio na czytnik Kindle. Większość czytników pozwala w różny sposób organizować i sortować książki w pamięci wewnętrznej, łącznie z najprostszym, wyświetlaniem jak w podkatalogach na dysku. Ale np. twórcy Kindle wymyślili wirtualne kolekcje, nie da się niestety użyć struktury katalogów, trzeba ręcznie dodać pliki do odpowiedniej kolekcji.

po piąte – Opcje dodatkowe. Tu przodują zwłaszcza producenci czytników “niezależnych”, nie powiązanych z konkretną księgarnią. Mamy dostęp do różnych aplikacji, gier. Czy jest to potrzebne w sprzęcie, który ma służyć do czytania? Przydatna może być za to możliwość słuchania audiobooków, ewentualnie czytania tekstu na głos, choć z tego nie korzystam, razi mnie mechaniczny głos lektora, to inne czytniki mają już dużo lepszy system IVONA. Większość czytników wyposażona jest też w przeglądarkę internetową, z której korzystam sporadycznie, z powodów podanych wyżej (magiczne słowo “responsywność”), zwykle jest też możliwość przeglądania zdjęć (tak, na wyświetlaczu o rozdzielczości 600×800 z 16 poziomami szarości). na większości urządzeń mamy dostęp do portali społecznościowych, dzięki czemu możemy pochwalić się aktualną lekturą, czy zdobyć serce koleżanki wrzucając cytat z Paolo Coehlo. Warto przeczytać co nam oferuje konkretny model, bo to co dla jednego będzie zbędnym gadżetem, dla innego może być właśnie “killer app”, przesądzającą o wyborze modelu czytnika. Nowe czytniki marki Onyx działają pod kontrolą Androida, mają dostęp do Google Play, oczywiście należy wziąć poprawkę na wolny procesor i czarno-biały ekran o słabej responsywności. Z kolei Amazon ma trochę aplikacji na czytniki, ale niestety będąc w Polsce ich nie kupimy.

Podsumowując, najważniejsze wydają się dwie rzeczy: wygoda używania czyli czytania książek i opcja podświetlania ekranu. Cała reszta, jak pojemność pamięci czy sposób przesyłania książek, to sprawy według mnie drugorzędne. Czytnik to nie tablet i tej wersji będę się trzymał.

Na koniec polecam bloga Świat Czytników, autor co prawda korzysta głównie z czytników amazonu, ale ostatnio wziął się do testowania innych, a tzw. zawartość merytoryczna jest wysoka nie tylko na tle polskiego internetu. Jest dobra porównywarka cen Upoluj Ebooka, z opcją powiadomienia, gdy upatrzony tytuł jest w promocji. Polecam też fora: Eksiążki (PL) i mobile read (EN).

model cena ekran pamięć formaty dżwięk gdzie kupić? test
Czytniki “podstawowe”
Pocketbook Mini 250 zł 5″, 800×600 4 GB epub/mobi/pdf/inne NIE Ceneo Świat Czytników,
Spider’s Web
Kobo Mini 200 zł 5″, 800×600 1.25 GB epub/pdf NIE Allegro * gikz.pl,
Cyfranek
Kindle 5 430/250* zł 6″, 800×600 1.25 GB mobi/pdf NIE Amazon/Allegro *  
Onyx Boox C62 Storia 400 zł 6″,1024×758 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne TAK Ceneo  
Pocketbook 624 Basic Touch 350 zł 6″,1024×758 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne NIE Ceneo  
Kobo Aura 560 zł 6″,1024×758 4 GB + microSD epub/pdf NIE Ceneo *  
Nook Simple Touch 230 zł 6″, 800×600 2 GB + microSD epub/pdf NIE Allegro * eKundelek
 
Czytniki “zaawansowane”
Paperwhite ** 600/450* zł 6″,1024×758 1.25 GB mobi/pdf NIE Amazon/Allegro * Świat czytników
Onyx Boox C65 HD After Glow 550 zł 6″,1024×758 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne TAK Ceneo  
Pocketbook 626 Touch Lux 2 560 zł 6″,1024×758 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne TAK Ceneo Antyweb
Kobo Glo 450 zł 6″,1024×768 2 GB + microSD epub/pdf NIE Ceneo * 

 
Nook Simple Touch Glow 300 zł 6″, 800×600 2 GB + microSD epub/pdf NIE Allegro *
Kobo Aura HD 760 zł 6.8″,1440×1080 4 GB + microSD epub/pdf NIE Ceneo * eKundelek
Onyx Boox T68 Lynx 750 zł 6.8″,1440×1080 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne TAK Ceneo Świat Czytników
PocketBook InkPad 850 zł 8″, 1600×1200 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne TAK Ceneo
Onyx Boox M96 Universe 1300 zł 9,7″, 1200×825 4 GB + microSD epub/mobi/pdf/inne TAK Allegro

*) Ceny nieoficjalne, np. firma nie sprzedaje czytników w Polce.
**) Wersja wi-fi.

Disclamer: Tekst powstał głównie na podstawie wrażeń z używania przez 3 lata czytnika Kindle Keyboard, od pół roku zastąpionego przez Paperwhite, poza tym w domu jest jeszcze Pocketbook Touch Lux. Trochę też poużywałem Kindle 5 i Nook Simple Touch.

Dodaj komentarz



65 myśli nt. „Wszystko(?) co chcielibyście wiedzieć o ebookach…

  1. xyfka

    Do tej pory mialem juz 4 rozne czytniki i mowiac szczerze tylko jeden odpowiada mi w pelni, tj. Kindle.
    Bateria trzyma dlugo, swietnie wykonany, lekki i wygodny w obsludze.
    Ale nie to jest najwazniejsze. Najwazniejsza jest obsluga klienta przez Amazona. Jako ze wczesniej juz o tym pialem w innym miejscu pozwole sobie wkleic opinie:

    “Taka sytuacja. W piatek w okolicach godziny 19.00 stala sie tragedia. Przez przypadek zdeptalem swojego Kindla i wyswietlacz przestal dzialac w 90%. Kiedy juz oprzytomnialem z wstepnego szoku czympredzej udalem sie na strone Amazona aby dowiedziec sie jakie mam opcje. Po 5 minutach rozmowy z konsultantka pomocy technicznej (ktora prawdopodobnie siedziala gdzies w Indiach) dostalem informacje ze jest im bardzo przykro ze moj Kindle zostal zniszczony i w tej wlasnie chwili wysylaja mi nowy. Za darmo. Na wlasny koszt. A stary mam im odeslac, na ich koszt. Dzsiaj jest wtorek, a o 12.15 przyjechal kurier z nowym urzadzeniem. Jak to jest mozliwe ze w w naszych rodzimych firmach reklamacje rozpatruje sie miesiacami i zazwyczaj nie po mysli? Im sie oplaca wysylac nowe, kompletne urzadzenie nawet jesli ja sam je zniszcze, a u nas mimo wady producenta trzeba walczyc o naprawe pilota tv za 60 zl? I jak to jest mozliwe ze paczka z Phoenix w Arizonie trafia do Jaroslawia w Polsce ( ok 10.000 km) po 4 dniach (2 dniach roboczych), a list polecony z Jaroslawia do Rzeszowa (50 km) moze isc nawet 2 tygodnie i sie jeszcze zgubic? WTF Polsko?!”

    To jest sedno sprawy jesli chodzi o Amazon Kindle.
    Polecam:-)

          1. xyfka

            @aihS

            Zapewne tak, ale oni maja raczej taki przemial ze te samoloty i tak lataja codziennie. Gosc w punkcie UPC w rzeszowie tylko zobaczyl naklejke, powiedzial “Amazon, aha” przybij pieczatke i tyle bylo roboty z odeslaniem zepsutego. Mowil ze w ciagu tygodnia takich paczek dostaja conajmniej kilkanascie, tak ze Amazon nie moze bys super stratny:P

      1. shani

        @aihS

        To mi przypomina sytuacje kiedy to moja babcia dostawala glukometry za darmo zawsze, gdy tylko kupila jakies dziwne inne, nie pasujace do tego modelu co miala paski. Po kontakcie telefonicznym po paru dniach, zawsze za darmo dostawala nowe urzadzenie.
        Niestety Polski rzad ukrucil ten “proceder” rozdawania za darmo. Ja wiem, ze i tak firmom sie oplacalo, ale teraz i paski cholernie drogie, bo juz nie ma “groszowych” i przez to jakos tak producenci glukometrow/paskow mniej chetni sie zrobili 🙁

    1. shani

      @xyfka

      Achh, dopisuje ten produkt do mojej listy zaraz po zapalniczce Zippo 😀 To mnie utwierdza w przekonaniu, ze jednak warto Kindla. Jak rozumiem mozna szybko i sprawnie zamienic format ksiazki np. epub na ten kindlowski mobi? Wiem ze wiele stron sprzedaje od razu pakiet w dwoch rozszerzeniach, ale jakbym gdzies przez przypadek dostal tylko ten epub?

  2. jediwolf

    Książki czytam odkąd pamiętam. Fantastyczna sprawa 🙂
    Od jakiś 3 lat jestem posiadaczem kindle paperwhite. Na początku sceptycznie patrzyłem na czytniki, twierdziłem, że fizycznie w łapie mieć papierową książkę jest lepiej. Ale kumpel kupił sobie czytnik, chwalił strasznie. Mówię kupię i ja. I jestem MEGA zadowolony. Super sprawa. Oczywiście do tej pory czytam książki papierowe, ale jednak 3/4 książek to już na czytniku.

    Jedyna rzecz, która cały czas mnie wkurza to cena ebooków, która jest po prostu chora. Dlatego super inicjatywą jest np. bookrage.

  3. Private_dzban

    Wiem, że moje przyzwyczajenie jest coraz mniej racjonalne, ale lubię wejść do pokoju, podejść do regału i przejechać palcem po grzbietach książek. Po prostu tak mam, choć nie da się ukryć, że gdyby ebooki były w UE traktowane jako produkt a nie usługa, na którą jest nałożony 23% podatek, to prawdopodobnie kierowałbym się portfelem i niektóre tytuły kupowałbym w wersji cyfrowej. A tak skoro ceny porównywalne (tylko od czasu do czasu są jakieś konkretne przeceny) to kupuję papier, ze względu na wspomniane regały oraz przyjemność dotykania stron;). Niemniej dzięki za tekst, do tej pory jak poszukiwałem jakichś informacji to natknąłem się na większość zaprezentowanych danych, ale były one porozrzucane po różnych stronach, a tak będzie wszystko w jednym miejscu.

            1. urt_sth

              @furry

              Standard, tylko trzeba jakiś indeks wprowadzić, bo przeszukiwanie wzrokowe zawodzi.
              Na standardowych półkach dwie książki zwykle się nie mieszczą, ale klasyczne regały oraz wszelkiej maści pawlacze świetnie się nadają.
              Dobrze że czytam umiarkowanie, ze względu na inne “używki”, bo bym nie wyrobił z robieniem półek. Choć zaczynam myśleć o zabudowie wnęki na TV.

          1. Private_dzban

            @jediwolf

            O kurde serio jestem do tyłu… Co do resetu to jakoś podskórnie czułem że Mickey odstawi jakąś manianę, ale żeby coś takiego? Aż tak chcą usunąć całkiem nieźle skonstruowane struktury uniwersum, żeby nie być zbyt skrępowanym w tworzeniu dalszych części filmów? Pomysłów nie mam, żeby skumać o co im chodzi. Sugestie anyone?

      1. Private_dzban

        @bosman_plama

        Już myślałem, że w najlepszym wypadku wszyscy pomyślą “meh”, kiedy wyczytają takie wyznanie z mojej strony, a tu proszę, nie dość, ze nie “meh” to jeszcze znalazłem zrozumienie między innymi u TEGO bosmana_plamy! Jako dzban achievement whore odblokowałem samozwańcze osiągnięcie “bosman approves”, mam nadzieję, że się nie obrazisz;)

    1. furry Autor tekstu

      @Private_dzban

      Powiem tak, wczoraj układałem książki na regale po malowaniu i przeraziło mnie, ilu z nich nie miałem w ręku, od czasu kupienia i postawienia na półce. Taki “Lód” czy “Peanatema” to czasy jeszcze sprzed czytnika, więc przeczytałem, ale od lat kurzą się “Terror” i “Drood” Simmonsa, ich gabaryty skutecznie mnie zniechęcają.

      Może chodzi o to, że czytam głównie w komunikacji i “w praniu”, jak mówią gospodynie domowe, wyszło co wygodniejsze,

      1. Private_dzban

        @furry

        U mnie jednak potężny jest wpływ najbliższego środowiska, czyli rodziny. Mój ojciec ma ok 400 książek poświęconych jego zainteresowaniom, a jeżeli doliczyć resztę, to ok 700 tytułów gdzieś się w domu wala i kurz zbiera. Podobnie jak Ty i bosman_plama dostrzegam szeroko pojęte problemy logistyczne z ułożeniem dużej ilości książek, dlatego korzystanie z ebooków uważam pod tym względem za nieocenioną wygodę i komfort, ale no wiecie… ^^ Jednej z rzeczy jakich mi brakuje w wynajmowanym mieszkaniu, to właśnie wchodzenie do domu gdzie nie ma regałów pełnych książek i ciężko będzie to ze mnie wyplenić.

        PS. Wam też coś się rypie z układem strony? Widzę obok komentarzy numery (dobra rzecz!), ale prawy panel zjechał mi zupełnie na dół.

        Edyta
        Ok jest już git

  4. emperorkaligula

    a są jakieś księgarnie elektroniczne ? ostatnio kupiłem kilka książek (w miarę nowych) z wydawnictwa REBIS i z MAG – nigdzie na stronach wydawnictw nie widzę żadnych elektronicznych formatów… oczywiście te książki są do znalezienia w elektronicznym formacie w sieci, ale tylko dzięki mało legalnym grupom skanującym…

  5. Fantus

    W przypadku komentarzy pod tego typu artykułami robię szybki test:
    CTRL-F “zapach”

    Zawsze znajdzie się ktoś używający jakże wysublimowanego argumentu: “Ale ebooka nie można powąchać, a ja uwielbiam zapach nowej książki”.

    Czytanie książek +10 do lansu. Wąchanie książek +100!

    Gikzowy tekst przeszedł test negatywnie co tylko i wyłącznie dobrze świadczy o komentujących.

    A Kundel rządzi. Pozdrawiam.

    1. urt_sth

      @Fantus

      Niestety czasem trafi się taki “niezjadliwy” zapach druku, bo każda moneta ma dwie strony, podobnie z fakturą papieru, trafiają się przyjemne książki, a czasami to jak piszczenie kredą po tablicy.
      Po za tym głaskanie grzbietów niewiele odbiega od wąchania, więc co blog* to fetysze.
      PS. Grunt to, żeby plusy dodanie nie przysłoniły tych ujemnych.

      *na liczne prośby Qnia zaniechałem słowa serwis.

  6. maladict

    To ja też się chcę wypowiedzieć, odpowiadając przy okazji coponiektórym.
    Kindle jest fajny. Wiem bo posiadam, i zaraz po piecu stanowi dla mnie najważniejsze gizmo, ważniejsze nawet niż smartfon. Bateria trzyma fest, e-ink rządzi, na podświetlanie jeszcze się nie zdecydowałem. Pierwszy Kindel zakończył żywot po trzech latach działania, pół roku temu gdy upadł tak nieszczęśliwie, że nawet okładka nie pomogła. A to był ten pierwszy z zewnętrzną klawiaturą. Fajny był. Niestety, pan z czata wyjaśnił mi, że już ich nie produkują, nie wspierają i jedyne co mi zostaje to kupić nowy lub refurbiszowany za niższą cenę. Ale akurat była w markecie promocja, więc wziąłem tego najprostszego. Co prawda jako, że jest mały trochę niewygodnie leży w ręce, ale za to bez problemu mieści się w kieszeni kurtki czy bocznej spodni. Zakupy na Amazonie sobie cenię – książka przychodzi po kilku minutach. Brakuje mi sortowania, ale nie wgłębiałem się w instrukcję, bo i tak z miejsca sobie tworzę i wrzucam w katalogi. Potwierdzam, że do czytania komiksów się nadaje bardzo średnio – do tego lepiej mieć kindlową apkę na tablecie.
    A z zapachów to wolę świeżo otwarty booster do karcianki.

  7. szymoire

    Przyłączę się do chóru piewców kundla. Małe, lekkie, wygodne, nie to co książka 🙂 Największą zaletą jak dla mnie jest możliwość ściągnięcia i rozpoczęcia lektury kolejnej książki w ciągu minut a nie dni. Jeśli jednak okaże się nudna, to zawsze jest na czytniku wgrana jakaś nieprzeczytana jeszcze alternatywa. Czasem jak nie chce mi się czytać czegoś dłuższego na gikzie 😉 to wrzucam sobie na czytnik – jest taki miły dodatek do chrome “send to kindle”

Powrót do artykułu