Sześć gier z 2016 roku, przy których zarwałem nockę

Nitek dnia 27 lipca, 2016 o 9:06    27 

Zarywanie nocek w moim przypadku to pojęcie względne. Streamy do pierwszej ww nocy, nierzadko dłuższe, dłubanie po nocach w filmikach bądź tekstach, takie tam. A jednak było w minionym półroczu kilka przypadków, do których wracałem z bananem na twarzy po dodatkową porcję frajdy. I siedziałem potem prawie do bladego świtu. Prawie, bo gdybym siedział godzinę dłużej, ptaki na okolicznych drzewach rozpoczęłyby swój poranny koncert, a tego nie zniosę.

 Starbound

20160724135635_1Mięso świeżo wyrwane z lochów wczesnego dostępu, w którym hibernowało się dość długo, bo cykl produkcyjny Starbounda liczył sobie bez mała pięć lat. Pięć lat, w trakcie których odpaliłem grę raz, żeby zobaczyć co tam i odłożyłem na wieczne dojrzewanie z nadzieją, że może kiedyś skończą. I doczekałem się. To nie jest Terraria, to znaczy jest, ale wiele tu elementów, których szczerze mówiąc, nie spodziewałem się. Są zadania od NPC, wioski na jakie można się nadziać w czasie wędrówek, opuszczone szyby kopalniane, miasto, gdzie można uprawiać handel, legendarne bronie niczym w Diablo, statystyki postaci, farmy, zwierzaki, budowanie osad, linia fabularna, panie! Moim ostatnim nabytkiem są pędzelki archeologiczne, przez które latam jak kurczak bez głowy po wydrążonych przez siebie tunelach w poszukiwaniu skamielin i szkieletów, by wydobyć je i by w spokoju trafiły do muzeum. Znaczy na wystawkę gablot, które poupychałem w swojej chacie z pyłu księżycowego. Nie wiem na jakiej zasadzie to się odbywa, ale Starbound nie licho wciąga, choć na Steamie trafiają się negatywy, głównie od zawadiaków z dwustoma godzinami na licznikach, ale skoro jestem wolny bez uprzedzeń, kopię bez ustanku.

Firewatch

Firewatch (2)Przygodę od Campo Santo włączyłem na chwilę, zobaczyć o co chodzi, bo może bym coś na temat już mógł napisać? Wiecie. Skończyłem o czwartej nad ranem z oczami jak pięć złotych, mimo że nie jestem specjalnym fanem symulatorów chodzenia. Niemniej jednak Firewatch jest tak znakomicie napisaną opowieścią, że nie pozwala odejść od monitora po picie, a co dopiero przerwać historię na sen. Niewiele można powiedzieć więcej ze względu na potencjalne spoilery, ale jeśli jeszcze ktoś nie miał przygód w lasach Wyoming w koszyczku, może to dobry moment? Zwłaszcza, że gra została spolszczona, co podobno wyszło tip top.

Furi

Dziwny przypadek, na który czekałem nie tylko ze względu na rozgrywkę jaką miał zaprezentować, ale też na ścieżkę dźwiękową, którą nauczyły mnie słuchać indyki wszelkie. New Retro Wave, elektronika, ja miałbym słuchać? Idź pan! Tak bym rzekł jakieś dwa lata temu. teraz ślinię się na samą myśl, a OST Furiego jest moim przyjacielem i ww samochodzie, i w sklepie kiedy szlusuje wesoło między półkami na wózku z zakupami, tratując psychofanki laczków za dwapisiąt. Sama gra okazała się nielichą sprawą, oferując kilku szefów do rozpykania z pominięciem mniejszych leszczy. Takie Shadow of Colossus w neonowej oprawie, z przykręconymi śrubami poziomu trudności do parteru. Łkałem, płakałem ze szczęścia, raz po raz ześlizgiwałem się z krawędzi krzesła i wybuchałem w euforii nad kolejnym ciałem pokonanego wirtualnego przeciwnika. Do teraz łapie się na tym, że zagrałbym, ale skończyłem [*] 307 zgonów, 11h44.

Enter the Gungeon

Rolka, table flip, pew pew i zimną rybą z beczki ich! Osoby nie znające tematu wiedzieć powinny wiedzieć, że EtG to wdzięczny przedstawiciel roguelike’owych twin stickowych pełzaczy po lochach. Czyli śmigasz herosem bądź heroiną po losowo zestawianych pomieszczeniach i dezelujesz wszystko z drugiej strony ciepłej lufy. Nie jest to Isaac, a jednak gra stała się dla mnie niedoścignionym wzorem dla innych przedstawicieli gatunku, które wyskakują jak grzyby po deszczu. Sukcesu upatruje się tu w pięknym pixel arcie, niesamowitym chaosie jakim gra łachocze zmysły i modelem zniszczeń otoczenia, który cieszy. Dodatkowo zestaw broni idący ww setki, sekrety i wszystko co być powinno jest na swoim miejscu. Poza daily runem, jeszcze, ale może kiedyś. Zawiera lokalnego coopa, którego nigdy nie sprawdziłem, ale nie powstrzymało mnie to przed wbiciem pięćdziesięciu godzin na liczniku. A przecież jeszcze z tematem nie skończyłem.

Dark Souls III

Czterdzieści siedem godzin ciągłych śmierci, które prawie przekręciły licznik z trójką z przodu. Prawie. Laicy niech jednak się nie martwią, albowiem to zdecydowanie jedne z łatwiejszych Soulsów jakie możecie zagrać. Przy tym też najładniejsze i fantastycznie zaprojektowane, choć dostarczające mocne deja vu znającym Bloodborne. Łatwiejsze, bo jestem z serią od samego początku, jeszcze od Demon’s Souls, ale bossowie jakoś niespecjalnie dawali ww kość. Poza jednym. Ewentualnie siedmioma. Zabawa i tak była znaczna i mocno emocjonalna przede wszystkim, zostawiając po napisach końcowych ten uczuć pustki, kiedy kończysz grę po tak długim czasie i nie wiesz co ze sobą zrobić (loszek w Gungeon, jasne). Odkryłem też faktor x, sprawiający że DkS3 nie było tak trudne względem poprzedniczki. W dwójce wszelkie potki odnawiające zdrowie wymagały zatrzymywania się naszej postaci, co powodowało, że byliśmy bardziej wrażliwi na szlagi od przeciwników. Spróbowałem zacząć dwójkę, wersje rozszerzoną, na głodzie soulsowym i nie ruszyłem się z miejsca. Warto dać trójce szansę, nawet nie znając lub ewidentnie nie umiejąc wgryźć się w poprzedniczki. Niższy próg wejścia to niekonieczne zło dla wyjadaczy serii, ale stanowi świetny punkt wejścia dla nowych. Gdzie te rozszerzenia.

Death Road to Canada

bookstore

Nie wiedziałem, że wejdzie do ratingu, aż złapał mnie blady świt. Już za sam zwiastun DRtC zasługiwał na moje uznanie. Człowieku, jest człowiek-koń, jest dziesięć na dziesięć. A okazało się do tego, że otoczono całość na wskroś mocno arcade’ową rozgrywką przeplataną szerokiej maści wyborami odnośnie dalszej podróży. Gdzie? Do Kanady, gdzie zombie zaraza jest im obca. Kiedy akurat nie będziecie mieli dylematu czy strzelać do łosia, spać pod gołym niebem, rabować sklepu sportowego czy kafejki, w myśl chodzonej nawalanki o uproszczonym schemacie działania, zbierać będziecie zapasy do dalszej podróży na proceduralnie zestawianych mapkach. No i brali autostopowiczów, typów spod ciemnej gwiazdy, ale niezwykle przydatnych w dalszych bojach. Ściskaj w ręku kamyk zielonych, w drugim parasol i przeżyj. Powodzenia z tym, huehue. Diablo wciąga i można rzezać we dwóch w lokalnym coopie!

To oczywiście nie wszystkie i niejedyne tematy jakie spędziły mi sen z powiek. Ciekaw jestem Waszych. Łojezu zagrałbym w każdą z nich jeszcze raz.

Dodaj komentarz



27 myśli nt. „Sześć gier z 2016 roku, przy których zarwałem nockę

    1. furry

      @Probabilistyk

      Poszły mi do piachu dwie fest-drużyny, najpierw zginęło trzech LVL 5, czwarty wyciągnął wszystkie trinkety, ale dwie misje później cały mój B-team, czwórka LVL4, wszyscy poooszli i trinkety poooszły. Trzeba było nie chodzić po ciemku. Chyba bardziej mi żal tych trinketów 🙁

      Na razie odinstalowałem, na razie nienawidzę tej gry, 12/10.

  1. amonlb

    Starbound jest zajebisty! Wciąga jak cholera. Tym co mają po 200h na liczniku pewnie nie spodobało się czekanie 5 lat na wersję 1.0.
    Polecam sprawdzić tą grę teraz. Jest zupełnie inna niż przed 1.0. Trudniejsza, bardziej wciąga, mobilizuje do zbudowania bazy na planecie, a nie do trzymania wszystkiego w hangarze statku. Poza tym teraz wiele surowców jest trudno dostępnych i trzeba się napracować żeby je zdobyć. Do tego survival mode jest ciężki. Mobki biją mocno, jeść trzeba 3 razy na dobę żeby nie zginąć, każda wyprawa do wnętrza ziemi może się skończyć szybką śmiercią i dropem wszystkiego co wartościowe w inventory. Do tego każda śmierć to upuszczenie 30% posiadanej waluty, której nie da się nigdzie przechowywać w efekcie czego dorobienie się fortuny jest bardzo trudne.

    Jak dla mnie 5/5 a będzie 10/5 jak dodadzą więcej ciekawych aktywności. Może jakieś przygody w próżni a nie tylko na planetach. Albo atak jakiejś obcej rasy. Minibossy inne niż te z wątku fabularnego. Ewoluujące zwierzęta i potwory, które trzeba bić kupą bo w pojedynkę się nie da…. Oj mają chłopaki szansę na odpicowanie tej gry.

    Tylko na razie zabieram 4 gwiazdki i zostawiam ich z 1/5 bo FPS spadają do 10. Optymalizacja niby była ale nadal kuleje. Ludzie z mega sprzętem skarżą się na spadki fpsów. A ja wiem że ta gra może dobrze działać. Wersja z przed roku działała u mnie bez najmniejszej zacinki w pełnym oknie, z zoomem ustawionym na 2 i w dużej rozdzielczości. Teraz zoom mam na 4, rozdzielczość mniejszą i wyłączony vsync i gra ledwo zipie, a wiatrak w lapku zaraz odleci.

      1. amonlb

        @lupus_yonderboy

        Może i nie usunęli ale zdobycie go nie jest łatwe poza tym od 1.0 mam straszne spadki FPSów tak że nie da się grać. Więc ciężko mi dotrzeć do momentu gdy go znajdę. Z trudem przeszedłem drugą misję z głównego wątku w bibliotece po czym odpuściłem. Czasami mam 10fps… jeśli na ekranie jest pojawi się jakiś NPC. Zabawne, że w wersje nightly ciąłem aż miło bez większych lagów.

        1. lupus_yonderboy

          @amonlb

          potwierdzam, bezproblemowo grałem na lenovo x200 z 2GB ram, teraz na domowym i5 i 8GB ładuje się dość długo, na laplu nie da się grać, choć przeczytałem, że ponoć można wyciąć tła w plikach konfiguracyjnych i wtedy jest gites. No cóż, jak nie to będę musiał kupić nowszego lapka do pracy.

  2. Klucznik

    Dark Souls 3. Piękna sprawa jak dla mnie, betonowego pecetowca. I tak, potwierdzam, że gra jest łatwiejsza niż wszystko co do tej pory w serii, więc faktycznie każdy kto się odbił od wcześniejszych Soulsów, a tęskni jednak do gier wymagających czegoś od gracza, niech śmiało próbuje powrotu do tematu za sprawą trzeciej części. Pewnie łyknie tym razem i to bez popity. Gra jest szybsza (bliżej do tego co widać w Bloodborne), IMHO bardziej nastawiona na atak niż obronę w porównaniu do poprzedniczek. Oczywiście fakt, że niektórych szefów przechodzi się praktycznie z marszu może trochę boleć wyjadaczy, a nowi gracze natomiast zaczną się zastanawiać ile jest prawdziwych historii o trudności Soulsów, to zabawa jest i tak godna polecenia dla każdego.

    Ogromnie dla mnie ważne jest, że sterowanie przy pomocy myszki i klawiatury w tej części ma jakikolwiek sens. Warto mieć to na uwadze, jeśli również cierpicie na brak kompatybilności z konsolowymi padami. Zetsu i Revant też chyba ogrywają bez pada, więc to dodatkowy dowód, że się da. Ale by nie było zbyt kolorowo, to powiedzmy sobie wprost, że seria dalej ma najgorsze konsolowe menusy i nawigacje po nich jaką w porcie na PC widziałem. No i zapomnijcie, że na ekranie zostanie wyświetlony jakikolwiek przycisk klawiatury gdy gracie na blaszaku – gra radośnie raczy nas w każdym momencie przyciskami od xboxowego pada, co sprawia, że początkowa nauka ruchów i ciosów, to zabawa w ciemno. 😉

    A i bym zapomniał o Starbound – recenzji na steamie nie napisałem (mam tylko te 12 godzin, pewnie po 20 można bez ostracyzmu na piszącym ;)) choć od 2014 roku myślałem, że twórcy uciekli z kasą (w życiu nie czekałem tak długo na patch z jakąkolwiek zawartością w grze z EA). Pewnie teraz jest super zabawa, ale mi się już odechciało, chyba wyrosłem z tematu od tego czekania. 😉

      1. thewhitestar

        @brum75

        Czemu na smutno? Po prostu nie ma dla mnie póki co za bardzo gier. Te które chciałem to mam (Steamworld Heist, Krew i Wino, Battle Brothers), na kilka czekam aż wyjdą na PS Vitę (Starbound, Salt and Sanctuary, Hyper Light Drifter)… Po prostu bida z nędzą z tymi nowymi grami, a mam dużo zaległości z którymi walczę i wystarczy 😉

          1. thewhitestar

            @Klucznik

            Jeśli mam być szczery to wiele nie pograłem, ledwie kilka walk, bo za często wychodzą aktualizacje. Minimum raz w tygodniu, co się oczywiście chwali, ale jednak wolę przeczekać aż się trochę uspokoją 😉 W skrócie to takie ińsze Darkest Dungeon, z tym że jakby bardziej rozbudowane. Ma bardziej kompleksowy system rozwoju postaci i ekwipowania ich (od ekwipunku zależy jakie będą mieli skille ataku, a są jeszcze bronie poboczne typu: siatki etc., dające dodatkowe opcje taktyczne, także jest trochę kombinatoryki), możliwość dowodzenia dwunastoma wojami na polu bitwy jednocześnie (do 16 w rosterze), wielki otwarty świat. Na pierwszy rzut oka wygląda naprawdę spoko. Jak ktoś lubi spokojne, taktyczne gry, zarządzanie drużyną, zbieranie lootu i expa to może wsiąknąć.
            Jedyny minus jaki mogę na ten moment wymienić to brak jakiegoś większego, głównego celu/wątku etc.. Choć te zadania które są, są spoko. Fajnie napisane itd, tylko mimo wszystko chciałbym mieć ostateczny cel do którego bym dążył. Mam nadzieję jednak że twórcy się tym zajmą, patrząc jak gra z tygodnia na tydzień się zmienia, choć nie wiem jakie mają dalsze plany na rozwój.

  3. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Ech. Jak ja bym chciał na czymś zarwać nockę… W sumie ostatnio to najbliżej było Wiedźminowi, wiadomo. Ale i tak po jakimś czasie albo wkurzony rzucałem padzikiem albo po prostu kulturnie sejwa robiłem i szedłem spać. Oczywiście mógłbym narzekać na to że gry “dziś już nie takie jak kiedyś” ale obiektywnie stwierdzam że to musi mieć coś wspólnego z dwoma pierwszym cyframi peselu…

  4. larkson

    Jako, że mam urlop, to mam od cholery czasu na granie, a grać zdecydowanie mam w co. Teraz męczę DLC do Dishonored, wczoraj odpaliłem też pierwszy raz Tesla Effect: a Tex Murphy Adventure i o dziwo bawię się przy tym nieźle, ja, koleś, który stosunkowo niedawno dowiedział się kim jest Tex Murphy. Jak mnie złapie ochota na granie w starocie, to sprawdzę też wcześniejsze tytuły z Texem. A do zdjęcia z półki wstydu mam jeszcze Limbo, Pillarsy, Oxenfree, Raymana Origins, Batmana Arkham Knight (podobno już dobrze działa na PC…), Bayonettę i Heavenly Sword. Starbounda też mam od kolegi (i never asked for this) i może też zbadam.

    1. Zebulah

      @larkson

      Potwierdzam, Batman: Arkham Knight działa już dobrze na PC. Gram co prawda na ustawieniach niskich bo dysponuję na razie tylko GTX 660 2GB i 8GB RAM, ale wedle wbudowanego benchmarka, średnio 40 klatek jest. Jedyne kilkusekundowe przycięcia zdarzają się podczas przechodzenia z wyspy na wyspę co specjalnie nie przeszkadza.
      No i po obejrzeniu na tubie porównania ustawień niskie/średnie/wysokie widać, że nawet na niskich gra wygląda przednio więc nie ma się co spinać i tracić płynności kosztem kilku detali.

    2. Beti

      @larkson

      Ano, byłam w szoku jak zobaczyłam, że grasz w L4D2 :> Aż łezka zakręciła mi się w oczku 😀

      Ja za to teraz nabijam levele w Evolve Stage 2 i dalej w Killing Floor 2. Jak na początku wiało nudą od ES2, tak teraz wciągam się coraz bardziej 🙂 Psycho mówił, że gikzy w to grają. Trzeba by było wspólnie zagrać w piątek! 🙂

      1. larkson

        @Beti

        Muszę cię rozczarować. To brat grał z koleżkami w L4D2 😛

        @Zebulah

        Teraz odpaliłem AK i też mogę to potwierdzić, 40-60 klatek w zależności od sytuacji. Chociaż chciałbym ustawić tekstury na większe, bo niekiedy to one troszkę straszą, ale w ogólnym rozrachunku gra wygląda fenomenalnie.

  5. lemon

    Ja ostatnio prowadzę nieco koczowniczy tryb życia, więc granie tylko mobilne. Fallout Shelter jest świetny, Star Wars Galaxy of Heroes też daje radę, aż nie nadążam z wypełnianiem dziennych zadań, bo czasu mało. Może nawet napiszę o niej coś więcej.

Powrót do artykułu