Secret Service #1(97) – Plażo, proszę…

moleskine0 dnia 16 października, 2014 o 12:00    28 

Nie rzuciłem się od razu na nowy Secret Service, gdy pojawił się w kioskach. Odczekałem może tydzień.

Kupiłem w końcu, wpierw przeczytawszy zdawkowe opinie czytelników, przeróżnych portali growych i medialnych, a także wysłuchawszy opinii znajomych graczy, którzy, podobnie jak ja, na SS się ongiś wychowali. Opinie – w każdym medium – były bardzo podzielone. Od zachwytu nad powrotem legendy po bardziej chłodne, wręcz krytyczne zdania o odgrzanym kotlecie i braku świeżości. Kupiłem i przebiłem się przezeń od deski do deski. I nie powiem – momentami bardzo się zmuszałem.

Disklejmer: Ten tekst jest arcy-ultra-subiektywny. Jak każda recenzja zresztą, czy opinia na temat czegokolwiek. Nie prezentuję tutaj odczuć całego Gikza, konia czy innych zwierząt parzystokopytnych, które streamują na Twitchu.

TECHNIKALIA

Skład magazynu. Dział DTP naprawdę się w tej materii postarał. Numer wygląda ciekawie, a samo łamanie stron i tekstów stoi na wysokim poziomie. Zdarzają się oczywiście dziwne rozwiązania, jak wstępniaki wydawcy i naczelnego, łamane do lewej, gdzie pojawiają się zatrważające ilości światła, ale ogólnie numer wygląda schludnie i świeżo. Coś, co bardzo przeszkadza mi np. w lekturze CDA, czyli kolorowe tła i jasna czcionka, swoiste przeładowanie obrazem, tutaj nie występuje i za to ode mnie duży plus. Nie rozumiem też zarzutów Gamezilli odnośnie stosowania dużej ilości boldów. W KGB było tak zawsze i wydaje mi się, że akurat ta część czasopisma powinna pozostać nietknięta, niech tchnie przeszłością.

Korekta. Jako, że zajmowałem się tym tematem długie lata (i tak, wiem znajduje się sporo literówek i błędów w moich tekstach, ale to zupełnie nie to samo, co rasowy proof reading :)), kilka rzeczy w oczy mnie kole. O ile literówek nie wystrzega się dzisiaj żadna prasa i portale, o tyle upartość stosowanie pewnych błędów tylko dla widzi-mi-się twórców – tego nie rozumiem. Przykład? Gamescom. A raczej “gamescom” w nowym SS. Nie, nie ma tam dużej litery. Dlaczego? Bo po prostu tak. Stąd wniosek – przystanek woodstock, heineken open’er festival, rock am ring i innego rodzaju imprezy, z polconem, comic-conem i innymi włącznie, piszmy z małej. Bo to przecież lepiej wygląda. Plażo, proszę…

Papier. Magazyn wydany jest… cóż, fajnie. To będzie odpowiednie słowo. Bo niestety czterech liter nie rozrywa. Środek jest ok, jakość papieru i gramatura jak najbardziej na poziomie. Problem mam za to z okładką. Zrobiłem mały test, na ostatniej stronie. Paznokciem próbowałem porysować ten matowy papier. I udało się, niestety, poszło bardzo łatwo. Wybór matu jest dla mnie dziwny, bo za miesiąc ten numer będzie wyglądał, jak jeden z archiwalnych. Wystarczy gdzieś go nieporadnie położyć, albo przejechać od niechcenia ręką po okładce i zostają ślady. Dla kolekcjonerów – minus jak pas startowy, dla mnie – meh, po prostu niedopatrzenie wydawcy.

TREŚĆ

Przechodzimy do tematu nieco trudniejszego. Dla mnie problemy techniczne, jakość papieru czy korekta i dziwne błędu to kwestie drugorzędne, jeśli wszystko inne się zgadza. A w nowym SS niestety się dla mnie nie zgadza.

Exclusive numeru – Vanishing Ethana Cartera… Zapowiedź, że graliśmy pierwsi, że nasz redaktor jako pierwszy mógł skończyć grę, to zapowiadało fajny, obszerny materiał na temat arcyciekawej gry. Co dostajemy? Ledwo materiał z pierwszych wrażeń. Rozumiem chęć nie spojlerowania, ale Krupik zrobiła coś, czego chyba nie powinno się robić – nie powiedziała o grze tak naprawdę nic. Ani to konstruktywna krytyka, ani konstruktywna pochwała. Zero szczegółów odnośnie mechaniki (prócz wtrącenia o łamigłówkach i tym, jak wygląda przeszukiwanie lokacji), z recenzji wynika, że to de facto gra bez słabych stron, choć o mocnych stronach też wiemy z niej niewiele. Gdybym nie wiedział o Vanishingu nic innego, nie byłbym zachęcony do zagrania. A szkoda, bo to koń pociągowy numeru dla ludzi nie związanych nigdy z SS.

Wtopa numeru – tekstowo? Jest ich kilka, dużych i małych. Po pierwsze – relacja z Gamescomu, tfu, z gamescomu. Wiem, że celem było opisanie wrażeń, a nie gier. Ale jednak… relacja, w której czytam głównie o tym, jak to starzy jesteśmy, jakie te hostessy rozebrane, jacy ci 12-letni dziennikarze i youtuberzy dziwni… to mi zakrawa na tekst w stylu “za starej pierwy było lepiej”. Gamescom wypadł w tej relacji jako impreza przede wszystkim nudna, dla wymagającego gracza mało interesująca, na której dominują dzieciaki i rozbieranki. A wcale tak nie jest, szczególnie, gdy ogląda się (a mnie się w tym roku zdarzyło) materiały topowych youtuberów Europy na temat tej imprezy.
Druga poważna wtopa? Recenzje gier mało świeżych – jak Tale Of Two Brother na przykład. Serio? Naprawdę koniecznie po tak długim okresie czasu pisać trzeba recenzję o tej grze? Wszystko już o niej wiadomo, naprawdę. Kto chciał, dawno zagrał, kto chciał, dawno poczytał. Dziwny wybór.
Jeśli chodzi o wtopę w postaci dziwnej zawartości, to prócz mało świeżych recenzji numer zawiera jedynie mało ciekawe przekroje. Ważne sagi świata gier, przełomowe tytułu, podane są raczej w postaci artykułu na Wiki, a nie rajcującego tekstu. To raczej kompilacje faktów i wypowiedź, syntezy wydarzeń, a nie faktyczny in-sight redaktorów. Trochę szkoda, że przy całym human touchu tego numeru (a jest tego pełno, w każdym wywiadzie, w co drugiej recenzji), akurat przekroje się nie udały.

Mocne strony – na pewno teksty niektórych z dawna zapomnianych przeze mnie nazwisk. Krupik mimo wszystko warsztatowo pierwsza klasa. Krooger – podobnie, poziom i treść zasługują na najwyższe pochwały. Materiał o powrocie SS również przykuwał uwagę, był bardzo dobrze napisany. Miło było także wrócić do KGB i Przecieków, w dodatku kolor papieru na tych stronach taki klasyczny, aż łezka w oku się pojawiła. Jak widać jednak, mocnych stron jest dużo mniej, niż tych słabszych momentów.

OGÓLNIE, DO KUPY, ZUSAMMEN

Zaznaczyć trzeba, że to co napisałem powyżej, to czysto subiektywne odczucia. Kto inny może uważać, że co innego stanowi o sile lub słabości nowego numeru SS i trudno się temu dziwić. Z powrotem tego czasopisma wiąże się wiele przyjemnych spraw – ruch na rynku, ludowe powstanie graczy do crowdfundingu tego przedsięwzięcia, czy rasowy “trip down the memory lane“. Niemniej jednak odsuwając na bok to, czym miał być SS w mojej głowie, muszę przyznać, że jestem zawiedziony. Warsztatowo – jeśli chodzi o teksty – tylko niektóre tak naprawdę mnie poruszyły, przez inne przebijałem się, bo chciałem zaliczyć ten numer od deski do deski. Język niektórych autorów grubo zakorzenił się w latach 90-tych i taka jest też ich fraza dzisiaj. SS nie zastąpi internetu, nie będzie nawet dla niego alternatywą. Za dużo, jak dla mnie, tekstu z przerośniętym ego autora. Human touch to jedno i trzeba to doceniać, te starania włożenia ambitnej narracji odautorskiej nawet do wywiadów, jednak gdy każdy z nich tak wygląda, robi się już trochę dziwnie. Przekroje… tutaj sprawa trudna, bo widzę, co chcą osiągnąć i pomysł jest dobry, jednak wykonanie moim zdaniem należy uznać za dość słabe. I nie dlatego, że za mało tam konkretów czy za dużo faktów. Dlatego tylko, że mam nieodparte wrażenie, że nie ma w tych tekstach miłości do tytułów, w które się grało. Dorzućmy do tego strzały w kolano, jak exclusive, który nie został do końca wykorzystany, fatalna (moim oczywiście zdaniem) relacja z targów Gamescom i mamy produkt, który budzi naprawdę skrajne emocje. Ja niestety muszę stanąć po stronie narzekaczy. Czego innego się spodziewałem, niestety. Czytając teraz, po czasie, wypowiedzi twórców nowego-starego SS, którzy zapowiadali, że zrobili pismo, które sami chcieliby czytać, trochę się temu nie dziwię. Oni naprawdę chcą je czytać. Problem w tym, że w obrazku nie zmieścili innych czytelników.

Czytaj, lajkuj, szeruj

Dodaj komentarz



28 myśli nt. „Secret Service #1(97) – Plażo, proszę…

  1. Nitek De Kuń

    Nadal nie przeczytałem do końca. SS jest u mnie w jedynym słusznym miejscu, córa poprawiła logo (huehue), ale doczytać tego nie mogę. Wczoraj czytałem o ekstremalnym Cannon fodderze w którym wszystko było ekstremalnie ektstremalne. Włączając w to obrazki rozciągnięte jak ofiary Inkwizycji na kole, po prawej stronie artykułu. Wygląda to jak zabawy w paincie, a i tak, co udowadnia MTP, można lepiej.
    Chciałbym to już upuścić do wanny, w duchu ciesząc się, że wychodzić będzie co dwa miesiące dając mi wystarczającą ilość czasu na lekturę.

    Choć mnie nie kupili. Wcale. To nie wiem czy sięgnę. Wątpię.

  2. nacho66

    Mialem ‘przyjemnosc’ poczytac troche ta gazetke i mam bardzo podobne odczucia. Rowniez szczegolna moja uwage zwrocil bardzo slabiutki tekst o Carterze (nie nazwe tego recka) i tekst bez tresci z Gamescomu (na dodatek dosc krotki jak na relacje). Z reszty tekstow czytalem tylko kilka, bylo juz lepiej, ale ogolne wrazenie nie jest zbyt dobre. Jakies takie dziwne poczucie humoru (a moze zle to interpretuje i tego humoru po prostu brak) bije od niektorych tresci, jakby sie redakcja zakotwiczyla w latach 90ych. Przeciekom (o ile dobrze zapamietalem nazwe sekcji, chodzi mi o odpowiedzi na pytania z internetow) brakuje luzu jaki towarzyszy np AR w CDA – choc to akurat oczywiscie kwestia gustu

    1. bosman_plama

      @gyenia

      Fakt, nawet gdy kupowałem CDA, to go nie czytałem:P. A SS mimo wszystko spróbowałem. Nie, żebym wył ze szczęścia, z większością zarzutów się zgadzam. Ale liczę na to, że załoga złapie drugi oddech, otrzepie się z kurzu, który przysypywał ją od lat i zacznie ostro grać w gry, by o nich pisać. Nie mam nic przeciwko pismu, które będzie starało się pogłębiać temat znanych tytułów. Nie wierzę w jego powodzenie, ale kupić kupię.

      1. moleskine0 Autor tekstu

        @bosman_plama

        O to, to, to! Ten pierwszy numer trochę mnie otrzeźwił z myślenia o pewnym sukcesie SS na rynku. Czy sam będę kupował następne numery – trudno powiedzieć, ostatnio ograniczyłem fajki, więc może warto na coś wydać te pieniądze. Na pewno mam jednak poważne wątpliwości co do przyszłości tej rezurekcji starego pisma.
        Podobnie jak niektórzy powyżej, nie czaję poczucia humoru, a kiedyś było dla mnie szczytowym osiągnięciem polskiej prasy growej. I choć argument o pogłębianiu wiedzy o tytułach znanych i lubianych popieram i uważam za duży plus nowego SS, to jednak – tak jak pisałem w tekście – bardzo mi brakuje choć odrobiny odejścia od prawie wikipediowskiej treści. Są fakty, postaci (często zupełnie nieuporządkowane, jak w tekście o studiu Sierra, gdzie panuje chaos), ale brak jakiegoś takiego polotu.

        1. Nitek De Kuń

          @moleskine0

          W tekście Sierry jakiś jemioł (skoro oni piszą o czytelnikach per kretyn… ) wstawił obrazek i zaspoilował zakończenie Gabriela Knighta. “W zakończeniu GK coś tam coś tam”. Ręce mi odpadły.
          Gabriela, którego o niebo lepsze wydanie odświeżone wyszło wczoraj, więc i dla starcy co zapomnieli i dla nowych co może zagrają.

          Winszuję.

  3. aryman222

    jestem starym dziadem po 30tce, ale wydaje mi się niesamowite, że ktoś jeszcze chce czytać o grach na papierze 🙂 w XXI wieku! tyle wspaniałych treści jest tak łatwo dostępnych i darmowych, a ludzie płacą za przeterminowane, niewygodne w użyciu (papier?!?) treści o dyskusyjnej jakości… sentyment is a plaża! ale na ile numerów to wystarczy? 2-3-5? moim zdaniem SS nie przetrwa zbyt długo…

    1. moleskine0 Autor tekstu

      @aryman222

      Papier się broni. Newsweek w Stanach po ogłoszeniu chyba 2-3 lata temu, że przechodzi na e-booki i internetowe wydania po roku wrócił do papieru i tylko papieru. Oczywiście, nie znaczy to, że nie ma kryzysu na rynku wydawniczym – papierowym i nie-papierowym. Ja mam nieodparte wrażenie – po lekturze SS – że panowie minęli się o jedno pokolenie graczy. Do tych, którzy wtedy wielbili SS i inne pierwotniaki polskiego rynku, a dzisiaj są już przyzwyczajeni do innego rodzaju języka i przekazu, nie trafiają, bo choć na raz czy dwa jest to podróż sentymentalna, do na dłuższą metę męczy. A dla młodych – takie podejście do gier to już niemal archaizm.

      1. aryman222

        @moleskine0

        polityka, ekonomia to jednak trochę inna kwestia. sam raz na jakiś czas kupuję papierowe wydanie “Nesweeka”, czy “Angory”. gry natomiast są tak bardzo związane z siecią, że już nie wyobrażam sobie jakichkolwiek opóźnień, czy czytania w wersji papierowej. swego czasu kupowałem CDA (dla gier głównie), aż zauważyłem, że nie mam kiedy przeczytać tego papieru, bo nawet w komunikacji miejskiej wolę dłubać w telefonie…i tak się rozstaliśmy – ja i papierowe magazyny o grach.

        1. Probabilistyk

          @aryman222

          Ja osobiście jestem nieco wycofany jeśli chodzi o nowości. Fajnie jest sobie poczytać niusy o nadchodzących premierach, ale przyjąłem zasadę STOP PRE-ORDEROM i prawdę mówiąc wolę kupować gry na wyprzedażach (więcej niż 6msc po premierze). W takich momentach opóźnienie w przeczytaniu recenzji nie jest żadną wadą. Ponadto widzę, że i tu nie brakuje zacnego grona, które nie rzuca się na wszelkie nowości.

    2. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

      @aryman222

      Nie żebym skakał do góry z okazji premiery SS i nie o papier mi się też rozchodzi, ale…

      “tyle wspaniałych treści jest tak łatwo dostępnych i darmowych”?!

      Gdzie te wspaniałe treści można przeczytać? W ilości większej niż 3-4 na miesiąc? Jakiś link?

      1. aryman222

        @sunrrrise

        zależy kto czego szuka i co uzna za wspaniałe. ja w kwestii gier szukam głównie dobrych, pomocnych recenzji oraz opinii, a nawet informacji, które pozwolą mi oddzielić ziarna od plew. gry to zabawa i relaks, nie zależy od nich moja przyszłość, czy egzystencja gatunku; nie szukam zatem tak dogłębnych i holistycznych analiz jakie interesują mnie w zakresie polityki, ekonomii, socjologii, techniki, nauki itp. dobra recenzja, fajne “pierwsze wrażenia” – to mi wystarczy. jakiś obszerny poradnik typu “najlepsze mody do ….”, albo reportaż z wyprawy do cenionego przeze mnie studia deweloperskiego i klaskam uszami z radości. jakiś ambitny tekst np. analizujący wpływ Dooma na gatunek FPS? sorry, ziew. wolę grac niż czytać o graniu. ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że nawet recenzje mniej przemawiających do mnie tytułów zaczynam czytać od podsumowania i oceny liczbowej…

        stron dostarczających to czego szukam jest masa, zdarzają się tam czasem prawdziwe dziennikarskie perełki (np. ostatnio na Eurogamerze opis czarnego rynku handlarzy statkami w Star Citizenie).

        jest jeszcze kwestia zainteresowań – redaktorzy SS mogą umieść 10 wspaniałych artykułów, z których każdy ma swoich czytelników. tylko ile z nich akurat trafia w moje zainteresowania? w internecie klikam to co mnie ciekawi, więc powrót do archaicznego konceptu zakupu magazynu, żeby z 10 artów przeczytać 2 mnie interesujące uważam za marnotrawstwo pieniędzy i papieru/lasów.

  4. MHT

    ja im daję taryfę ulgową, bo mam gdzieś świadomość że wystartowanie kosztowało dużo energii i pracy, ze 3 numrty pierwsze mają u mnie zielone światło, dopiero potem będę oceniać 🙂 generalnie uważam że nie powinno się oceniać pisma po jednym numerze

  5. luk0i

    A ja kupiłem ale nie ruszyłem… Pamiętam jeszcze stare wydania. Po części stamtąd brałem wiedzę na tematy różne (np, manga/anime). Kupiłem, żeby wesprzeć markę ze wspomnień ale nie chcę sobie psuć tych wspomnień….

    Jestem bardzo ciekaw, czy przeczytam nową Magię i Miecz. Na kompie leży mi już kawałek i jeszcze się nie zdołała przesączyć na Kindla… 😀

    wiem, gupi jestem, ale wiek ma swoje prawa 😀

Powrót do artykułu