Polatane w Oculusie – Elite: Dangerous

Nitek dnia 14 listopada, 2014 o 16:42    28 

Barbrakan, Floriańska, Mariacki, rynek, armia zdezelowanych gołębi zraszających co popadnie, Wawel, smok, Kraków. Dupa tam Kraków, wszyscy go widzieli. Lataliśmy w Elite Dangerous odziani w dev kit 2 Oculus Rifta. Zerwało gacie.

Mieliśmy nielimitowany czas, kiedy otworzyły się drzwi do pokoju hotelowego nr 106. Pod Różą. W środku czekali na nas Michael Gapper – PR manager i Eddie Symmons producent z Frontier Developments. Ze wzgledu na wszystko, wiedziałem, że nie możemy zadawać trudnych pytań. Głównie dlatego, żeby się nie rozgadali, bo przecież obok stało mięso właściwe. Przenośny pecet z GTX 980 na pokładzie i osprzęt wpędzający w długi każdego, kto raz przy nim usiądzie. Oculus i gały, które rozpoznać jednym łypnięciem jest w stanie tylko sam Szata… Makbeton.

IMG_0004

Tak serio, to se nie zapisałem co to było dokładnie.

Nie było hostess z opiętymi pupami, a i tak nosiło nas na krzesłach, żeby wybiegać z tym sprzętem. Jenakowoż wymieniliśmy co nieco poglądów na temat Elite, jak i sprytnie wyłudziłem informacje tak ważne dla niektórych. Tak, będą bardziej złożone misje niż popierdółkowate wycieczki z planety A do planety B. Każdorazowo inne przez losowe ich generowanie. Przykład misji ala Boba Fett, w której ścigamy wyznaczony cel, stotnie był interesujący. Oto rzekomy bandyta po drugiej stronie laserowej dzidy może próbować wpuścić nas w maliny wmawiając nam swoją niewinność. A my dobrzy jesteśmy, bo dobre z nas człowieki, więc decydujemy się pomóc biedakowi, który od tygodnia dryfuje w przestrzeni zjadając kosmiczne ślimaki. Leciimy we wskazane miejsce zebrać dowody świadczące o jego niewinności, a potem do federacji, przedstawić swoje racje. Co następuje potem? Cóż, nie jest powiadziane, że będzie dobrze. federacja to biurokratyczna sucz i niekoniecznie z uśmiechem na twarzy przyjmie podważanie autorytetu. Srogo, bo nasze stosunki mogą się oziębić, a i nagradzać śmiercią przy kolejnym spotkaniu. To z kim zadrzesz to Twój biznes.

Tak, pojawią się większe statki niż jednoosobowe myśliwce. Nie, raczej nie będzie możliwości ich sterowania, szkoda. Raczej, bo jednak wyliczone jest, że do obsługi takich gigantów potrzeba by było z piętnastu graczy. Nie powiedziałem, a mogłem, że to była znakomita sprawa, bo przecież taki FTL bawi do dziś.

Frontier nie lęka się pustek w tak przepastnym kosmosie upstrzonym planetami i inszymi niespodziankami. To wszak 400 bilionów systemów. Prawdopodobnie rozgrywka dla wielu graczy skupi się w kilku systemach głównych, podczas gdzie ci lubujący się w eksploracji i bycia wszędzie pierwszym, oddadzą się tym procederom z lubością, być może nie nękani przez nikogo. Być może, bo poza grającymi, wszelkie losowe zdarzenia mogą wysłać nas w niebyt.

IMG_0011

To oraz fakt, że Elite będzie miało zaszyte weń jakąś historię. Być może nie tak standardową, o wyraźnym początku i końcu, ale Frontier Developments dostarczą nam powodów byśmy chcieli przemycać medykamenty z drugiej ręki na wymierające planety, wodząc nas na pokuszenie. Dość ambitna realizacja przed nimi, bowiem będą rozsyłać na bieżąco newslettery opisujące poczynania grających w galaktykach. Jesteś najbardziej poszukiwanym zbirem w czterech systemach? Zostaniesz tam wymieniony wraz z dopiskiem ile warta jest Twoją śmierć. Bądź pewny, że chętni się znajdą. Podczas ostatnich wydarzeń faktycznie newslettery szły regularnie, ale nie zwróciłem na to większej uwagi. Już na pewno nie połączyłem faktu, że to narzędzie narracyjne. Jak szybko będą rozpisywane kolejne wątki? Póki gra nie wyjdzie z bety, a przecież premiera jest 16 grudnia, jeszcze nie wiadomo. Gdzieś w romowie pojawiło się też porównanie do szycia opowieści rodem z DayZ. Nie może być inaczej w grze zasiedlonej głównie przez graczy, a nie oskryptowane AI.

A już w ogóle wizje dynamicznie zmieniających się warunków handlowych na poszczególnych stajach kosmicznych i opisówki zasadzek na innych graczy, których swoją drogą w Elite jest teraz pełno, porwały. No bo, nie da się opracować jednej jedynej lukratywnej trasy przewozu. Przecież nie jesteśmy sami. Wystarczy drugi huncwot, który powiedzmy z newslettera wyczyta, że w takim a takim systemie pilot Nitek narobił tyle hajsu, że tydzień nie lata. Wtedy odtworzy tą trasę, on i kilku innych, którzy zamiast napadać na tych już handlujących, lubują się w dostarczaniu. A wtedy warunki rynkowe przez wzgląd na nasycenie towarami w danych systemach zmienią się i wszystko przestanie się opłacać. Dynamicznie zmieniające się warunki handlowe, frakcje, sojusze, wciąganie w zasadzki w nad przestrzeni innych graczy, trolling przez komunikację, epizodyczne historyjki, góry sprzętu i modyfikowane statki. Kurde.

Nie jest powiedziane, że będzie tak w przypadku Waszych rozgrywek, bo przecież nie musisz parać się handlem, nie musisz atakować wszystkich (mnie nie!), możesz być górnikiem, wydobywać mineralki. Możesz być wszystkim po trochu, ale gdyby takie pragnienie ożyło, nie należy się spodziewać, że życia na to starczy.

Ci bardziej wrażliwi na temat, mogą drzemać spokojnie. Póki co na konsole Elite nie idzie. Póki co, ale być może.

IMG_0016

Boże, jak mi ręce świecą, czyli co ten Oculus

To moje drugie posiedzenie w goglach VR. Pierwsze opisywałem Wam jakiś czas temu i dość powiedzieć, że było fajne, ciekawe, nowe, tak nie zerwało spodni. Elite z całym tym osprzętem to inna para kaloszy, nawet mimo tego, że obecnie gogle to żadne fullHD, a jakiś zeskalowany obraz low res. Mocno się musiałem nachylać wgłąb kokpitu, żeby ogarnąć niewyraźne czcionki. Kij z tym tak po prawdzie na tak krótkie posiedzenie.

Lataliśmy na misjach treningowych, tych samych, które znacie z Podaj Dalej, wiecie, tej akcji w najlepszym (gikz.pl) miejscu (gikz.pl) w sieci (gikz.pl), gdzie można dostać dostęp do konta na tydzień (gikz.pl). Co prawda akcja jak i beta dobiegają końca, a kto nie chciał ten trąba.

Na pierwszy rzut podstawy walki. Mocno reprezentatywna misja, bo w trzy sekundy łapie na haczyk zachwytów, achów i mokrych rąk od tego jak to, kurde felek, znakomicie wygląda. Pościg za delikwentem w pasie asteroid sprawił, że chcę wyrzucić mój monitor za okno, tak biednie odtwarza obrazy 3D. Mało tego, kalibracja, chyba Track IR i rozglądanie się. Lewo, prawo, pełna dowolność. Na tych bardziej skomplikowanych etapach porzuciłem już zerkanie na wszelkie przyrządy do namierzania zachłyśnięty radochą patrzenia przez szybki kokpitu w górę i lokalizacji przeciwników po pasie dymu zawieszonym w kosmosie. Jezusie, jaka frajda, jak dobrze. I jeszcze szybki look, tam, tam w górę, kurde! Krzrzrzrz, tak kark strzelił.

A już buty mi spadły, kiedy szukałem odpowiednich przycisków, by zarzucić przeciwnika deszczem rakiet ii zerkam w stronę wajchy z prawej. Jezus Chrystus jak mi się ręce świecą! Cholera jasna, ja mam tam nogi! Ja cię nie mogę moje ręce w skafandrze. Brakowało tylko mocno wygodnego fotela, żeby już w ogóle stamtąd nie wychodzić. Kopareczka na ziemi, piętro niżej. I reakcje aktywnych pulpitów, kiedy na nie się spojrzało w połączeniu ze światłem odbijającym się z pobliskiej planety, wpadającym oświetlającym przyrządy kokpitu. I moje nogi. No kurde, rewelacja. A już w ogóle przez muzykę sączącą się do uszu, przeplatanej mruczeniem silnika mojego Sidewindera, totalne odcięcie. Na tyle odbierające rozum, że ściągając rynsztunek byłem zdziwiony, że jestem w hotelu. I smutny.

Nie czułem się źle, bo przydługim siedzeniu w goglach. Długim, bo zamiast latać za huncwotami, po prostu latałem sobie w tę i we w tę doglądając dryfujących kosmicznych śmieci czy niczym Han Solo w Imperium Kontratakuje manewrowałem między asteroidami, bo niestety skoków w hiper prędkość nie było. Całe szczęście, te i bez Oculusa topią twarz wykonaniem.

Od lewej: Eddie Symmons, Imperator, Michael Gapper

Od lewej: Eddie Symmons, Imperator, Michael Gapper

Oculus dobrze rokuje. Nie, jeszcze nie, bo nadźgane tam pikselami rodem z pierwszego Playstation, ale i tak wrażenia są niesamowite, czego najlepszym wyrazem, cokolwiek nie powiedziałem przed momentem, niech będzie fakt, że przez dwiie godziny później moja gęba, bosmana i makbetona, się nie zamykała z zachwytu, niesamowitość 100%. To, ale także to

makbeton

Wyborne milordzie.

czytaj, komentuj, udostępniaj

Dodaj komentarz



28 myśli nt. „Polatane w Oculusie – Elite: Dangerous

  1. carstein

    Jak można nie rozpoznać starego saiteka X-52 pro.
    Swoją drogą miałem na sobie jakiś czas temu Occulusa i jakoś mnie nie przekonał. Owszem, można kręcić głową ale jak się gra w coś bardziej skomplikowanego niż quake gdzie trzeba sięgać do klawiszy (tu myślę o symulatorach to już się mam wrażenie robi problematycznie.

    1. Caldur

      @carstein

      Rise of Flight, IL-2 BoS, IL-2 CoD, War Thunder (powiedźmy, że to symulacja)… wszędzie tam gdzie klawiszologia nie jest za bardzo rozbudowana i nie trzeba używać myszy.
      Zresztą to urządzenie nie powstało z myślą o skomplikowanych tytułach – wystarczy wymienić tylko Star Citizen, Elite oraz WT i już masz dziesiątki, albo i setki tysięcy potencjalnych nabywców.

  2. furry

    HAHAHA! Siadłem wczoraj w nocy, celem obejrzenia i co ja paczę, jakiś gość w masce człowieka coś opowiada! Już myślałem że zobaczę i usłyszę piski bosmana z goglami na głowie, ale nic z tego, na szczęście dociągnąłem jakoś do 11:45, kiedy jest wszystko wyjaśnione 😀

    1. borianello

      @borianello

      Odpaliłem Elite na Oculus Rift.
      Pierwsze wrażenie zrywa kapcie. Drugie – eee, na dłuższa metę nie da się w tym grać. Wzrok się męczy, rozdzielczość słabiutka,czcionek nie widać.
      W obecnym stadium rozwoju to raczej gadżet na kilkanaście – kilkadziesiąt minut, niz oprzyrządowanie do “poważnego” grania.
      Niemniej, uważam, że to jest przyszłość elektronicznej rozrywki i pewnie za 5 lat wszyscy będziemy siedzieć w podobnych goglach.
      Trochę to przerażające – skoro już teraz wszelakie MMO uzależniają i łamią słabe charaktery, to czego będą mogły dokonać gry aż taką imersją? Chrońmy dzieci!

  3. Paraebola

    Oculus!! Ślinię się na samą myśl o nim 🙂
    Oglądałem ostatnio gracza na Twitch, który używał Oculus i powiem tylko że mina gościa nawet w połowie nie oddaje tego jak zapewne się czuł podczas gry.

    PS Szkoda że nie udało Ci się zarejestrować tego na kamerze – zobaczylibyśmy gdzie tak na prawdę koń patrzy ;P

Powrót do artykułu