Pewnego razu w Anglii – premierowy event Elite Dangerous

Nitek dnia 24 listopada, 2014 o 12:30    51 

Tak, spotkałem Jessicę Chobot (Mass Effect 3). Tak, strollowałem Davida Brabena (założyciel Frontier Developments). Owszem, bar był taki otwarty. Tak, buty odmówiły poprawnego działania i zapreczyły grawitacji rosząc odzienie z dołu do góry. Zgadza się, było przednio.

Okej. Głodni historii połknąć relację muszą w całości. Ci, którzy chcą ogarnąć samą esencje, umieszczę jakiś oczojebny baner wieszczący, tu napisane jest o samym evencie, czy coś w ten deseń. Wymyślę jak już tam dojdę. Ci, którzy łakną aksamitnego głosu robiącym dobrze w korytarzach małżowin, vlog jest, wow. Wszyscy będą obsłużeni należycie, dostarczam.

Rozklejone pantofelki

Bardzo szybko mogłem domyślić się, co się święci. Jeszcze na lotnisku w Krakowie ogarnął mnie niepokój, niczym wirus Ebola, kiedy zorientowałem się, że nie wziąłem ze sobą słuchawek i bardzo prawdopodobnie będę słuchał rychło cofki karmionego obok dzieciaka, który niechybnie zmierzał do tego samego samolotu. Smutek, bo przecież przygotowałem je sobie, ładnie zwinąłem, kurczaki. Nie wziąłem też laptopa, ni nawet PSP, wszystko z myślą o strefie wolnocłowej, która była punktem pielgrzymki jeszcze zanim ruszyłem gdziekolwiek. Wiadomo, dobro nieskalane w niej czeka na podniesienie niczym sztabki w Spelunky.

IMG_0015Nie klaskali. Wbrew przekonaniu i krążącym dowcipom nikt nie klaskał przy lądowaniu. A nawet fanfary są puszczane, że pilot dał radę czy coś. Był wyczuwalny moment zawahania wśród pasażerów, ale wszyscy wystraszyli się poboru do Rubika i nic nie rozproszyło tego napięcia. Poza powietrzem, które wdarło się do środka tuż po otwarciu drzwi. Kiedyś, dawno temu, leciałem, ale także nikt nie klaskał. Tylko jakoś naokoło wtedy, z przesiadką w Niemczech, tam nie klaskają, więc mnie to nie dziwiło. Nie tak jak teraz. Kiedy siedzę tak sobie teraz i już jest po wszystkim, myślę że brak słuchawek i klaskania były moimi osobistymi jeźdźcami apokalipsy, a co gorsza, przyjechali tylko we dwójkę. Czas pokazał, że od skompletowania ekipy dzieliły mnie minuty.

Idąc rękawem do sali odpraw, wcześniej na tranzyt łączący płytę lotniska z odprawą paszportową usłyszałem leniwe PYK dochodzące z końca mych kończyn dolnych. Lewej. To podeszwa odeszła od pozostałych części buta. Spoko, damy radę, to jeden but, trzeci jeździec, sklei się go za chwilę. Przynajmniej jeden jest cały. PYK. Już nie. Cześć, armageddon. Sytuacja skomplikowała się niezmiernie, ale co tam. Człapałem, boże jak człapałem. Bo wiecie, jak się podeszwa odkleja, ale jednak zostaje co jakiś czas na miejscu, mega zabawnie sobie klaszcze nadrabiając zaległości z samolotu. Nie było źle. Nie przez pierwsze kilka godzin.

Nie miało kiedy, choć kierowca gdzieś zabłądził i nie było go na czas. Wszyscy postawieni w gotowości. Ja w umówionym miejscu, nie ma. Kiedy w końcu pojawił się, człeniu o aparycji, mocno zbliżonej, do Christophera Lee (Saruman, Dracula) Geoff. Kierowca, który poza trójką dziennikarzy z Hiszpanii, nie miał mnie na swojej liście przewozowej. Wiedzieć musicie, że tylko trzy przedstawiciele polskich mediów internetowych byli proszeni na event. Ja, CD – Action i gram.pl z czego brakło osoby z tej trzeciej redakcji. Tak czy siak, szybko z Geoffem ogarnęliśmy temat mojego braku na liście, co nie było takie trudne. Gorzej jakbym go nie spotkał, bo pojechałby beze mnie. Przecież miał komplet. Hiszpany, dobrzy goście.

Klej mi daj

Przyświecającym celem podróży na miasto były oczywiście sklepy. I klej, absolutny must have, by zakleić przypadkiem skrafcone paszcze w butach. I gifty, zgodnie z niepisaną zasadą przywożenia rodzinie giftów, gdziekolwiek się nie jest. Wiecie jakiej zasady. Działa tak samo jak nie obchodzimy walentynek, nic mi nie kupuj na rocznice, nic nie chcę na święta czy nic mi nie przywóź. Zawsze róbcie na odwrót. Przecież mówiłaś, że…nigdy nie działa po fakcie, ups. Hiszpany poszły z nami, Ashtonem Kutcherem (bo tak wygląda!) z CDA i ze mną, a co. Tyle, że gdzieś się potem odczepili. Może czuli się nieswojo w towarzystwie moich rozdartych mokasynów z cekinami. Może.

Faktem jest, że na ślepo zaczęliśmy skakać od sklepu do sklepu, bo klej. W sumie w Cambridge nie było jakichś szałowych nerdziowskich sklepów. raptem jeden, mocno konsolowy, gdzie jedyne szaty do kupienia to te z Minikrafta, albo Call of Duty. Szkoda, chciałem coś ciekawego. No, ale. Był jednak klej, mokasyny uratowane, poszukiwania giftów. I to ciągłe mijanie się z Hiszpanami w tłumie, bo zgubili drogę do hotelu. To oraz pośliznąłem się na mokrym chodniku, czyt. wyjebałem się jak długi- cytat jednego z nich. Faktycznie, uwalił się cały w błocie, zabawnie. Nigdy nie śmiejcie się z cudzego nieszczęścia! Znalazłem też rodzinny zakątek, było miło. I wracaliśmy obłowieni giftami świętego spokoju.

IMG_0018Tu zaczyna się kara. Pierwsza stacja, a potem na raz wszystkie pozostałe trzynaście. Te buty, te pieprzone buty, połamały zasady grawitacji, mocno. Trochę jak koparka, trochę jak łyżeczka, bo zaczęło padać, na zaczęły chlupać w górę przy każdym kroku. Pamiętajcie te jasne spodnie? Też miałem je tylko w sferze wspomnień, bo z minuty na minutę ilość wody i dziwnych paści na materiale niebezpiecznie narastała. Ja pierdolę. I nie, nie było w tym nuty happy endu. Wszystko było źle. Do momentu kiedy szarmanckim ruchem z dużą dozą rozpaczy rzuciłem spodniami w umywalkę i począłem szorować, namydlać, szorować, suszarka hotelowa wyłączająca się co jakieś 4 minuty, szorować, namydlać, sklejać buty pod domorosłym imadłem – przewróciłem na nie krzesło. I zimne w alumenium, bo dziwnie tak na stołówce bez spodni. Miejcie zawsze dwie pary spodni. I skarpet. Ktoś podwędził mi skarpetki. Jak można do kaduka! Jeszcze te śmieszne stopki. Jakim zwyrolem trzeba być… nieważne. Jakoś sytuacja została opanowana. Co z tego, skoro to nie był koniec.

Tu napisane jest o samym evencie

IMG_0028Wszystko odbywało się w Duxford, więc ani tam gdzie lotnisko (Londyn), ani hotel (Cambridge). Imperial War Museum, wielki hangar w którym miało się odbyć roztoczył obraz fatamorgany, że pomieszczenie obładowane modelami samolotów z różnych okresów, sprzętem spadochroniarzy i bufetem na drugim końcu sali to wszystko co będzie. Nic bardziej mylnego. Oczekiwanie na mięso właściwe umilało stanie w kolejce po jedzenie. O ile byłeś anglikiem, których ściągnęło na prawo, generując ogonek do posiłku niczym po szynkę w PRLu. Polaczki jednak takie sprytne, dwa na całej sali, więc po sprawdzeniu lewej strony, znalezieniu większej ilości stolików do których nie było ni centymetra kolejki, byliśmy gotowi. Czyste, wyprasowane spodnie, buty takie, że nikt nie miał prawa się spostrzec. IJO, IJO, LANDING GEAR DEPLOYED, rozległo się w końcu sali. To jednak będzie coś więcej.

IMG_0003

Znakomicie oddany model Cobry MkIII tuż za otwierającą się ścianką. Mówiąc znakomicie, mam na myśli, że było dokładnie to, co widać w grze. Wszystkie napędy na statku we właściwych miejscach, wentylacja także. Kopareczka na ziemi, a żeby było zabawniej, model opisano na modłę wszystkich innych modeli obecnych w muzeum. tak jakby od zawsze tam stał, a to my byliśmy czymś niezwykłym. Ponadto scena, wiadomo, stanowiska z Elite spiętym w multi, gdzie wszyscy przy tym samym stole mogli pocisnąć kogoś z naprzeciwka. Fajnie, choć największe wrażenie z całości robiły monitory 4K. Wyrywałbym ze stanowiska. Można było polatać w oculusie, otwarty bar, zakupić koszulki czy też książki dziejące się w uniwersum i potykać się o ekipę Frontier Developments. Otwarty bar.

IMG_0044

No i show. Przemówienie, bezpieczne bo nic o tematyce offline, Davida Grabena i późniejszy live stream, na którym skutecznie się objawiłem. Ciekawa sprawa być tam na miejscu, choć wszystko przypominało mi Uwagę z TVNu, gdzie Marcin Wrona jedzie z koksem przy tłumie gapiów. Niemniej jednak była Jessica Chobot (Mass Effect 3, ma dziadków z Polski! ), która świetnie prowadziła wszelkie dyskusje, z których być może pamiętałbym więcej, ale otwarty bar. Poza Davidem wypowiadali się także inni członkowie ekipy Frontiera, ale nie wyszli z informacjami dalej niż wtedy, gdy spotkałem się z nimi przy okazji wizyty w Krakowie. Ciekawszym kąskiem był twórca całej historii uniwersum czy też autorzy książek osadzonych tamże. Dobrze się słuchało tych opowieści i odczytywanych przy końcu imprezy fragmentów książek, na tyle że hajp można było w powietrzu kroić nożem. Ba, sam bym zagrał, zrobiłem to po powrocie do domu, weź zrozum człeniu. To zresztą pokazało oddanie zgromadzonego wokół projektu community, grającego w pierwowzór 30 lat temu i prawdopodobnie grane będzie przez nich Elite Dangerous przez 30 lat kolejnych. Nawet jeśli gra nie zdobędzie szturmem wszystkich, tych którzy mieli ją pokochać już dawno to zrobili.

IMG_0029Był też czas na pokaz nowych, wcześniej nie ujawnionych ficzerków w demie na żywo. Gość na scenie zaczął latać w kosmosie WTEM! z nad przestrzeni wyłonił się gigantycznych rozmiarów krążownik Imperium. Nie wiem czy podobny, trochę. Grający człeniu wezwał wsparcie, innych graczy i tu trochę zrypano sprawę. Owszem, komunikowali się między sobą voIPem z filtrem zakłóceń, ale operator widoku na telebimie nie wiedzieć czemu zaczął przełączać się między ichniejszymi kokpitami przez co nie wiem czy on tam grał faktycznie, bo zamiast grzać, takie skakanie po ekranach przeszkadzało. Jakby się nie dało wrzucić tego w widoku jakiejś siatki. Meh. Jednakże podobało się, były oklaski, latały majtki. No bo fajnie się ciorali, tylko przekaz był dla mnie nieczytelny.

Nie było też hostess i ich jakkolwiek opiętych pup. To chyba ewenement, brak szczucia cycem, więc warty odnotowania. Choć można było gdzieś w tłumie wyhaczyć czy to wspominaną Jessicę, Davida czy też konia. Ze wszystkimi się widziałem. Było także Q&A z twórcami, trwające lekko dłużej niż powinno, pytań masa, podobnie jak i fanów z których każdy pomykał z uśmiechem na twarzy i wychwyconym merchem. Było fest znakomicie, bar taki otwarty, wszyscy zadowoleni.

Takie tam z Jessicą Chobot

Takie tam z Jessicą Chobot

WTEM!

Mówiłem, że tych dziwnych rzeczy nie koniec. Nie. Były buty, były spodnie, polska taksówka, zdecydowanie nie polecam. Jak i całość transportu doczesnego, tak i z imprezy mieliśmy mieć podstawiony wehikuł czasu do hotelu. To poszliśmy, to nas wzięto. Okazało się, że Polak, żaden twist fabularny. Niby, że wie, że po nas, to jedziemy. Mina mi zrzedła, kiedy pod hotelem wyskoczył z pytaniem kto płaci, bo przecież on o niczym nie wie. Rzuciłem mu kilka wiązanek pogrzebowych o miłości inaczej i że nas ukochał, i oddałem mu 30 funtów. Tak mocno miał na nas wykochane. Tak właśnie wizja rozbojów w wolnocłówce oddaliła się znacznie. Trochę podbudował klimat inny Polak, który zszedł z ceny pizzy o 2 funciaki, których mi brakło, haha, cebulandia. Pozdrawiam! Taksówkarza nie pozdrawiam. Brakowało mi jeszcze do kompletu kłótni o swoje miejsce w samolocie. Tak też się stało. Wspominałem jeszcze, że coś Android mi przykaszlił i nie chciał działać? Też było.

Ale na końcu, przy lądowaniu, klaskali.

Obecność na evencie to dla mnie osiągnięcie nie lada. Było znakomicie, mimo wszelkich perypetii dodających pikanterii, zrobiłem co zrobić miałem, strollowałem kogo miałem strollować i choć nie dali mi wbiec w samym koniu na Cobrę, myślę że zrobiłem coś lepszego. Byłem tym jednym z którym robił fotę prywatnym fonem. Kurde, wybornie.

Koooooonie w kosmosie!

eli_david

A wiecie, że w Podaj Dalej można zagrać w wersję Gamma?

Czytaj, komentuj, udostępniaj

Dodaj komentarz



51 myśli nt. „Pewnego razu w Anglii – premierowy event Elite Dangerous

  1. true_mayonez

    o’koń 12369

    super wyprawa, super relacja. super Chobot. w sprawie butów – ja zawsze mam resztkę rolki taśmy izolacyjnej w plecaku. świetnie nadaje się do mocowania opatrunków na kończynach, podtrzymuje urwane podeszwy i części roweru i w ogóle nadaje się do wszystkiego. znajomy kran na taśmie izolacyjnej umocował…

    super tekst i vlog. go go koniu!

          1. ixtern

            @Nitek

            No to teraz nie pozostaje mi nic innego, jak szlifować joystick w oczekiwaniu na grudniowy release. Good job!

            Tak na marginesie: afera z polskim pudełkowym wydaniem Survarium pokazała siłę komunizmu tfu, community. [Afery root cause: kody na złoto i premium nie działają dla już istniniejącech kont, tylko dla nowych]
            Po licznych skargach polskich graczy u wydawców (IMGN/Techland) i na forum, Vostok Games ugieło się/poszło na rękę i obwieściło, że wkrótce będzie dobrze wszystkim. Oczywiście straszenie polskim UOKiK nie miało tu nic do rzeczy.

  2. michgre82

    Gratulacje.

    A co do elektroniki w “strefie wolnocłowej” – ani w Europie, ani w USA, ani w Ameryce Południowej na żadnym z odwiedzonych dziesiątek lotnisk w wolnocłówce nie było dobrych cen na elektronikę Na fajki, na wódkę, na cygara, na kawę nawet na szmaty. Ale nie na elektronikę..

  3. Kirq

    Scroluje, scroluję i widzę zdjęcie “Takie tam z Jessicą Chobot”. Pierwsza myśl. A kto to jest? Co ona robiła przy ED?

    Scrolujkę dalej i docieram do zdjęcia z Davidem Brabenem. Wooow… zazdroszczę….

    Czy ktoś z Was miał podobnie?

  4. Paraebola

    browary, kobiety, kosmiczne śmieci – uwaga koń do Anglii leci
    szlifować joysticki, sklejać buciki, jarać się Chobot bo to nie robot
    sfuckować drivera, pizzą się obżerać, koszulki kupować i Elite Dangerous miłować

    okoń 12369

Powrót do artykułu