Nostalgiczna maszyna – Muzeum Historii Komputerów i Informatyki

Nitek dnia 2 września, 2013 o 9:30    31 

Wszystkie niezwykłe historie mają najczęściej bardzo zwykły początek. I tak było w tym przypadku. Krzysztof pewnego dnia zamarzył sobie o jednym komputerze “z przeszłości”, wywiesił kartkę z ogłoszeniem… i nagle okazało się, że ma ich dziesięć. I zaczęło się.

W grudniu 2012 nastąpiło otwarcie podwojów Muzeum Historii Komputerów i Informatyki w Katowicach. Komputerów nie było już dziesięć, ani dwadzieścia  ani nawet trzydzieści. A w tej chwili wystawa około 150 eksponatów, a całość zbioru to liczba jeszcze wyższa, a najstarszy z nich to komputer lampowy do analizy łącz telekomunikacyjnych z 1957 roku.

muzeum_30

Pokochałem me atari, było z drewna i ze stali

Łoboże, Mój Drogi Gikzowy Pamiętniczku, jadę do muzeum. Jako, że z kulturą ogólnie rzecz biorąc jestem na bakier, pękam z dumy. Muzeum wszak brzmi bardzo dumnie. Na miejscu byłem umówiony z Panem Krzysztofem, który okazał się sympatycznym człowiekiem. Wchodzimy do środka, myślę sobie – zaskocz mnie, jestem boss, wiem wszystko. Wiem przecież wszystko. Ze ściany przywitał mnie Mario odpalony na Nintendo 64, na telewizorze zdaje się śmigały paletki z Ponga, gdzieś pomiędzy odpalona Amiga. Myślę sobie, nie jest źle. Było. Z rozgrzewkowej ekspozycji znałem sprzęty dwa na około dziesięć. Fail.

muzeum_1

Zmieszanie na twarzy wywołane tą sytuacją nie zostało pominięte, gdyż sympatyczny Pan przewodnik zaczął snuć historie i opowieści o każdym nieznanym sprzęcie. Włączając w to genezę Ponga, która z wrażenia uciekła mi z głowy przez nogawki. Taka sytuacja. Warto wspomnieć, że wszystkie sprzęty obecne można dotknąć, obfotografować pod każdym kątem, a ci co tęsknią za hardkorem atakujących pikseli z ekranu mają także możliwość zagrania na dowolnej platformie. Tym razem jednak to nie gry są najważniejsze.

Kolejny postój to piwnica. Wiadomo przecież, że w piwnicy siedziały największe mózgi i stamtąd pochodzą wszelkie cuda elektronicznej rozrywki. No może nie do końca, bo także z garaży, ale pomysł na tę wystawkę bardzo klimatyczny. Zwłaszcza Kwaśniewski spoglądający ze ściany w kolejnym pomieszczeniu. Tymczasem dane pooglądać mi było cudo zwane PET – proffesional computer, którego bebechy można obejrzeć po odchyleniu górnej części i zablokowaniu “stopką”. Obsługa niczym w dobrym samochodu. Na środku pomieszczenia w skrzyni, której odkrycia nie powstydziłby się sam Indiana Jones, ku mojemu zdziwieniu stała drukarka. Zaledwie 46 kg bez skrzyni. Waga piórkowa.

Kolejne pomieszczenie, znów przesiąknięte pikselami i wspomnieniami z dzieciństwa, toć tam zgromadzono magnetofony z ich wiecznie wymagającymi kalibracji głowicami, modły o to, czy gra się wczyta, resetowanie liczników, ale też ZX Spectrum. Trzy włączone sztuki Atari cieszyły me oczy. Pamiętacie Defendera? Z kąta kusił ekranem tytułowym. Nic to w porównaniu do Kobry, komputera składanego przez zapaleńców na podstawie dostępnych schematów. Całość maszyny zamknięta w jakimś wzmacniaczu od radia, a w środku skrzętnie splątane kable, które pieczołowitością podłączenia zawstydziłyby niejednego. Inny egzemplarz zamknięty w obudowie adaptera Bambino niestety nie został wystawiony. Konkret. Poza wspomnianym Kwaśniewskim, który z radością patrzy ze ściany, w pokoju znajduje się istny rarytas – konsola Vectrex. To urządzenie wypuszczone w 1982 roku, a wycofane w 1984. Vectrex jest zintegrowany z monitorem i wyświetla już grafikę wektorową. Jakby ktoś nie kojarzył – kiedyś były Gwiezdne Wojny w tym oto stylu. Podobnie jak i na większości sprzętów, tak i na tym można zagrać. W Minestorma, który był instalowany na każdym egzemplarzu tej konsoli. Jako, że to piwnica, nie brakuje też wszędobylskich rur na ścianach, które w natłoku eksponatów nie mogły zostać pominięte. I tak jedna rura ugina się pod pudełkami z atarynek, na kolejnych wylegiwują się sprawne Spectrumy, jest tam także Amstrad i Timexy oraz fotograficzny dowód na domorosły polski klon ZX Spectruma. Wszystko okraszone ciekawymi historiami znakomicie przedstawianymi przez sympatycznego Pana Krzysztofa – pomysłodawcę i właściciela muzeum.

Kolejne pomieszczenie to dom komputera Odra. Nie kojarzycie? Nie dziwie się, bo z nazwy w życiu bym się nie zorientował. To te wielkie maszyny zajmujące większość powierzchni przeznaczonej dla jednej osoby z dyskiem twardym, który rozmiarem i wyglądem przypomina miny przeciwpiechotne. Zresztą co tu dużo mówić. Co jak co, ale Pan Krzysztof powie najlepiej. W dodatku sympatycznie.

To nie wszystko. Zaraz za ścianą zobaczyć można komputer z peryskopowym monitorem i pierwsze kasy fiskalne czy maszyny na których PKP cisnęło kiedyś bilety. Mogliby je przywrócić, wszak wtedy nie było kolejek. Jeszcze takie cuda jak klawiatura alfabetyczna i powoli zbliżamy się do końca. Niestety. Wiecie, że w Polsce składano komputery z drewna? Też nie wiedziałem. Takie też są wśród wszystkiego dobra w piwnicach. Piwo dla tego, który poda mi ich nazwę. Niestety ta część była offline ze względu na zbyt dużą wilgoć po zalaniu jakie miało miejsce jakiś czas temu.

Ostatni pokój bije historią po twarzy. W dużej sali z ladą barową swój dom znalazły wszelkie urządzenia przenośne. Laptopy z fikuśnymi klawiaturami rozkładającymi się przy otwieraniu niczym transformersy, przenośne commodore, które można by wziąć na jakiś mecz jako narzędzie do samoobrony, czy mój faworyt czyli komputero-telefono-drukarka Canona, na której można akurat pyknąć partyjkę w szachy. No i najważniejsze. Odpalone do pogrania Amigi z hiciorami takimi jak Giana Sisters czy Prehistoryk. Pamiętacie jeszcze jak dżojstiki raczyły uszy dźwiękami podczas prób przebrnięcia w owe tytuły? I nie trzeba tego szukać na You Tubie, żeby przeżyć to jeszcze raz. Bo właśnie z tym muzeum można zagrać na “gałach”, które wszyscy dobrze znamy, a także pobawić się na inszych sprzętach jak SNES, Atari ST czy Macintoshu Powerbook. Się wie, nie odmówiłem sobie tej przyjemności gromiąc z plastikowej bazooki nadlatujące samoloty i inne przeszkadzajki w Nintendo Scope 6 i ucieszyłem swoje uszy grając pierwszy raz w życiu na Amidze CDTV w Giana Sisters. Na Amigę, jak i inne rzeczy nigdy nie jest za późno jak widać.

Piwnica Wyższej Szkoły Mechatroniki po której korytarzach oprowadza Krzysztof to nie muzeum. To wehikuł czasu, z którego Doc Brown byłby dumny. Rzecz jasna nie powiedziałem wszystkiego, ale to w końcu nie moja rola. Nie da rady zmieścić w tekście całej wycieczki, podobnie jak ciężko jest opisać każdą ze 150 wystawionych klawiatur. Tego trzeba posłuchać, przeżyć i pooglądać. I zagrać samemu oczywiście. Wersja skrócona wycieczki to ponad dwie godziny znakomitości, co nie oznacza, że uda Wam się wyjść po tym czasie. Prawdopodobnie nie. To pierwsze muzeum w jakim byłem, o którym mogę powiedzieć, że mnie rajcowało i dało radę. Koniecznie zajrzyjcie tam po drodze gdziekolwiek, bo to masa wspomnień i dobrych opowieści.

wizyta

Gdzie mieści się Muzeum Historii Komputerów i Informatyki możecie sprawdzić na stronie MHKI (Katowicie, 11 listopada 3). Czynne jest tylko w weekendy, co sprzyja odwiedzeniu. Pana Krzysztofa możecie zaczepić na fejsikowym oficjalnym profilu, a także posłuchać w audycji WWW Radia Katowice w każdy wtorek od 20:00 do 22:00, choć zajmuje się tam tylko kącikiem retro. No i najważniejsze. W MHKI możecie bezpłatnie zorganizować imprezę okolicznościową jak urodziny, a i pewnie ślub dałoby radę tam upchać, trzeba tylko przynieść sekcje gastronomiczną. Udostępnione zostanie odpowiednie pomieszczenie oraz sprzęty, zatem nerdgazm do rana. O ile tylko głowice będą skalibrowane.

Dodaj komentarz



31 myśli nt. „Nostalgiczna maszyna – Muzeum Historii Komputerów i Informatyki

  1. powazny_sam

    Rany, nie mam w zwyczaju zazdrościć ale tym razem zrobię wyjątek. Jakie to musi być wrażenie że wchodzisz do muzeum i nie musisz udawać że z chęcią oglądasz te miny przeciwpiechotne czy skamieniałości dinozaurów ale że autentycznie jara cię to co oglądasz 😮 Szkoda że do Katowic mam ponad 400 km 🙁

    Przy okazji mam pytanie, jako że obudziłeś wspomnienia, była taka gra na Atari, niestety nie wiem które, raczej 8-bitowe, grałem jako dzieciak u kuzyna, platformówka. Charakterystyczne było to że pomiędzy piętrami poruszałeś się windą a jak dłużej stałeś w miejscu to przylatywał “ptak” i cię zabijał… Może ktoś skojarzy?

      1. powazny_sam

        @shani

        Oj nie, z tego co widziałem na youtube Big House to taki klon Jet Set Willy, szukana gra była inna, z lewej strony ekranu była winda i można było wybrać się nią na dowolne piętro (open world normalnie 😉 ) i charakterystyczny był właśnie ten ptak, pamiętam że z bracholem określaliśmy ją jako “gra z ptakiem”…

          1. powazny_sam

            @Nitek

            He, ulubione gierki z C64 udało mi się w większości zlokalizować, bo miałem commodore w domu, ale jedyny kontakt z atarynką to było te pare razy u kuzyna… Ale wiem że właśnie ta gra najbardziej mi się podobała (graliśmy jeszcze w River Raid i Kick Start – pradziadek Trialsów)

          2. nieja

            @Nitek

            A ja szukam takiej gry (Atari 800XL) w ktorej poruszajac sie kims/czyms na dole (prawo-lewo) strzelalo sie do ptakow (czegos) krazacego wysoko na niebie. Chyba na tle jakiejs skalistej gory, moze zamku/baszty.
            Nie wiem czemu ale gra (tytul) kojarzy mi sie (moze mylna nazwa zapisana na kasecie, lub mylna pamiec?) z jaskolkami (swallows flight).

    1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @shani

      Moje też! I telewizorek robiący za monitor! I magnetofon XC-12 🙂 Parę joysticków też wygląda znajomo 🙂 Nie widzę natomiast stacji dysków 5,25″ do Amigi. Ale to pewnie dlatego że to dość niszowy wynalazek był, kupowałem toto od jakiegoś elektronika z Gdańska Oliwy bodajże, takie samozdziełki robił a że dyskietki 5,25 były tańsze od 3,5 no to się interes opłacał 🙂
      ZX-81 nie widzę ale z tego co pamiętam z innych tekstów i ten komputerek w zasobach muzeum się znajduje.

  2. thiefi

    Amiga- jedyny na świecie udany miks komputera i konsoli.
    Bez workbencha był konsolą (tylko łapka z włóż dyskietkę), wkładałeś dyskietkę z grą i chodziła jak na konsoli, wsadzałeś dyskietkę z Workbenchem miałeś normalny komputer (okienkowy OS).

    Kurna, czemu amiga umarła :-?, wszystkie te plejstejszyny, xboxy poszłyby do piachu. Gralibyśmy na amigach , pisali na nich, przeglądali www, a pecet zostałby do poważnej pracy na autocad, grafice (np photoshop), obróbce video itd czyli do tego do czego go stworzono- do pracy!

    Swoją drogą amigi mają dziś i po 30 lat i wciąż działają, a współczesny pecet dożyje bezawaryjnie 5 lat i już wszyscy sie cieszą. Widać różnicę w jakości produktu. PC to hamburger, kupić w minutę, zjeść w 30 sekund i później wykupkać (byle bez pieczenia).

    Miks komputera i konsoli,,, bez instalowania gier, sterowników itd by zagrać, wszystko było idealnym plug& playem, gry odpalały w sekundę, nie wymagały niczego więcej poza odpowiednim hardwarem i ROMem (Kickstart).

  3. mr_geo

    “Pistolet” na zdjęciu to dodatek do C64 (sic!). W dołączonym pakiecie były trzy gry: coś jakby polowanie na ptactwo, strzelanie do kolorowych kwadracików pływających po ekranie i – najlepsza – odstrzeliwanie uciekinierów z więzienia :). Nawiasem mówiąc było toto opisywane nawet w którymś Top Secret, pamiętam zdjęcie kogoś z zespołu redakcyjnego w skórzanej kurtce i “gangsta” pozie z tym cudeńkiem w łapie. Lans psuł tylko tekst opisu tego ustrojstwa głoszący że “lufa mu wypada” 😀

    To gdzie moje piwo? 😛

  4. urt_sth

    Ja jestem w większości wolny od wspomnień wobec galerii. Oczywiście miałem kontakt z częścią tych maszyn zaczynając od ponga (home-made w fornirowanym pudelku ze sklejki i dwa potencjometry na kablach) u sąsiada, poprzez zx, c64, atari i nitendo sporadycznie. Co ciekawe pegazus mnie ominął. Zaprzyjaźniłem się bliżej dopiero z piecykiem (386SX, z dołożonym coprocem, 2MB! RAMu, niestety monitor czarno-biały). Czasami dobrze mieć starsze rodzeństwo (maszyna była do autocada, ale dopiero ja wycisnąłem z niej siódme poty :))

Powrót do artykułu