Dekagieron 2: śmierć przesyłu wysokiej jakości

bosman_plama dnia 3 kwietnia, 2020 o 8:52    11 

I jak tam na kwarantannach? Siedzicie po domach cisnąc w sieciowe superprzeboje w typie Goat of Duty? Z fejsa wiem, że zaskakująco wiele osób z mojej bańki wróciło do serii Baldurs Gate. Jedni dlatego, że jak mnie, zaostrzyła im apetyty zapowiedź trójki, inni, ponieważ nareszcie mają na to trochę czasu.

Oczywiście, są i minusy. Trafiają się gry, w których nie wyrabiają serwery, a jak może wiecie, Netflix obniżył nieco jakość przesyłanych przez siebie filmów, bo internet w Europie zaczynał się dławić. Mimo to nadal warto sięgnąć po Netflixa, choćby dlatego, że właśnie zaczął nadawać Community, czyli historię o studentach pobierających nauki w najostatniejszej szkole wyższej w USA, do której zapisali się ludzie, którzy sądzą, że nie daliby sobie rady gdzie indziej, bądź chcą zdobyć dyplom możliwie jak najmniejszym wysiłkiem. Kadra profesorska odpowiada poziomem studenckiej, więc jest wesoło. A że to najbardziej chyba nerdowski serial w historii telewizji, zaś jednym z głównych bohaterów jest pół Arab pół Polak, dla którego (między innymi z powodu choroby, ukazywanej dość delikatnie i nie wyśmiewanej) metajęzykiem służącym tak komunikowaniu się ze społeczeństwem, jak i poznawaniu i doświadczaniu świata jest popkultura to… No cóż, wiele się dzieje. Zapewnienie sobie dostępu do świeżych skrzydełek na szkolnej stołówce zmienia się w Chłopców z Ferajny z elementami większości elementów kina gangstersko-mafijnego, paintball to połączenie post apo, Gwiezdnych Wojen i Dobrego, Złego, Brzydkiego zaś gdy pojawia się lokalna odmiana Facebooka, serial zmienia się ponurą dystopię rodem z Zajdla i Orwella. Co jeszcze tam się mieści? Batman, wariacja na temat Doctora Who, własny mroczny wszechświat z podłymi wersjami bohaterów próbującymi przejąć władzę w naszym wszechświecie, mistyczny pojedynek o duszę mesjasza speców od klimatyzacji z udziałem demonicznego Johna Goodmana oraz żywe wcielenie zła, któremu Palpatine z Hannibalem Lecterem mogliby budować domek dla lalek, czyli Mr. Chang.

1472751266_chang 3

Oprócz tego możecie zobaczyć na Netflixie sporo polskich filmów, podobno ma się wśród nich pojawić głośny Demon. O ile mój stosunek do polskiego slashera W lesie dziś nie zaśnie nikt pozostaje raczej chłodny, pełen grozy Demon to zupełnie inna sprawa. To rzeczywiście film nie tylko dobry, ale przede wszystkim oryginalny, jak najdalszy od odtwórczego podejścia do grozy. Korzysta przy tym i z elementów dla kina tego typu charakterystycznych, ale i z naszych lokalnych tropów, czy będzie to wariacja na temat Wesela (zawsze uważałem, że ekranizacja Wajdy ocierała się o kino grozy), czy sięgnięcie do naszej historii. Znakomity film.

Ponieważ nie samym oglądaniem człowiek żyje, skorzystałem w zeszły weekend z okazji i dokonałem zakupu drogą elektronicznego kupna gier z serii Jedi Knight na PS4. Owszem, to trochę rozrzutność, bo część z nich mam jeszcze na płytkach (to już rodzaj archeologii, nie?) i na steamie. Ale pomyślałem sobie: “o kurczaki, przecież pad jest stworzony do sterowania mieczem świetlnym! To dopiero będzie frajda z koszenia sithów!”

Źle sobie pomyślałem. Wprawdzie spędziłem znaczną część soboty przy Jedi Academy (moja ulubiona część, bo nastolatek we mnie uwielbia grać seksowną Twi’lekanką) i nie powiem, że była to jakaś mordęga. Ale sterowanie padem skutecznie uprzykrzało mi rozgrywkę. Może to nadal efekt przyzwyczajenia do klawiatury i myszki (choć na plejakach gram od lat, to nigdy nie polubiłem na nich np. strzelanek), ale naprawdę męczyłem się przy walce mieczem świetlnym. Jednak sterowanie, w którym prawa gałka odpowiada za obrót postaci a lewa za jej ruch to pomyłka. Mogłem zapomnieć o wszystkich tych wirtuozerskich sztuczkach z mieczem, zaplanowanych skokach między dwóch, trzech sithów i wykańczaniu ich przemyślnymi uderzeniami miecza połączonymi z odpowiednim użyciem Mocy. Owszem, wpadałem między przeciwników, siekłem jak cepem, często na ślepo, jeśli przeciwnik znalazł się w walce za bardzo z boku albo z tyłu, bo obrócenie się ku niemu zajmowało wieki. A Moc… O panie… Moc. Moc uruchamia się L1 i potem trzeba sobie między mocami poprzeskakiwać, żeby wybrać właściwą. Skrótów klawiszowych do konkretnych mocy nie ma, bo być nie może. W efekcie sensowne używanie Mocy w walce polega na tym, że przed starciem wybierasz sobie człowieku jedną i używasz głównie jej, jeśli nie wyłącznie.

W efekcie kiedy w multi spotkali się na serwerach starzy wyjadacze z myszkami oraz niedoświadczeni gracze z padami, doszło do takiej rzezi tych drugich, że chyba wszystkie serwisy o tym pisały.

Mimo wszystko miałem z gry trochę frajdy. Nostalgia pewnie zrobiła swoje. Graficznie gra nie poległa, choć może to moje przyzwyczajenie do starych grafik i rozdzielczości. Uważam, że grafika trzyma poziom, wyjąwszy filmiki z przelotami statków kosmicznych – tam pikseloza jest makabryczna. Za to cut scenki na silniku gry ogląda się całkiem przyjemnie. Da się więc grać, choć jeśli koniecznie chcielibyście wrócić do gry by przejść Jedi Knight na dużym ekranie, to lepiej podłączcie kompy do telewizora a nie męczcie się z padami.

bruderszaft

Nie wiem, czy się orientujecie, ale ponoć nadchodzą ciężkie czasy dla wydawców, pisarzy spoza topki i części księgarni. Wirus sprawił, że przepływ gotówki w tym segmencie rynku, i tak trudnym m.in. za sprawą niemal monopolistycznych działań pewnej sieci, nabrał obecnie tempa stygnącej lawy. Niniejszym apeluję więc, byście brali i czytali, póki jeszcze jest co. Ja postanowiłem dać drugą szansę serii Bruderszaft ze Śmiercią Borisa Akunina, czyli serii szpiegowskich opowieści z czasów pierwszej wojny światowej napisanych przez twórcę Fandorina. Kilka lat temu porzuciłem tę serię, nie mogąc wybaczyć pisarzowi, że pierwsza jej odsłona okazała się autoplagiatem i z lekka tylko przerobioną Powieścią Szpiegowską z innej serii tego autora, zatytułowanej: Gatunki (w Polsce niestety zrezygnowano z jej wydawania po kilku tomach, a szkoda, bo to po części spin offy Fandorina). Pandemia robi swoje, przeceny w księgarniach internetowych pomagają, wróciłem więc do serii i po tygodniu z haczykiem jestem na trzeciej opowieści (każdy tom to dwie minipowieści). Co oznacza, że nie jest tak źle, żeby nie dało się czytać, ale nie jest też tak dobrze, żebym marzył tylko o powrocie do lektury i rwał się do niej jak Bethesda do psucia Fallouta. Owszem, można, ale jeśli chcielibyście dopiero zacząć znajomość z Akuninem, to jednak lepiej sięgnąć po jego najsłynniejszy cykl, czyli ten o Fandorinie. Pewnie wiecie, kim jest Fandorin, ale i tak wam powiem. To rosyjski Bond z przełomu wieków. Jest tak przystojny, że kochają się w nim absolutnie wszystkie kobiety, stanowi wzór elegancji i dobrych manier, bije się jak szatan, strzela nieźle, intelektem dorównuje Sherlockowi Holmesowi i zawsze, ale to zawsze wygra z Wami w karty. Byłby postacią nieznośną, gdyby nie talent pisarza i sporo humoru i dystansu do postaci. Do tego Akunin wymyślił sobie własny podział powieści kryminalnych i każda powieść o Fandorinie odpowiada innemu wyróżnionemu przez Akunina gatunkowi. Jest więc kryminał a’la Ludlum z hiper spiskiem o zasięgu globalnym (tylko w XIX wieku), jest dramat sądowy, powieść szpiegowska, łotrzykowska, thiller o seryjnym mordercy, romans a nawet historia o ninja. Prawie wszystko świetne. Kurcze, aż nie wiem, czy sam nie wrócę do serii. Jak zresztą widzicie, moje zabawy kulturalne podczas pandemii to głównie powroty.

turecki gambitTo akurat plakat z ekranizacji Fandorina. ostatecznie powstały cztery (w tym jeden serial). Przebąkiwano o wersji amerykańskiej, ponoć miał ją robić Paul Verhoeven (wiecie, ten od Robocopa, Nagiego Instynktu, Ciała i Krwi i Showgirls), na szczęście (moim zdaniem) nie zrobił – jego styl zupełnie by tu nie pasował, chyba, że do ostatnich, ponurych części. Plakat dotyczy mojej ulubionej ekranizacji – Gambitu Tureckiego. Włożono w ten film sporą kasę i to widać (twórców stać było nawet na zatrudnienie Olbrychskiego;) ), film jest ładnie kręcony, z niezłymi scenami batalistycznymi. To taka przygodowa opowieść szpiegowska z czasów Wojny Rosji z Turcją.

Wróciłem też do serialu Gomorra, który przerwałem po finale trzeciego sezonu, w którym zginął jeden z głównych bohaterów. Nie chodziło o to, że aż tak się przywiązałem do tego akurat bandyty (w Gomorra nie ma pozytywnych postaci, jakichś stróżów prawa, jacy pojawiają się np. w Narcos, tu są sami bandyci, nawet ich ofiary to zwykle gangsterzy), po prostu po lekkim spadku jakości w trzecim sezonie uznałem, że seria nie ma mi już nic nowego do zaoferowania a ten ocalały z dwójki głównych bohaterów sam jej nie pociągnie. Miałem rację o tyle, że nie pociągnął, dlatego wzmocniono inne wątki i postacie, a myliłem się, bo serial znów wystrzelił na wysoki poziom. Oderwać się nie mogłem. Gomorra to cholernie mocna, brudna i bezwzględna opowieść, w której naprawdę nie ma dobrych. Trafiają się ciut mniej źli, ale nie tacy jak w czarnych kryminałach, którym kibicujemy, bo są światełkami mniejszego zła w świecie brudu i ciemności i rozumiemy, że walczą o zachowanie strzępów wartości. Nie, tutaj wszyscy walczą o większy udział w rynku całej masy nielegalnych działań, z których serial skupia się głównie na handlu narkotykami, choć czwarty sezon pokazał wreszcie też inne kierunki działań Gomorry (w książce, w oparciu o którą powstał serial, reportaż wcale nie zaczyna się od narkotyków, tylko od podrabiania markowych ciuchów i… wojny o krawców znających tajniki szycia podróbek najbardziej ekskluzywnych marek; tak, nie przeczytaliście źle: wojny o krawców, z porwaniami, terrorem i morderstwami). Gra o Tron to przy Gomorra Kubuś Uszatek. I owszem, mimowolnie człowiek kibicuje części postaci, bo serial ustawił je w centrum i przywykliśmy do nich, do ich punktu widzenia. Albo pamiętamy jak zaczynały i że kiedyś jeszcze miały jakieś zasady. Albo ich wrogowie to jeszcze większe szuje. Ale serial nie pozostawia nam wątpliwości – oni też upadną, zachowają się podle albo wpadną w krwawy szał. I wszyscy handlują prochami. Dla kasy, nie żeby ratować małe dzieci. Do tego prawie w każdym sezonie dostajemy krótką historię takich kandydatów na gangsterów, którym się nie udaje (zakładając, że pozostali odnieśli jakiś sukces, co zwykle oznacza, że póki co przetrwali) i którzy giną, najczęściej głupio, prawie zawsze zdradzeni.

gomorra-top1

Serial kręcony jest niemal sucho, prawie dokumentalnie. Narracja jest dość powolna, toteż oglądając pierwsze odcinki możecie się zdziwić: “Czym się ten bosman tak podnieca? Włoskim filmem o zadupiu Neapolu, w którym główną osią fabuły są rozterki gangstera co zrobić z kanapą?”. Bo wiecie, tu nie ma błyskotliwych metadialogów z Tarantino, strzelanin nie nakręcono jak baletu a postacie to nie charyzmatyczni przystojniacy o IQ geniuszy. Serial powstał w oparciu o reportaż i momentami tak się go ogląda. Ale jak już wejdziecie w ten rytm, zrobi się strasznie. O ile chcecie oglądać pozbawioną nadziei opowieść o złych ludziach działających coraz brutalniej i brutalniej. To nie jest film Scorsese o mafii, którego bohaterowie jadają w napuszonych restauracjach, ubierają się w najdroższe ciuchy i przywiązują wielkie znaczenie do stylu. To jest historia o robotniczych dzielnicach i gangsterach pozbawionych tak wyczucia stylu jak i sumień i zahamowań.

Tyle ode mnie. Co Wy porabiacie nie wychodząc z domów?

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Dekagieron 2: śmierć przesyłu wysokiej jakości

  1. Revant

    Hejo bosmanie, hejo gikzy!

    Ja kwarantanne spędzam głównie z rodzinką – spędzam czas z córką i rodziną. W dodatku praca zdalna, więc prowadzenie lekcji online, szykowanie i sprawdzanie materiałów podsyłanych przez uczniów…ehh jak chciałbym wrócić do normalności i iść normalnie do szkoły, zrobić swoje i wrócić do domu. Ciężko się nam zorganizować z dwulatką na głowie :-/

    Anyway, co do porabiania w wolnym czasie. Z gier kończę właśnie Shadow of War, a już na dysku piecze się Resident Evil 3. Chciałem jeszcze chapnąć trochę Bannerlorda, ale przegrał walkę z RE3 o środki na zakup 😉 no i jak żona zajmie komputer to męczę się przy Pokemon Moon na n3dsie…niby pokemony, niby ładnie wyglądają, ale gamplay jest tak żałosny w porównaniu do pierwszych generacji 🙁

    Z oglądania to skończyłem właśnie Sherlocka. Zacne, choć końcówka jakaś taka…nad wyraz. Za dużo jak dla mnie było skondensowanych wątków w ostatnim odcinku.

    Za to z żoną miło odmóżdżamy się właśnie przy polskich produkcjach z Netflixa. Sztuka kochania była fajna i miała miły klimat. Ten polski slasher był przaśnym slasherem, ze wszystkimi jego głupstwami (choć nie mogłem zdzierżyć idiotycznego już wątku genezy zła w tym filmie). Żona się troszkę pobała (a nie cierpi horrorów), za to ja odhaczałem rzeczy z listy “co slasher powinien zawierać” i bawiliśmy się całkiem dobrze ^_^ wczoraj zaś 365 dni…

    O panie, jakie to było fajne 😀 Przerobiliśmy kiedyś sagę Zmierzch, później trylogie Greya, a teraz to! Głupie, idiotyczne, ale nie powiem – wciągnęło. Jak tamte próbowały pudrować wszystko i były “cheesy af”, tak tutaj jest wszystko “mocne” – mocne charaktery (główna bohaterka zamiast być laską w opresji, to nieźle się bawi swoją sytuacją), mocne wiadome “sceny”, a nawet mocna końcówka. Niby człowiek wie, że jest to żenujące, ale jak słyszy się z ust bohatera (po solidnym plaskaczu od głównej bohaterki) “to będzie dobry rok”…Nie da się nie parsknąć śmiechem i nie oglądać dalej 😀

    A z czytania to przerobiłem właśnie Akire. Trochę nie rozumiem fenomenu, ale może dlatego, że dopiero teraz się za to zabrałem :/ niby fajna kreska, niby fajne postaci, ale fabuła jakoś tak się mało klei, a końcówka to już w ogóle dziwactwo. Czytałem lepsze mangi.

  2. maladict

    To co zwykle, czyli nie wychodzę z domu (mój ulubiony sposób spędzania czasu). Kwarantanna uziemiła syna u matki więc zamiast grać z nim w XComa i pocinać w SWBFII (tego starego) po kabelku odświeżam sobie Dragon Age: Origin. Tym razem postanowiłem podejść do gry systematycznie, z walkthrough otwartym w tle, więc robię questy, o których istnieniu nie miałem pojęcia, odwiedzam miejscówki, o których dotąd nie wiedziałem i nawet ściągnąłem kilka modów rozszerzających pewne sceny, ale gra stanęła na straży moralności i w Denerim wywala do pulpitu.
    Poza tym wydałem mnóstwo pieniędzy w sklepie pewnego miliardera, który jest takim synem i zamiast ratować świat, kapitalistycznie wyzyskuje swych pracowników. I za to nim gardzę, ale w stopniu ograniczonym, bo jego firma zakupione książki odstarcza bezpośrednio na czytnik, więc mój knsumeryzm i wygodnictwo niestety przeważa. Anyway, zakupiłem dwie części ‘Altered Carbon’ by mieć dobrą podkładkę do zbigowania drugiego sezonu serialu. Choć podobno jest skiepszczony, nawet Poego popsuli. Ktoś może potwierdzić lub zaprzeczyć?
    No i jeszcze, pracując w sieci dystrybucji dużej firmy z branży m.in. spożywczej, zostałem ‘critical worker’ i codziennie na pierwszej linii frontu walczę p przyszłość narodu. Skóra narękach mi już pęka od mydła o odkażacza, ale przynajmniej załapuję się na codzienne oklaski o ósmej wieczór. Mam nadzieję, że kierowca autobusu też klaska.

    1. aryman222

      @maladict

      Nie czytałem książek, ale oglądałem oba sezony AC. Już pierwszy nie powalał, ale miał swoje plusy, jak relacje z Poe czy z tą policjantką. W dwójce bohater ma sympatyczniejszą facjatę, ale co chwilę podkreśla jak bardzo wszystko ma gdzieś – dlaczego więc widz powinien się przejmować? Jego stosunek do Poe wk… Zachowanie Poe jest z kolei nielogiczne. I jeszcze ta nieudolność w budowaniu napięcia i spełnienia (2 razy bardziej niż w sezonie 1, który też miał tę wadę)… O co mi chodzi? Opiszę na przykładzie filmów Marvela. W MCU najpierw informują i pokazują, że wybrańcem (jedynym), który może podnieść Mioelnir jest Thor. Pięć (strzelam) części później inni bohaterowie sprawdzają czy na pewno się nie da. Nie da się… Zaraz! Chwila! W rękach Capitana America odrobinę drgnął! Jednak nie, nie podniósł… Ale może kiedyś… I nagle bam! – kolejne pięć (strzelam) części później, kiedy nasz heros jest w najwyższej potrzebie, młot na jego wezwanie leci w jego stronę, jakby od zawsze byli sobie pisani. W tym momencie sala kinowa (podejrzewam, że zawierająca znaczący odsetek nerdów) zawyła z radości i satysfakcji (sam miałem ochotę rozerwać swój t-shirt i ryknąć “Yesss k…!!!”, ale nie byłem sam, także tego…). I to jest budowanie momentu! Tego w AC w zasadzie nie ma. Zapodają coś fajnego, Twój umysł już kombinuje do jakich ciekawych/fantastycznych opcji może to doprowadzić i nic… Tak jakby scenarzyści nie widzieli tej możliwości…

  3. aryman222

    Na kwarantannie trochę gotuję (nauczyłem się robić naleśniki 🙂 ), odrobinę gram (Battle Brothers – gra ma idealny klimacik żeby w drużynie rzeźników mieć np. Zbyszka z Bogdańca, Zawiszę Czarnego, Johna Snowa i Conana Barbarzyńcę) i dużo oglądam. Z obejrzanych rzeczy, które mogę polecić: film “Odkrycie” (z Rooney Marą – uwielbiam tę aktorkę) i norweski serial “Ragnarok” (młody buntownik odkrywa w sobie moce podobne do Thora…).
    PS Przez tę całą koronę przełożyli premierę Top Gun: Maverick 🙁 Kto nie widział trailera – polecam: https://youtu.be/qSqVVswa420 Są wspomnienia, są ciary. Wielka szkoda. No i Luwr zamknęli… Ale przede wszystkim – Maverick dopiero w grudniu; dżisas, co za czasy 🙁

  4. mr_geo

    A mi sie do kraju wrocic nie udalo. Nie bede pisal o moich probach korespondencji z naszym MSZ, bo to byla taka dawka surrealizmu ze jakby to taki Dali zobaczyl to zamiast “Plonacej zyrafy” by namalowal “Gadajacego od rzeczy urzednika”, po czym zjadl swoj pedzel, sztalugi przerobil na konika na biegunach i do konca swojego zycia zajal sie hodowla rzepy bo mialby swiadomosc ze doszedl do kresu tego co mozliwe dla artysty i nic juz w tym wszechswiecie nie moze go natchnac do stworzenia dziela wspanialszego…
    Wiec jestem w drodze morskiej statkiem z Kongo Brazville do RPA, gdzies bulwa jego mac, posrodku niczego. GPS wskazuje ze najblizszym ladem jest Angola, gdzies daleko na wschodzie. Jak dotre do ojczyzny Afrykanerow to bede kombinowal co dalej.
    Wiec w mam swoja, kurna, Odyseje. Z internetem via satelita o oszalamiajace szybkosci 256 Kb/sec, dzielonym na caly survey crew (9 czlowiekow) i routowanym przez Krolestwo Niderlandow. Gram w to co jeszcze dziala, czyli glownie w gry z GOG, bo inne – nawet takie co to niby wcale nie potrzebuja online – robia rzeczy rozne, niekoniecznie mile (koronawirus ci w anus Blizzardzie w morde kopany; do czego niby jest pierwszemu Strarcraftowi potrzebne polaczenie z internetem przy graniu skirmisza przeciwko CPU???).
    Bywa tez Minecraft i Dwarf Fortress, na ktorych wyprobowuje rozne mody ktorych dotychczas jakos nie mialem czasu wyprobowac. Do tego drugiego sam probuje cos poskladac w temacie modow, robiac to metoda podpatrywania co i jak to zrobili inni i grzebania w plikach RAW na ich obraz i podobienstwo, ale efekty sa (na razie?) skromne. Aczkolwiek bywa zabawnie gdy sie niechcacy zmieni fizyke swiata gry w taki sposob ze niektore obiekty ignoruja newtonowskie prawa ruchu przy jednoczesnym zyskaniu zdolnosci do gwaltownych eksplozji. Notka do zapamietania: krasnolud ktory przekroczyl w locie bariere predkosci rownej 50 tiles/sec ma tendencje do rozchlapywania sie przy ladowaniu,co z kolei bardzo psuje nastroj i morale tym wspolplemienicom ktorzy musza go potem posprzatac.
    Ogladam co sie tam trafi na dysku podpietym do TV w messie. Najswiezszym obejrzeniem byly jakies nowe Jurassic Parki. Dobry Boze, jak te filmy o dinozaurach sa idiotyczne z punktu widzenia palentologii. A przy tym jakie maja zadecie i jak staraja sie udawac ze jest tam jakies sajens w tym fikszon.
    Lekko liczac czega mnie jeszcze z tydzien takiego bytowania. I to optymistycznie zakladajac ze jak ujrzymy Table Mountain, Signal Hill i Lion’s Head (czyli dotrzemy do Kapsztadu) to nas na lad wypuszcza. W co smiem watpic, bo koronawirus. To z kolei implikuje ze nasz kraj, taki piekny, prawdopodbnie powitam znowu tak gdzies w poczatkach czerwca jak dobrze pojdzie. A pozegnalem go w pierwszych dniach lutego.

  5. Tasioros

    A idź Pan!
    Siedzenia w domu więcej, a grania tak naprawdę mniej. Praca, dziecko, które tylko czycha aż pracę skończę, wieczorne, codzienne obowiązki i w końcu czas dla siebie. O 9:30, kiedy to już niemal nic mi się nie chce, a o 23 zazwyczaj szykuję się już do spania. Ale jednak zasiadam z jakimś napitkiem przed komputerem. Kwarantanna, czas na granie, a ja paradoksalnie staram się wybierać gry krótkie. Nawet nie myślę o próbowaniu czegoś, co potrzebuje kilkudziesięciu godzin do ukończenia. Udało się zatem ograć świetne “The Wolf Among Us”. Parę dni temu “Observer”, który okazał się lepszy, niż z początku mi się wydawało. Czasem w ciągu dnia pogram z córą w Misia Uszatka albo GTA 5 (jest tu spore pole do popisu). Teraz natomiast nie wiem, w co sobie pograć. Ubisoft podarował “Child of Light”, ale chyba walki turowe odpadają na ten moment – bo co chwilę trzeba się zatrzymać w miejscu i spędzić ileś-tam czasu na pokonanie przeciwnika. A skoro gram maksymalnie 1 – 1,5h to chcę przez ten czas kawałek historii poznać. Szukam czegoś co mnie niemal pochłonie, porwie opowieścią, klimatem, czy co tam jeszcze ma w zanardrzu (tak jak niedawno “Hellblade: Senua’s Sacrifice”, które miejsce na podium kolejnej Krypy ma już pewne), a jednocześnie boję się np. grać w SOMA. Myślę nad “Assassins Creed: Black Flag”. Może do Niemców bym postrzelał, albo jakieś inne Call of Duty? No nie wiem kurde no!

    Z seriali w końcu obejrzeliśmy (z żoną, nie córką) “Czarnobyl”. Bardzo dobry serial, z mistrzowską wręcz dbałością o szczegóły, jeśli chodzi o ukazanie ówczesnych czasów. W pewnym sensie sytuacja podobna do obecnej – niewidzialne niebezpieczeństwo i ściemy rządu. Westworld 3 po pierwszym odcinku sobie odpuściłem, bo nie zapowiada się najlepiej – poczekam na opinie po skończonym sezonie. Za to na pewno ogarnę serial pod kątem muzyki. Zastanawiam się nad dokończeniem historii Thomasa Shelby’ego w piątym sezonie “Peaky (fokin’) Blinders”, albo rozpoczęciem “Ozark”.

    Nie wiem czy to klęska urodzaju, czy zbyt wiele siedzenia na dupie przed komputerem, czy inne złe moce. Ale wiem, że alkohol pomaga 🙂

  6. Mnisio

    A u mnie czasu zdecydowanie mniej niż przedtem.
    W domu szkoła, przedszkole i żłobek jednocześnie, do tego żona pracuje zdalnie (wieczorami). Rozpiździec jakich mało, a na następny dzień wszystko musi być w miarę ogarnięte.
    Na tapecie co mniej więcej 2 dzień przewija się tylko Dom z papieru.

  7. lemon

    U mnie z kolei zawód taki, że epidemia czy nie, od rana do wieczora trzeba pracować, więc czasu na rozrywki jest tyle samo, co zwykle. Zacząłem ostatnio trochę intensywniej czytać komiksy, np. Fables (świetne, kojarzą mi się z tym, jak motywy z baśni wykorzystał kiedyś w opowiadaniach Sapkowski) i przy okazji “ogrywam” (w cudzysłowie, bo to nie gra) The Wolf Among Us (nawet niezłe, to chyba pierwszy raz jak jakaś produkcja Telltale skutecznie zachęca do “zagrania” ponownie z innymi wyborami).

    W najbliższych dniach planuję dokończyć parę rozgrzebanych gier i przeczytać książkę albo dwie.

Powrót do artykułu