Black Isle ogłasza narodziny nowego tytułu!

k0d dnia 20 grudnia, 2012 o 8:51    7 

Chodzi tak naprawdę o stary/nowy tytuł. Ma on coś wspólnego z Fa-piiiip-llout.

V13, nazywane także PV13 miało być w oryginale mmo w uniwersum Fallouta. Nieudolność prawników Black Isle doprowadziła jednak do sprzedaży praw do marki Fallout ZeniMaxowi (właściciel Bethesdy). Trwające wiele lat procesy pozostawiły legendarne Black Isle w stanie śmierci klinicznej. Firma de facto nie działa. Niby coś przez te lata dłubali przy PV13, ostatecznie zdecydowali się zmienić koncepcję. Teraz zwracają się o pomoc do graczy, rozpoczynając własną kampanię crowdfuningową.

 


Prezentują nam swój pomysł w lekko dziwacznej formule odsuwania, będącej ostatnio na topie, apokalipsy Majów. Pragną aby V13 zamieniło się w strategiczną grę rpg osadzoną w świecie zniszczonym apokalipsą. Proponują możliwość odbudowywania cywilizacji poprzez rozbudowę bazy, najmowanie lub porywanie ludzi parających się nauką, zbieranie zasobów, urządzanie wypadów i misji specjalnych w celu zdobywania wyjątkowych artefaktów itp. itd. Wizja to ciekawa, choć niezbyt oryginalna w obliczu powstałych niedawno gier, które temat przetrwania w niegościnnym środowisku już przerabiały i przerabiają na rozmaite sposoby. Niemniej pomysł to intrygujący i dobrze zrealizowany mógłby okazać się czymś wartym zainteresowania. Tym bardziej, że braliby się za niego "ludzie-legendy".

Cały problem jednak w tym, że po bliższym zapozaniu się informacjami na stronie, entuzjazm gwałtownie opada. Nie dość, że przeznaczamy pieniądze na wspieranie lichej nadziei ludzi, którzy są już tylko cieniami samych siebie, to okazuje się, że fundusze nie zostaną przeznaczone na powstanie gry! To, co twócy teraz uzbierają będzie jedynie wyznacznikiem wiary w Black Isle, sprawdzeniem czy gracze jeszcze ich pamiętają i czy pragną powrotu legendy. Zebrane pieniądze mają dać możliwość przetrwania firmie i pozwolić na stworzenie grywalnej wersji PV13. Nie ostatecznej gry. Jedynie produktu, który może zostać zaprezentowany gdzieś dalej, komuś "większemu". A fanom za wsparcie finansowe oferuje się dostęp do forum, odznaki i możliwość wyrażania opinii na temat powstającego projektu i kierunku jaki ma obrać. Przepraszam, czy dobrze zrozumiałem…?

W filmie promującym inicjatywę, jeden z autorów opowiada znaną formułkę "o omijaniu biurokratów i produkowaniu gry bez pośredników, przez graczy dla graczy". Wystarczy jednak się przez chwilę zastanowić i do głowy przychodzą nieciekawe wnioski. Co zrobią z półproduktem ufundowanym przez graczy "mistrzowie" z Black Isle? No jak myślicie? Oczywiście, że pobiegną do wielkiego wydawcy! I sprzedadzą mu się z uśmiechem na twarzy. Zaraz – powiecie – to niemożliwe! Pytam więc jaka jest zatem alternatywa? Kolejna kampania crowdfundingowa, która pozwoli wyprodukować grę? Czy nie ociera się to już zbytnio o poważne naciąganie?

Smutne to co się ostatnio dzieje z projektami dawnych legend liczącymi na ufundowanie przez społeczność graczy. Twórcy nie potrafią adaptować się do dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Nie widzą, że nie wystarczy już rzucić paru znanych i mocno zakorzenionych w sercach graczy nazw, aby zachęcić ich do oddania ostatniego grosza. A przecież można włożyć chociaż trochę wysiłku… Traktowanie ludzi jak srające pieniędzmi skarbonki się nie sprawdza. Stosowanie chamskich zagrywek w postaci ograniczonego liczbowo poziomu finansowania (np. pierwsze 1000 osób – 15 dolarów za grę), żenujących produkowanych na pół gwizdka kampanii crowdfundingowych, naciągactwa i nieuczciwości – to obecnie standard na Kickstarterze. Mój entuzjazm wyrażany w wielu dotychczasowych wypowiedziach odnośnie crowdfuningu wyraźnie maleje. Jest mi trochę smutno, że to wszystko tak wygląda… A jakie jest Wasze zdanie?

Więcej przeczytasz: {“examplelinkURL_item”

Dodaj komentarz



7 myśli nt. „Black Isle ogłasza narodziny nowego tytułu!

  1. deathclaws

    Crowfunding świetnie się sprawdza w przypadku małych projektów, debiutów gdzie szanse na zdobycie wsparcia dużego wydawcy są znikome a projekt rokuje pozytywnie (chociaż to się zmienia – patrz Steam) albo w sytuacji gdzie twórca ma wystarczająco dużo charyzmy żeby przyciągnąć rzeszę darczyńców. Natomiast to co robi Black Isle jest tak żenujące, że bardziej mogłoby być tylko gdyby ogłosili zbiórkę funduszy na prawnika żeby wygrać proces z Bethesdą (Zenimaxem).

  2. bosman_plama

    Można się było domyślać (nie ma to jak przewidywanie po fakcie), że jeśli kickstarter odniesie sukces, zaraz pojawią się nowe, podobne do nie go pomysły i pojawią się naciągacze. Szkoda, że w takim tłoku mogą zniknąć ciekawe projekty, szkoda, że legenda Black Isle właśnie trafiła do szamba. Bo rzeczywiście ta próba wyłudzenia kasy to ordynarne naciagactwo. W przeciwieństwie do projektów z kickstarera tu nie proponuje nam się za nasze pieniądze nic.

    Sądzę, że tym bardziej należy trzymać kciuki, by wyszły te duże projekty z kickstartera, które narobiły tyle szumu. Jeśli im się uda, jeśli powstaną udane gry, to system przetrwa.

    A Black Isle? Jakie Black Isle? Kto tam jeszcze pracuje z ekipy, która naprawdę tworzyła gry legendy?

      1. brokilon

        @k0d

        Jest tam jakiś taki suwak, którym się ustawia kwotę. Link dalej prowadzi do portalu Invested.in, gdzie w ostatnio uruchomionych projektach, tenże tutaj omawiany stoi obok innego, w którym z kolei niejaki Anthony Cannon próbuje uzbierać 500$ na kartę graficzną i zasilacz. W sumie to życzę gościowi powodzenia. A Black Isle niech ginie.

Powrót do artykułu