Battletech!!!

maladict dnia 6 października, 2015 o 0:49    5 

BattleTech

Turn-based!! Single player!!! Czas naszykować chusteczki i pieniądze do rzucenia w monitor. A dokładniej w Kickstartera.

Normalnie bym się tak nie jarał, bo już niejeden Battletech/Mechwarrior był i miał być, ale tym razem za projektem stoi Harebrained Schemes LLC. Ci od Shadowrunów, jakby ktoś jeszcze nie kojarzył. A że Shadowruny im wyszły, to im wierzę.

Szczegóły – jak powyżej, taktyk turowy, kampania (już ufundowana) dla pojedynczego gracza, przy kolejnym, którymś tam progu będzie też PvP. W projekt wmieszany jest między innymi Jordan Weisman, założyciel FASA i WizKids, autor m.in. RPG-ów  Traveller, ShadowrunEarthdawn czy Star Trek:Roleplaying Game,  gier figurkowych z serii ‚clix’ i oczywiście samego Battletecha z przyległościami, więc wszystko będzie oficjalnie i legit. Akcja będzie się działa w 3025 (Succession Wars Era). Pięć Wielkich Domów, najemnicy…

Planowana data wydania – maj 2017

Dodaj komentarz



5 myśli nt. „Battletech!!!

          1. peacoat

            @iHS

            Poszli w ilość, z jakością tak sobie. Nie sądziłem, że to kiedykolwiek napiszę, ale gra straszy ilością nudnego tekstu. Kto mnie zna ten wie, że uwielbiam ściany świetnie napisanego tekstu w grach, jednak tutaj czułem się nim wręcz zmęczony. Przede wszystkim- MASA NUDNEJ EKSPOZYCJI, częstokroć powtarzanej w kółko, z drobnymi tylko zmianami. Prowadziło to nawet do takich kuriozów jak kilkoro NPCów mówiących mniej więcej to samo – „Każdy tutaj pilnuje swojego nosa, niechętnie rozmawiamy z obcymi… DLATEGO POZWÓL, ŻE BĘDĘ CI TRUŁ PRZEZ NAJBLIŻSZE 10MIN O NAJBLIŻSZEJ OKOLICY, CO BYŚ NA PEWNO ZAPAMIĘTAŁ”. Nie tak to się robi :|

            W Dragonfallu DC chłonąłem każdą rozmowę, tutaj większość mnie męczyła.

            W przełamaniu nudy nie pomagał tragiczny soundtrack, który w tej odsłonie zmienił zupełnie swój charakter (na dużo, DUŻO gorszy)- to dzięki niemu uczucie znużenia doprawiane zostawało bólem głowy.

            Do tego dochodzi niesamowicie zły rozdział między rozmowami, a akcją. A jak już jakaś akcja się pojawi, to na krótko, bo walki zostały przyspieszone i jeszcze bardziej wykastrowane na poziomie trudności.

            Zachwalane przez twórców większe mapy ograniczają się do HUBu, co bynajmniej nie jest zaletą. Teraz aby gdziekolwiek dojść musimy poświęcić więcej czasu, ilość zawartości jest niewielka…

            Dodam jeszcze, że byłem tak podjarany Shadowrun: Hong Kong, że postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Returns, od którego zawsze się odbijałem na samym początku. I tym razem po początkowych zgrzytach gra okazała się niezła! Niestety nie mogę tego powiedzieć o HK.

            Dodam, że męczyłem się ~15h i nie bardzo mogłem zaznajomić się z towarzyszami (choć też jadaczki im się nie zamykają- jeden non-stop płacze i ma kompleks porzuconego synka, inna nawet unikając kontaktu z ludźmi potrafi długo ględzić, kolejna to jakaś „japońskawa” satyra/parodia, która ciągle wpiernicza swoje rameny…). Chyba tylko jedna postać błyszczała na ich tle, ale nawet ona nie potrafiła mnie przyciągnąć do ekranu wbrew panującej zewsząd nijakości i nudzie.

Powrót do artykułu