Zmarł Maciej Parowski

bosman_plama dnia 4 czerwca, 2019 o 9:04    23 

tyt

Gdyby Gikz traktował tylko o grach i tak trzeba by o Nim napisać, bo przecież Parowski to jeden z ojców chrzestnych Wiedźmina. Ale rozmawiamy tu nie tylko o grach, ale i o literaturze, filmach, komiksach… We wszystkich tych dziedzinach Parowski był bardzo mocno obecny, czasem jako twórca, czasem jako krytyk.

Jeśli wędrujecie po podobnych do moich rejonach sieci, będziecie mogli poczytać o Parowskim jako o wielkim redaktorze, znaczącym twórcy, wielkim fanie fantastyki i serdecznym człowieku. Nie wiem kiedy ostatnio zdarzyło się, że GW i TVP mówiło równie pozytywnie o tym samym człowieku, można więc chyba powiedzieć, że trafiła nam się osoba wyjątkowa, wyrastająca – niezależnie od swoich poglądów – ponad nasze lokalne piekiełko.

parowskiZdjęcie z profilu fejsowego NF

Opublikował „tylko” dwie powieści: debiutancką Twarzą ku ziemi i – 28 lat później – Burza. ucieczka z Warszawy ’40. O obu rozmawiano chyba trochę za mało, choć obie narobiły nieco szumu w fandomie. Dla dzieciaka jakim byłem w 1982 został niemal bogiem jako autor Funky Kovala, najwspanialszego komiksu, jaki wówczas czytałem. To były takie polskie Gwiezdne Wojny – z twardym kosmicznym detektywem nawalającym się pośród gwiazd z łajdakami i zdobywającym serca nieprawdopodobnie pięknych kobiet. Rysowany przez Polcha z taką szczegółowością, z jaką chyba nigdy potem się już nie spotkałem, komiks należał do ulubionego przez Parowskiego rodzaju fantastyki – za wybuchami i mordobiciami kryła się Opowieść, która dotyczyła nas tam i wtedy, ale też chyba zawsze. A przy tym była mocno osadzona w naszym świecie; z łatwością rozpoznawaliśmy karykaturę Urbana czy postać Wałęsy. Do tego ich komiksowe losy były zbieżne z prawdziwymi. Nawet taki szczeniak jak ja to widział.

Twarza_ku_ziemi1

Zapał Parowskiego w owych czasach nie zjednywał mu wyłącznie przyjaciół. W ileż awantur, których echa docierały nawet do takich pozafandomowców jak ja i kumple z klasy, on się uwikłał! Jak czasem drażniły nas jego ogłaszane z wielkim zapałem kolejne generacje fantastów (Maciek widział przemiany spojrzenia w kolejnych pokoleniach twórców, nazywał je: „generacjami”). Ale czytaliśmy go z tzw. „trzęsącymi się uszami”, czekaliśmy na kolejne numery miesięcznika Fantastyka (uwaga, działo się to w czasach wiecznego wybrakowania, więc choć pismo ukazywało się gigantycznie wysokim nakładzie, wiecznie go brakowało; czasem zdobycie nowego numeru wymagało nie tylko doskonałego obeznania w rozłożeniu kiosków Ruchu w mieście, ale też elastyczności moralnej i stosowania podłych chwytów wobec konkurencji – wiem co mówię, do dziś trochę gryzą mnie wyrzuty sumienia za jeden wredny numer) a potem pochłanialiśmy go. I – uwaga – wtedy z równym zapałem czytało się i prozę i publicystykę. Prawda, że gdy za tę drugą odpowiadali tacy ludzie jak Jęczmyk, Oramus i Parowski trudno było zapanować nad entuzjazmem. Z czasem wręcz zaczynaliśmy lekturę pisma od publicystyki.

sposnakobZbiór opowiadań, w którym możecie znaleźć jedyne chyba opowiadanie o Funky Kovalu

Fantastyka sprawiła, że rola Parowskiego w kształtowaniu tej literatury w Polsce stała się chyba nieporównywalna z nikim innym. O ile Lem wyznaczył pewien kurs i sprawił, że przez dekady to SF dominowała u nas miażdżąco nad innymi konwencjami, to Parowski, jako redaktor przez jakiś czas jedynego, a z pewnością najbardziej znanego pisma fantastycznego, wychował całe pokolenia pisarzy, z Dukajem na czele. Miałem ochotę napisać: „z Dukajem i Sapkowskim”, ale ten drugi debiutował jako mąż lat około czterdziestu, więc już raczej wychowywać się nikomu nie dawał. Niemniej Parowski przyczynił się znacznie do popularności tego autora. Do Parowskiego przyznają się też Orbitowski, Twardoch, Szostak. Debiutował u niego Kuba Nowak (jeszcze namiesza w fantastyce, zobaczycie). Podejrzewam, że większość polskich fantastów jeśli nie debiutowała w Fantastyce bądź Nowej Fantastyce, to przynajmniej odrabiała u Parowskiego lekcje.

fantrastyka

W artykule Orlińskiego w GW możecie przeczytać, że część pisarzy pisała dla niego, a część przeciwko niemu. Bo też, warto o tym pamiętać, jako człowiek który właściwie wytyczał kurs dla okrętu Polska Fantastyka, Parowski był przez lata postacią kontrowersyjną. Uważał na przykład, że literatura powinna wykraczać poza zwykłą rozrywkę. Nieco w buncie przeciw temu powstał Fenix, znakomite pismo założone przez ludzi, którzy chcieli pokazać nieco inną drogę. Tak, w polskiej fantastyce popkultura powstała w wyniku buntu. Nie wiem, czy to nie ewenement na skalę światową. Ale, słuchajcie, jaki to był bunt! Bunt Grzędowicza, Ziemkiewicza (z lepszych lat), Komudy, Oramusa… Spór z Nową Fantastyką był dla Fenixa kwestią tożsamościową, a to oznaczało dyskusje właśnie z Parowskim. Przynajmniej jedną Nagrodę im. Janusza A. Zajdla przyznano na przekór Parowskiemu a Śląski Klub Fantastyki przywalił mu antynagrodą Złoty Meteor. Ale zauważcie, w całym tym fermencie chodziło ludziom o coś, najczęściej o literaturę, nie zaś politykę bądź o zadymę dla zadymy. Działo się to bowiem w mitycznych czasach, gdy ludzie spierali się, wadzili o literaturę a czasem nawet pisali z powodu tych sporów opowiadania.

małpy1

Prócz literatury i komiksu (pamiętajmy, że zanim Amerykanie zaczęli robić komiksy o Wiedźminie, u nas zajęli się tym Parowski z Sapkowskim i Polchem) Parowski był też wielkim miłośnikiem kina, co znajdywało odbicie w Fantastyce pod jego władaniem. Dzięki temu, my, szczeniaki nie tylko mogliśmy czytać opisy filmów których nijak nie dało się w Polsce legalnie zobaczyć, ale też uczyliśmy się trochę inaczej spoglądać na te filmy, które akurat były dla nas dostępne. Fantastyka i Nowa Fantastyka uczyły nas krytycznego spojrzenia, interpretacji, sięgania głębiej. A przy tym dostarczały cały czas niesamowitej frajdy. O grach Parowski zbyt wiele nie pisał, ale był ich ciekaw. Zamawiał o nich teksty do Czasu Fantastyki – kolejnego pisma, które stało się jego ukochanym dzieckiem, skupionego niemal wyłącznie na eseistyce, publicystyce i krytyce literackiej. CzF stanowił bardzo ważną redutę w czasach, gdy w fantastyce krytyka literacka marniała, by nie rzec obumierała. Ciekawostka dla nas – w swoich felietonach do NF wspomniał przynajmniej raz Gizka, choć w kontekście dyskusji o Sapkowskim nie o grach.

czf_0111-large

Z czasem zakopał chyba większość toporów wojennych. Przez ostatnich paręnaście, a może nawet i więcej lat, facet, którego starsi koledzy kojarzyli jako wojownika rzucającego się z ochotą w każdą bitwę na polemiki, złagodniał. Nadal miał swoje poglądy i gotów był ich bronić (sprawnie, ostrze nie stępiało, jedynie rzadziej opuszczało pochwę i przejawiało niechęć do ranienia do krwi). Rozmawiał praktycznie z każdym, kto do niego zagadał, a trzeba wiedzieć, że jeździł po konwentach niczym młodzik. Mało kogo z jego pokolenia spotykałem tak często. Był człowiekiem niesamowicie ciekawym nowych zjawisk w kulturze, krytykiem uważnie śledzącym co się dzieje w literaturze i kinie. I gadułą:). Ale warto było go posłuchać. Ale jeszcze bardziej warto było z nim porozmawiać. Bo należał do tych ludzi, którzy nie tylko lubili mówić, ale i słuchać.

kukulka-na-koniu-trojanskim-w-iext50565292

Od jakiegoś czasu pracował nad podsumowaniami swojego fantastycznego życia. Wydał trzy tomy Małp Pana Boga: 1. Słowa, 2. Obrazy, 3. Kukułka na koniu trojańskim. To zbór jego esejów, felietonów i w ogóle publicystyki a przy okazji niezła historia fantastyki ostatnich czterdziestu lat (plus minus). Dla takich jak ja to tyleż ciekawa co nostalgiczna wycieczka w przeszłość, zwiedzanie własnych kulturowych wspomnień z interesującym, dociekliwym, czasem zagniewanym a czasem rozradowanym przewodnikiem. Dla literaturoznawców to niesamowity materiał badawczy i kawał historii polskiej kultury.

burza-ucieczka-z-warszawy-40-w-iext44613593

Zmarł więc facet, który w pewnym stopniu wychował mnie i całą masę moich kumpli z podstawówki, z liceum, z fandomu. Który miał wpływ na Wasze postrzeganie świata nawet jeśli tego nie zauważaliście – ale wystarczy, że czytaliście polską fantastykę albo przynajmniej graliście w Wiedźmina (nie mam pojęcia jaki wpływ miał Parowski na Sapkowskiego, ale był jego pierwszym redaktorem a to sporo robi; podejrzewam, że zadawał pytania od których mózg zaczynał świecić intensywniej). Nawet jeśli nie czytanie fantastyki bo uważacie, że to literatura dla dzieci, to mogą być Wam nieobce nazwiska Orbitowskiego, Twardocha czy Szostaka. Pięknie nagradzana ostatnio Tokarczuk też dziecięciem będąc czytywała Fantastykę (nawet list do niej napisała). A chyba wszyscy polscy komiksiarze wychowywali się nie tylko na Kajku i Kokoszu i Tytusie, ale i na Funky Kovalu.

funky-koval-bez-oddechu-1

 

Dodaj komentarz



23 myśli nt. „Zmarł Maciej Parowski

  1. WarNerd_PL

    Zdobywanie numerów „Fantastyki” w latach osiemdziesiątych było sztuką samą w sobie. Miałem kolegę, którego rodzice prenumerowali „F” i chyba można by go uznać za legendarnego „faceta, który ma wszystkie numery”. Oprócz tego miał opinię świra.
    Przychodziłem do niego przeglądać „F” i – uwaga – prawie wszystkie numery, które mnie interesowały, oddawał mi za darmo. Dzięki temu poznałem Kovala i przeczytałem masę świetnych opowiadań i powieści. Do dziś nie rozumiem, dlaczego to robił.

  2. maladict

    Czepnę się tylko, że nikt przy zdrowych zmysłach i bazowej choćby znajomości polskiego fandomu nie umieszczałby w środowisku Fenixa/Klubu Tfurców Oramusa pomijając równocześnie Kołodziejczaka, Piekarę czy Pilipiuka. A powtarzanie teorii spiskowych jakoby nagroda Zajdla była (lub przynajmniej, może być) zmanipulowana, jest co najmniej nie na miejscu.
    Aha, a Funky Koval skończył się na ‚Sam Przeciw Wszystkim’

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @maladict

      Fakt, Kołodziejczak i Piekara bardziej niż Oramus. Ale Oramua pisał tam felietony. Piekarę wyparłem za plagiaty (właśnie w Fenixie) a Kołodziejczak podpadł mi za złożoną przy piwie obietnicę: „póki jestem w Egmoncie będziemy wydawać Loisela”. No dobra,, nie za obietnicę a za jej niedotrzymanie.
      A jeśli chodzi o Zajdla dla Cyberjolly, to niestety, nie teoria sposkowa.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @maladict

          W obu przypadkach Parowski był „czarnym charakterem”. W przypadku „Cyber…” pospolite ruszenie, żeby pokazać mu, że się myli (delikatnie mówiąc) było dość otwartą akcją. Zresztą kulminacja tego sprzeciwu to właśnie 1999 – ten sam rok dla CyberJoley i Meterora. Dziś możemy nie pamiętać tego fermentu, ale nastawienie przeciw Parowskiemu (jako temu, który dzierży klucz do sukcesu w fantastyce) było wówczas silne. On naprawdę był wtedy postrzegany jako facet, który decyduje o kształcie polskiej fantastyki i właśnie dorósł bunt.
          a on Cyber nie cenił i nie rozumiał, co zresztą przyznawał po latach.
          Zresztą – to był wspaniały redaktor, znakomity krytyk, ale nie wszystko, co dla fanów było świetne, rozumiał. Na przykład nie jeden raz rozmawiałem z nim o Szostaku, którego fenomen był dla niego zagadką. Publikował go, doceniał część tekstów, ale przynajmniej dwa razy pytał mnie: „Wiem, że jesteś fanem Szostaka. Pogadajmy, bo nie rozumiem tej fascynacji. Choć wiem, że Wit jest świetny. Ale…”
          Może to kwestia czasu i dorastania. W przypadku CyberJoly był zdecydowaie przeciw. Co wzbudziło duży sprzeciw w fandomie, właściwie bunt. W przypadku Szostaka był szczerze zaciekawiony tym, co inni dostrzegali a czego on (doceniając Wita) nie rozumiał.
          Albo w przypadku opowiadania Małeckiego o Kursku dziwił się, że Kuba zawalił kwestie geopolityczne, gdy myśmy (kumple Jakuba z antologii) cenili ten tekst za psychologię i za to, że miał gdzieś to, co dla Maćka było najciekawsze.
          On nie był wszechmocny i wszechwiedzący albo wszechnieomylny. Ale ewoluował i stał się wszechciekawy:).

          1. mr_geo

            @bosman_plama

            Z tym buntem fandomu przeciw Parowskiemu który miał się objawić jako Zajdel i Srebrny Glob dla „CyberJolyDrim” to jest dla mnie dość mętne i naciągane szczerze mówiąc. Tak się składa że Autorkę „Cyber…” znałem (znam) osobiście, bo razem uczestniczyliśmy w tworzeniu „Hitalii” na łamach Fenixa i najpierw korespondowaliśmy a potem spotykaliśmy się prywatnie i na rozmaitych zlotach (chyba nawet załapałem się na jakieś oficjalne „prasowe” zdjęcie na Nordconie 2000 gdzie trzymam statuetkę Srebrnego Globu, bo ciężkie to było w uj i laureatka nie dawała rady jednocześnie ustawić się do fotki i sama tego bambetla w rękach utrzymać:)). Nina Liedtke absolutnie nie napisała swojego utworu „przeciwko komuś” i była autentycznie zaskoczona zamieszaniem które zrobiła jak i odzewem i popularnością opowiadania. Pochwały które spływały od fanów i czytelników – a było ich naprawdę dużo – były moim zdaniem szczere i biegunowo odległe od chęci dopieczenia Parowskiemu. Jeśli rzeczywiście jakiś tam procent głosujących na ‚CJD’ robił to aby „zrobić na złość starym autorytetom” to śmiem twierdzić że w ogólnym rozrachunku ilośc takich aktywistów był znacząco mniejsza niż ilośc ludzi u których to opowiadanie trafiło w ich gusta i nacisnęło ten guzik „wow” w ich zamiłowaniu do fantastyki.

            Parowski był IMHO w ogóle niezbyt przekonany do szeroko pojętego cyberpunku i nie pałał entuzjazmem do postrzegania komputerów/sieć w fantastyce w taki sposób jak robili to młodsi od niego. Nie był przekonany że można stworzyć kompletny, przekonujacy i wartościowy literacko opis „świata wirtualnego”, bo na komputer i cyberprzestrzeń patrzył jako na narzędzie do wykonania pewnych określonych zadań, a nie jako na całość, kompletne i samowystarczalne fantastyczne uniwersum. I chyba dlatego nie przemawiała do niego estetyka ‚CJD’, i uważał ją (wtedy) za sztuczną i miałką. Potem to się chyba dośc mocno zmieniło, ale nigdy do końca.

            Co nie zmienia faktu, że był wielkim fantastą, erudytą i tym który za zasługi w propagowaniu i rozwoju polskiej fantastyki może (i powinien!) bez wstydu stanąc koło Lema.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @mr_geo

              Nie twierdzę, że autorka pisała przeciw komuś (to raczej okolice tezy Orlińskiego), tylko, że fandom doznał uczucia gniewu nań. Nie ujmuje to wartości samego opowiadania, bo faktycznie nie było tak, że nagle wszyscy się zmówili: „a teraz nagrodzimy tekst na złość Parowskiemu”. Co nie znaczy, że takich emocji nie było. Ba, nawet to świadczy na korzyść opowiadania, bo z jakiegoś powodu właśnie ono stało się ową „ostatnia kroplą”, jego tytuł krążył jak wezwanie do buntu. Oczywiście, to brzmi jak początek wielkiej rewolucji, a tak naprawdę wystarczyło kilkanaście zagniewanych osób, żeby narobić szumu.

              Niemniej konflikt wtedy trwał i ludzie sięgali po różne argumenty.

              1. maladict

                @bosman_plama

                Z tak ujętą tezą jestem skłonny się zgodzić. Istotnie istniał konflikt, choć nazwał by go raczej sporem ciągnącym się jeszcze od czasu Tfurców, a dotyczącym głównie nagrody Zajdla. Nie bez znaczania był też fakt, że spora, młodsza część fandomu znalazła nowy, pozakonwentowy sposób komunikacji – Syffa (usenetowa grupa dyskusyjna pl.rec.fantastyka.sf-f), którego to fenomenu ‚stara gwardia’ jak Parowski czy Oramus nie była w stanie zrozumieć. I, jakkolwiek większość tego środowiska opowiadała się w sporze o Zajdla po stronie ŚKF-u, i właśnie syff był platformą dla CJD (i poniekąd, jak sądzę, inspiracją) to nie przypominam sobie żadnych nawoływań i mobilizacji. Było raczej jak pisze mr_geo – opowiadanie się spodobało, ludzie zagłosowali, i bach!, poszło.
                Inna sprawa, jak teraz spoglądam sobie na listę laureatów, to zauważam, że Nina miała też trochę szczęścia, że trafiła na moment między Sapkowskim a Dukajem. Sapek właśnie kończył sagę o wiedźminie (i czytelnicy byli już chyba trochę znużeni) a Dukaj dopiero się rozkręcał.
                Hmm, całkiem ciekawa teoria, muszę ją dopracować.

            2. maladict

              @mr_geo

              Co do Srebrnego Globu, to potwierdzam, że był on ciężki w uj, bo sam tachałem Huberathowego przez całą Polskę (z czego by wynikało, że spotkaliśmy się na tym konwencie IRL i to jeszcze długo zanim ktokolwiek o gikzie pomyślał). Ale do czego się chciałem odnieść to, że przy całej niechęci Parowskiego do cyberpunka, to właśnie w NF ukazało się opowiadanie Grega Wiśniewskiego – ‚Manipulatrice’, uznawane za pierwsze polskie opowiadanie cp.
              A co do CJD, to wyszło trochę jak z piosenką joli z rzeczonego tekstu – Nina skrobnęła sobie, ot tak dla funu i nagle wszyscy się zachwycili i poszło jak viral. Normalnie, życie imituje sztukę.

  3. projan

    Jest ktoś na Gikzie kto nie zna Parowskiego? Nie wiem, czy to możliwe…

    Mój starszy kuzyn miał całą (?) Fantastykę. Przyjeżdżałem do niego na wakacje i pochłaniałem… Moje skojarzenie z Fantastyką to właśnie dziecięca beztroska i wolne od szkoły, czyli skojarzenia najpiękniejsze. :)

  4. true_mayonez

    Czekałem na Twój tekst, Bosmanie.
    Jest mi przykro, jak wszystkim. Jednak odczuwam (paradoksalnie) radość, bo zdążyłem rzutem na taśmę, spotkać się z Nim na Czekonie. Jeszcze bardziej się cieszę, że udało mi się przedstawić Go moim dzieciom, które wprawdzie prelekcji o prehistorii naszej fantastyki słuchały jak baśni o żelaznym wilku, ale zapamiętały Go jako fascynującego człowieka i świetnego gawędziarza. Reszta przyjdzie z czasem. Trochę tylko mi żal, że nie spełnię już Jego prośby i nie poproszę o autograf na Burzy. Na szczęście Parowski siał. I plon bedziemy zbierać latami. Jeszcze długo po jego śmierci publikować będą ludzie, których uczył i kształtował.

Powrót do artykułu