Zbrodnia, albo dokąd jedzie ten trolejbus*?

Ziuta dnia 24 października, 2014 o 13:22    6 

zbrodnia2

Jak obiecywałem – recenzja pierwszego odcinka „Zbrodni”

„Zbrodnia” do adaptacja pierwszego sezonu szwedzkiego „Morden i Sanhamn”, którą powierzoną Gregowi Zglińskiemu i Igorowi Brejdygantowi, twórcom „Paradoksu”. Zacznijmy więc od niego.

„Paradoks” z 2011 był niedocenionym serialem. Nie bez wad, ale co z tego, skoro nawet nie dostał szansy na wyciągnięcie wniosków z błędów. Telewizja publiczna dała ciała, najpierw emitując odcinki przedpremierowo w darmowym VOD, by potem odkryć niską oglądalność podczas emisji właściwej. Jedynym chyba, który zauważył koincydencję, był grający główną rolę Linda, ale i jego wypowiedź (ludzie nie oglądali, bo widzieli wcześniej w internecie) brzmiała, jakby winni byli piraci. Tak przez własną głupotę TVP2 wykosiła jedną z lepszych produkcji w ostatnich latach. Co straciliśmy? Fajne zdjęcia, fajnie dobranych aktorów (zarówno starą gwardię w osobach Jakubika, Lindy i Rappkego… to jest Bluszcza, jak i mniej ogranych Łukaszewicza, Muskałę i Maggie Gyllen… to jest Annę Grycewicz ) i naprawdę dobrze napisane postaci. Serio, częściej bym chciał tak napisanych bohaterów, którzy naprawdę żyją na ekranie, a nie wykonują zlecone im przez scenarzystę zadania. Trochę zgrzytała postać Lindy, ale winny był kontekst. Gdyby komisarza Kaszowskiego grał ktoś inny (na przykład gdyby zamienili się rolami z Bluszczem), wtedy główna intryga sezonu, czyli Grycewicz badająca domniemane ciemne sprawki komisarza, mogłaby wywołać dreszcz emocji. A tak wiedzieliśmy, że Linda nie może być zły i tylko udaje brudnego glinę, żeby się dobrać do tych naprawdę złych. Drugą wadą Paradoksu była formuła wątków proceduralnych – puentowanie śledztwa tygodnia tytułowym  paradoksem –  która zaczęła się pod koniec sezonu wyczerpywać. Wierzę jednak, że w drugim sezonie starczyłoby potencjału na nowe otwarcie. Niestety z powodu kasacji została mi tylko wiara i nic więcej. Szkoda. Na rozchmurzenie możemy posłuchać świetnego motywu z napisów końcowych:

Minęły równo trzy lata i „Paradoks” zastąpiła „Zbrodnia”.

Nie widziałem niestety oryginału, czyli  „Morden i Sondhamn” z 2010 (opartego z kolei na powieściach Viveki Sten). Serialu nie ma nawet na chomiku (wyobrażaliście sobie takie dziwo?),a krótkie klipy na youtubie nie pozwalają na wyrobienie sobie opinii. Za to imdb straszy niezbyt wysoką oceną 6,1/10 i recenzją, w której obrywa się nieciekawej fabule. Zarzutów tutaj nie wymienię, bo nie chcę spojlerować – wszystkie pretensje w stosunku „Morden i Sondhamn” można wysunąć wobec „Zbrodni”.

Z jednej strony możemy więc przy każdej wpadce, zamiast kręcić nosem, krzyczeć „hura, to nie nasi zawinili!” Z drugiej zaś coś jest bardzo nie w porządku. Od AXN oczekujemy właściwie tego samego, co od HBO (nawet biorąc pod uwagę na różnice między stacjami) – mocnego wejścia z nową jakością i zamieszania na rynku. Tego niestety nie uświadczymy.

Co więc daje nam „Zbrodnia”? Na Helu plażowiczka znajduje zaplątane w rybacką sieć rozkładające się zwłoki. Do śledztwa zostaje przydzielona młoda, niedoświadczona policjantka i stary wyga. Stary wyga przez 3/4 odcinka zachowuje jak ktoś cholernie niewyspany, bo  się rozwiódł i boli go dusza. Za rozwodem kryje się prawdopodobnie jakaś wyjątkowo mroczna historia, która na pewno zostanie nam wyjawiona w następnym odcinku. Pechowa plażowiczka – i, jak okazuje, koleżanka starego wygi ze szkoły – też nie ma lekko. Jej mąż zachowuje się jak co najmniej dupek, a z wizytą do ich pięknego domku przyjechali równie współczujący i wrażliwi teściowie. Do tego dochodzi nam jeszcze siostra ofiary, która jedzie na Hel zapić żałobę i przypadkowo spotyka kolesia, w którego sieć zaplątał się nieboszczyk…

obsada

Poprzedni akapit zabrzmiał chyba trochę kpiarsko, ale to nie moja wina. Jedną z popularnych praktyk satyryków i kabareciarzy jest przenoszenie pewnych już komicznych zjawisk w jakieś kontrastowe środowisko, na którego tle komizm jeszcze bardziej się potęguje. Dlatego kiedy Monty Python chciał wyśmiać głupie teleturnieje, uczynił uczestnikami wodzów światowego komunizmu – Marks z „Milionerach” wzmacnia ich przyrodzoną śmieszność. Dla mnie identycznie działa umiejscowienie szwedzkiego kryminału w obcej na obcym mu kulturowo południowym brzegu Bałtyku.

Nie jestem znawcą tematu, ale trochę się orientuję. Na tyle, żeby w krótkim klipie reklamującym „Morden i Sandhamn” zauważyć, że starego wygą gra ten sam aktor, co doktora Schaeffera w duńskich „Zabójcach” (u nas gra go – policjanta, nie doktora –  zielonooki i romantycznie zaspany Wojciech Zieliński). Widziałem „Forbrydelsen”, czyli oryginalne „The Killing”, „Most nad Sundem”, „Marię Wern”, „Wallandera”, a nawet odstających od głównego nurtu  „Łowców głów” na podstawie Nesbo.  Zdołałem sobie też wyrobić opinię o skandynawskich kryminałach. Piszę je tam właściwie wszyscy, więc to nie jest tak, że każdy jeden jest arcydziełem gatunku, takim, że klękajcie narody. W przypadku „Zbrodni” padło na jeden z tych takich se. To nie poziom Nesbo, czy chociażby Wallandera. Raczej Marii Wern albo kobiecych powieści Camilli Lackberg (moja mama je lubi, mnie wymęczyły i po trzecim tomie nie czuję potrzeby sięgania po następne).

Drugim problemem jest bariera kulturowa. Szwecja uchodzi za dziwny kraj nawet na tle pławiącego się w porządku i dobrobycie Zachodu. Dla jednych model szwedzki to zapowiedź raju, ale innych przedsionek piekła. Nie podejmę się oceny kraju, który znam tylko z filmów, ale „Zbrodnia” przebierając  Szwedów za Polaków i każąc im wyczyniać swoje szwedzkie brewerie na tle Półwyspu Helskiego, nabrała trochę demaskacyjnego charakteru.  Na przykład: siostra ofiary w dniu, w którym dowiedziała się, że jej nadgniłego już brata wyłowiono z morza, jedzie do knajpy, gdzie po paru głębszych wychodzi z przygodnie poznanym facetem oddawać się dalszej libacjom. Ani razu wcześniej nie jest nam zasugerowane, że kobieta ma pociąg do kieliszka, czy pokręconą, zmiennią osobowość. Po prostu tak jakby randomowy człowiek przeżywał żałobę, idąc w tango. Szwedzi są tacy dziwni, czy po prostu scenariusz jest zły?

Albo druga sytuacja: mąż kobiety, która znalazła ciało, jest, jak już mówiłem, dupkiem. I nikim więcej, bo żadna z może sześciu linijek dialogu, które wygłosił, nie wzbogaca jego osobowości o nowe cechy, a podkreśla tę jedną. Gdybym oglądał to po szwedzku, to bym pewnie dał wiarę – bo wygląda na zamożnego, a w szwedzkich serialach ludzie z klasy od średniej wyższej w górę są zawsze palantami, jeśli nie kimś gorszym. W polskich realiach, w naszym pokomplikowaniu i społeczeństwie tak klasowo pomieszanym, że marksiści załamują ręce, to nie jest tak oczywisty schemat. Czy więc to Skandynawowie są inni, czy znowu zawinił scenariusz?

Obejrzą pozostałe dwa odcinki, by zweryfikować swoje wrażenia. Może, jak będzie warto, coś Wam o tym napiszę. Wy w każdym razie nie musicie. Szkoda tylko Zglińskiego i Brejdyganta, szkoda Zielińskiego i Pazury, szkoda Kulig. Dalej czekają na możliwość, by się wreszcie wykazać. A ja razem z nimi.

ZIMNA-RYBA

*Stworzona przez Janusza Zajdla fraza brzmi „dokąd jedzie ten tramwaj”, ale ponieważ Gdynia słynie trolejbusami, postanowiłem zmienić środek lokomocji. Żarcik taki. Ale autentycznie bym się do Gdyni wybrał. Przedwojenna moderna (uwielbiam) w jednej z najładniejszych możliwych przestrzeni – od frontu morze, z tyłu zalesione wzgórza – to może dać jedno z piękniejszych miejsc w Polsce.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Zbrodnia, albo dokąd jedzie ten trolejbus*?

  1. bosman_plama

    Groza. Czytam tekst Ziuty a wyobraźnia dopowiada mi jego głos. Zgroza.
    W każdym razie – ten serial to strata czasu. Aktorzy albo nie wiedzą co grać, albo jak. Postacie są tak nieruszające emocji tudzież wyobraźni, że nawet gdyby do ich rzeczywistości przedarł się Freddie Kruger, to by zdechł z rozpaczy, bo im się nawet nic nie śni chyba. Takie manekiny.
    Podobno drugi odcinek serialu był jeszcze gorszy od pierwszego. Nie wiem, nie widziałem. Ale w takim razie oni tam chyba musieli przez cały czas siedzieć i gapić się w dal, co w pierwszym odcinku zabrało im tylko kilka minut przedziwnej policyjnej roboty.

    To już lepiej oglądać Grey’s anatomy, sezon chyba już osiemnasty, albo setny.

    1. bosman_plama

      @Nitek

      Ale wiesz, Wataha się broni. Nawet drugi odcinek wyszedł im lepszy od pierwszego. I miał trochę przaśne, ale jednak niezłe teksty w stylu: „ona nietutejsza, co?” (po reakcji nowej strażniczki granicznej na znalezioną w wannie głowę jelenia). Więc można. I Paradoks też był niezły.

      A Zbrodnia wygląda, jakby w całości robili ją amatorzy, którzy bardzo chcą coś nakręcić, ale nie wiedzą jak i po co.

Powrót do artykułu