Z innej beczki: Nagroda imienia Janusza A. Zajdla

bosman_plama dnia 4 lutego, 2020 o 10:29    8 

zewz

Jakoś aktywniejszy się robię na starość, albo ostatnio jest o czym pisać. No i czułem wyrzuty sumienia z powodu pojawiania się na Gikzi głównie z okazji Zardzewiałej Krypy. Ale słuchajcie, jest sprawa, można już nominować powieści i opowiadania do Nagrody Zajdla. A przecież wiem, że zdarza się Wam przeczytać coś więcej, niż tylko dialogi w cRPGach.

Nagroda Zajdla (tutaj możecie posłuchać pogadanki na jej temat, wygłoszonej przez faceta, który zainicjował promujący Nagrodę Zew Zajdla) istnieje już czas jakiś i dość mocno wpisała się w krajobraz polskiej fantastyki, choć raczej nie w krajobraz literacki w ogóle. Pierwotnie nazywała się Sfinks, ale prędko zmieniono ją na Nagrodę im. Janusza Zajdla, na cześć pierwszego laureata a przy okazji bardzo znaczącego w fandomie lat osiemdziesiątych XX wieku pisarza. Pisarza, który niestety zmarł, nim zdążył nagrodę odebrać. Kim był Zajdel pisałem tu jakieś sto lat temu. Pokrótce: to pisarz, który jest uważany za bodaj najważniejszego twórcę w tzw. fantastyce socjologicznej, dość specyficznej dla Polski odmiany SF, która więcej uwagi poświęcała przemianom społecznym i roli jednostki w starciu z systemem niż super nowoczesnym odkryciom naukowym. Przy czym u Zajdla nauka i nowoczesne technologie nie tylko były obecne, ale miały też spore znaczenie. Czytany w latach 70 i 80 ubiegłego wieku Zajdel był dość powszechnie uważany, za pisarza, który uprawiał SF, ponieważ tylko tak mógł pisać wprost, co sądzi o komunizmie. I oczywiście, miało to sens, aczkolwiek dziś możemy czytać jego powieści szerzej a czasem nawet zaskakująco współcześnie aktualnie. Znajdziemy w nich wtedy wiele o manipulacji społeczeństwem, mechanizmach zniewolenia i post prawdzie. A czytane dziś Limes Inferior (jedna z najważniejszych powieści) bardziej niż z komunizmem może nam się kojarzyć ze zniewoleniem przez drapieżny konsumpcjonizm i z opowieścią o życiu w świecie popsutego kapitalizmu. Może, choć nie musi, bo kosmiczni bracia idealiści z tej powieści wciąż mogą pachnąć ZSRR. Nie analizując szczegółowo twórczości Zajdla, trzeba napisać, że był pisarzem formacyjnym dla wielu autorów dorastających w latach 70 i 80, a jego utwory publikowane w tym czasie spotykały się z raczej powszechnym (no, może nie u cenzorów) pozytywnym odbiorem. Czytali go nawet ci, którzy po fantastykę zwykle nie sięgali.

Nic więc w tym dziwnego, że nagroda fandomu otrzymała właśnie jego imię, a nie np. Lema, który wydawał się od fandomu daleki a do tego trochę niedosiężny. No i w roku 1985 jeszcze żył.

Najistotniejsze w przypadku Nagrody im. Zajdla jest właśnie to, że stanowi ona nagrodę fandomu, czyli czytelników. Nie ma grona ekspertów (jak w innej fantastycznej nagrodzie – im. Żuławskiego), która decyduje o wyborze. Najpierw czytelnicy mogą za pośrednictwem internetu nominować swoje ulubione powieści i opowiadania z dopiero co minionego roku, potem, podczas Polconu (ogólnopolski zlot fanów) ci, którzy wykupili akredytację na konwent (albo kupili tzw. akredytację wspierającą) wybierają spośród nominowanych powieść i opowiadanie roku. Niepisaną zasadą jest, że największe szanse na otrzymanie Zajdla mają ci, którzy już go dostali, a szczególnie Robert Wegner. Niemniej szanse ma każdy, zwłaszcza, że naprawdę każdy może wykupić taką bądź inną akredytację i zagłosować.

Spory na temat Nagrody ciągną się od lat i co roku wybucha jakaś „Zajdelgate”, bo komuś szczególnie się coś nie podoba. Kontrowersje wzbudza na przykład metoda liczenia głosów (system australijski, tutaj Piotr W. Cholewa, przypadkiem także tłumacz Pratchetta, co może mieć pewien związek, opowiada o co w nim chodzi). Swego czasu laureat Nagrody, Konrad T. Lewandowski napisał wręcz list do wdowy po Januszu Zajdlu, żeby odebrała Nagrodzie sławne imię, ponieważ jakość nagradzanych utworów znacznie spadła. Dość często pojawiają się głosy (często wśród tych, którzy akurat nie wygrali), że Zajdle stały się tak naprawdę plebiscytem popularności i lada chwila wygra je jakiś Zenek Martyniuk (acz nie wygrywa). Oczywiście, najwięcej kontrowersji wzbudzają zwykle zwycięzcy, bo nie ma takiego pisarza, który ucieszyłby absolutnie wszystkich. Dorzućmy jeszcze hipotezę o potężnym spisku Śląskiego Klubu Fantastyki dbającego o to, żeby zawsze wygrywali związani z nim pisarze i dostaniemy chyba komplet najpopularniejszych zarzutów.

distor

Trzeba przyznać, że istotnie Nagroda jest podatna na manipulację; podczas Polconów głosuje na nią zwykle ok 250 do 300 osób, co oznacza, że gdybym skrzyknął swoją rodzinę i znajomych (i zafundował im akredytację, nie przesadzajmy z ich sympatią do mnie), to pewnie zdołałbym doprowadzić do swojego zwycięstwa. O ile wiem nikomu się jednak nie chce tego robić, bo akredytacje jednak kosztują, a – niestety – znaczenie Nagrody nie jest aż tak gigantyczne. To znaczy – każdy, kto ją dostanie jest z pewnością zachwycony, już samo nominowanie do niej sprawia, że człowiek wpada w stan rozanielenia. Ale Nagroda nie przekłada się znacząco na wyniki sprzedaży, a choć towarzyszy jej pewien dodatek finansowy, mogłoby się okazać, że nie starczyłoby go na pokrycie kosztów wykupu akredytacji dla krewnych i znajomych. Łudzę się też, że pisarze wolą wygrywać Zajdle uczciwie, bo to daje prawdziwą satysfakcję.

Ale skoro tak jest, to czemu warto poświęcić trochę swojego życia i zagłosować?

Cóż, nie będę się bawił w udawanie – nam, autorom, otrzymanie nominacji robi dobrze (a co dopiero wygranie!). Czujemy się połechtani i docenieni. I od razu nabieramy większego zapału do pracy. I choć sprzedaż nam nie rośnie do tego lawinowo, to jednak Nagroda wiąże się z pewnym prestiżem i wydawcy uśmiechają się ciut szerzej na wieść o tym, że mają w swojej stajni nagrodzonego autora. Poza tym wieść niesie, że dość ciężka statuetka, wręczana nagrodzonemu, ma znaczące właściwości bojowe.

raderrak szela

A czemu Wam o tym wszystkim piszę, skoro Zajdle nie mają nic wspólnego z grami? Cóż, na razie nie mają, ale może w przyszłości będą mieć? Nagroda nie jest niezmienna, a o zmianach w niej decyduje głosowanie na Farom Fandomu. A FF to spotkanie fanów, którzy wykupili akredytację na konwent, podczas którego FF się odbywa i… chciało im się przyjść na spotkanie. Całkiem niedawno w miesięczniku Nowa Fantastyka opublikowano, chyba po raz pierwszy, scenariusz RPGa. Kto wie zatem, czy w przyszłości takie scenariusze również nie mogłyby stanowić osobnej kategorii? A jeśli rynek gier video rozwijałby się jak dziś, to może i scenariusze do takich gier właśnie?

A przy tym, wiem, że czytacie i powieści. I właśnie dlatego mam do Was interes:). Do końca marca możecie przeczytać co fajniejsze polskie powieści fantastyczne i jeśli uznacie, że są tego warte, nominować je do Nagrody. Sam proces nominowania zajmuje może z pięć minut, a z dokładnym wczytaniem się w listę pomocniczą (listę wszystkich wydanych w poprzednim roku opowiadań i powieści polskiej fantastyki), powiedzmy z dziesięć. A mój interes do Was to próba zainteresowania Was utworami, którym ja bardzo w tym roku kibicuję.

W opowiadaniach miały miejsce dwa szczególnie interesujące wydarzenia. Jedno to powrót po zbyt długiej ciszy Jewgienija Olejniczaka. To jeden z moich ulubionych polskich autorów, a przepadł gdzieś, długo nic nie wydawał. I oto, w lipcowej NF (wyjątkowo niezwykłej, bardzo chciałem ją kupić ze względu na to opowiadanie oraz ze względu na recenzję mojego Jedynego, ale ten akurat numer okazał się być niedostępny, nawet na stronie wydawcy są wszystkie prócz niego) ukazało się opowiadanie Sprzedawca gołębi, traktujące o pewnym Rzymianinie wędrującym przez Palestynę w czasach, kiedy działy się tam dość int… No tak, tam prawie zawsze mają „ciekawe czasy”. Niemniej te były ciekawe szczególnie. Relacja Rzymianie – tubylcy ukazana jest niemal współcześnie, przez pryzmat m.in. naszych, polskich, doświadczeń z okupantami. A że Olejniczak lubi igrać z naszymi przyzwyczajeniami, to jego opowiadanie nie robi się nudne tylko dlatego, że może nam się wyznawać, iż znamy dość dobrze tło wiedzionej przez niego opowieści. Sprzedawca Gołębi to świetny tekst, wart uwagi tych z Was, którzy go z jakiegoś powodu (wakacji, niedostępności tego akurat numeru) przegapili.

tarnowskie

Drugą rzeczą, o jakiej chciałem napisać jest antologia „Tarnowskie Góry Fantastyczne”. Też mogliście ją przegapić, bo nie była to książka wyskakująca z każdej półki w księgarniach. A tam, słuchajcie, jakie nazwiska: Orbitowski, Rak, Orkan, Maszczyszyn, Szmidt, Bochiński, Gunia, Janusz, Vizvary, Kozakowski. No i ja.

W powieściach natomiast… No cóż mam dwóch swoich faworytów, czyli Baśń o wężowym sercu Radka Raka i Distortion Cezarego Zbierzchowskiego. Natomiast lista pomocnicza przypomniała mi, że „Reguła zakonu” Piotra Górskiego także ukazała się w 2019 roku. To świetna powieść fantasy, trochę w klimacie Abbercrobiego, ale moim zdaniem lepsza, bo dynamiczniejsza. Mocna, brudna i brutalna historia w jednym z tych twardych światów, ale przy tym w świecie ciekawym. Nie rozpisuję się o powieściach szeroko, bo już Wam o nich pisałem.

Głosować można tutaj.

Dodaj komentarz



8 myśli nt. „Z innej beczki: Nagroda imienia Janusza A. Zajdla

  1. Probabilistyk

    Bosman opublikował listę lektur obowiązkowych i uzupełniających na rok 2020 :D A tak całkiem serio, bardzo sobie cenię Twoje zdanie na temat tego co wychodzi i co się czyta i już niejednokrotnie sięgałem lub uzupełniałem półkę rekomendacjami z gikza – zawsze trafione ;-)

  2. Cayden Cailean

    Naprawdę tylko 300 osób głosuje na Zajdle na Polconach?? :o
    Przy takiej ilości osób jakie się ostatnio pojawiają na konwentach (no dobra ostatnio to dla mnie po roku 2005 ;) spodziewałbym się raczej tysięcy głosów. Tzn ja wiem ze Polcon jest mniejszy niż pyrkon czy nordcon ale kurczę… Bulwers.

    A lista lektur zacna, korzystając z L4 zaraz zacznę nadrabiać.

  3. lemon

    Z nagrodami, tzn. nominowaniem, mam ten problem, że trudno mi być na bieżąco – to samo zresztą dotyczy gier i innych dziedzin (pop)kultury. Tak więc niech psy szczekają, niech karawana jedzie dalej, a ja sobie będę czytał w swoim tempie. W każdym razie „Reguła Zakonu” czeka na półce, podobnie jak wydana w tej samej serii „Iluzja” Malinowskiej. Po Olejniczaka chętnie sięgnę, mając nadal w pamięci świetną „Księgę Besławii” z nieodżałowanego F&SF. To tam przeczytałem „Noc dla ślepych Władców” niejakiego Majki i od tamtej pory zacząłem uważnie śledzić karierę autora. Ostatnio mam wrażenie, że szybciej pisze, niż ja czytam – chyba został pisarzem na pełen etat. :)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      Jednym z argumentów używanych przez niegłosujących jest: „no, ale ja nie przeczytałem wszystkiego, więc jak mogę uczciwie zagłosować”. Jest w tym pewien sens, ale taki, z którym ja akurat się nie zgadzam. Technicznie – na liście pomocniczej jest ok 200 powieści. Gdyby więc stosować kryterium: „nie zagłosuję, póki nie przeczytam wszystkiego”, głosować mogłyby ze dwie osoby:).

      Ale ważniejszy jest dla mnie inny argument. Nie musisz czytać wszystkiego, albo nawet 10% wszystkiego (czyli jakichś 20 powieści), żeby wyrabiać sobie tło do materiału porównawczego. Nie w tym rzecz w literaturze – to nie statystyka ani biologia, czy geologia. Jeśli w całym roku przeczytałeś tylko jedną powieść i ta powieść bardzo Ci się spodobała, to zagłosuj tylko na nią. Bo relacja czytelnika z literaturą jest… Tu chciałem napisać, że „jak seks – indywidualna, czasami wręcz intymna”, ale przypomniałem sobie, że istnieją orgie i wielokąty (pytanie od ilu kątów to już orgia?). Więc tylko napisze, że jest osobista, bez porównań, bo porównania to zawsze ryzyko. Nie trzeba więc porównywać tej powieści, która nas poruszyła, z innymi, żeby ja ocenić. Ona jest dobra dla nas, bo nam się spodobała i tyle.

      Chyba, że nie przeczytałeś nic, co Ci się spodobało, wtedy ok, nie głosuj. Ale przeczytaj Olejniczaka:).

      Na etat ciągle pracuję za biurkiem:).

      1. Mnisio

        @bosman_plama

        Chętnie bym coś poparł, niestety w tym momencie jestem na super combie – małe dziecko+wykończanie mieszkania+ parę śmierci w najbliższej rodzinie+ zapierdziel w pracy u mnie i u żony. Wiąże się to z tym, że przy redukcji snu do 5h dziennie jestem w stanie wyskrobać 45 minut tygodniowo na czytanie – czekam na dziewczyny na basenie.
        No a granie to tylko z przypadku.
        Najciekawiej wyglądają Tarnowskie Góry – fantastycznie. Jak złapię i przeczytam w odpowiednim czasie (i się spodoba) to zagłosuję. Reguła zakonu też brzmi nieźle, ale to raczej plan na drugą połowę roku. Może się uspokoi do tego czasu.

Powrót do artykułu