Z innej beczki: Joker

bosman_plama dnia 15 października, 2019 o 9:28    15 

tytjoker

Trochę zwlekałem z wybraniem się na ten film. Po pierwsze dlatego, że roboty miałem sporo (promocja nowej powieści, konwenty), po drugie wolałem odczekać aby wygodnicko kupić bilet na idealne miejsce na seans, na który prawie nikt nie przyjdzie (np. poniedziałek siedemnasta). Dlatego powywnętrzam się na temat Jokera w chwili, gdy już pewnie wszyscy go widzieliście.

Jest jeszcze jeden powód mojego zwlekania. Wiecie jak to jest z powieścią albo grą, która zebrała entuzjastycznie opinie, a wy docieracie do niej z lekkim opóźnieniem. Nie jesteście pewni, czy was nie rozczaruje. Obawiałem się także, że film może mnie zmęczyć, że okaże się ponurym dramatem pozbawionym aspektów innych niż ponurość.

Wyszedłem z kina pod dużym wrażeniem. Możliwe nawet, że podczas seansu siedziałem z rozdziawioną gębą, co ostatni raz zdarzyło mi się chyba na Gościach z galaktyki Arkana, czyli jugosłowiańskim (bo istniała wtedy jeszcze Jugosławia) filmie SF, w którym nagle wszyscy bohaterowie (i, co ważniejsze, bohaterki) zostali pozbawieni ubrań. A ja miałem jedenaście a może dwanaście lat…

gotham

Joker nikogo nie rozbiera, co najwyżej obnaża nasze tu i teraz, odsłania naszą bezsilność i możliwe, że kapitulanctwo. I robi to tak, że faktycznie na samym końcu człowiek ma ochotę wstać i zaklaskać. Nie dziwię się nagrodom jakie zbiera ten film, nie dziwię się, że ludzie wstawali i klaskali po seansach, nie dziwię się zachwyconym opiniom krytyków, recenzentów i oglądaczy takich jak ja. Nie dziwię się równocześnie tym, którzy w ocenie Jokera są ostrożniejsi a nawet jego krytykom. No dobra, niektórym trochę się dziwię. Gdy na przykład przeczytałem, że zdaniem pewnych amerykańskich krytyków ten film jest anty afroamerykański, bo zbyt wielu w nim afroamerykanów, to jednak trochę się zdziwiłem. Pełni argumentacji wam nie przedstawię, bo mózg zwinął mi się w rulonik i zagroził emigracją wewnętrzną, gdy ją czytałem. A niestety przeczytałem o tym zanim poszedłem na film i w efekcie reagowałem, próbą rozkminy za każdym razem, gdy na ekranie pojawiał się ktoś o ciemniejszym kolorze skóry.

joker-kadr-z-filmu

Film otrzymał najlepszą reklamę jaką mógł, czyli negatywną i opartą na szumie informacyjnym i szemraniu zaniepokojonych, którzy zobaczyli trailery i zamarli ze zgrozy. W efekcie pojawiły się obawy, że gloryfikuje przemoc, że może doprowadzić do zamachów (jak film Nolana) itp. itd. Kiedy krytycy już film zobaczyli, też zadrżeli. W każdym razie część z nich. Powróciły teksty o nie tyle gloryfikacji przemocy, co o sugerowaniu, że może się okazać jedynym rozwiązaniem (i tu można się zastanawiać, o czym później), że piętnuje chorych psychicznie, a nawet że stanie się biblią incelów (znowu interesujący wątek). Zwierz popkulturalny na przykład zauważyła, że ostatnio: „że kino trochę się zafiksowało na smutnych białych mężczyznach„. Nie pociągnęła tego dalej, szkoda, ale też „smutni biali mężczyźni” to jakby nie jej tematyka.

ray-donovan-4

A przecież ma trochę racji. Zobaczcie co się z nami (odnoszę wrażenie, że większość odbiorców gikza to biali faceci) dzieje w kinie. Batman (u Snydera) zestarzał się i popsuł. Superman popsuty był (znów u Snydera) od samego początku. Wolverine zestarzał się, popsuł i zginął ustępując miejsca przebojowej dziewczynie, w której gniew wciąż wrze. W tym samym filmie dogłębnie popsuty był już Profesor X. Niby triumfującym jajcarzem jest Deadpool ale jego igraszki to przecież rozpaczliwa osłona człowieka tak złamanego i zniszczonego, że uciekł w szaleństwo. Tony Stark wziął i zginął ustępując miejsca… no w sumie nie bardzo wiem komu, ale w jego zbrojach nie latali biali faceci. Kapitan Ameryka zmęczył się bohaterszczyną, uciekł w ramiona kobiety a tarczę oddał ciemnoskóremu przyjacielowi. Przy czym na stanowisku głównego twardziela Marvela i tak zastąpi go kobieta. Podobnie jak złamanego, zapijaczonego Thora. Nie inaczej potoczyły się losy Hana Solo i Luke’a Skywalkera. Tu już nawet nie chodzi o to, że biali faceci są w odwrocie, ale o to, że popkultura pokazuje nam ich jako złamanych. A jak się podnoszą, to po to aby z godnością (ewentualnie wściekłością) ustąpić. Chcecie więcej? Breaking Bad czy Ray Donovan to właściwie lamenty o upadku. Nawet Luther (tu mały wyjątek, bohater jest afrykańskiego pochodzenia) okazał się być serialem o upadku twardziela. To już nie jest wizja kina biorąca się stąd, że nagle niebiali i kobiety znaleźli nareszcie swoje miejsce w kinie zdominowanym dotąd przez białych facetów (dodajmy jeszcze hetero i będzie combo). Te powracające załamania, upadki i klęski powinny coś oznaczać, pokazywać coś więcej na temat tego, jak obecnie wygląda świat. Bo przecież kultura, nawet w wersji pop jest wrażliwa na zmiany. Być może więc ten wątek zasługuje na coś więcej niż ironiczne skrzywienie i prychnięcie, że coś ostatnio biali faceci za dużo cierpią w kinie. Hi hi. Męski katar.

old wolverine2

Dlatego jest coś na rzeczy w stwierdzeniu, że istnieje ryzyko, iż Joker okaże się biblią inceli. Wiecie, tych pomyleńców godnych głównie wyśmiania, o ile nie staną się niebezpieczni. Wtedy zaczynają być głównie godni pogardy. I faktycznie, Artur Fleck jest niczym Lovecraft – wyobcowany, żyjący w ubóstwie z matką, nie potrafiący nawiązać relacji z nikim innym i hodujący w sobie coraz mroczniejszą wizję świata. Prawdopodobnie nigdy nie miał dziewczyny. Sukcesy przeżywa tylko w wyobraźni i buduje sobie świat, w którym wszyscy, oprócz niego, to dranie.

Każdy jego dobry gest zostaje opacznie odczytany i właśnie za dobre gesty, za każdy niemal przyjazny odruch spotyka go kara. W efekcie facet zostaje wręcz wytresowany na drania, każdego bowiem dnia odbiera lekcję, że tylko draniom się powodzi. Więcej – że tylko dranie mogą przetrwać w świecie, który tonie. Bo świat z filmu Joker, choć stylizowany na lata osiemdziesiąte XX wieku, paskudnie przypomina naszą codzienność. Ludzie są opryskliwi, nieufni, w najlepszym razie przemęczeni, jak pracownica opieki socjalnej, z której pomocy Artur korzysta. To ona powie mu, że „wszyscy mają nas w dupie”. Niepokojąco znajome, nie? Smutno ujmujące jest, że Artur w tym świecie, w którym prawie każdy albo chce go pobić, wykorzystać, wyśmiać, w którym każdy życzliwy gest zmienia się w karę bądź paskudny żart, albo niesie ponure konsekwencje, nie chce się poddać. Nawet gdy już dotknął mroku, zabił (ale nie jak łotr, lecz prawie jak bohater, zamaskowany mściciel), nadal szuka dla siebie dobrego wyjścia, odrobiny szansy na nadzieję. I zawsze dostaje od świata w pysk. Bardzo często dosłownie.

joker burton

Trudno nie poczuć przynajmniej współczucia do tego faceta, nawet gdy wiemy w kogo się zmieni. A podczas seansu możemy podejrzewać, że nie będzie to groźny, ale przecież zabawny Joker, jakiego znamy z kreskówek i seriali, z niektórych (większości?) komiksów, a nawet z filmów Burtona. Nie, w tym filmie nie czeka nas zabawa. Tę znajdziemy w kolejnym filmie o Harley Queen. Jest coś interesującego, że to właśnie trailer Ptaków Nocy puszczono przed seansem Jokera, na którym byłem. To szalona twardzielka, o w gruncie rzeczy dobrym sercu, zastępuje Jokera na antybohaterskim stanowisku. Jej szaleństwo jest takim, jakim było szaleństwo Jokera niegdyś. Nowy Joker to facet. Złamany.

Joker nie nawołuje do przemocy, ani jej nie gloryfikuje. Jest wręcz antyprzemocowy, bo pokazuje m.in. do czego może ona prowadzić. Oczywiście, pojawia się problem incelów – co jeśli oni, części z nich, uznają, że doszli do tej samej granicy, do której doszedł Artur Fleck? Tyle, że wiecie co? Oni już wcześniej tak uważali, inaczej nie chwytali by za spluwy, żeby ruszać z nimi do szkół. Joker pokazuje raczej co może się stać, jeśli człowiek na krawędzi załamania nie otrzyma znikąd pomocy. Nie gloryfikuje więc, ale ostrzega.

joker gotham

A to przecież nie wszystko. To nie jest film tylko o złamanym facecie, to także film o złamanym świecie. W Gotham wszystko się sypie. Najwyraźniej symbolizuje to strajk śmieciarzy, z którym miasto nie może sobie poradzić. Ale widzimy też niemoc policji, załamanie systemu opieki społecznej, padające małe firmy i narastający kryzys na wszelkich właściwie polach. Nawet ci, którzy mieli pomagać ludziom nie mają już sił ani środków. I nikt nie wierzy, że może być lepiej. Na medialnego guru wyrasta komik, który ani nie obiecuje poprawy, ani nie szuka na nią pomysłów, ale wyśmiewa wszystko i wszystkich oraz zamalowuje naszą depresję rozmowami z gwiazdami pop. A ci wszyscy zmęczeni, złamani ludzie oglądają jego program bez wiary w przyszłość, ale z radością, że choć na moment oderwą się od powszedniości. Niektórzy z nich marzą, by wystąpić w telewizyjnym show.

Wydaje się, że nie ma nadziei dla tego świata, dlatego wszyscy starają się uwierzyć w dowolnego mesjasza jaki się pojawi. I tu wkracza Thomas Wayne – miliarder, który postanowił zostać politykiem. Staruje więc w wyborach na burmistrza i… Nie, przełożenie na obecnego prezydenta nie jest tak jaskrawe, jak mogłoby się wam wydawać. W końcu kto inny zarezerwował w tym filmie rolę błazna. Wayne powtarza, że Gotham potrzebuje reformy a on ma na nią pomysł i może uratować świat. I ludzie chcą mu wierzyć. I możliwe, że faktycznie facet ma dobre chęci i trochę racji. Ale to nie jest Thomas Wayne z filmów Nolana – szlachetny idealista. To współczesny miliarder i polityk, skupiony na sobie, nie zwracający uwagi na świat poza swoją bańką. Wiecie, typ bogatego hodowcy bydła z westernów, wyrzucający drobnych farmerów z ich domów (tacy jak on zbudowali Stany Zjednoczone wbrew westernowym wizjom). To typ bogacza z wizją, by zbudować nową dzielnicę w miejsce tej brudnej starej, gdzie gnieżdżą się bezdomni. Tacy też byli wrogami bohaterów w filmach i serialach. Pisząc krótko – Thomas Wayne, z punktu widzenie ubogich, to kawał drania. Jest taki, jakimi są nasi dzisiejsi politycy. To wcielenie złego kapitalizmu, może nie z gruntu zły człowiek, ale ślepy na cierpienie innych, pełen pychy wynikającej z własnego bogactwa i wynikającej z niego władzy. Nic dziwnego, że ulica, ci wszyscy sfrustrowani nędzarze żyjący bez nadziei z dnia na dzień, woli innego mesjasza.

joker nolan

Rozpisałem się, bo to jeden z tych filmów, które siedzą człowiekowi w głowie. Tyle w nim napakowano wątków. Tyle w nim trudnych odniesień do współczesności na wielu poziomach. A do tego nie jest to podane w nudny publicystyczny sposób. Oczywiście, gigantyczna w tym zasługa Joaquina Phoenixa. Wszyscy (albo prawie wszyscy) już od dawna wiedzieli, że to znakomity aktor. Ale to, co wyprawia w Jokerze ma szanse przejść do historii. Zwłaszcza, że cały film jest mocno zanurzony w historii kina. Pewnie czytaliście już, że reżyser Todd Philips chciał oddać hołd Martinowi Scorsese. Doprawdy, nie trzeba być wielkim znawcą kina (ja nie jestem), żeby odnaleźć ukłony do filmów Scorsese albo wręcz cytaty z nich. Ale to nie wszystko. Zadawało mi się podczas seansu, że jedną z wad filmu (szukałem jakichś) może być dość prosty scenariusz. Jednak ta prostota ma w sobie sporo ciekawostek. Na przykład utkany został scenariusz z całej masy historii Batmana i Jokera. Znajdziemy tu nawiązania do filmów i komiksów (znów czasem cytaty, komisowe i filmowe), całe wątki, które pożyczono z rozmaitych opowieści o Batmanie i Jokerze. Ten film niesie w sobie spory bagaż popkultury i mitologii Mrocznego Rycerza. I znów wraca Phoenix, bo to, co on wyprawia… Kiedy już zmienia się w Jokera (słynna scena tańca na schodach, ma w sobie taką moc, że czułem dreszcze, choć przecież nie dzieje się nic widowiskowego, a jednak Phoenix potrafił tańcem pokazać jak przemienia się z faceta przegranego w istotę opętaną własnym poczuciem siły) to nagle staje się wszystkimi Jokerami jakich poznawaliśmy w kinie i komiksie. Jest i trochę Jokerem z Zabójczego Żartu i trochę tym z filmu Burtona, a nawet trochę tym z kreskówek. I – przez doskonale wybrany moment – bardzo jest Jokerem z filmu Nolana. I to wszystko skomponowano z charakteryzacji, z odpowiednich ujęć kamery i obłędnej gry aktorskiej. Ale Joker Phoenixa to nie konglomerat innych Jokerów – oglądamy ich w ramach hołdu, gry z widzem, a może pokazania niemal mitologicznej złożoności tej postaci. Oprócz tego spotykamy nowego Jokera. I nie ma w nim nic zabawnego. Jest czysta groza. Choćby dlatego, że to Joker świata, który się poddał. U Nolana był jeszcze bunt społeczny, do Gotham zawitała rewolucja a Joker wydawał się być anarchistą starającym się udowodnić ludziom, że w każdym z nich mieszka mrok. Nowy Joker przychodzi na świat, w którym pozostały nam już tylko rozpacz i gniew. „Nie jestem politykiem” – mówi i ta deklaracja brzmi naprawdę paskudnie. Bo oznacza, że nic nam już nie pozostało. Joker Nolana do czegoś dążył, Joker Philipsa i Phoenixa ma za sobą wszelkie nadzieje.

joker papieros

Ogląda się ten film porywająco. W centrum jest oczywiście aktor. Potem historia, opowiedziana światłem (bo Philips, jak niegdyś M. Night Shyamalan w Niezniszczalnym, pamięta, że kolor tła w komiksie ma znaczenie); opowiedziana muzyką, która nie pełni w tym filmie roli tła, ale raczej komentarza, dosłownego, czasami natrętnego, jak teksty w komiksowych ramkach wedle amerykańskiej szkoły lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Twórcy filmu naprawdę się do niego przyłożyli. Ciekaw jestem, czy nie traci on przy drugim seansie. Sprawdzę to.

Dodaj komentarz



15 myśli nt. „Z innej beczki: Joker

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @furry

      Warto choćby po to, aby się przekonać jak smakuje. Bo to może być ważny film (jak nie teraz, to kiedyś:)). No i Phoenix tak w nim szaleje, że nawet jeśli cała reszta Cię znudzi, odrzuci i co tam jeszcze chcesz, to przynajmniej napatrzysz się na szarżę aktorską najwyższej próby.

  1. PeteScorpio

    Tradycjnie Bosman i jego teksty to klasa sama w sobie, brawo.
    Dla mnie przehajpowany film. Na uwagę zasługują: oskarowa rola Phoenixa, zdjęcia (niektóre ujecia ociekają zajebistością) oraz świetna ścieżka dźwiękowa która robi robotę. Wyjmując te trzy elementy to reszta raczej średnia, przewidywalna, odtwórcza i nie tak głęboka czy brutalna jak większość internetów opisuje. Warto jednak obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie, bo niewątpliwie ten obraz to jest wydarzenie. Wygląda na to, że starsze pokolenie potrzebowało „Taksówkarza”, a nasze potrzebowało „Jokera”.

  2. aryman222

    Film oceniam jako świetny, a rola JP przejdzie do historii. Swego czasu zdawało mi się, że nikt nigdy nie zbliży się do poziomu HL jako Jokera, ale to co wyprawia J robi ogromne wrażenie; widać jak ważne jest dla niego granie, facet dosłownie wypruwa sobie flaki próbując znaleźć w sobie coś autentycznie „jokerowatego”. Nie czułem tego oglądając Leto w tej samej roli.
    Co do interpretacji filmu jako wspierający ten czy tamten front w wiecznej wojnie ludzkości samej z sobą, to znacznie lepiej się korzysta z rozrywki nie interesując się takimi gównami przed seansem. Najwyżej już „po” można poczytać co tam wymyśliły „internety”. Z incelami – bullshit, z rasizmem – bs. A gloryfikacji przemocy, to mogą się obawiać tylko kraje pozwalającej każdemu chodzić z pistoletem po ulicach (Ups – Amerykanie chyba powinni w kinach puszczać tylko bajki Disneya…). Wyobraża sobie ktoś, że Artur staje się Jokerem bez dostępu do broni palnej? Ja nie. A w ogóle, to naprawdę ktoś oczekiwał w filmie o komiksowym złoczyńcy uniknięcia mrocznych klimatów/tematów?
    Jeszcze w kwestii białych cierpiących mężczyzn: ja bym nie przypisywał temu jakiegoś głębszego znaczenia. Po prostu łatwiej ludzi poruszyć/zainteresować czymś co widzieli (w kinie/TV) jedynie 100 razy, niż czymś co już widzieli 10000 razy. A bohater, który autentycznie dostaje wp… (jaka to była sensacja jak Bondowi w końcu puścili krew na ekranie…), cierpi i może przegrać (Logan, GoT…) jest wciąż „świeży”. A kolor jego skóry wynika z tego, że 90% filmów, które oglądamy w kręgu cywilizacji euroatlantyckiej powstaje w względnie białym Hollywood. Nie wiem jakie są tendencje w Bollywood, ale jeśli tam przyjdzie moda na cierpiącego bohatera, to jestem pewny, że nie będzie on biały ;)
    2 typem podejścia do odświeżenia gatunku filmów (w tym wypadku) o superbohaterach jest humor (sarkazam, autoironia) i tę drogę wybrał Marvel. Słusznie – wystarczy porównać pierwsze 2 filmy o Thorze z najnowszym – Ragnarokiem.

    PS Zajebisty tekst Bosmanie, doskonała analiza Jokera.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @aryman222

      Hehehehe, robiłem kiedyś na konwentach analizę upadku herosów w kulturze zachodu i jako przeciwwagę podawałem właśnie m.in. Bollywood, gdzie superbohater nie jest obciążony żadnym grzechem pierworodnym (póki co), dzięki czemu taki Krrish wygląda i działa jak Superman w złotych czasów. Żadnych mrocznych wizji i kryzysów tożsamości, sama radość z lania drani po pyskach. Ba, więcej – Krrish woli raczej ratować niż kopać tyłki w dobrej sprawie (tez jak niegdyś Supek).

  3. Revant

    Film miodzio. Nie nastawiałem się, zwłaszcza słysząc porównania do Jokera ala Ledger. Jakoś nie podeszła mi trylogia Nolana, a zwłaszcza ta kreacja Księcia Błaznów (Leto dla mnie nie istnieje). Tutaj jest tak jak powinno zawsze być – można opisywać Jokera wieloma cechami, ale tak naprawdę nikt nie wie dokładnie jaki on jest. Z tego co się orientuje to nawet w głównej osi komiksów Batman był zaskoczony, gdy dowiedział się, że Jokerów było tak naprawdę z trzech O_o przez film właśnie czułem cały czas ten niepokój, w którą stronę postać się przechyli – psychopata, anarchista, czubek, komik, brutal, coś jeszcze innego? Phoenix cudnie balansuje pomiędzy wszystkim i dzięki również scenariuszowi tworzy według mnie to czym naprawdę jest Joker – żyjącą personifikacją zepsucia człowieka w obecnym świecie. Film się świetnie ogląda – kadry są bajecznie wciągające, a muzyka gra tak jak powinna. Nie rozumiem tych, którzy narzekają – często chwali się grę aktorską, reżyserie i muzykę. Czego wy chcecie więcej od filmu? O_o jak dla mnie to szukanie na siłę doskonałości, której nikt nigdy nie osiągnie. Największym jednak dla mnie pozytywnym komentarzem okazała się reakcja mojej żony, która totalnie nie jest zainteresowana komiksami o superbohaterach, a chciałaby pójść jeszcze raz obejrzeć ten film. Mało tego – zaintrygowała ją postać tak mocno, że chciałaby obejrzeć jej inne wcielenia ^_^ przy okazji – co obejrzeć z nią, aby nie utracić jej entuzjazmu? Myślałem o animacji The Killing Joke, później Batman od Burtona, a zakończyć ewentualnie na Nolanie. Jakieś polecenia? Gotham odpada bo nie mamy aż tyle wolnego czasu

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Revant

      Szkoda, bo w Gotham Joker też im wyszedł. A właściwie… Jokerowie, bo długo bawili się oszukując widza i podrzucając mu tropy kto może zostać Jokerem.
      Zabójczy żart to dobry trop, choć w filmie nie znalazłem takiego ładunku rozpaczy, jak w komiksie. Ale może chodzi o to, że komiks był pierwszy, a animacja czasem łagodzi to i owo? Komiks jest rysowany realistycznie, natomiast film zachował umowność kreski Batmana.
      W kontekście filmu interesujący mógłby się wydać komiks, w którym i Batman i Joker spotykają Lobo. Tam wychodzi historia, z której film trochę, po swojemu, pożyczył (rodzeństwo).

      1. Revant

        @bosman_plama

        Gotham mam już obcykany i również podziwiam świetna robotę aktora i scenarzystów ;-) tylko nie przekonam żony do obejrzenia całości, ani wybranych odcinków. Komiksy też odpadają, bo to polonistka i jak coś ma obrazki to już grymas na twarzy ;-) A filmy jakoś przetrwa, najwyżej zaśnie w trakcie. Dlatego mam taką zagwozdke :-(

  4. Tasioros

    Film w końcu obejrzałem (na sali kinowej 7 osób, kino bez popcornu i reklam przed seansem – fantastyczna sprawa). Obejrzałem z nieskrywaną przyjemnością, gdyż jest on cholernie dobry i, przynajmniej dla mnie, nieprzewidywalny. Wiedziałem tylko kto odgrywa główną rolę i że jest to poważniejsze podejście do postaci Jokera. Na seansie zostałem zaskoczony co najmiej kilka razy, co dawno mi się nie zdarzyło (choć filmów oglądam niewiele). Za sam ten fakt ode mne wielki plus. Widać, że reżyser wiedział co chce zrobić i jak to zrobić. Miał swoją wizję, którą, jak domniemam, zrealizował w niemal stu procentach. Dzięki temu, mimo wielu porównań do starszych utworów, „Joker” posiada własną, unikalną tożsamość. Świetne zdjęcia i idealnie dopasowana muzyka potęgują wrażenie dojmującej beznadziejności otaczającej Arthura, która z ekranu wyciąga żylaste łapska do gardeł widzów i bardzo często ich dosięga. Ja dałem się złapać i to bez oporów. Już pierwsze sceny przsyspawały mój wzrok, i umysł, do obrazu wyświetlanego przede mną. Film posiada dobre tempo – powolna, lecz wyraźnie zaznaczona przemiana bohatera jest ukazana z wielkim wyczuciem. Oczywiście niemała w tym zasługa Joaquina Phoenixa, ale o jego roli napisano już tak wiele, że każdy zainteresowany wie, że nawet dał radę ;) Chyba najczęsciej wspomina się scenę na schodach. Tam wielu dostrzegło już Jokera w pełnej krasie. Zgadzam się, iż jest świetna, ale ja mam kilka innych ulubionych. Czy nie ważniejsza (i mocniejsza) była ta w publicznym szalecie? Tu można było doświadczyć pełnej mocy najważniejszych składowych filmu. Czyż nie najbardziej symboliczna była scena przyprawienia sobie szerokiego uśmiechu krwią ku uciesze tłumu? Zresztą nie ma co wyliczać, każdy znajdzie coś dla siebie. Bo w końcu jest to cholernie dobry, ambitny-film-dla-mas.

    Tak więc mamy kolejnego Jokera, który zapomniany na pewno nie zostanie. Czy i kiedy doczekamy się następnego? Mimo iż omawiany film stanowi odrębną całość, czy jest szansa na kontynuację? Nie jest ona potrzebna, ale jeśli miałaby być zrealizowana w taki sposób, to ja jestem jak najbardziej „za”. A może reżyser pokusi się o mroczną i bolesną genezę Batmana? Bo jakby nie patrzeć, Bruce również jest złamanym człowiekiem, doświadczonym przez los. I również szalonym. No bo któż normalny przebiera się za nietoperza i biega nocą po mieście?

Powrót do artykułu