Monstrum albo Wiedźmina opisanie

iHS dnia 24 sierpnia, 2015 o 8:57    96 

Witcher 3 title

Spoilery trzymane na smyczy. Wersja TL:DR na końcu.

Nie wiem czy uczestniczyliście kiedyś w takiej dyskusji.

W jakiej dyskusji? Ano takiej, czy Sapkowski zachwyca, czy też nie zachwyca. Czy porusza i wielkim pisarzem był, czy też jego pisanie to taka bardziej zręczna grafomania. W takich dyskusjach brałem udział czynny i bierny. Były poruszane wszystkie za i wszystkie przeciw. Przywoływano Sienkiewicza (a nekromancja ponoć przez Lożę jest zakazana…).  Przywoływano „żmiję” i spluwano gęstą śliną. Po premierze pierwszego rozdziału „Sezonu burz”  niżej podpisany zastanawiał się, czy to jest fanfik, czy to nie jest fanfik. Do czego zmierzam? Do tego, że zdania są podzielone.

Ale, cokolwiek by nie powiedzieć – fascynował. Przyciągał. Dobrze się czytało. Bywało, że urzekał, w tych pierwszych opowiadaniach, czytałem z wypiekami, czy Jim Raynor i Kerrigan będą razem….. pardon, Geralt i Yennefer, oczywiście. Bywało, że słabł w formie, stąpał stopą literacko cięższą, grzązł w fatalnej skłonności do efektownych często i gęsto powtarzanych puent. Wybaczałem, czytałem dalej. Jak się czytało Remarque, jak się czytało Tyrmanda, jeden Sapkowski wiosny nie skisi.

A napisał przecież kawał świata. Opisał te sioła, kasztele, miasta, warownie, gąszcze i mateczniki. Napisał historię wiedźmina, co to niby nie był człowiekiem, a jednak właściwie był, i napisał ją do końca. A jak skończył i przyrzekł na biblię że już więcej nie napisze, zaczęli pisać inni. Tyle, że zamiast czytać, już sami tym Geraltem wywijaliśmy.

Grę pierwszą z cyklu pamiętam już przez mgłę. Co ważne, szalenie mi się podobała. Miała doskonały pomysł fabularny, w moim osobistym rankingu stojący obok Kotora I i Dragon Age II.  Miała technikalia raczkujące, system walki (choć z tego co widzę do tej pory ma fanów) przepowiadał gry na urządzenia mobilne. No i, ile do cholery można było lać Zeugle na bagnach.  Ale miała też wspaniałe momenty. Te złote falujące pola żyta (gdyby to czytała moja luba, zawyłaby: jakiego żyta, toć to pszenica!!1) po horyzont i śmigające przez nie czarne widma południc. Jezioro z miastem na dnie. Grałem w nią osiem lat temu. Ale ten czas… i tak dalej.

Co było najfajniejsze – po raz pierwszy tak wyraźnie czułem, że deweloperzy porzucili duszną i ciasną konwencję robienia heroic rpg-ów. Że nie chcieli być epiccy, nie chcieli tworzyć historii o nieuchronnej zagładzie i pięciu artefaktach które trzeba zgromadzić żeby jej zapobiec. Że to jest opowieść o zemście, o prywacie, o pijanych krasnoludach i pannach negocjowalnego afektu. Do tej pory wiem jak odpowiedzieć, kiedy ktoś się pyta „Co słychać?”. No i ten twist. TEN twist. Ech. Więcej takich twistów.

The_Witcher_3_Wild_Hunt-Wild_Hunt_Generals

Dwójka była lepsza pod niemal każdym względem. Miała ładniejszą grafikę. Miała nareszcie współczesny gejmplej, system walki bez żadnego samouczka rozkładał na łopatki już w prologu (to nie były jeszcze czasy Dark Souls). Miała cechę za którą do tej pory wyjątkowo cenię CD-Redów: potrafili włożyć do gry godziny zawartości, której gracz nigdy nie ujrzy – chyba że przejdzie grę jeszcze raz. A potem jeszcze raz. Jak się zdziwiłem, kiedy się okazało, że ostateczne starcie można było właściwie przegadać. Kiedy w akcie pierwszym podjąłem odmienną, a brzemienną w skutki decyzję, odsłoniła się druga strona gry, a ja w pełni zrozumiałem o co chodziło w pierwszym przejściu. Nawet nie wiem ile jeszcze rzeczy można było zrobić inaczej.  Ale…. Dla mnie osobiście, w tej części drugiej, w tym przepychu pięknej grafiki (a lubiłem patrzeć jak czerwienią się kwiaty na murze Flotsam), w tej filmowości scen i starć – gdzieś zagubiła się ta historia. Pojawiły się inne szkoły wiedźmińskie, był spisek, pojawiały się postacie i z części pierwszej, i z książek, były sceny kultowe (szukanie elementów rynsztunku po nocy upojnej we wrażenia) – ale już dramaturgia była rozłożona nierówno, historia jakby się przestała trzymać kupy,  a akt trzeci studził emocje i chłodził zmysły – wrażenia „po” miałem takie nijakie.  Grało się. W grę.

The_Witcher_3_Wild_Hunt-YenneferPotem pojawiły się pogłoski o trójce. Że „otwarty świat” . Pomyślałem sobie „E, po co.” Historia opowiadana się rozwlecze, a za to dostaniemy cztery tony questów „zabij 10 wilków i pogadaj z wykrzyknikiem”.  Poza tym – co oni chcą zrobić dalej z tą fabułą. Że Yennefer? Co z tą Yennefer? Są ludzie, którzy już w ogóle nie wiedzą, dlaczego ich dziewczyna powinna w niektórych momentach swojego życia mówić „jejku jej”. Miałem obawy. A znowu, jak zawsze, czekania były całe dekady. Drzewa kwitły i traciły liście, i znowu, i znowu. Przeciekły screeny – piękne. Potem jeszcze raz – gorsze. Poszły w ruch szkiełko i oko, porównywano dynamiczne cienie i piksele – tu był zielony, tu był mniej zielony. A potem wsiadłem na rower, pojechałem do sklepu i kupiłem sobie własne pudełko.

Przypomniałem sobie z rozrzewnieniem czasy sprzed 10 lat – kiedy wyciągałem płytę za płytą z pudełka, a jeszcze dokładniej sobie przypomniałem kiedy trzecia okazała się być walnięta. Ale nic to, od czasu które wspominałem nastąpił drastyczny i szokujący rozwój cywilizacji, każdy z nas ma lewitującą deskorolkę i latający fotelik, a gry się ściąga z GOG-a szybciej niż przegrywają się z czytnika CD (ten ostatni musiałem w ogóle podłączyć, do tej pory pełnił funkcję zaślepki obudowy). Zacząłem grać. 120 godzin później.

Parę miesięcy temu gdzieś tam w tekście o Dragon Age III pisałem, ze te dwie serie mają u mnie odwrotną korelację: jedynka wiedźmin – super, Dragon Age – takie se. Dwójka wiedźmin – wrażenia umiarkowane, Dragon Age II – opad szczęki.  Trójka Dragon ejdża dla mnie osobiście była porażką roku, i osobistym końcem kontaktu z serią. To jak to z tym wiedźminem.

deskawiedzminW Dragon Age III napisałem najpierw co robi dobrze. Tym razem zacznę od tego, co wiedźmin robi źle. Od początku towarzyszyło mi wrażenie, że każde menu ma o jedno czy dwa kliknięcia za dużo. Są ponoć w Polsce gdzieś studia projektowania UI – nie wiem gdzie idą ci najbardziej uzdolnieni absolwenci, ale nie do Red-ów. Żonglerka eliksirami w trakcie walk w jaskiniach (wyrzucić groma z paska, wrzucić kota, wyjść z ekwipunku, wypić kota, wejść do ekwipunku, wyrzucić kota, wrzucić groma….i tak tysiąc razy przez całą grę). Nie możność doklikania się z receptury na np. buty na recepturę ich składnika (trzeba wyszukać go na dłuuuuuuuugiej liście obok, wyprodukować, wrócić na dłuuuuuuugą listę i ponownie odszukać schemat butów – a jak brakuje nam trzech składników, odpowiednio zrobić to trzy razy).  Bezwładność poruszania Gerlata do której nawet po długiej rozgrywce trudno się przyzwyczaić – gdzieś w połowie mojej gry wyszedł patch, który dawał alternatywny schemat sterowania – było lepiej, ale nie idealnie. Fatalny zwyczaj chowania miecza w trakcie walki, kiedy gra autorytarnie stwierdza, że w pobliżu nie ma żadnych przeciwników (a plecami do nas stoi utopiec). Następowała wtedy komiczna sekwencja panicznego walenia w klawisz „2” odpowiadający za wyciągnięcie miecza, na który Gerlat nie reaguje od razu …. więc naturalnie naciskałem go jeszcze raz, na co Geralt wyciągał miecz….i go z powrotem chował. Po czym serwował Utopcowi lewego prostego.

Co jakiś czas w trakcie walki zdarzało mu się zgłupieć – opuszczał broń i za nic nie dało się go skłonić żeby przywalił jakiemuś niemilcowi. Walka w opłotkach, pomiędzy beczkami, płotkami a rozwalonym wozem to jest ogólnie koszmar – wiedźmin podczas swoich przewrotów i parad bez często zawiesza się na elemencie otoczenia, i zamiast się odtoczyć, stoi w miejscu. Przy walce z kilkoma przeciwnikami – wiedźmin trzyma wszystkich w szachu absolutną nieprzewidywalnością swojego następnego uderzenia. Ma obok siebie wojaka obróconego po udanej paradzie do niego plecami – śmiertelnie wystraszy trzema ciosami w powietrze jego kompana, który czai się po drugiej stronie placu boju.

thewitcher31

System ulepszania zdolności mutagenami – ewidentnie chciano coś z nim zrobić ciekawego, i ewidentnie zabrakło na to czasu/chęci/umiejętności. W efekcie mam kartę ekwipunku zasr….. czterdziestoma mutagenami z którymi nic nie zrobię. A tych czerwonych, najpotrzebniejszych – właśnie nie ma. Poziom trudności – żeby był ok, trzeba się przy nim trochę namęczyć. Zacząłem od „Krew, pot i łzy” – na pierwsze trzydzieści godzin był jak znalazł, pewien wilkołak wywlókł ze mnie bebechy chyba czternaście razy zanim wreszcie padł (cytat: „jak jeszcze raz walniesz w biurko pięścią, krzycząc URRRRRWA, to ci zabiorę tą grę”). Ale potem czuć że nasz Gerlat rośnie w bicepsie, lefreks mu się cyzeluje jak zelówki kampanii reprezentacyjnej, i grupa dziesięciu woja przestaje być dla niego przeszkodą. Wtedy przełączyłem się na „Drogę ku zagładzie” – i gra odzyskała rumieńce, znowu trzeba było taktycznie planować walki, tu skubnąć tego, tu tamtego, odskoczyć, odturlać. Aczkolwiek, przy walkach z bossami wracałem na niższy poziom trudności.

Właśnie, ci bossowie. W przypadku wielu dużych maszkar, szczególnie latających,  trudno wyczuć jaka taktyka właściwie pozwala uniknąć ich obrażeń – i niestety w przeważającej większości jest to niepotrzebne, wystarczy je szybko zasiec nie przeciągając walki i nie bawiąc się w uniki. Szkoda że praktycznie niewiele jest szermierczych pojedynków mano a mano „tylko, ty , ja i przestrzeń”. Liczę teraz w myślach i naliczyłem cztery – z czego dwóch padło przy pierwszym podejściu, a tylko jeden był faktycznie wymagający. Nie udało się przy tym całym otwartym świecie uniknąć zapychaczy – wiele miejsc które spotykamy jest tak naprawdę powtórzeniem tego samego pomysłu – gniazdo potworów, ognisko bandytów, całe Skellige jest zawalone pływającymi precjozami bardziej niż zalew w Kryspinowie.

konwiedzminPodróże na koniu czasami rodzą sytuacje rodem z Assasins creed Unity – koń galopuje w powietrzu, zsuwa się na plecach, robi przewroty i fikołki. Na obronę twórców mogę powiedzieć, że żaden rozsądny wiedźmin nie starłby się nim jeździć tam gdzie ja nim jeździłem. Nowość w obecnej odsłonie – kusza – nie jest ani ciekawym dodatkiem, ani liczącą się alternatywą w starciach – można teoretycznie ją rozwijać, ale w praktyce będe to raczej stracone punkty rozwoju. Jest jedna walka, w której koniecznie trzeba jej używać – i jest to najsłabiej zaprojektowana walka ze wszystkich.

Co do samego pisarstwa: zdarzają się niespodzianki, szczególnie u ekhm, chyba to nie będzie niespodzianką dla nikogo, Cirilli. Redzi chyba nie mogli się zdecydować: zrobić z niej dorosłą kobietę, czy coś pomiędzy podstawówką a buntem nastolatka. Kiedy idą w pierwszą opcję, jest dobrze, kiedy zahaczają o drugą, jest żenująco źle. To samo tyczy się Yennefer – u Sapkowskiego był to przykład inteligentnej, zimnej, wyrachowanej, ale również zaskakująco wrażliwej kobiety. W Wiedźminie często niestety powtarza dziwne frazesy i komunały,  jej żarty są cienkie jak lód na wiosnę w Skellige. Ciekaw jestem kto ją w ogóle pisał, facet czy kobieta – tak z naukowego punktu widzenia. Mam zarzut również odnośnie rozłożenia akcentów dramaturgii w całej grze – gra cierpi na chorobę która trawi ostatnio branżę filmową, mianowicie najlepszy moment – taki łapiący za gardło, przyspieszający akcję serca,po którym powiedziałem „No nie!” przypada tak w 4/5 gry – po czym następuje letnia końcówka, z całkiem niezłym finałem – ale już nie tak dobrym jak właśnie ten moment.

Przez ostatnią stronę pisałem o tym jaki ten Wiedźmin zły – sądzę, ze styknie. Bo teraz chciałbym napisać, dlaczego uważam go za grę świetną, potężną, wręcz historyczną, i dlaczego każdej osobie z Cd Red chciałbym postawić piwo, i to z tych piw na hamerykańskich chmielach.

motherrNajbardziej mnie urzekła dbałość o szczegóły. Powiedziałbym więcej: namiętna dbałość o szczegóły. Kiedy biegłem sobie przez las szukając tojadu do jakiegoś eliksiru, wskazała go mi moja luba, zerkająca nad ramieniem. Nie grała w wiedźmina, po prostu świetnie się zna na roślinach. Od razu poznała Kapryfolium. Kiedy usłyszałem pieśń Priscilli, Panowie i Panie, kurna, przyznaję się i klękam, wzruszyłem się (dla przypomnienia właśnie odsłuchałem ją sobie jeszcze raz, a potem drugi raz po angielsku. Wow. Wow.). Przy analogicznej scenie w Dragon Ejdżu konałem ze śmiechu.  Cut scenki z pojedynków Wiedźmina oglądałem wiele razy na jutubie. Dwa razy w tygodniu ubieram się w obcisłe ciuchy i idę wypocić dwa wiadra potu na jednej krakowskiej sali treningowej, od czasu do czasu machając tam szablą – poziom na wyrost początkujący, ale potrafię docenić świetnie zaprojektowane walki – wiedźmin to jest poziom światowy, więcej, to jest poziom który świat może śmiało naśladować. Eskel ćwiczący przed bitwą. Wszystko wygląda jak powinno wyglądać. Gratzy dla kaskaderów. Gratzy dla studia mo–cap.

Cały ten świat jest w ogóle po prostu świetnie zrobiony. Udało się oddać takie żółte chore światło, kiedy słońce zachodzi za granatowe burzowe chmury, na parę sekund przed tym kiedy spadną pierwsze krople deszczu. Rdzawoczerwone zachody słońca. Morze spokojne jak tafla lusta, w którym odbija się księżyc. Chłostane słonym wiatrem kosodrzewiny. Martwe spalone wsie,w których w ciemnościach przemykają rzeczy jeszcze ciemniejsze. Pola bitwy, z dziesiątkami trupów gnijących w duchocie. Drogi, obsadzone po obydwu stronach rzędami wisielców. Samotna wieża, stercząca na środku jeziora, budząca nie wiadomo skąd biorące się niepokój. Jaskinie, lochy, miasta, bagna, fiordy. A nawet i pustynie, lodowe pustkowia, a nawet…. he, he, nie zdradzę. Ale, wcięło mnie. Was też zdziwi.

witcher_3_wild_hunt-1Co również mi sie podoba, to znacznie większy związek tej części z poprzednimi książkami i grami. Wiele razy odwołuje się do zdarzeń które miały miejsce, nie tylko w grach, ale również w książkowej sadze, a nawet w zbiorach opowiadań. Nie będę już powtarzał, że całość ładnie dopasowuje się od naszych uczynków z poprzednich części – ale czasami kręci się od tego w głowie. Wyobraźcie sobie, że ktoś przychodzi do was i mówi, że oglądał Gwiezdne Wojny, w których Luke przeciągnął Leię na ciemną stronę mocy, zabili Dartha Vadera i razem z imperatorem rządzą galaktyką. A mam wrażenie, że parę wątków zostawiono jeszcze na dwa duże DLC która nadchodzą na jesieni. Osoba która w uniwersum wchodzi z marszu, może mieć pod górkę – kto to jest Dudu, co mnie obchodzi kim jest Zigi Reuven i dlaczego utyka, kto pisał list który można znaleźć u antykwariusza w Novigradzie, dlaczego pewien elfi wiedzący mówi o jednym miejscu, że już w nim byliśmy, co się zdarzyło pod Sodden… i tak dalej i tak dalej. Za co jeszcze większy plus – trudno mi już odróżnić postacie które się pojawiły w grze od postaci książkowych. Vernon Roche i Ves sa już dla mnie częścią tej historii, tak samo jak Talar i Sheala de Tancarville (wiem, była wymieniona już w książce – ale dopiero w grach rozwinęła skrzydła).

I, co szczególnie chciałbym podkreślić, gra zawiera w sobie najlepsze sceny jakie widziałem w grach komputerowych. Naj-lep-sze. Scena która następuje po wybraniu opcji dialogowej „Zróbmy coś śmiesznego” podczas pewnej pijatyki … nie mogłem uwierzyć, literalnie, nie mogłem. Dialog pomiędzy dwoma bramkarzami o różnicy w korupcji za pomocą Orenów i Novigradzkich koron – chichotałem jeszcze następnego dnia w pracy. I takich rzeczy są dziesiątki. I dziesiątki takich rzeczy można przegapić. Gdybym zaprojektował taki dialog, albo taką scenę, upewniłbym się że gracz na pewno w nią wpadnie. Nie Red-dzi. Oni to zostawiają nam – może zrobisz tego questa, a może popędzisz za fabułą. Na Tetutesa, róbcie wszystko co jest w dzienniczku. Warto.

The_Witcher_3_Wild_Hunt-TrissI, co również mi się bardzo podoba, Redzi nie bali się obsadzić w głównych rolach naszych bardzo dobrych starych znajomych… i ich uśmiercić. I to więcej niż jeden raz. Na jedno zabójstwo postaci, którą, kurna, naprawdę lubiłem, do której miałem stosunek sentymentalny, nic nie możemy poradzić – ale kiedy ją pomściłem, złowrogiego uśmiechu na mojej gębie przestraszył się kot. Druga śmierć już była moim wyborem – ale wykonałem ją z ciężkim sercem. Nie pomagał bardzo krótki czas na podjęcie decyzji -  zdecydowałem się w ostatniej sekundzie. Przekonując się, że niestety nie da się być neutralnym i kropka.

Wiecie, strasznie chciałbym was teraz zapytać o to i o tamto, jak to poszło, czy tamten żyje czy też zginął, jakie były tego skutki – ale być może przeczytają to osoby które jeszcze nie skończyły, a może i nie zaczęły – więc mam nadzieję, że kiedyś przy zimnym se pogadamy i powiecie jak to wam wyszło – bo ja sobie cały czas o tym wiedźminie myślę. Taka to gra.

Dwa słowa odnośnie walki – wiem, że  nie wszystkim się podoba, ja miałem z nią problem w dwójce, w trójce się już przyzwyczaiłem, i przez instytucję krótkiego odskoku, polubiłem. Walka ma swój rytm, który trzeba wyczuć, i karze za coś co nazywam chciwością – czyli jeden cios więcej niz być powinien. A tak – parada, kontra, odskok, zejście z linii, z boku rach, ciach, parada. Jest tam taka ładna poezja, która lubię w walkach bronią białą. Nawet po stu godzinach, kiedy widziałem tysięcznego utopca moczącego rzyć w pobliskim bajorku, zsiadałem z konia i en gardę. Bo to fajne.

Kończę. A kończąc Wiedźmina, stwierdziłem, że zdecydowanie niewystarczająco przejechałem się po Dragon Age III. Wiedźmin III będzie teraz stanowił wzorzec sandboxa z Lourdes. Świetnej gry. I opowieści którą rozpoczął Sapkowski, a teraz opowiada ktoś inny, i opowiada fenomenalnie. Mam nadzieję, że będą jeszcze kolejne, równie dobre rozdziały. Godspeed.

 Wersja TL-DR : „F… yeah”

Dzisiaj jakoś tak się składa, że gzik wypadnie mocno wiedźmińsko- Imperator.

1

Dodaj komentarz



96 myśli nt. „Monstrum albo Wiedźmina opisanie

  1. Revant

    To już wiem, żeby DA:III nie tykać :D moja opinia o serii wiedźmin pokrywa się dokładnie z tekstem. Zwłaszcza ten fragment o przywiązaniu Redów do szczegółów – oni potrafili nawet wpleść taki myk, że pewien dialog był zależny od naszego ubioru. Takich smaczków jest od cholery i naprawdę chce się zwiedzać świat, a nie tylko przemykać od punktu a do punktu b. Widać, że gra była robiona przez osoby, które grają i dostrzegają pewne „złe” rzeczy w gatunku. Sam na liczniku na razie coś około 80 godzin, Skellige takie dziwne, ale takie miłe fabularnie (np. ten zawiły quest z potworem z świętego ogrodu) i jeszcze trochę do końca. Choć oberwałem jakimś cudem achivementem za skończenie wieśka xD

  2. Private_dzban

    iHS, mówiłem Ci już, że jesteś moim bohaterem? A, mówiłem. Dodam więc jedynie, że japońska wersja pieśni Priscilli też daje radę, czego się nie spodziewałem.
    Najgorsze jest to, że dopiero jakoś w połowie jestem, bo czasu nie mam ostatnio, a do tego doszła gra w co-opie w Divinity: Original Sin. Nie jest dobrze…

    Offtopowo: osoba, która powiedziała, że urlopu najbardziej potrzebują ci, którzy z niego wracają, proszona jest o zarejestrowanie się na gikz.pl i napisanie komentarza w celu odebrania zasłużonej kraty zimnych.

  3. Fantus

    Książka to jest mistrzostwo i nie dam się przekonać, że jest inaczej.

    Po pierwsze – wiarygodni psychologicznie bohaterowie. To jest – o dziwo – rzadkość w fantasy. Do bólu realni, mający swoje przekonanie i swoje cele, spójni. Uwielbiam to.
    Po drugie – mało heroizmu, czarno-białego postrzegania świata. Wszystko smutne, szare i przygnębiające. Życie
    Po trzecie – zawsze mi się podobało jak Sapkowski subtelnie zmieniał narrację z tomu na tom. Pierwsze tomy to zawiązanie akcji, sielanka, dobry humor i jedziemy z Yarpenem na koźle rozmawiając o tym dlaczego ludzie mają przewagę nad nie-ludźmi. Temat poważny, ale okoliczności przyrody już nie. Ciri młoda, niedojrzała, wręcz głupiutka, uczy się życia. Ostatni, ciężki tom to już wielowarstwowa narracja, z różnymi POV, skokami w czasie, retrospekcjami, milionem nawiązań do legend arturiańskich, podań itp. Puszczanie oczka do czytelnika, easter-eggi. 1->5, przystawka->danie główne.

    Jedna z niewielu książek do jakich wracam…

        1. Garett

          @Fantus

          Zgadzam się co do sagi w zupełności. Sezon burz zaś, nie jest ani zły ani dobry moim zdaniem, ot znowu trochę wiedźmina i tyle. Nie żałowałem, że przeczytałem. Zauważyłem też, że wspomniałeś o BG:EE, czy mógłbyś mi wyłuszczyć czemu „starzy” fani tak to hejtują? Bo szczerze jakimś super fanem BG nie jestem, grałem w dwójkę (nigdy nie skończyłem, ale w moim przypadku to o niczym nie świadczy, z reguły im bardziej RPG lubię tym częściej go nie kończę :P ) no i to faktycznie bardzo dobry RPG. Może poza pathfindingiem, bo on jest skop1any po całości, ale to samo jest w enchanced edition. Więc czym one się tak różnią? Bo ja nie jestem w stanie powiedzieć.

          1. Fantus

            @Garett

            Nie mam nic do samej gry, ale nie lubię, gdy ktoś żeruje na nostalgii. Beamdog nie zrobił nic, aby móc legalnie zastosować określenie „enhanced edition”. Od lat istniały i istnieją mody, które pozwalają zrobić WIĘCEJ niż w EE, za którą każą sobie słono płacić. Skok na kasę w najczystszej postaci. Dlatego nie dotknę.

            Teraz widzę idą dalej i mają czelność wydać tytuł, który określają „następcą” BG… to tak jakbym ja nakręcił Czas Apokalipsy 2, bo kiedyś stałem w kolejce w Starbucksie za Coppolą…

            I niech mi nikt nie mówi, że w Beamdog są ludzie, którzy pracowali nad oryginałem. W tym wypadku to nic nie ma żadnego przełożenia na jakość produktu i efekt końcowy.

        2. Cadhi

          @Fantus

          Ja czytalem Sezon Burz i z mila checia wrocilem do tego swiata. Moze nie jest to jakies wybitne dzielo, ale mi sie podobalo. Poza tym mlodosc mi sie przypomniala i musze koniecznie odswierzyc cala serie, bo slabo ja pamietam.
          BG: EE tez zakupilem na Steamie podczas wyprzedazy i nawet troche pogralem.
          Takze nie przesadzajcie drogie dzieci z ta jedyna sluszna droga.

          1. furry

            @Cadhi

            Ja przeczytałem i ciągle mam wrażenie, że to fanfik. Nie było źle, ale lepiej się bawiłem czytając książkę z opowiadaniami rosyjskich autorów, będącą swego rodzaju hołdem dla Sapkowskiego. Kto nie czytał – polecam, ciekawe (choć niezbyt kanoniczne) doświadczenie. W sumie najlepiej wypadł chyba współczesny Wiedźmin z Wielkiego Kijowa i chyba sobie dziś pożyczę zbiór opowiadań Wasiliewa, właśnie sprawdziłem że jest w mojej bibliotece, dzięki za przypomnienie tematu. :-D

      1. iHS Autor tekstu

        @Waldek-Mat

        Ja tylko chciałem wtrącić, bo chyba tego nie dopisałem, że „Sezon Burz” też mi się nienajgorzej czytało. Zaczynało się kulawo, ale potem styl się prostował, jak gdyby autor przypominał sobie jak to się robiło, pojawiały się te celne puenty za które lubię całego wiedźmina.,. To jest pewnie najsłabsza część, ale nie jest zła – fabularnie leży, ale narracyjnie się trzyma.

      2. PeteScorpio

        @Waldek-Mat

        „Sezon Burz” to absolutnie świetna, lekka lektura. Pamiętam, że siedząc w hypetrainie Dzikiego Gonu nie mogłem się od niej oderwać. Nawet jeśli w porównaniu do uczty jaką jest główna saga jest to fast food…człeniu ale jakie to jest dobrrre. Sapkowski ma ten swój styl, który nawet jeśliby Redzi się zesrali, nie powtórzą. Dlatego z chęcią sięgnę po kolejną przygodę Białego Wilka jeśli takowa się ukaże.

    1. Beti

      @Fantus

      No właśnie – książki uwielbiam i mogę wracać do nich wiele razy. Niestety gry jeszcze nie tknęłam i jakoś czarno widzę, żebym kiedykolwiek wzięła się za nią. Po prostu.

      Oftop.:
      Wczoraj zagraliśmy po raz pierwszy w Zombie Army Trilogy. W momencie, kiedy pojawił się boss – wielki nazi zombi sanawabicz naparzający z maszingana pokochałam tą grę :mrgreen: Graliśmy na normalu i nie było łatwo. Opętane szatanem naziozombiaki odradzają się w najmniej spodziewanym momencie i mogą zdzielić cię po plecach łopatą albo łomem ;) Szkoda, że na raz mogą grać tylko 4 osoby. Dzisiaj z MHT próbujemy :D Dwie osoby będą jeszcze potrzebne :>

    1. furry

      @Fantus

      Ja skończyłem ze 3 tygodnie temu (żona z dziećmi na wyjeździe), więc ni nie będę spoilerował, powiem tylko, że było dobrze :-) A Vergen to dla mnie najlepsza lokacja w grach ever, czuję, że duchowo jestem krasnoludem, uwięzionym w ludzkim ciele. Czy NFZ sfinansuje mi operację zmiany rasy?

      Aha, prawie od razu zacząłem grać w alternatywną wersję od pewnego punktu fabuły, i… też jest dobrze, prawie jak druga gra. Tylko tym razem nie gram na hard bo, parafrazując fanów anime, „I play Witcher 2 for the plot”, ale tak serio.

  4. kredens76

    Zacnie się takie „spostrzeżenio-recenzje” czyta, dziękować! A tym bardziej, że zarazem i przygodę z „growym” Wiesiem zacząłem niedawno – kończąc w zeszłym tygodniu pierwszy raz ogrywanego Wiedźmina 1 (tak uchowałem się) i zacząłem 2, w którym dopiero 10h za mną – jak i z książkowym. W przypadku książek przygodę wiele lat wcześniej rozpoczynałem. Jednak bez opowiadań (co pewnie błędem było i dlatego wówczas odrzuciło) na 1 tomie cyklu i na nim kończąc, bo coś nie podchodziło w owym okresie mi w tym tytule. Dopiero świetna trylogia husycka Sapkowskiego (w moim odbiorze lepsza od Wiedźmina, tj. lepiej napisana) oswoiła mnie z decyzją by po Geralta sięgnąć (przyjąwszy, może i błędnie – chronologiczne czytanie, czyli „Sezon burz” wpleciony między opowiadania z 1 tomu). I jest zacnie. 3 cz. gry jeszcze długo przede mną, bo drugą ukończyć by należało i sprzęt wypadałoby ulepszyć. A wracając do przedmiotowego tekstu, pochłonąłem i rozesłałem innym do przeczytania, gdyż w takim opisaniu jak tu, tkwi dla mnie istota tekstu oceniającego grę, pomimo niewielkich jego rozmiarów . Tak jak opisywana jest dbałość o detale w grze w tym tekście, tak z dbałością o to, by uwypuklić to co powoduje zachwyt grą, opis ten sporządził autor. Dzięki!

    1. Revant

      @kredens76

      A ja totalnie się odbiłem od trylogii husyckiej. Byłem wówczas jakoś po przeczytaniu całej sagi o Geralcie i to właśnie ta różnica w sposobie pisania była dla mnie ogromną ścianą. Było to dawno, pamięć zawodzi, ale kołacze mi się po głowie opinia, że jak Wiedźmin był zgrabnym fantasy, tak husycka trąciła mi Sienkiewiczem. Ciekawe jak bym teraz to ogarnął :D jest tu dużo znawców mojego gustu – podobałoby mi się? Lemon? :P

      1. kredens76

        @Revant

        U mnie w pewnym stopniu zadecydował fakt, że wiele miejsc opisywanych przez Sapka w trylogii jest mi bliskich geograficznie oraz zachwyciła mnie umiejętność wplecenia w wydarzenia historyczne tego tajemnego i magicznego świata. Cieszyły w niej drobne smaczki jak zabawne opisy Zawiszy Czarnego mającego problemy z należytą perystaltyka jelit, świetne połączenie braciszka zakonnego debila z potężną istotą w wyniku pseudo egzorcyzmów, życie codzienne oraz posoka w Pradze, zloty czarownic i awanturniczy charakter opowieści, odmienny od wiedźmińskiego. Acz ten drugi zacnie mi się teraz czyta.

      2. lemon

        @Revant

        Na Twoim miejscu wróciłbym do promocyjnych fragmentów Husyckiej (pełno w necie) i sprawdził, czy nadal drażni. Ja stylizowany język łykam jak młody pelikan, a książki AS-a są w stylizacji świetne. Pamiętam, że jak zajrzałem do „Narrenturmu”, to nie odłożyłem, dopóki nie skończyłem. A miałem się wtedy do egzaminu uczyć. W kolejnych tomach może znużyć powtarzany schemat „złapali go i uciekł”, ale nie powiem, żebym się przy czytaniu dobrze nie bawił.

  5. amonlb

    Nadal nie grałem :( a tyle już dobrego przeczytałem o tej grze. Dzięki że nie spoilerujecie.
    Zagram jak tylko znajdzie się na to czas i kasa na upgrade sprzętu. Zastanawiam się czy lepiej jest kupić nowego laptopa czy zostać ze starym i kupić xboxa one… ehh dylemat straszny. W życiu nie miałem końsoli ale korci mnie ostatnio :D

    Tekst miodny. Fajnie się czytało.

  6. aihS Webmajster

    Dla mnie ten tekst jasno pokazuje, że trzeba być fanem Wiedźmina w ogóle żeby w pełni docenić tę grę. Jako nie-fan nie jestem w stanie przymknąć oka na wiele niedoróbek typowo mechanicznych. Żadne smaczki mi tego nie przesłaniają bo ich nie widzę obviously. Z tego samego powodu jestem w stanie przyznać drugiemu KotORowi 10/10 bo ta gra serwuje mi, jako miłośnikowi SW, więcej niż osobie postronnej. Mogę jej wybaczyć masę błędów i skupić się na rzeczach dla mnie istotnych (brzmi znajomo?).

    Cieszę się, że ten tekst zawiera również negatywy bo już słabo mi się robi od czytania samych zachwytów 11/10 – jest to równie fascynujące i mające pokrycie w rzeczywistości jak milion nagród gry roku dla DA3.

    Swoją drogą jestem bardzo ciekawy co musiałoby zrobić CDPRed z Wiedźminem, żeby stracić automatyczne 10/10 u fanów. Może jakby Sapkowski sprzedał Geralta Disneyowi ;)

    1. pan-hydraulik

      @aihS

      Twoja teza mogłaby pasować do polskich graczy, gdzie pewnie fanboizm (również w moim przypadku) wynika z przeczytania książek najpierw i grania w grę potem. W przypadku krajów na zachód od odry, jeżeli już ktoś czytał, to wtórnie więc trudno tu mówic o ugruntowanej fanbazie. A jednak i tam gra ma raczej wysokie noty?

      1. aihS Webmajster

        @pan-hydraulik

        Być może jestem uprzedzony, ale jedynką byłem zachwycony więc to nie jest niechęć w stosunku do świata i bohatera. Dwójka mnie zmęczyła gdzieś w połowie (głównie przez walkę) a trójka po kilkudziesięciu godzinach (przez całokształt/trudno stwierdzić). Może po prostu mam pecha i nie chwyciło. Póki co nie podejdę drugi raz bo sinusoida patchy mnie odstręcza.

  7. pan-hydraulik

    Mam niemal identyczne odczucia co autor. Trochę mnie jeszcze wkrowia, że prześcigam XP poziom questów i przez to za wiele z nich dostaję minimum punktów. No coż może to zamierzone, żeby zbyt szybko nie wymaksić Wiesława.

    To czego mi zawsze brakowało w innych recenzjach, a co ty słusznie spostrzegłeś, to to, że tu nie biegamy rycerzykiem w ślniącej zbroi, że słusznie brakuje tego epickiego patosu typowego dla wielu produkcji osadzonych w anglosaskim nurcie fantasy. Było to dla mnie dobitne gdy grałem na przemian w W2 i Skyrim, gdize w tym drugim „epickie” smoki srały na głowy jak gołębie na Adasia.

    Pieśń Pryszczyli to w ogóle osobny fenomen, patrząc ile fanowskich coverów już jest na tubie. Przyznam IMHO że wersja angielska rymowo jest gorsza od … hehe .. nie bić … niemieckiej.

    No i te smaczki, odniesienia do kultury, społeczeństwa czy nawet polskiego politycznego bagienka, co chwile mnie coś zaskakuje. A do końca jeszcze chyba więcej niż mniej.

  8. Obledny

    Bardzo fajna recenzja. Dzieki. Lubie takie dlugie sciany tekstu :)

    Jak juz sobie kupie sprzet ktory W3 udzwignie, to napewno zagram.

    Chociaz ja mialem tak, ze zaczalem od dwojki, byla super (oprocz walki), potem sprobowalem jedynki i sie odbilem po kilku gdzinach. Nie wiem. Moze dziwny jestem.

    A co do „W jakiej dyskusji? Ano takiej, czy Sapkowski zachwyca, czy też nie zachwyca.” – to nie byles / byliscie ktos przypadkiem na liscie dyskusyjnej sapek ? Za dawnych czasow kiedy istnialy listy dyskusyjne – gimby nie znajo.
    A moim zdaniem Spakowski nie jest wybitnym pisarzem ogolnie. Jest wybitnym pisarzem rozrywkowym. Takim Michaelem Jacksonem polskiego pisarstwa. Koneserzy jazzu kreca nosem, ale jednak w swojej kategorii jest gwiazda pierwszej wielkosci.

        1. bosman_plama

          @Obledny

          Ja wpisałem cytat u siebie i tam zaczęliśmy trochę rozmawiać z Bartkiem Biedrzyckim, a potem przyszło parę osób i wyraziło swoje zdania. A Bartek przejęty sezonoogórkową kwestią zależności między lubieniem MJ i ASa wyprodukował zapytanie badawcze na Polskiej Fantastyce i teraz ludzie tam wpisują, czy lubią MJ:). Generalnie wyszła taka zabawa na koniec sezonu ogórkowego:).

    1. iHS Autor tekstu

      @Obledny

      Nie, na listach nie byłem, dyskutowaliśmy zawsze na żywo (w jednej z dyskusji, o ile dobrze pamiętam, brał udział wyżej figurujący Bosman ;) – może pamięta, na Dietla :) ). Ja raczej trzymałem stronę autora Wiedźmina, z zastrzeżeniami, dużymi „ale” – ale trzymam. Trochę jak z rybą z frytkami i z octem vinegrette – to nie jest danie wybitne, to nie jest poziom kulinarny który zbija z nóg, ale świat nieporównywalnie smutniejszym miejsce bez niej.

    2. furry

      @Obledny

      Od kiedy zakupiłem ebooki, planuję ponowne czytanie Sapkowskiego, papieru nie chce mi się wozić od rodziców. Na razie przeczytałem opowiadania i twierdzę, że są dobre, nie tylko jako nostalgiczna rzecz z dzieciństwa, tylko po prostu kawał dobrej, tak, rozrywkowej i co z tego, literatury.

      Co do gier, na początku sierpnia skończyłem dwójkę i… podobało się. Grałem cały czas na padzie i grało się dobrze, chociaż  boss na polu bitwy był wymagający, kilka też razy skorzystałem z internetowych podpowiedzi… Miasto Vergen jest fenomenalne, moja ulubiona miejscówka, podobnie jak pola żyta/pszenicy w części pierwszej.

      Więcej, gra na tyle mi się spodobała, że znowu zacząłem dumać nad opcjami zagrania w część trzecią, gram drugą ścieżką, ale już wiem, że będę chciał tak poczarować sejwami przenoszonymi do trójki, żeby (spoiler?) Vergen zachować.

      Ale najpierw przeczytam sagę, żeby sobie odświeżyć who-is-who.

    1. iHS Autor tekstu

      @Alkawen

      Spoiler! Pokaż
  9. /mamrotha

    O sile Wiedźmina najlepiej świadczy fakt, że przeczytałem na komórce ten tekst :)

    Się zgadzam – z perspektywy 22lev i właśnie desantowania się na Skellige, jest cudownie.

    Różnice (może konsola a PC?): koń działa OK. Kusza się przydaje do osłabienia npc’ów – dobrze rozwinięta kąsa spoza zasięgu ich aktywacji (bug, ale
    …) i ze slowdown sieje chaos w wodzie.

    No i wybór: Ruda czy Czarna.. Bosz… To cholernie trudne :(

    Tera mam nadzieję, że gęściej do opowiadań sięgną (wolę niż sagę) i okoliczności z tychże ożyją w kolejnych DLC

  10. Daimonion

    Mam opinię upierdliwca, złośliwca, który nienawidzi ludzi, i wiecznego krytykanta. Ale coś powiem. W życiu nie czytałem lepszej recenzji. Co więcej – w życiu nie czytałem recenzji, z którą tak bardzo bym się zgadzał. Nie ma czego dodawać w zasadzie (no może wrzucę scenę, która mnie urwała szczękę dbałością o szczegół – jak w pewnym momencie zadyszany, wystraszony Baron nie mógł wcelować swoim rzeźnickim nożem do pochwy). Well done, well done!

  11. lemon

    No i ten twist. TEN twist. Ech. Więcej takich twistów

    W W1 był jakiś twist? ;) Nie no, jakieś drobne były (np. ten z detektywem), ale jaki miałeś na myśli?

    Przy okazji odniosę się też do stwierdzenia: „Wiedźmin III będzie teraz stanowił wzorzec sandboxa z Lourdes”. Może dla Ciebie. IMO absolutnie nie. To jest świetna gra fabularna, ale taki sobie sandbox. Na sandboxowym polu niesławny Skyrim pokonuje go w przedbiegach. I nie grałem nawet w Skyrima, żeby móc to stwierdzić. :) We wzorcowym sandboksie jesteś kim chcesz i robisz co chcesz. W W3 jesteś wiedźminem, mało tego – wiedźminem Geraltem. Nawet jak rzucisz wszystko i wyjedziesz w Bieszczady (jakiś tam lokalny odpowiednik), to nadal jesteś wiedźminem. Jesteś więc wiedźminem i robisz to, co robią wiedźmini (nawet skradać się i latać na wiwernie nie można). Możemy się zgodzić, że W3 jest wzorcowym sandboxem wiedźmińskim. :)

        1. iHS Autor tekstu

          @deathclaws

          Tia, o ten, ale tak to ospoilowałeś, że nie idzie się nie domyślić co jest pod spoilerem ;)

          Spoiler! Pokaż

          Jak dla mnie wiedźmiński sandbox może być, innymi słowy to najlepsza gra o wiedźminie wśród gier o wiedźminie.

          1. lemon

            @iHS

            Spoiler! Pokaż

            Niby wiedziałem, od kogo jest list przekazany przez antykwariusza, ale średnio tylko pojmowałem, o czym autor owego listu pisze. :)

          2. MusialemToPowiedziec

            @iHS

            Heh, to zupełnie jak reklama takiego Basketball Manager, którą czytałem 15-20 lat temu.

            Jak to napisali w recenzji, gdzie gra dostała jakieś 3/10 – mimo naszej oceny musimy przyznać, że jest to najlepszy manager koszykówki, gdyż nie ma rynku żadnego innego. :P

  12. Goblin_Wizard

    Fajny tekst. Dobrze się czytało.
    Co do Sezonu Burz to mam znajomego dla którego jest on lepszy od całego wiedźmińskiego pięcioksiągu z opowiadaniami włącznie. Dla mnie Sezon jest spoko, ale dupy nie urywa. Powiedziałbym, że jest nieco słabszy od starych opowiadań, ale tylko trochę.

  13. emperorkaligula

    Ja książki czytałem za małolata i dupy nie urwały szybko zapomniałem. Po nową nawet nie sięgam – są ciekawsze serie – jak świeżutka i cieplutka „Droga zimnego serca” Cook’a. Jeszcze raz całe impreium grozy poleci, nom nom nom :D

    Co do gier jedynka była fajna, dwójka miała beznadziejny combat, trójce dam szanse przy GOTY jak już ją skończą (dlc fabularne) i naprawią.

  14. truten_org

    W kwestii technicznej co do pierwszego zarzutu dotyczącego eliksirów: „(wyrzucić groma z paska, wrzucić kota, wyjść z ekwipunku, wypić kota, wejść do ekwipunku, wyrzucić kota, wrzucić groma….i tak tysiąc razy przez całą grę).”

    Wystarczy w ekwipunku zaznaczyć eliksir i nacisnąć „E”. Zostanie skonsumowany bez żonglerki ;) Wpadłem na to po 1/3 gry, na szczęście.

            1. PeteScorpio

              @Nitek

              Popatrz na to z innej strony. Ocena Wieśka wskoczy na zupełnie inny poziom u @Revanta (u @iHSa już niestety nie), kiedy po 80 godzinach gry odkryje że podczas walki może użyć eliksiru z „kieszonki” i sekundę później wypić odwar z menu ekwipunku by odzyskać 10 hp i zadać ostateczny cios bestii…so epic ;)
              Co do Twojego kolegi – szacun za wytrwałość, a jeśli odkrył ten szarlatański „ficzer” jakim jest bieganie to Skyrim urósł w jego oczach do Game Of The Century ;)

              1. PeteScorpio

                @Revant

                Po pierwsze – jak cytujesz to dokładnie, poza tym ja nie mam z tym nic wspólnego, serio.
                Po drugie – sam się odsłoniłeś na strzał, ale przy tym you made my day ;) przybij piątkę z autorem tekstu będzie wam raźniej.
                Po trzecie – szkoda, warto wypróbować bo niektóre z nich mają ciekawe efekty i niejednokrotnie ratowały mi skórę podczas głównych starć.

  15. MHT

    Patrząc zupełnie obiektywnie na tę grę, zauważając masę błędów, gliczy itp. kamienie wiszące w powietrzu, potwory, nachodzące się tekstury, ciała zawieszone w powietrzu na jakichś wieszakach, problemy z oznakowaniem niektórych questów – nadal to dla mnie nic nie znaczy. Ta gra rządzi! Najmniejsza wioska i człowiek chodzi i jest oczarowany! Pierwszy raz łażę po mieście i je autentycznie zwiedzam!
    Książki jakie były takie były, ale ta gra sama tworzy świat który kupuję! świat pełen pogardy i nienawiści, wojny, i całego zła które może Ciebie na niej spotkać ( dla butów chociażby ;) )
    A zadania – to jak mini opowieści – fest dobre :) Polecam każdemu obojętnie czy jest czy nie jest fanem

Powrót do artykułu