Co jest grane – zagubiony w Bostonie

Nitek dnia 12 listopada, 2015 o 9:32    132 

F4down

Jeśli przez 14 godzin szukam, poza czymś mega bardzo ważnym w wątku głównym, klimatu jaki miałby mnie pochłonąć, czy można mówić, że Fallout 4 jest pozycją nieklimatyczną? Owszem, można.

Czy to już Boston czy jeszcze Sosnowiec?

Czy to już Boston czy jeszcze Sosnowiec?

Tygodnik powszechny, Echa gikza, wyłuska, że nie nastawiałem się na Fallouta naszych czasów. Ba, spodziewałem się, że Bethesda tym razem wypluje z siebie coś bardziej niż Stalker, mniej niż Fallout, a i to odczytywałem jako dobra kartę. Bo Stalker jak technicznie by nie kulał, sprawił mi swojego czasu masę frajdy i mokrych stóp, kiedy w zonie zapadał zmrok, a ja gdzieś tam utknąłem całkiem sam, otoczony przez ciche rzężenie dobiegające z okolic nasypu kolejowego. I jeszcze deszcz, no pięknie było.

Nie przeszkadzała mi ogólna prezentacja Fallouta czwartego na przedpremierowych obrazkach, jestem przecież hardy, zniosę wiele. Nie spodziewałem się jednak, że wespół z innymi elementami tak niesłusznie odbierze mi ogólne poczucie postapokalipsy, a zamiast tego zaoferuje spacer po jesiennych lasach sosnowieckich, gdzie od czasu do czasu ktoś skoczył wyrzucić jakąś lodówkę i inne domowe śmieci. Przyznać muszę, że nie natknąłem się w lasach bostońskich na porzuconą porcelanę, to zaś wynagradza stojący w polu power armor. Drugi power armor. Pierwszy zdobywa się faktycznie, tak na oko, po półtorej godziny rozgrywki średnio pospiesznym tempem. To nie jest żaden problem, choć sytuacja wydaje się zabawna. Power armor prędko trafia na wieszak, bo i naprawić go trudno, a i trzeba mieć do niego bateryjki. Można go też potem spimpować, zmieniając poszczególne jego elementy czy to na lepsze, czy po prostu malując na nim jakieś fest płomyki czy inne bzdety. Można.

Boston sosnowiecki

Boston sosnowiecki

Czternaście godzin od fajnego otwarcia w którym Boston rozrywany jest jak pończochy później, staropolskim zwyczajem nie ruszyłem zbytnio z wątkiem głównym. Trochę z przekory, trochę też nie odnalazłem w nim marchewki na kiju, godnej przegonić mnie po całej mapie. Zamiast tego zwiedzam lasy, wpadam do chatek leśniczego i strzelam się z mięsnymi muchami, kretoszczurami i okazyjnymi bandytami napadającymi posterunki umiejscowione na szlaku handlowym. Zdarzyło się, pewnie. Można było spróbować przegadać typkom, że jednak jesteśmy fajni i strzelać się z nimi dopiero po skończeniu dialogu, nie w trakcie, co też uczyniłem. Przy okazji, w Falloucie 4 nawet mając najbardziej upakowaną charyzmę i szczęście, nie da rady, nie da się ominąć walk, co sprawdził PC Gamer. Strzelanie jest całkiem okej, jest odrzut, można chybić i tak najczęściej ginę przez drzewa za plecami, bo na nich się zatrzymuję nierzadko, kiedy taktycznie cofam się przed napierającym przeciwnikiem, jednocześnie pew-pew-pew. Krytyki włącza się manualnie, podczas strzelania w VATS, które póki co (może jak się wyekspi?) nie zatrzymuje czasu całkowicie, jedynie mocno go spowalnia. Nie jest to jakoś specjalnie porywające, ale ochoczo wyciągam wszelkie pukawki z nogawki i motam.

Zwiedzam, strzelam, zbieram śmieci, to robię.

Widziałem miejsca, miejsca widziały mnie

Widziałem miejsca, miejsca widziały mnie

Śmieci potrzebne są do wytwarzania wszystkiego. Przy czym pisząc wszystkiego, mam na myśli wszystkiego. Łóżka, chaty, generatory, kable, domki z metalu, pompy wodne, celowniki do broni, lufy i inne szeroko pojęte modyfikacje. Zaorane mięcho można przypiec i zjeść, bo tak się wypala wszelką radiację z pożywienia, zasadzicie też tykwy, dynie i marchew, żeby ludzie w osadach, Waszych, mieli co do brzucha zrzucić. Co ciekawe, sami wskaźnika głodu, dzy też pragnienia, nie mamy, a jedzenie to prosty zamiennik stimpacków. Osada nie jest jedna. Obecnie mam trzy placówki do przypilnowania, z czego cokolwiek robię tylko w jednej. Zazwyczaj kiedy brakuje mi dwa kilo do zadyszki i banicji na bieganie, teleportuje się tam, by zrzucić ciężar do małej skrzynki na narzędzia, która obecnie ma upchane w sobie 1/3 zwiedzonej przeze mnie mapy w postaci wszelkiej maści gratów. Bo w Falloucie wszystko co można podnieść jest MEGA ważne. Czasem trochę mniej, bo czego nie znajdziecie teraz, potrzebne rychło będzie później. Nie rozumiem też czemu w każdej osadzie można przerobić te zdezelowane Wielkim BUM chaty, drzewka, wraki samochodów, konary, skrzynki pocztowe, WSZYSTKO, na jakieś pomniejsze materiały, bo pierwotny wystrój tych miejsc jest o niebo fajniejszy niż to co można tam wybudować. W związku z tym tego nie robię. Symulator śmieciarza pracuje w tle. Fani grzebania w śmieciach w Borderach czy narzekający na zbieranie złomu w Mad Maxie zapewne są wniebowzięte, huehue. I chodzę tam, po rejonach okalających Boston. Czterdzieści popielniczek w jednej kieszeni (bo ceramika jest ważna), dwadzieścia telefonów z tarczą w drugiej. Mogę se poły płaszcza odchylić i terkotać tymi tarczami. Tyle śmieci. Czekam na mod dodający wózki z Lidla, żeby to ze sobą wozić.

Niestety nie będąc pewnym czy zaraz dla lepszej lufy czy czegoś tam do używanej pukawki nie będę potrzebował tego czy tamtego, no bo receptur nie znam, podejrzeć się w trakcie gry ich nie da (tylko w warsztatach), zbieram dosłownie wszystko. WSZYSTKO. Godzinka strzelania, kwadrans zbierania śmieci, pięć minut na podróż, by śmieci przerzucić. A to co? Ja nie dam rady zrobić sobie tej przedłużonej lekkiej lufy?! Potrzymaj ten punkt zdolności w miejscu znajomości oręża, zaraz Ci pokażę. I crafcę. I nie mam z tego krzty przyjemności, bo rozbijają te ciągłe powroty, co prawda szybką podróżą, jakiekolwiek wypracowane tempo rozgrywki. Nie chcę mi się, a jednocześnie okazyjnie trafiam na moby większego kalibru, jak te zmutowane miśki yogi w jednym campingu, gdzie musiałem się zapuścić zgodnie ze wskaźnikiem fetch questa dla Braterstwa Stali. Siłą rzeczy ulepszać broń trzeba, bo może być kiepsko.

Braterstwo stali, questy z dupy.

Robot Wyrwiflak vs. szabrownicy

Robot Wyrwiflak vs. szabrownicy

Wahałem się czy chcę do nich  przynależeć, ale z nudów, koniec końców, zaciągnąłem się. Po queście inicjującym i weryfikującym moją zajebistość, przyszedł kubeł zimnej wody. Zresztą w tym zadaniu, ten mroczny i tajemniczy, pokazany dopiero na ostatnich trailerach przeciwnik, występował licznie. Nie mogę się doczekać zdziwienia bohatera, kiedy pojawi się znowu, w wątku głównym. Czy może będzie ciągłość i będziemy wspominać jak to drzewiej bywało i jak się gromko ich tłukło? Tak czy siak, robię te zadania. Jest jedno główne, tak mi się przynajmniej wydaje, a od dwóch innych członków napotkanego patrolu dostajemy raz po raz, bliźniacze questy. Jeden polegający na czyszczeniu miejscówek z anomali genetycznych, drugi to przynoszenie artefaktów skądś tam. Stąd te miśki, co mnie podgryzły, kiedy przesmyknąłem się po przewróconym drzewie (agility pięć to dałem radę! żartuje, to bez znaczenia) do środka przyczepy, a i tak mnie zwęszył, pewnie przez świeżego stejka z muchy w kieszeni. To było całkiem zabawne, podobnie jak i wdrapujące się przez okno, podczas zaglądania do śmietnika w którym lezą dwa granaty (true story), ghule. Pew, pew, pew.

;__; Upalone auto

;__; Upalone auto, ma pewniej więcej frajdy ode mnie

I tak sobie robię te zadania, nie ciągnąc wątku głównego, trochę z przekory, bo widziałem gdzieś, żeby za bardzo go nie pchać, bo psuje stosunki między jakimiś frakcjami, co blokuje wszelkiej maści inne questy. I mi nie spieszno, bo łażę tej jesieni po tych lasach i doglądam ogródka w którym zasadziłem sobie tykwy dorodne i melony całkiem świeże. Zaraz koło zdezelowanego domu sąsiada, który kiedyś miał fajną żoną, a potem wszystko wybuchło. Tylko tej apokalipsy w ogóle tym razem nie czuję. Rozumiem, że to jest dwieście lat od zdarzenia, ale ja tego nie kupuję. Więcej postapo było w the Last of Us, czy nawet momentami bardziej wali po pysku w niektórych misjach Black Ops 3 (tak, dobrze czytacie), niż w tym co widziałem w Falloucie. Fala uderzeniowa nie była w stanie zmieść naszego osiedla, co dopiero Boston, ale nie czepiam się. Szkoda, że budynków odwiedzić się nie da, nie dlatego, że to szkielety dawnego życia, a dlatego, bo ktoś zastawił do nich wejście płytą sklejkową, a przedmieścia w dużej mierze wydają się być nienaruszone, jakby architekci postapo Bostonu chcieli pójść w szranki z wyrobnikami serii Assassin’s Creed i krzyczą, hej! też umiemy miasto!

Moje serce płacze, że zamiast mroków apokalipsy mam wrażenie, że gram w kolorowankę rodem z Bioshock Infinite. Już na bank nie Stalker, tym bardziej Fallout. Poszukam jeszcze tego klimatu, choć z zażenowaniem drga mi powieka, nie wiem ile wytrzymam. Wiadomo, czasem gra potrzebuje trzydziestu godzin, by pokazać pazur (wtf).

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



132 myśli nt. „Co jest grane – zagubiony w Bostonie

  1. LiberNull

    Mroki apokalipsy? Fallouty były o raczej o społeczeństwie i próbach odbudowy cywilizacji. Już pomijam fak że Boston mało ucierpiał ponieważ dostał jedną atomówką. Nie bronie samego FO4 gdyż nie równa się do stóp NV a już całkowicie pomijając 1 i 2.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @slowman

      Wracam, bo broń tam modyfikuje. Tyle, że dzieje się to za często i wybija z rytmu. Pal sześć wioskę, bo tam tylko jakieś questowe rzeczy stawiam i pewnie sam motyw koniec końców oleję, bo za dużo wioch, za dużo trzeba się powtarzać pewnie trzeba, bo materiały w jednym miejscu są właściwe tylko tam i żeby coś przenieść lub z nich skorzystac gdzie indziej, trzeba się tam zjawić, napchać kieszenie, fast travel i dopiero budować. Eeeeee

  2. Fantus

    Fallout 3 był dobrą grą, ale kiepskim Falloutem.
    Fallout 4 jest średnią grą i tragicznym Falloutem.

    Toż to nawet nie jest RPG.

    Ja to traktuję jako nieudany spin-off. Coś jak Joey vs. Friends.

    Nie zmienia to faktu, że sprzedaje się genialnie i pół świata w to gra. Na steamie rekord graczy w grę „nie-od-valve”.

    Zauważyłem też, że gra jest odbierana świetnie przez „drugie pokolenie” czyli graczy, którzy swoją przygodę zaczęli od trójki. Osoby, których okres nastoletni wypadł w okolicy 2008 i które pierwszą styczność z pustkowiami przeżyły w Waszyngtonie dostały więcej, lepiej i miodniej. Osoby z korzeniami nostalgii zapuszczonymi na zachodnim wybrzeżu – mogą sobie darować. Nie depcze się wspomnień.

    I jeszcze taka analogia mi się kołacze gdzieś pod czaszką. Bethesda przypomina szefa kuchni w restauracji, który otrzymał kawał świeżutkiej, najwspanialszej na świecie, argentyńskiej wołowiny… i zrobił z tego mielone z dużą ilością cebuli i puree w proszku.
    Taki lore spieprzyć, taką legendę poniżyć… ech dałbym w mordę jakbym miał komu.

    PS. Czy to plus DA3 już daje nam podstawy do ogłoszenia zjawiska pt. „Uważaj na kontynuacje znanych gier wydane w listopadzie”?

          1. nacho66

            @Nitek

            Co kto lubi. Dla mnie Borderlands 2 to koszmarnie nudna i becelowa napierdalanka. Nawet sie wypowiedziec o niej za bardzo nie moge bo wytrzymalem przy niej chyba 2 godziny. ‚Jedynke’ BL uwielbialem, moze dlatego, ze byla to unikalna wtedy produkcja, moze dlatego, ze z rpegow post apo z eksploracja byl wtedy tylko BL i F3, a F3 sam w sobie nie byl do konca udany.

            Wiec akurat jak mi ktos rekomenduje Borderlands 2 w zestawieniu z F4, to bez zastanowienia siegnalbym po F4. Z reszta, juz to zrobilem i w dwa dni wygralem wiecej niz kiedykolwiek w sequel od gearboxa. I siedze w robocie jak na szpilach, zeby szybko polozyc dzieciaki spac i kontynuowac zabawe. Dla mnie to gra Bethesdy jak kazda inna – wsysa na samym poczatku, przygniata iloscia mozliwosci na spedzanie czasu w grze. I niby wiem, ze po parudziesiecu godzinach euforia zgasnie a po 80-90h bede mial serdecznie dosc (wzorem F3 i Skyrim) ale tak czy siak jaram sie jak dziecko

            1. lemon

              @nacho66

              Co kto lubi, właśnie. Ja w pierwszych Borderach wytrzymałem 3h, potem wyłączyłem, bo umarłbym z nudów. B2 omijałem, niczego lepszego się nie spodziewając, ale popatrzyłem, jak brat gra w „Tales from…” i się wciągnąłem w ten klimat i świat. Spróbowałem więc B2 i – łoooo panieee – ależ wsiąkłem. I to solo, nie w co-opie. Na padzie przed tv gra mi się wybornie (pozdro, Koniu). Wniosek z tego taki, że każdy ma swoje porno. :)

    1. Revant

      @Fantus

      [i]„Osoby, których okres nastoletni wypadł w okolicy 2008 i które pierwszą styczność z pustkowiami przeżyły w Waszyngtonie dostały więcej, lepiej i miodniej. „[/i]

      O, pasuję jak ulał :D matura 2009 ;)

      tylko moja przygoda zaczęła się od Fallout Tactics. Potem nr 3, następnie pod wpływem gikza 1i 2, później NV. Ze wszystkich najbardziej podobała mi się 3 i NV

  3. Epipodiusz

    F4 jest biednym modem Skyrim.
    Wózkiem z Lidla jest pies. Można w niego upychać graty jak leci. Chyba do bólu bo nie widziałem limitu ciężaru.
    Piesa nie można ubić, ale można go zranić. Biedak dostał kulkę w tyłek i faktycznie zachowywał się tak jakby miał przetrącony kręgosłup. Wiem jak wygląda taki pies w realu (tak mam traumę z dzieciństwa) . A tego piesa uratowałem Stimpakiem.
    Nie wiem po jaką cholerę te wioski zrobili, w sumie wygląda to jak F Shelter z komórek tylko z opcją biegania po planszy.

  4. Daimonion

    Niech mi ktoś w miarę łopatologicznie wytłumaczy rzeczywistość. Że recenzenci piejo z zachwytu, bo dostali w łapę, to jeszcze zrozumiem. Ale normalne ludzie? Dlaczego ich zachwyca, skoro nie zachwyca? Dlaczego na Wiedźmina wrzeszczeli, że downgrade, bugi i w ogóle dno, jak tak można; a tu nagle okazuje się, że może być brzydko, bo jest klimat (choć, jak się okazuje, niekoniecznie wszystkie konie go widzą), może być zbugowane, bo Bethesdzie się wybacza, może być bez fabuły, bo za to można stawiać domki z blachy falistej. No ja pierdykam. Nie rozumiem i tyle.

    1. Fantus

      @Daimonion

      Pisałem powyżej – podoba się dzisiejszym dwudziestoparolatkom, którzy nie grali nigdy w 1 i 2, a przygodę zaczęli od trójki. Dla nich nowa odsłona to jak dla starych wyjadaczy dwójka – to samo tylko więcej, lepiej, fajniej.
      Trójka była w miarę uproszczona i blisko jej było do shootera, więc tym graczom wcale nie przeszkadza dalsze przesuwanie się gry w tę stronę.

      No i napisałbym coś jeszcze o konsolowcach, ale nie mam siły na kłótnie :)

      PS. COD też się co roku świetnie sprzedaje i ludzie się zachwycają. F4 dołączył do tej ligi.

      1. Daimonion

        @Fantus

        Prawdę mówiąc, to i ja nie grałem w 1 i 2, a przygodę zacząłem od 3. Przy czym nie jestem dwudziestoparo-, tylko trzydziestoparo-. Jakoś zmęczyłem tę trójkę, ale bez zachwytów, nawet bez większej przyjemności. FNV pasował mi bardziej, więc albo był lepszy, albo po prostu mam skrzywienie sympatii względem Obsidianu.
        A czy więcej, lepiej, fajniej, to właśnie chyba rzecz dyskusyjna, skoro grafikę porównuje się do Skyrima, a i bugów sporo. Naprawdę samo łażenie po zaśmieconym Sosnowcu może się tak podobać? Toż to lepiej iść na prawdziwy spacer, bo zdrowiej.

    2. Revant

      @Daimonion

      Mi się wydaje, że to kwestia tego co pisze Fantus + ciekawy przypadek Skyrima czyli „zróbta se własna historię”. Możliwość tworzenia własnego hirołsa, dowolność w łażeniu i wymyślaniu głupich historyjek do stworzonego świata. Wystarczy popatrzyć na gempleje skyrmiowe i wiadomo, że w F4 będzie to samo.

    3. Zetsubou-san

      @Daimonion

      Nie tak do końca się wszystkim podoba, na metacritic F4 został okrzyknięty najgorzej ocenianą grą AAA przez graczy. No i łatwo owych miłośników Skyrima rozpoznać, bo komentarze często wyglądają tak :

      - Panowie gra marna, bo fabuła, bo klimat, bo nie fallout i generalnie masę innych rzeczy.

      -Ej stary a budowałeś domki, picowałeś „suita”, że o picowaniu broni nie wspomnę. Fallout 4 grą roku!

      - …..

    4. Wyspa

      @Daimonion

      Bo ludzie rozpoczynający przygodę z cRPG teraz lub kilka lat temu nie potrzebują pierdyliarda statsów i inne rzeczy ich jarają i z gatunkiem się kojarzą. I w sumie z tym mogę się zgodzić, bo dla mnie też nie panel postaci czy tradycyjne okno dialogowe robi dobrego cRPG a raczej dobra fabuła i postaci, ciekawe wybory i ścieżki, fajna eksploracja i dowolność w stylu gry i może ciut craftingu (choć za nim nie przepadam). Do tego wcale pierdyliard skilli i statystyk potrzebny nie jest, mechanika jest drogą do celu jakim jest fajne odgrywanie postaci w ciekawym świecie.

      Jestem w stanie sobie wyobrazić dobrą grę która nie ma ni tradycyjnego systemu dialogów (np sytem oparty na wyborach w trakcie eksploracji/walki w ramach gameplaya) ni skilli i może być dobrym cRPG, jeżeli by sprytnie poprowadzić rozwój postaci i wybory a fabułę oprzeć na enviro i eventach bardziej niż na opowiastkach NPCów.

      A bejdewej nie bronię Fallouta bo tego będę oceniał jak ogram, choć patrząc po dostępnym info nastawiam się na średniaka ;)

        1. Wyspa

          @furry

          Mówię przecież że dla mnie synonimem RPG jest odgrywanie postaci w ciekawym świecie (a więc porządny lore i fabuła).
          Statsy czy dialogi to tylko droga do celu, tyle że stare pryki tak się przyzwyczaiły do tradycyjnej formuły że stanowi ona dla nich synonim cRPG mimo że sam skrót oznacza zupełnie co innego ;) .
          Zastanówmy się po kolei po co nam są flagowe elementy w cRPG:

          -Statsy/skille/perki – reprezentują styl rozgrywki i definiują postać idąc po stereotypach decydują czy jesteśmy złodziejem, czy wojem czy magiem. Ale przecież można zbudować buildy postaci w całości oparte na jakiś aktywnych abilitach i itemach które również będą decydować o tym czym i jak walczymy. Oczywiście ciężko uniknąć tu jakichkolwiek statystyk i wartości (nawet FPSy mają jakieś accuracy, dmg broni itp), ale nie muszą być przedstawione tradycyjnie. Brak tradycyjnego systemu nie musi tez odbierać głębi która może wyrażać się w kombinacji abilitów/itemów których używamy i manewrach na polu walki.

          - Dialogi – służą sprzedaniu postaci, świata i fabuły… ale przeca można to oprzeć na innych elementach, podam przykład spoza gier: serial Shogun. Dialogów jak na lekarstwo bo jak kto nie rozumie Japońskiego to tak samo jak główny bohater widział tylko gorączkujących się Japończyków, czasami tłumaczka coś powiedziała o co chodzi ale ogólnie świat i wydarzenia sprzedawali bardzo mocno zachowaniem postaci, otoczeniem i rozgrywającymi się w nim wydarzeniami. I zrobili to świetnie.

          - Wybory – te nie musza być dialogowe, mogą polegać na tym czy coś zrobię czy nie albo jak to zrobię (np otwierając airlocka ugaszę pożar na stacji kosmicznej ale wypuszczę w kosmos ludzi w palącym się pomieszczeniu a jak poświęcę w cholerę drogi moduł z nanobotami to naprawią systemy gaśnicze ale wtedy nie mam nanobotów coby otworzyć zamknięte drzwi)

          1. Nitek Autor tekstu De Kuń

            @Wyspa

            Hm, stat nie ma w Stalkerach, ale masz pragnienie i głód zdaje się. I radiację wpływającą na HP. To jakieś statystyki są. I mozna było domodować sobie, bo te defaultowe jakoś dziwnie schodziły z tego co pamiętam. Albo za szybko, albo za wolno. generalnie trzeba było sobie to wpleść modem ;)
            Są dialogi, nawet dość sporo.
            Są wybory (choć chyba nie do końca jasno prezentowane). Pierwszy Stalker miał ileś tam zakończeń przeca.

              1. bosman_plama

                @Wyspa

                Tylko pod warunkiem, że wszystko nie zmienia się w strzelanki;).
                Ja, oczywiście nie jestem obiektywny, bo kocham statystyki w cRPgach. I linie dialogowe. Długie.
                Odkrywanie postaci może być podstawową cechą cRPG. Tyle, że właśnie rozbudowane statystyki decydujące o charakterze postaci pozwalały tworzyć rozmaite postacie na różnych sposób przechodzące przez grę, posiadające odmienne linie dialogowe itp. itd.
                W grze z upraszczanymi statystykami i bez linii dialogowych z odgrywania postaci niewiele Ci zostaje.

                Tradycyjne RPG może sobie bez tych statystyk poradzić, bo tam rzeczywiście wszystko zależy od tego, jak rolę odgrywasz (i od MG). Ale Twoje możliwości odgrywania roli w grze komputerowej są poważnie ograniczone. Właśnie budowanie postaci przez statystyki zastępowało graczom „grę aktorską”.

          2. Daimonion

            @Wyspa

            Mój synonim RPG jest podobny, o ile nie identyczny. Nie chcę być źle zrozumiany – sam nie przepadam za pierdyliardem statsów (dla lubiących grać w Excela jest np. Football Manager). Ale całkiem ich wyrzucać nie chcę – lubię, kiedy inwestowanie punktów w charyzmę czy skradanie ma jakiś wymierny wpływ na grę – umożliwia bądź uniemożliwia pewne opcje dialogowe/fabularne.
            Nieśmiało zaryzykuję twierdzenie, że nie powinno się nazywać RPG gier, które polegają głównie na łażeniu i zbieraniu śmieci (tak, o tych upiornych odłamkach z DA:I to już do końca świata chyba nie zapomnę). I nie przekonują mnie argumenty o otwartym świecie, w którym sam piszę własną historię. Bo to tak, jakbym w księgarni dostał książkę z pustymi kartkami i ogólnym zarysem świata przedstawionego.

              1. MusialemToPowiedziec

                @Wyspa

                E tam, za mało wyobraźni masz i tyle :) .

                Ostatni raz jak grałem w HL1, to grałem jako tajny android wysłany przez GLaDOS i zgodnie z rozkazem zniszczenia Black Mesy wszystkich naukowców waliłem łomem po głowie, w środku ich monologów.

                A i jest wybór na końcu gry, czyli nawet więcej niż w gołym FO3 czy Skyrimie XD
                Edit: A nie, zapomniałem, w FO3 na końcu też był wybór.

        2. lemon

          @furry

          Ale jak wyjmiesz z rpga staty i fabułę, to co zostaje?

          Wolność. Zakładając, że mówimy o jakimś przyzwoitym sandboksie. Z tego właśnie wynika popularność TES-ów (w tym i nowych Falloutów), mimo miernoty wątku głównego. Jesteś kim chcesz, idziesz gdzie chcesz, bijesz kogo chcesz, słowem: robisz co chcesz. Erpegowcy „papierowi” grają głównie dla tej jednej rzeczy. Jakaś ich część owszem, lubi sobie dłubać w tabelkach, wykoksić postać i walić krytyki, jakaś część nie może się doczekać, co tam za epicką historię znowu przygotował ich MG, ale wszyscy grają dla wolności. Wolność to esencja RPG. Mechanika, staty służą jakiejś tam symulacji umiejętności, ale do erpegowej zabawy konieczne nie są. A fabuła zawsze jakaś jest – mi już ta TES-owa nie wystarcza, więc nie gram, ale nie zaprzeczę, że jest.

              1. Wyspa

                @bosman_plama

                Oj juz się czepiacie… to takie samo zastanawianie się jak kiedy fantasy staje się SFem (co przy niektórych powieściach nie jest takie jednoznaczne) i tym podobne dyskusje o tworach „granicznych”.
                Wiadomo każdy odróżni FPSa od RPG a to że jedne i drugie często się zbliżają do siebie w obecnych czasach bo zapożyczenia mechanik/rozwiązań są z obu stron to już inna sprawa.

                Zresztą już piałem, obecnie sztywne podziały gatunkowe gier potrafią być bardzo mylące bo niektóre twory ciężko w nie wpisać jako, że mieszczą się w kilku kategoriach na raz. Może pora by wymyślić jakąś nową kategoryzację gatunkową ;)

              2. Daimonion

                @lemon

                W Wiedźminie też nie możesz być kobietą. W Alpha Protocol podobnie. To akurat niekoniecznie jest wyznacznik RPG. A poniżej Bosman celnie wrzucił Saints Row, przy którym bawiłem się świetnie, i który jakieś tam elementy RPG miał (nie tylko wybór płci, ale też przykładowo „podejmowanie istotnych, trudnych moralnie decyzji” np. komu oddać przechwycony transport dziwek…). Mimo to Saints Row nie jest chyba reklamowany jako RPG, tylko jako sandbox. Bo piaskownica jest jego, że tak powiem, cechą dominującą. Jeśli ma być więc cechą dominującą nowych Falloutów, to przestańmy udawać, że są erpegami. Jak dla mnie możliwość wyboru płci, zbieranie śmieci i handel to za mało, bym ośmielił się mówić o RPG. Ale to może być po pierwsze kwestia indywidualnych upodobań, a po drugie wspomnianego przez Wyspę mieszania się gatunków (przy czym o sztywnych, „czystych” gatunkach nie można było mówić praktycznie nigdy, nawet w antycznej Grecji, więc nie jest to bynajmniej wymysł postmoderny).

              3. lemon

                @Daimonion

                Być może mało precyzyjnie się wyraziłem. Nie będę się spierał o definicję cRPG, bo każdy ma własną. IMO taki sandbox jak F3 i Skyrim (nie mówię o F4, bo nie grałem) są dla wielu osób dobrym cRPG, bo pozwalają im odgrywać niemal dowolną postać w ciekawym świecie, dając im dużo wolności w kwestii tego, co będą w tym świecie robić i jak tę postać kształtować. Nie znaczy to od razu, że każdy sandbox jest erpegiem (zgodzimy się chyba, że w piaskownicach Bethesdy wolności w tym zakresie jest dużo więcej niż w GTA/SR). GTA nie mogę nazwać erpegiem nie dlatego, że nie można w nim grać kobietą, ale dlatego, że wolność, jaką oferuje, jest zbyt mała.

                Przyzwyczailiśmy się, że w RPG postać musi być określona cyferkami, że muszą być dialogi w postaci kwestii wybieranych z listy itd., ale to dość wąskie pojmowanie (do którego oczywiście każdy fan oldschoolu ma prawo) stale ewoluującego gatunku. Dodam jeszcze tylko, że na swój użytek stawiam grom warunek konieczny, że musi dawać możliwość dialogu z BN-ami, zanim w ogóle zacznę rozważać, czy jest cRPG.

  5. thewhitestar

    Czyli mamy kolejnego TESa, grę eksploracyjną, gdzie wyłączasz mózg i po prostu zwiedzasz sobie liczne ręcznie wymuskane miejscówki, kolekcjonujesz tony sprzętu układając je na półeczkach własnego kwadratu… No i tyle. W tesach to uwielbiam, takie luźne podejście, gdzie niczym w Diablo mogę w każdej chwili wskoczyć do gry, wczytując dowolny zapis/tworząc nową grę i po prostu bawić się swoją postacią i szwendaniem się gdzie tylko mi się zechce, kompletnie nie zaprzątając sobie myśli taką bzdurą jak fabuła, bo ta jest jedynie pretekstem do tego by umieścić w tym świecie moją postać. Słowem sandbox idealny.

    TYLKO ŻE TO NIE JEST FALLOUT!!11

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @Fantus

          Od początku ;D
          Shadow of the Chernobyl, pykałem z tym modem >> http://www.moddb.com/mods/stalker-complete-2009 stykał. Choć widzę, że doszło tam jeszcze pare takich modów totalnych, ale tylko ten jest ukończony. I najlepszy w paru rankingach.

          Niby mozna grać w Call of Prypiat i Clear Sky, ale jeden z nich (nie pamiętam który) jest prequelem Shadowa, a na bank w obu wątek z niego lubi się pojawiać.

          1. smith

            @Nitek

            Co do Shadow of Chernobyl, to w chwili obecnej lepszą opcją niż Complete (dostępne także w wersji dla Czystego Nieba i zewu Prypeci), wydaje się być Autumn Aurora 2 (http://www.moddb.com/mods/autumn-aurora-compilation-mod), jeszcze bardziej podbija grafikę i rebalansuje rozgrywkę, a poza tym to dzieło naszych rodaków.
            Zresztą do całej trójcy Stalkerów stworzono masę modów, począwszy od podbijających grafikę a na zmieniających zupełnie fabułę skończywszy, że wspomnę choćby Oblivion Lost Remake (coś a’la Lost Alpha, ale zrobione inaczej), Fotograf czy Priboi Story (od tówrców Lost Alphy) do Cienia Czarnobyla, czy Misery (totalna konwersja podbijająca grafikę, poziom trudności i zmieniająca mechanikę gry) i Ray of Hope (jeszcze nie wydany – zmieniający grę w MMO i wprowadzający Zonę jako jedną wielką mapę, bez podziału na mniejsze lokacje) dla Zewu Prypeci…
            Pomimo sporego już wieku Stalkerów, scena moderska w dalszym ciągu trzyma się mocno wypluwając coraz to nowe mody i wyciskając z X-raya (którego kod został uwolniony) ostatnie poty…

              1. smith

                @Nitek

                Właśnie… witam:)
                Po mody warto zajrzeć na polskie fora poświęcone Stalkerowi (stalker.pl, stalkerteam, stalkeruniverse), większość modów to dzieła rosyjskie, a ludzie np. na stalkerteam zajmują się tłumaczeniami co ciekawszych propozycji i w miarę przystępny sposób objaśniają jak to wszystko poinstalować (część modów wymaga gry, inne są to wersje standalone, nie wymagające podstawki). Problemem ze częścią modów do Cienia (a tych jest najwięcej), szczególnie tych od rosjan (inny ból z ruskimi modami to często, gęsto przegięty poziom trudności więc trzeba uważać) jest to że wymagają gry w wersji 1.004, więc jeśli masz kopię ze steama czy innego GOGa, albo z późniejszych wydań pudełkowych to pozostaje albo downgrade do niższej wersji (co niekoniecznie da pozytywny efekt) albo poszukanie repacków wersji 1.004 .

        2. Wyspa

          @Fantus

          Shadow of Chernobyl bardziej liniowy (mniejsze mapki ale więcej) i mocny fabularnie. Call of Prypiat fajny otwarty 3 duże mapki i więcej sandboxa, bez szału fabularnego ale fajna eksploracja.
          Stalker Clear Sky, chyba najsłabsza z części będąca prequelem do Shadow of Chernobyl, choć wiem ze niektórzy lubią.
          Nie można też zapomnieć o pewnym ciekawym projekcie jakim jest Stalker: Lost Alfa, jest to fanowski standalone w którym próbowali odbudować to co docelowo miało być w Shadow of Chernobyl (bo masa contentu została wycięta ze względów czasowych) korzystając z plików udostępnionych przez twórców.
          http://www.moddb.com/mods/lost-alpha
          Całkiem fajnie choć świeżo po wypuszczeniu strasznie zbugowane, nie wiem jak teraz. Lost Alfę polecam, ale dopiero po ograniu komercyjnych Stalkerów.

          Swoją drogą jak się gra w Lost Alfa to czasami człowiek się zastanawia dlaczego tyle wywalili… np. zarówno pod Kordonem jak i na Wysypisku są jebitnie duże Podziemia!

              1. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @Wyspa

                Kiedy bez tego było fest. Questy może nie jakieś złożone, ale też fajne historyjki, w wersji PL z lektorem, więc uważajcie, ale przede wszystkim Stalker wytrącał z równowagi klimatem.
                Bez modów nie dało się przekimać nocy, a po zmroku nie wiem czy kiedykolwiek miałem taką spinę jak w Stalkerze. W kanałach w Stalkerze chyba, że :D

              2. Wyspa

                @true_mayonez

                Nie wiem ja tam mam gdzieś gazetę z zapowiedziami Stalkera i temat obserwowałem i zapamiętałem tekst FPS z elementami RPG (co na tamte czasy było nowością) ale kłócił się nie będę ;) .
                Zresztą Stalker elementy RPG ma, zaawansowany ekwipunek, dialogi, w miarę otwarty świat z questami i sekretami, powerupy w postaci artefaktów czy cały system itemków/armorów.
                Teraz może się to wydawać normalne bo co drugi Sandbox i FPS tak ma ale wtedy to była nowość i fapowanie :D

  6. emperorkaligula

    Czekam na mod dodający wózki z Lidla, żeby to ze sobą wozić.

    „~” + player.setav carryweight 10000

    czyli coś jak skyrim z giwerami ze szczyptą fallouta. lubię lootować wszystko, zabijać wszystko, chodzić swoim tempem. czuję, że będę się dobrze bawił. ale czekam na pacza jakiegoś – póki ci singiel starcrafta nowego, a potem batek. jak skończe batka to chyba bethesda już jakis patch na PC wypuści…

    no i miałem grać max charyzma, ale przy skalowaniu szkoda czasu na poddawanie się wrogów czy wydawanie im rozkazów.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @emperorkaligula

      Obsługa wiosek to dramat, bo trzeba latać z budynkami i biegać real time po mapie, żeby te itemy rozmieścić. Wygląda to tak, że masz menu z budynkami itp na dole ekranu, a na środku pierdolną chatę, którą musisz, dosłownie, zanieść w wybrane miejsce. i tak każdą pompę, marchewkę czy fragment płotka.
      Niby to taki realizm, bo jak coś budujesz to też trzeba by tym młotkiem gdzieś postukać, ale mocno to nieporęczne i trochę głowię się, czemu nie zrobiono czegoś na modłę top down i budowanie ala rts. Bo to takie minecraftowe i terrariowe ktoś powie. No tak. Tylko to inne gry. tu jest to pokraczne i nie chce mi się.

      Nie zapomnij, że każde źdźbło trawy też można na coś przerobić w tych wioskach. Podświetlania i klikania tam na 102!

      Sam interfejs leży, bo pod pada, a gram na padzie. Przypomina trochę żonglerkę między kategoriami w skyrimie. Co zabawne, wszystkie rzeczy z których krafcisz lecą w kategorię Śmieci, a przecież żadne z tego śmieci skoro w tych pięciu kanistrach niesiesz olej do czegoś tam. Nie zapomnij zebrać też tac z resztkami jedzenia z miejsc w których się pojawisz, bo aluminium.

      Co mnie najbardziej jednak wkurwia, bo dostaje białej gorączki, to crafting broni. Bo tam można różne pukawki na wiele sposobów zamotać. Albo jestem jakiś kwadratowy.
      Tak czy siak, powiedzmy, że masz tu ten piękny pistolet 10mm lekko wypieszczony, ale z krótką lufą. Masz też drugi, z długą lekką lufą i chcesz mu tę lufę zdjąć i dodać w tym pierwszym. Wydaje się easy. Nope. trzeba skrafcić temu drugiemu z dostępnych materiałów lufę jakakolwiek inną, i dopiero podmienić.
      Do tego trzeba śmieci. GÓR ŚMIECI. to tyczy się wszystkich modyfikacji. Jasne, zazwyczaj przemy do przodu z ulepszeniami, ale jak się zbiera inne zmodyfikowane giwery, to żeby te moduły pościągać czy sensownie rozebrać, trzeba je czymś zastąpić, a dopiero potem zezłomować.
      Być może da się te moduły ściągać jakoś inaczej, nie wiem, nie zauważyłem, by mi pozwolono.

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @emperorkaligula

          No można było jakoś to scrapowanie fajniej też wymyślić.

          Bo teraz jak chcesz coś zezłomować, bo śrubki!, to leci cała giwera ze wszystkimi modyfikacjami. Siłą rzeczy trzeba wszystko przejrzeć czy nie ma ulepszeń, bo jak wywalisz to ino raz, jak śmieci do lasu w Sosnowcu.
          Można było jakiegoś prompta dziabnąć co do ulepszeń ponad podstawowe, albo jakieś scrapowanie modułowe ogarnąć.
          A tak masz godzinkę w warsztacie.

            1. Nitek Autor tekstu De Kuń

              @emperorkaligula

              Ułatwieniem jest, że każdy mod zmienia nazwę broni, ale samo się nie przełoży ;) no i można se coś przypadkiem wywalić
              a ściągnięte mody trzeba przełożyć do szafki, żeby z nimi nie latać i pamiętać, że je mamy, bo jak coś będziesz gmerać przy kolejnej giwerze to musisz miec tę modyfikację w kabzie, inaczej dostaniesz po kieszeni.

              1. amonlb

                @Nitek

                Nitek wydaje mi się że nie musisz ich mieć w kabzie. Każdy warsztat ma schowek na itemy. Jak upchniesz mody w warsztacie do broni to one powinny być dostępne w trakcie krafcenia. Tak samo wszystkie śmieci zostawiaj w warsztacie – tym do budowania. Wtedy masz dostęp do materiałów na terenie danego obozu a nie musisz ich nosić przy sobie.

  7. MHT

    Ogólnie tematu plecaka i śmieci w grach nie rozumiem, bo jestem przysłowiowym chomikiem. Każda gra tego typu kończy się u mnie zbieraniem wsztystkiego co się da, albo szukaniem modów na nieograniczony plecak. F:NV śmietnik przy sklepiku w 1szej lokacji miał setki przedmiotów, amunicji. W ogóle jakby tak ktoś kiedyś zajrzał to by nie dość że chodził bogaty to jeszcze spokojnie uzbroił pół garnizonu. W Skyrim miałem mod na dżina sklepikarza który teleportował się do mnie za każdym razem kiedy chciałem.
    Wiedzmin 3 – wielkie ukłony za zrobienie nic nie ważących artykułów rzemieślniczych. Nawet w F1 moim smietnikiem był towarzysz :D W F:Tactics ustawiałem jednego z drużyny na polu wyjścia i wrzucałem do niego cały sprzęt, setki kilogramów po których nie mógł się ruszać i tylko dlatego mogłem zakończyć misję :)

    Gdzie tu realizm? No nie ma. Tyle że ja akurat nie szukam realizmu a wygody. Bardzo bym chciał żeby w tego typu grach była opcja „nieskończonego” plecaka. Chcesz – masz, nie chcesz, wyłączasz. Co wy na to? :)

    1. saucer

      @MHT

      W takim przypadku wolałbym ideę złotego środka. dla przykładu – perki i rozwój postaci nakierowane na bycze plecy i głębokie kieszenie. I chyba właśnie tak jest w falloucie, co nie? czyli – chcesz chomikować, to sobie rozwijaj postac w tym kierunku, ale niech to będzie częścią mechaniki, a nie modem, który wszystkiemu daje zerową mase ;)

      EDIT: a w skyrim był do zdobycia czar na dremorę sklepikarza, który teleportował się do ciebie zawsze, jak chciałeś (w dodatku dragonborn). Tyle, że miał tylko 2000golda i trzeba było czekac aż mu się zregeneruje. Czar się nazywał black market, o ile dobrze pamiętam.

      1. Wyspa

        @saucer

        A mnei plecaki ograniczone zawsze wkurzały, może to wynika z tego ze swoją przygodę z cRPG zaczynałem z Gothiciem (mimo że lata wczesniej grałem to za cRPG się późno wziąłem) gdzie dobra całej krainy można było w swoim magicznym worku nosić :P .
        Sens w ograniczaniu plecaka widzę tylko wtedy kiedy mamy jakiś Suvival i zastanawianie się czy na misję weźmiemy więcej apteczek czy amunicji, gdzie o Ammo trudno i trzeba pilnować zasobów. A jak nie weźmiemy to trzeba kombinować bo fast travela nie ma (np Stalker) a całość rzutuje na sukces bądź porażkę misji. W wszystkich grach gdzie można się po prostu tepnąc a plecak jest na tyle duży że i tak zawsze to co trzeba się zmieści + jakieś śmieci, ograniczenie wielkości plecaka nie ma sensu bo nic nei wnosi do gry a jedynie uskutecznia teleportowanie się do shopów/skrytki w te i na zad.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Tasioros

      Nie bardzo. Nie wypada ta broń aż taka super, a legendarne bronie, też takie są, respią się tym częściej, im większy masz poziom trudności. Co za tym idzie, z podstawową pukawką raczej długo się nie pozżyje, a modyfikacje zmieniają parametry broni jak dmg czy celność. Chyba, że liczysz na życie na bazie dropionego loootu, ale z tego co widzę szału nie ma. Zwyczajowo masa tu samoróbek o niskich statystykach. Natknąłem się za to na questach na jakąś energetyczną fajfuszkę automatyczną i śmieciomiota znalazłem, wsysa i rzuca itemami w przeciwników, podobno. nie sprawdziłem w sumie

      Chat nie składam. Okazyjnie sadzę marchew jak już wracam się, żeby ulepszyć pancerz (też można!) czy broń

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @emperorkaligula

          To jest to samo, ale nie wiem czy modyfikacje chowa się jakkolwiek do ekwipunku. Nie bardzo miałem okazji, bo wyszedłem z bubli i gotowałem skórę np. downgrade’u nie robiąc.
          Za to nie na każde ubranie można warstwy armora nałożyć, bo taka np kurtka najeźdźcy (nie pamiętam nazwy) to armor całkowity, na klatę, rączki i nóżki, ale można też ubrać jakieś szmaty dające odporności zero jeśli niezmodyfikowane i na to nakładać osobne ochraniacze na każdą część ciała. Co wydaje się lepsze, ale wszystkie te elementy trzeba też ulepszać. Pojedynczo.
          Ubiegając pytanie, w osobnej stacji robisz upgradey dla power armora. Pojedynczo dla nóżek, główki, rączek i klaty. Power armorów możesz mieć na bank trzy. Każdy podatny na modyfikację. Pomnóż to przez ilość śmieci.

            1. Nitek Autor tekstu De Kuń

              @emperorkaligula

              -ed Gun Nut i perk siły 3 Armorer.

              Must have’y, tak.

              A, scrapper, tak też, choć niekoniecznie. Sluminimum to tacki na żywność, miedź z telefonów a śrubki to różnie.
              Jak masz śmieci jest rozpiska jaka rzecz co ma + można sobie lupke postawić, że tego szukasz i wtedy tą lupkę widzisz jak szabrujesz śmietniki przy odpowiednich rzeczach. Zapomnij jednak lupkę odhaczyć jak już tego nie potrzebujesz, a w nich utoniesz ;)

  8. Turpi

    Rozmowa która odbyła się 3 sekundy po przyłączeniu modelowego companionsa nr. 344 – „Pan robot który myśli, że jest Brytyjskim lokajem, haha”

    Ja (z kamienną twarzą)- what do you think about our relationship?
    On – … jestem pieprzonym robotem lokajem kretynie. *

    Uwielbiam nowy system dialogów. Kocham to, że z każdym kto za tobą podąża możesz zbudować głęboką więź, opartą o jeden z trzech typów relacji (każdemu odpowiada 1 opcja dialogowa):

    -trade- nie gadasz z nim bo i tak nikt w beteśdzie nie miał nigdy nic ciekawego do powiedzenia, więc ich NPCe też nie mają. Relacja: pan – sługa

    -chat – jeśli mało ci tego, że dany przydupas komentuje każdą twoją akcję (o! podniosłeś puszkę! mam nadzieję, że wiesz co z nią zrobić?), albo otoczenie (o kurteczka batmanie, tu jest strasznie jasno i trudno będzie się skradać!!!) to możesz posłuchać jego/jej zabawnych obserwacji i poważnych przemyśleń na życzenie. Co prawda nie wpływają na absolutnie nic nigdy i za każdym razem się losują więc możesz dostać 3 razy pod rząd to samo, ale nikt ci nie kazał czatować m’kay? My tylko dajemy opcje żeby każdy mógł się dobrze bawić.
    Relacja: weganin po antropologi kulturowej z fakultetem z filozofii – jego dziewczyna

    -relationship – to już dla prawdziwych twardzieli i ludzi z porażeniem mózgowym. Tudzież lurkerów cringe thread na 4chanie. Betka (tak ją czasem nazywam z powodu zażyłości) uznała, że jak robimy power fantasy, to robimy je na maksa i zasadniczo bzyknąć możesz szysko bo jesteś zwycięzcą. Zachowali przy tym dość sporo realizmu, bo musisz przed tym powtarzać jakąś czynność która kręci danego potencjalnego partnera. Ja np. zapiąłem paladyna Dansea z Braterstwa( ͡º ͜ʖ ͡º)Stali dopiero po tym jak piętnaście razy wszedłem i wyszedłem z pałer armora („szybciej dziwko, wciskaj tą dupcię! Mmmm dobrze” mówił paladyn*). Także nie jest łatwo.
    Relacja: Ty – Cyniczna korpo która ma cie za debila

    A teraz przypomnijmy sobie dialogi z Marcusem albo z Myronem F2.
    Albo pamiętacie jak przekonaliście Mistrza z F1, że jego marzenie opiera się na fikcji? Ja pamiętam.
    Dokładeczkę? Interakcje z Imoen albo zawiłości romansu z Aerie (i co się działo jeśli zbyt szybko popuściliśmy cugle chuci). Ba! Nawet rozmowy z ekipą z Mass Effect były super (Garus plz) a to przecież i nowe i robione przez molocha.

    *mistyfikacja autora, żaden NPC nigdy w życiu by tak nie powiedział u Betki (nazywam ją tak czasem z powodu sympatii)

  9. COREnick

    Nie grałem, oglądałem trochę na YT i mam bardzo podobne odczucia do Twoich. Może poza tym Stalkerem – dla mnie to jedna z ulubionych serii, do której chętnie od czasu do czasu wracam, szczególnie jak jakiś ciekawy mod się zjawi. Co nie znaczy, że nie znam jej wad – znam je doskonale, jednak dla mnie są mało istotne przy zaletach. ;)

    Boję się, że Bethesdy nie stać na stworzenie wystarczająco klimatycznej oraz ciężkiej klimatycznie i gameplayowo gry. Oni od zawsze robili wielkie i złożone RPGi, którym jednak zawsze czegoś brakowało w klimacie, poziomie trudności i fabule. Były to świetne gry, ale takie… płytkie. Może gdyby CDP Red się za to wziął… Albo ekipa od oryginalnych Gothiców…

    Chociaż chyba już nikt nie odtworzy tego miodu z pierwszych falloutów z prostego względu – dzisiaj się już nie robi takich gier. Dzisiaj trzeba prowadzić gracza za rączkę, zapewnić wszelkie wygody nowoczesnego gamingu i najlepiej żeby gra nie była zbyt trudna. Bo dzisiejszy gracz, to nierzadko zapracowana głowa rodziny, która nie ma czasu i chęci na skomplikowaną fabułę, wysoki poziom trudności, zagadki i ciężki klimat (wciąż pojawiają się gry nacechowane tymi elementami, ale jakby słabiej się sprzedają i mają mniej stałych fanów, którzy zainwestują w ewentualne nowe części serii – a pieniądz rządzi wszystkim). Zamiast tego woli grę która niemal sama się przejdzie a potem pozwoli popykać w nieskomplikowany tryb MP. Dlatego tasiemce jak CoD czy AC oraz „darmowe” gry jak WoT mają takie wzięcie. Znak czasów.

    Ale zawsze można wrócić do dawnych gier, albo pograć w coś ze sceny indie, nie zniszczonej jeszcze tak bardzo przez pieniądze. Ja wciąż odkrywam dawne, świetne tytuły, mimo że mam już setki gier „przeszędych” i nieraz bawię się lepiej, niż grając w nowości, nawet te AAA. Ba – czasem wolę przejść jedną z ulubionych gier ponownie i często robię to z większą przyjemnością, niż przy ogrywaniu kolejnego „hiciora”.

    1. Daimonion

      @COREnick

      „Dzisiaj już się nie robi” – ale chodzi ci bardziej o klimat, czy o poziom trudności? Bo nie mieszałbym tych dwóch rzeczy. Od zwiększania poziomu trudności są właśnie poziomy trudności:-) Można zrobić grę z przecudnym klimatem, która na łatwym będzie dla leniuchów, a na trudnym dla masochistów. Tyle, że by zrobić grę z klimatem, to właśnie trzeba umieć i chcieć. No i oczywiście musi być zapotrzebowanie wśród odbiorców, bo nie ma sensu ładowanie pieniędzy w dopieszczanie elementów, których większość graczy nawet nie zauważy. Do siebie możemy mieć pretensje, bo mało wymagający jesteśmy, i do reguł rynkowych, bo nikt nie będzie ryzykował bankructwa, wydając arcydzieło (i licho wie, jak ono się przyjmie), skoro może sobie bezpiecznie zainwestować w byle co (wydajmy po raz n-ty to samo, bo jak dotąd się sprzedawało).

  10. Nitek Autor tekstu De Kuń

    oceny f4 w sieci

    Hooked Gamers – 100/100
    The Telegraph – 100/100
    GamesRadar+ – 100/100
    AusGamers – 100/100
    IGN – 95/100
    GamesBeat – 93/100
    GameSpot – 90/100
    PSX Extreme – 90/100
    GameTrailers – 90/100
    USGamer – 90/100
    Videogamer – 90/100
    Game Informer – 90/100
    TheSixthAxis – 90/100
    PC Gamer – 88/100
    Forbes – 85/100
    GameWatcher – 85/100
    Softpedia – 85/100
    Shacknews – 80/100
    Metro GameCentral – 80/100
    PCGamesN – 80/100
    Destructoid – 75/100
    Washington Post – 70/100
    Time – 70/100
    Guardian – 60/100
    Giant Bomb – 60/100

    za http://www.gram.pl/news/2015/11/12/fallout-4-przeglad-ocen.shtml

Powrót do artykułu