Co jest grane – kres wszystkiego

Nitek dnia 11 maja, 2016 o 10:47    9 

u4444

Podobnie jak i Bosman, który ledwo co napisał wczorajszą notkę i pognał pod sklep dospać godzinę w śpiworku i wreszcie, by być pierwszym na salonie, który weźmie grę 16/10 do domu, by teoretycznie czas dobrze spędzić. I też siadłem, z dostawą do domu, kurierem za dyszkę, bo #niepolecaminpost. I o rany, jakże dobrze się bawiłem.

W sumie jakoś specjalnie nie czekałem. to znaczy uniknąłem szczucia cycem marketingowym, bo choć Uncharted uwielbiam jak większość, która miała styczność z tą przygodą, tak twardo unikałem wszelkich materiałów jakie wypuszczane były w sieci. Nie oglądałem rozgrywki, nie patrzyłem na obrazki, nie kompilowałem żadnych skrawków informacji jakie teoretycznie mogłyby popsuć mi jakkolwiek zabawę. Nic, zero, nada. Sekret hajpu i przekora, czego powinien nauczyć zwiastun Krwi i Wina z jakimś tam spoilerem.

Jakie było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że Uncharted 4 od samego początku ilością scenek i filmików wszelkiego rodzaju, przeplatanymi zdawkowo rozgrywką, którą ciężko wyczuć, bo nie różni się od filmików wcale, nadrabia całego Metal geara piątego, które wykastrowano z tego elementu. Fabuły znaczy, jej prezentacji. Kasety filmikom nierówne. I po prawdzie, jakoś niespecjalnie mi to przeszkadzało, choć strzelałbym, bo jest miodnie, ale lubię patrzeć, brakowało mi ostatnio jakichś zawijasów fabularnych w czymkolwiek, bo dużo ostatnio siedzę w tematach zaledwie nakrapianych historią i wziąłem tą filmowość z dobrodziejstwem inwentarza, okazyjnie smyrając gałki pada, by popchać opowieść do przodu.

Dużą rolę odegrał tu sentyment. Zasada trzech odcinków w przypadku seriali, czyli czas jaki zwyczajowo daje szansę dla nowych produkcji by mnie kupiły, nie grała tu roli, bo przecież wszystkich znam z poprzednich części. Nie musiałem siedzieć i poznawać nikogo, niczym w GTA B, gdzie znajomość z kolegami z ekranu weszła na wyższy level po kilkunastu  Dlatego oglądanie domowego ogniska Nathana, rozwijaniu relacji z poszczególnymi osobami, których losy śledziłem od lat zamiast facepalma i żenady, a uśmiech i wowowowo jaki trip po uczuciach. W ogóle wszystko wydawało się być zamknięciem, outro, poprzednich części serii, a przecież dopiero co grę włączyłem, by wrócić do starych znajomych.

I bawiłem się przednio, dźwigając co rusz szczękę z podłogi, dzięki bezkresowi piękna generowanych landszaftów, których kunsztu wykonania się nie spodziewałem, a których panoramy były balsamem na duszy. Podśmiewałem się z uszczypliwości rzucanych między bohaterami, bo strzelania jakoś niespecjalnie było dużo w tym danym mi wczoraj czasie, a zamiast tego trąciło przegadaną trójką, gdzie przyłożono się do relacji między bohaterami spychając trochę strzelanie na boczny tor. To znacyz było nadal, ale jednak mniej. No i zawsze było do kogo gebę otworzyć, tak jak teraz.

I nie mogę się doczekać ciągu dalszego, stety, niestety (bo orałbym non stop!), realizowanego na streamie (http://www.hitbox.tv/nitek; 22:00), bo Uncharted nie tylko nade mną roztoczył swój czar, a posiedzenia wspólne to tak jak oglądanie filmu ze znajomymi. A Drake, kurcze, jak kolega z dawnych lat, trochę jakby ktoś teraz przywrócił Threepwooda do postaci aktywnych w światku growym, albo inne postaci, z GTA V, z którymi przesiedziało się wiele. Jak & Daxter, o! Albo Clementine, ale ona wróci niebawem czy każda inna Wasza ulubiona postać, której moglibyście zaserwować powrót. Shepard? Grałbym też, ale nie. W kolejnego ME już nie.

Ahoj, przygodo! Robiłem se skriny jak głupi, ale kurka, zapomniałem ich wyeksportować. Kurczaki.

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „Co jest grane – kres wszystkiego

    1. slowman

      @Tasioros

      Kto wie, może Nitek kiedyś zostanie ministrem edukacji i jak będziesz miał odpowiednio grubą kopertę będziesz mógł zaproponować nową listę lektur obowiązkowych, przy których zrozumieniu będziesz musiał pomóc Tasiorątkom (naprawdę, jest jakiś lepszy nick dla nazywania czyjegoś potomstwa?).

    1. bosman_plama

      @lemon

      Jest tu mnóstwo filmowości i filmików, jest nawet coś jakby wątek poboczny:). Ale to jednak przede wszystkim gra. OK, rozkręca się racze growo niż filmowo przez pierwsze pół godziny, ale potem już wspinasz, się, uciekasz, strzelasz, kombinujesz nad zagadkami (mam wrażenie, że albo jest jakby mniej niż ostatnio, albo są łatwiejsze, ale to może być kwestia przywyknięcia do serii, więc rozwiązywanie zagadek wychodzą mi łatwiej). Mimo wszystko nie jest to więc film, choć dialogi, czasem poważne, towarzyszą właściwie całej rozgrywce, nie tylko w filmikach, ale też w trakcie poszukiwań na przykład.

Powrót do artykułu