Co jest grane – kanapowce

Nitek dnia 22 lipca, 2015 o 10:22    74 

PorcunipineLocalMultiplayer_FeatureImage_Blog1

Wiecie jak to jest. Zaciągnąć Żonę w inne miejsce niż w otoczenie dobrze ometkowanych sukienek, torebek, okularów czy spodni, jest czasami niemożebnie trudne. I raz na czas, kiedy księżyc w nowiu, udaje się zaprosić małżonkę do wspólnej zabawy.

Tak było wczoraj, właśnie, bo wiecie, to jak zrobić żeby żona pozwoliła CI grać, pisała już kiedyś Bea. To chyba prawda, skoro działa, ale też z drugiej strony nie jest lekko zarazić, czy w ogóle zaproponować wspólne hobby. Pomijam wszelkie rytuały doń prowadzące, zmywanie naczyń, ścielenie łóżka, ścieranie kożucha ze wszystkich mebli w domu, najlepiej jeszcze z tych na balkonie (tak, mam tam krzesło i stolik, zimne tam dobrze smakuje), wiecie, to wszystko na wypadek, gdyby ktoś niespodziewanie miał zobaczyć, że jak grasz to gdzieś tam pół centymetra pyłku leży w kącie. Nadal leży. Weź to posprzątaj zanim zaczniemy!

MortalKombatX_1600

Tu wchodzimy na niebezpieczny teren, a załagodzić może go tylko i wyłącznie dobra potrawa podsunięta pod nos współtowarzysza. Bazując na moim doświadczeniu, Mortal Kombat 9 czy ostatni, X, czy już w ogóle nostalgiczne bestie z lat ’90 są wyborem bardzo dobrym. Mają wszystko, co pozwala na dobrą zabawę dla największych laików i tych trochę lepszych. No i wbrew wszystkiemu, tak naprawdę Random Button Masher (Żona) ma tu większe szanse, bo a to wkurzy zamaszystym włączeniem pauzy, a to wykona kombosy o jakich nie śnili twórcy. Takie są prawa wciskania na ślepo wszystkiego, włączając w to miejsca wolne od przycisków. Co robi wtedy mąż, ja? Knuje, kombinuje, taktycznie składam w całość misterne kombinacje jakie zdołałem zapamiętać przy okazji ostatnich porażek. Na nic to. To trochę jak odwieczny konflikt czy lepiej odkurzyć czy pozamiatać. Niby to pierwsze fajniejsze, bo i dokładniej, i precyzyjniej, ale jak wjedziesz zmiotką to i czas zaoszczędzisz i szybciej ogarniesz, choć nie tak dokładnie. Właśnie tak. Dziwnym nie jest, że ostatnie konflikty małżeńskie przegrałem na poletku Mortal Kombat X, na streamie, publicznie, o zgrozo.

BattleBlock-Theater-Free-Game-FeaturesZdarzają się jednak tytuły na kanapę, których użyteczność nie leży w ładnej oprawie, choć zbyt duże piksele na ekranie nawet osobie spoza kręgu tajemnic nerda mogą wywołać poczucie dyskomfortu, że chyba popluty ekran jest, wytrzyj go zanim zaczniemy! Ale kochanie, nie da się. Wytrzyj, nie dyskutuj! Tu należy zdać się na własną intuicję. Jednocześnie dobór prostej w obsłudze to sytuacja win-win, bo szanse są równe, a i frustracja z rozgrywki nie płynie z braku znajomości obsługi blendera (nie umiem, nie robię). Możecie się śmiać dowoli z ekskluzywnie brzydkiego i legendarnego już na gikzie, Nidhogga, ale poza faktem wywoływania raka samym patrzeniem nań to esencja rozgrywka z prostym i miodnym modelem rozgrywki do pochwytania przez każdego. Battleblock Theater zastąpił egzotycznie brzydkie otoczenie na rzecz ładnej rysowanej graficzki, łatwej obsługi i dobrych plansz, a do tego oparł rozgrywki na lekkiej konieczności współpracy, choć można było po małżeńsku przywalić w nos. Podobno czasem trzeba, niepisane 11 przykazanie klanu kobiet. Teraz się wygadałem, pewnie w domu dostanę.

trine1I tu zaczynają się schody, bo są też gry, które człowiek, by zagrać chciał, ale nie bardzo jest jak. Jak zachęcić. Nie znalazłem złotego środka na Diablo 3. Na nic tu argumenty o ratowaniu świata, nawet dropienie wirtualnych ciuchów, możliwość pomykania babeczką i czyszczenie lochów z łotrów wszelkiej maści nie przemawiają. Z drugiej strony, trochę lękam się na myśl o morzu spamu tęczowymi czarami z każdego zakamarku ekranu. Lękam się trochę gier kooperacyjnych, mając w pamięci lekcje pierwszego tańca (jasne, że na nich trzęsłem, a potem i tak wszystko zapomnieliśmy) i fakt, że miałem prowadzić w tańcu, co zostało skwitowane, iż konieczna jest pierw wizyta u psychologa Pani Młodej. Nie ruszam zatem Trine, obawiam się o Rayman Legends. Niby ładnie, niby fajnie, stosunkowo prosto, ale to, że trzeba będzie współpracować, kurczę.

screenshot-lastman-186338A jednak wczoraj usiedliśmy wspólnie do streama o dziwnej tematyce. Nie ruszyliśmy nic ze wspomnianych rzeczy. Z czeluści biblioteki steamowej rzeczy zaległych wyszperałem Porcunipine, arenówkę z pomykającymi nań dziwnymi istotami. Idea współzawodnictwa sprawdza się dobrze, mam nadzieję, że to nie jakaś moja diagnoza, a że potworki mogły się nawzajem killym, było jakby nie patrzeć, frajdą. 11 niepisane przykazanie. Arena, stworki z jednym kolcem, którym starają się wyżłobić dziurę w przeciwniku, przy okazji nie zabijając siebie przy okazji to fun w czystej postaci. Do tego areny z przeszkadzajkami i mamy tu receptę na zabawny wieczór. Co prawda wiem, że na drugim końcu tego zdarzenia czeka mnie odrabianie wieczoru na jakimś Bajorze czy innym dziwnym jegomościu, ale co się uśmiałem to moje. Zwłaszcza jak wpadł na chawirę komar i zakłócił stream. Niemniej jednak, jakkolwiek gra nie wygląda, jakkolwiek nie jest banalna w swej istocie, tak frajdy sprawia co niemiara.

Pomyśleć, że kiedyś, żeby zainteresować totalnie niezainteresowaną, grałem piąty raz w Heavy Raina, w nędznej polskiej wersji, tak jak i z Beyond; Two Souls kiedyś uczyniłem. Znając jednak po sobie i bracie, który w podobny sposób, nieinwazyjnie zaszczepił mi słuchanie dziwnych zespołów (w tym Amandy Palmer, tak), tak i mi się udało. Dzięki czemu ten jeden wieczór, raz na czas, po umyciu talerzy, gotowy jestem na porażkę, ale nie o to chodzi. Dalej nie dokończyłem naprawiać umywalki. 11 niepisane przykazanie.

A z innej beczki, wiecie, że pociąg w Falloucie 3, którym można było jeździć, to tak naprawdę NPC z takową czapką? Silent Hill miał swojego piramidogłowego, to w sumie czemu nie.

Metro-Head-590x330

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



74 myśli nt. „Co jest grane – kanapowce

  1. powazny_sam

    Ach kanapówka w Diabolo, jeśli czegoś użytkownikom konsol zazdroszczę to właśnie tego.

    No a stare ale jare Lara Croft and Guardian of Light? Tylko trudność walki na easy ustawić (nie jest źle) i do pomykania z żoną jak znalazł. A widzę że ma i nie grał, chyba że parówa kłamie.

      1. powazny_sam

        @Nitek

        No tak bo samemu właśnie twin stick shooter :) A we dwójkę zupełnie inna gra, trzeba się nawzajem to osłaniać, to wskakiwać na plecy, tudzież wciągać linką… i powstrzymać przed puszczeniem linki gdy właśnie partner/partnerka idzie po niej nad przepaścią pełną kolców :p . Jak w battleblock theather, poziomy są nieco inne niż w singlu.

    1. aihS Webmajster

      @powazny_sam

      Ach kanapówka w Diabolo, jeśli czegoś użytkownikom konsol zazdroszczę to właśnie tego.

      I słusznie choć magiczną liczbą jest tu niestety tylko dwa. Przy trójce graczy robi się już burdel bo jednak wszyscy biegacie po jednym ekranie, który w coopie po podejściu do przeciwnych krawędzi robi zoom out, ale to może ze 20%, a potem to już ściana. No i ilość efektów czarów potrafi przytłoczyć.

      Szczerze powiedziawszy kupiłem konsolę głównie dla tej opcji i było warto. Teraz dokupiłem Borderlandsy i już w sumie żyć nie umierać na tej kanapie ;) Żadne multi po sieci nigdy nie przebije locala, nigdy.

          1. powazny_sam

            @aihS

            Spoko dzieci rosną :) Ze starszym serious sama na split screen przeszliśmy, więc przyjdzie i czas na konsolę pod diabolo IV czy bordery III, czy co tam akurat będzie na czasie za kilka lat ;)

            Edyta : aaa dopiero teraz zajarzyłem właściwy przekaz… he he dobre.. świeżo po urlopie jestem.

              1. Private_dzban

                @Nitek

                Tym lepiej, większe wyzwanie! ;) swego czasu pamiętam jak siedzieliśmy na strimie W2 to podśmiechujkowaliście z Vlada, więc mi się z nim skojarzyło to co napisał MTP. No ale na chwilę obecną tylko tyle. Jak będę się przygotowywał do egzaminu z gikza to so odświeżę.

  2. iHS

    Bajorze? Michale Bajorze? Są granice okrucieństwa. Dostałem kiedyś od kobiety która miała zostać moją żoną płytę Bajora w prezencie urodzinowym, moje gusta muzyczne były jej najwyraźniej nieznane. Zacisnąłem zęby, włożyłem do odtwarzacza, i dałem z siebie naprawdę wszystko. Nigdy wcześniej i nigdy później nie poświęciłem się dla nikogo tak bardzo. W połowie trzeciego kawałka płyta wyleciała łagodnym lobem przez balkon. Małżeństwo jakby nie wyszło. Ku przestrodze.

Powrót do artykułu