Co jest grane – dziwnym nie jest

Nitek dnia 28 grudnia, 2015 o 9:59    41 

Lovers

Dziwnym nie jest, że skoro w kalendarzu premier gamingowych aktualnie jest pożoga przeplatana z płaczem portfela wydrążonych portfeli przez wyprzedaże okolicznościowe, czas powiedzieć sobie jak spędziliśmy te kilka dni szalonej rozpusty i błogiego lenistwa. Poza aspektami rodzinno-społecznościowymi, wiadomo.

Niby nic się nie wydało przez ten czas, a mój był wyjątkowo długi, bo naprawiłem skrzypiące drzwi od szafy prowadzącej do Narnii, by znów zaginać czasoprzestrzeń i nadrabiać backlog, który uzbierał mi się pokaźny. I co? Jajco. Grałem w gry stare, przeze mnie lubiane, można powiedzieć za Bosmanem, że to wręcz tematy podchodzące pod starą krypę. No, niektóre nie takie stare, ale tych zupełnie nowych nie było jakoś specjalnie dużo.

lifeisstrangeLife is Strange odpaliłem, bo jakieś nagrody i numer jeden jakiegoś ważnego zagranicznego onilne pisadła zostało, zdaje się. Nie przycupnąłem za dużo, spodobał mi się klimat jakiejś amerykańskiej szkoły, młodzieżowo jest. Pojawiła się już manipulacja czasem, nie widziałem jeszcze jakichś mega reperkusji podejmowanych decyzji, ale znowuż za mało przy tym siedziałem. Co jednak rzuciło mi się w oczy to brak lip synca, przez co niby dubbing po angielsku, a czuje się jakbym oglądał po polsku, bo nic do siebie nie pasuje. To zadziwiające jak może to przeszkadzać, a w takim Wieśku trzecim cały sync poszedł w angielski i jak już uporałem się z awarią wiatraka na gtx 780, serii formatów i zerknąłem co tam Wiesław, w formie stress testu, całkiem fajnie koresponduje dźwięk z prezentacją. Choć jest dziwnie, owszem. W każdym razie do LiS przycupnę, ale jak to bywa, potrzeba na to dnia odpowiedniego, bo stosunkowo powolne tempo epizodycznych klikadełek nie zawsze się nadaje na ogrywanie.

Wieśka nadal nie skończyłem będąc w Skellige, im przerwa dłuższa tym gorzej mi tam wrócić, ale pojawił się modzik upiększający, więc są szanse, że kiedyś przeczytam kto jest w napisach końcowych. Modzik znajdziecie TUTAJ.

Łysy z brodą, Max Payne 3, ponownie zawitał na salonach. Wyklętych przez wielu, polubiony przez nielicznych, wielbiony przez mało kogo, bawi jak zawsze. Nie trudno zgadnąć, że bawiąc się w niego szósty, czy siódmy raz, jestem w tej ostatniej grupie. W końcu przygarnąłem jakąś wersję wzbogaconą o majtki Maxa i zdjęcie Mony, u Gabena na wyprz i mogłem włączyć na chwilę, żeby sprawdzić czy dalej mnie bawi. Bawi. Filmików nadal nie da się skrócić, nadal to bieganie od areny do areny zamkniętymi korytarzami, nadal to wyborny silnik liczący fizykę ciał, który nie wiedzieć czemu stosuje tylko Rockstar, a zupełnie niesłusznie. Strzelam się na najwyższym poziomie trudności, bo choć wersja gry jest zupełnie inna, tak wszystkie poprzednie zapisy działają i tak jak Brutal Doom bawił mnie jak dziecko, tak te wszystkie slow-mo i taniec między kulami robi dokładnie to samo. Uśmiech jakby kto wieszakiem paszczę mi rozciągał.

Lovers in a Dangerous Spacetime to temat za który brałem się od premiery, zdaje się od sierpnia. Nie, że nie chciałem, bo neonowe barwy rozstrajają mi kiszki, ale dlatego, że ten prawie że FTL jest tytułem stricte pod co-opa uszytym. FTL może jest przesadą, ale wiedzcie, że zabawa opiera się na sterowaniu statkiem przez dwójkę graczy (w przypadku singla jednego zastępuje bot) i ratowanie kosmicznych słodziaków, króliczków, tititi. Zadanie nie jest proste, bo statek ma kilka modułów, które trzeba obsłużyć, z działkami na czterech stronach, wielką kosmiczną pju pju pju armatą, osłonami i sterami kończąc. I tak tworzy chore sytuacje, kiedy jeden z graczy steruje statkiem, drugi strzela, a kosmiczne robaki atakują zewsząd. Zwlekałem tak długo, bo zastanawiałem się czy Beatę uda mi się namówić, i ba! Nie dość, że się udało, tak gra się podobała i radziła se FEST! Istnieje szansa, że już to macie, bo jakoś niedawno w jakimś bundlu można było wyhaczyć, przednia zabawa. Minus? Brak multi online, tylko lokalnie, więc jak się nie ma z kim to bez sensu. Połowę mniej śmiesznie, bo co tam bot jakiś. Nie było ciężko, a był to lekko normal. Zainteresowani graniem z pociechami mogą sprawdzić, jest tryb casual, powinno być na relaksie. A tam jeszcze unlocki, ulepszenia statku, spore poziomy o otwartej strukturze, no kurde, fajno!

A co w ogóle z tych wyprzy i przy czym też bawiłem się świetnie? Black Ops 3 wersja PC. Dokupiłem sobie tknięty musiszmieć i choć idzie mi wyraźniej gorzej niż na konsoli, bo jednak jestem łamaga m+k, nie jest tak źle, a zabawa jest fest. Pojawiły się co prawda mikropłatności do skrzynek, o czym gdybałem przy okazji pisania recenzji, ale nic co byłoby obowiązkowe. Karny siusiak dla twórców za praktykowanie implementacji mikrohajsów po premierze, tak jakbyło to w przypadku ostatniej Forzy, niedawno Destiny, no i BlOpsy, więc podejrzewam, że należy się spodziewać tego więcej. Czemu w ogóle się tak bawię? Bo przecena jest 40%, co nie jest częste w przypadków CODów i tak jakoś musiszmieć. Zresztą Advanced Warfare też miałem na obie platformy. Ot, psikus.

Biegałem też sporo w Assassin’s Creed Syndicate i wybaczcie, ale mam tak srogo wyjebane na bieganie po wielkich mapach byleby dojść do jakiegoś punktu i zacząć coś sensownego robić, że jak słyszę, że coś jest open worldem i sandboksem to zbiera mi się na wymioty. Inna sprawa, że w Just Cause 3,  frustrację podróży mogę przełożyć na rozgrywkę per se, tak w Assassinie ni cholery. Choć przyznać muszę, że ten Londyn jest jest całkiem urodziwy, ale kurwa, dość. A jak zobaczyłem gdzieś w sieci komentarz pod czymś odnoszącym się do Cyberpunka 2077 I hope this will be open world game tak kwiliłem jak świnka Peppa. Już dawno żadna gra nie dała mi wrażenia wycierania mojej gęby mokrą szmatą braku szacunku do mojego czasu, jak Assassin, kiedy biegłem z miejsca w miejsce i nie działo się kompletnie nic. a we mnie coś umierało. I chciałem sobie kupić dodatek z Kubą Rozpruwaczem, serio, chciałem. podobno fajny. Ale jak sobie pomyślę, że ktoś mi więcej pomyj na chama do gardła będzie wciskał i kazał biegać po niby żywym, niby ładnym, ale na wskroś pustym świecie to hola! Wal się. I tak, mimo, że Arkham Knighta zrobiłem na 100%, wyśmiałem pomysł odblokowania złotej bat piżamy za zrobienie gry na 240%. W dziwną stronę to skręca.

A reszta? Reszta to szybkie rolle, żeby były Luźne, a te zbliżają się, o. Mam nadzieję, że u Was było spokojnie i zdrowo, i w ogóle, że Mikołaj nie zasłużył na rózgę. Co najwyżej klapsa.

 

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



41 myśli nt. „Co jest grane – dziwnym nie jest

  1. g4mb4re

    A ja sobie kupiłem just cause 3 na wyprzedaży i śmigam po wyspie dzięki wingsuitowi i wkurzam sie na słabą optymalizacje i przypadkowe fps dropy- gdyby nie technikalia to nawet w pytke szpil.
    W święta grane nie było ale jak to bywa po spożycuu większej ilości pokarmów, padłem na kanapie przed telewizorem i błądzą po kanałach natknąłem się na film „Głosy” z Ryanem Reynoldsem. O jak ten film ryje beret. Polecam! Ryan drewnem nie jest i gra przerażająco dobrze kolesia ktory dyskutuje ze swoimi zwierzakami- psem i kotem. Jest mrocznie.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @g4mb4re

      No właśnie. Już kilka podejść do zaciągnięcia Beaty do Głosów miałem, ale jakoś tak odpuszczałem. Rozumiem, że musiszobejrz przy następnej okazji? Trochę dziwnie mi argumentować – cho, obejrzymy film o gościu co gada ze zwierzętami i sam jest niezłym popaprańcem ;D

  2. larkson

    Z tym Asasynem też mam problem, nie tyleż z nudą pomiędzy misjami, co z samymi misjami i tym jak są one napisane. Dam głowę, że przy scenariuszu nie pracowała żadna istota ludzka. Myślałem, że Syndicate przywróci mi nadzieję po koszmarnym Unity, ale najwidoczniej nie. No i w Skyrima cisłem.

    Poza tym, że hype na Star Warsy wciąż jest silny w mojej rodzinie, przez co dostałem obrazki ze statkami gwiezdnowojennymi do walnięcia sobie na ścianę, to dowiedziałem się też, że będę wujkiem :D Przeraża mnie to bo nie lubię dzieci :P

  3. powazny_sam

    Moje święta upłynęły niestety pod znakiem wirusów (ludzkich). Ale za to ukończyłem wolfa i dokupiłem dodatek do civ łudząc się że w końcu ogarnę mechanikę tej gry.
    No i NIdhogg (pamięta ktoś to jeszcze?)! Na dwóch to momentami lepsze od mortala :p

  4. bosman_plama

    Przez jakieś wasze nawijki o X-Com, przypomniałem sobie, ze dawno dawno temu, kiedy zakupy na steam nie były przygodą życia pełną niebezpieczeństw niczym dżungla, kupiłem tam dodatek, a potem zapomniałem o tym i nie ograłem go zupełnie. No to ogrywałem go przez Święta złorzecząc na kod gry, że nie mogę zrobić wyłącznie polsko – brazylijskiej ekipy. No, chyba, że mogę, ale czegoś nie wiem.

      1. furry

        @Nitek

        LOL, też byłem blisko po operacji Martwa Rura :lol:

        Tylko że pomyślałem że warto wziąć dodatkowe DLC, może jak sprzedam jeszcze parę kart… a potem Klucznik mnie nastraszył i na razie nie kupuję na Steamie.

        Do kiedy jest Holiday Sale w ogóle?

        Myślałem że pogram w święta, ale na razie tylko JUJU z córką i One Finger Death Punch wieczorami… Za to znalazłem na YT serial o Arabeli i w domu gadamy teraz do siebie po czesku.

      1. bosman_plama

        @MusialemToPowiedziec

        Polaka miałem już w pierwszej misji. I już w drugiej zginął:). Bohatersko oczywiście. Dość szybko przyszedł drugi, a potem już nic. Za to mam nadreprezentację Francuzów i całkiem sporo Rosjan. Jedyny Polak łapie ciągle rany. A po tym, jak Kanadyjkę przerobiłem na czołg, nie zgłosił mi się do ekipy już nikt z Kanady:D.

  5. urt_sth

    Ja podjąłem wyzwanie nauczenia się kostki 3x3x3 na pamięć (najprostsza metodą, pamięć mam dobrą, bo szybko zapominam) i jestem na etapie zakupu kostki :)
    Układam 2 warstwy z pamięci, trzecia jeszcze nie bardzo, ale że kostki powędrowały do innego domu, to musiałem zakupić własną.
    Co ciekawe zarówno oryginalne kostki jak i „kółka olimpijskie” w wydaniu rocznicowym to rozczarowanie. Pod koniec lat 80 chodziły lepiej.
    PS. Kostkę kupiłem chińską, nasmarowaną co by się zbytnio nie męczyć.

  6. Revant

    Święta, święta i po świętach. Zagrywałem się przed w KF2 – jeżeli ktoś uwielbia nr 1 i się zastanawia to niech kupuje bo warto! Był też efekt SiłyGikzaTM i zachciało mi się X-coma :P jednak, że kasy już niewiele do wydania to przejrzałem listę steamową i wyszperałem FTL. Gra znów wciągnęła jak bagno, a okazało się, że od czasu naszego ostatniego spotkania twórcy dorzucili jakąś enhanced edition z nową zawartością.

    PS. Żona namówiła mnie do obejrzenia Notting Hill. N-e-v-e-r-m-o-r-e. Za to Love Actually zawsze da best świąteczny film :D No i skubnąłem pierwszy odcinek Gotham. Całkiem, całkiem.

  7. aihS Webmajster

    Tęczowe Święta 2015
    Ból, ból, ból, karpik, prezenty, ból, ból, ogromny ból, dentysta, sen, sen, więcej snu, kwasowa indycza niedziela.

    Morał z tego taki, że pieniądz nie śmierdzi. Zanim udacie się po wątpliwą pomoc na ostry dyżur* sprawdźcie w necie czy w waszym mieście, któraś komercyjna klinika stomatologiczna nie pracuje. Okazało się, że w Warszawie nie da się 25.12 co prawda kupić chleba, ale bez problemu można 24/7/365 dostać się do zębisty na „za godzinkę”. Brak bólu – najlepszy prezent AD 2015.

    * Nie ma w Polsce prawdziwego ostrego dyżuru stomatologicznego. Są tylko prywatne kliniki zakontraktowane przez NFZ na świadczenie takich usług, ale kolejki są równie atrakcyjne jak na każdym innym ostrym dyżurze, a na wyjściu i tak czeka rachunek bo NFZ nie pokrywa 100%. Bardzo to pocieszające dla kogoś kto nie spał dwie doby.

    1. urt_sth

      @aihS

      Biorąc pod uwagę, że ubezpieczenie społeczne zapewnia leczenie zębów widocznych u ludzi z natury ponurych, to i tak dobrze, że coś tam pokrywa. Leczyłeś coś powyżej 4?
      Zupełnie odwrotnie ma się to do tanich ubezpieczeń podróżnych za granicę. Jak dziś pamiętam jak wypadła mi dość spora plomba w trzonowcu, zajrzenie w zęby (bez leczenia) kosztowało 50$, a ubezpieczyciel gwarantował zwrot jedynie w przypadkach nagłych i to raczej w stronę ekstrakcji, a nie leczenia. Tak też straciłem tego zęba, bo poleciały ścianki nie mające podparcia jeszcze przed powrotem.

      1. aihS Webmajster

        @urt_sth

        Najgorsze jest to, że ci biedni ludzie siedzą kilka godzin w kolejce, a potem i tak dostają rachunek bo nikt ich nie poinformuje o tym fakcie przy rejestracji.

        Jak przypominam sobie jakie miałem ubezpieczenie jeżdżąc na narty to żałuję, że nie wybiłem sobie wtedy wszystkich zębów.

    2. Goblin_Wizard

      @aihS

      Niedawno też przerabiałem stomatologa. Plomby na zębach od czwórki i dalej wstawiają na NFZ co prawda za darmo, ale tylko z amalgamatu czyli rakotwórczego gówna. Normalne, nierakotwórcze tylko dla kobiet w ciąży. Ja miałem problem wymagający leczenia kanałowego więc i tak na NFZ się tego nie dało zrobić (matką w ciąży nie planuje zostać w najbliższym czasie). Rozmowa w przychodni NFZ w centrum Wawy wyglądała mniej więcej tak:

      - Noooo, z tym to już nic się chyba nie da zrobić. To co? Rwiemy?
      - A może dałoby się jakoś uratować jeszcze?
      - Można spróbować leczenia kanałowego, ale tego NFZ nie refunduje. No to co? Decyduje się Pan? Rwiemy?
      - A ile by to kosztowało prywatnie takie leczenie?
      - No u mnie w przychodni, po południu, jak bym zrobił prześwietlenie, to ok. 2000zł.
      - A to ja dziękuję. Do widzenia.

      Jak poszukałem to znalazłem takiego co mi zrobi full opcje (leczenie + nadbudowa) za 600zł. 3 razy taniej niż ten wielbiciel wyrywania ludziom zębów sobie wymyślił. Kurde, teraz takie czasy, że strach chorować, a jak idziesz do lekarza to trzeba się znać na leczeniu co najmniej tak samo jak ten lekarz, bo inaczej wciśnie Ci jakiś kit, coś wyrwie, coś wytnie i zostaniesz z jeszcze większym problemem niż miałeś.

  8. slowman

    Drogi Gziku,
    mam problem z żoną, ciągle wychodzi z domu niby to na zakupy, do kościoła i do koleżanki. Tylko, że do tego wszystkiego ubiera strój Gwiazdora i wraca dopiero po 8 godzinach, o 16. W związku z tym mam pytanie: czy DLC do Dishonored są takie wypasione, że cena w promocji 2 lata od premiery na poziomie 35 złotych jest usprawiedliwiona?

  9. lemon

    Ja w święta zacząłem Castlevanię: God of War Lords of Shadow 2 – choć całościowo podoba mi się mniej od jedynki (głównie poprzez industrialny setting), to w paru rzeczach wygrywa (m.in. bohater jest ciekawszy i w mechanice są większe nawiązania do tradycji serii). Poza tym skubię sobie Lost Horizon, niemiecką przygodówkę w klimacie Indiany Jonesa. Całkiem, całkiem.

    W Life is Strange coś takiego jak lipsync nie istnieje. :) W ogóle jak na tak emocjonalną produkcję, to animacja twarzy leży i kwiczy. Głosy robią całą robotę.

  10. true_mayonez

    mikołaj się spisał, prezentów nie muszę wystawiać na allegro :D

    za to ja się nie popisałem i chyba mam szansę na virtuti cebulari… chciałem kupić xcoma enemy within, ale w pakiecie z grą był o eurosa taniej. wymyśliłem, ze kupię pakiet synu, a ja się tylko podczepię pod dlc bo i tak gramy na jednym kompie więc mamy współdzielone. i dupa, bo mnie system nie dopuszcza do dlc gupi parówiarz… jest jakiś sposób na oszukanie systemu?

    1. slowman

      @true_mayonez

      Podejrzewam, że jesteś pierwszy w linii sukcesji do konta Steam Twojego syna…chociaż zanim dojdziesz do ostateczności sprawdź w menu intryg, czy możesz zrobić spisek „revoke title”, jeśli tak, to powiedz żonie, że za dużo siedzi przy komputerze. Procenty powinny Ci wtedy skoczyć powyżej 100, ale na wypadek buntu wprowadź swoje armie do jego pokoju.

    2. MusialemToPowiedziec

      @true_mayonez

      Niestety, się wychuchałeś, za Steam Fakiem:

      Kto posiada i ma dostęp do DLC i zawartości w grze powiązanej z udostępnianym tytułem?

      Gość będzie miał dostęp do DLC właściciela konta tylko wtedy, gdy sam nie posiada podstawowej wersji gry. Gość nie może kupić DLC do gry, której sam nie posiada. Każdy gracz może kupować, handlować, zdobywać lub w inny sposób pozyskiwać zawartość w grze, grając w nią, jednak nie będzie ona współdzielona między kontami. Przedmioty te pozostają własnością konta, które je zakupiło lub otrzymało.

      Innymi słowy: musiałbyś sobie skasować grę z konta, żeby mieć dostęp do DLC.

  11. komet

    Ja ostatnio w końcu przeszedłem FTL. W ogóle jakieś podejście do pikselozy mam. Wciągnąłem się w Dungeon of Endless i mimo, że tower defensów nie dzierżę to było świetne. Oczywiście jako, że masochistą nie jestem too easy jest dla mnie ok ;) . W sumie mam ochotę popykać jeszcze w jakieś indyki, a najbradziej w Darkest Dungeon, ale chyba poczekam na pełniejszą wersję. Coś polecicie bo chyba wrócę do swoich frustracji w Spelunky ;)

Powrót do artykułu