Co jest grane – bardzo złe trendy

Nitek dnia 4 stycznia, 2016 o 10:22    84 

jc3_4

Przewijając kartki kalendarza, bynajmniej nie kulinarnego, widać dwie prawidłowości. Indycza strona medalu mówi o nieustającym zalewie wszelkiej maści zombie/ wstaw se tu cokolwiek survivali, ewentualnie gier z dużą domieszką losowości i wykrzywionym poziomie trudności. Segment AAA zdają się dominować otwarte światy, a po tym jakim klocem okazało się Just Cause 3, dziękuję, podaj pan to dalej.

Just Cause 3 to, jak wiadomo, najnowsze wejście w serii. Dużo fajerwerków graficznych, bugów tyle ile fabryka dała, choć po ostatnim patchu zwiększającym płynność jako taką i zmniejszającym loadingi, bugów jest znacznie mniej, wręcz wcale, o ile nie szukamy nic na siłę. Problem w tym, że choć latać mogą to latami. formuła otwartych światów stoi bokiem i bokiem też niestety zaczyna już wychodzić.

Ale, ale, przecież w Just Cause 3 chodzi o wybuchy i nic więcej, powie ktoś z końca sali. Jasne, sam przecież orałem jak dzik w runie leśnym, wysadzając wszystko i wszystkich w poprzedniej części. Nawet nie po to, żeby popchnąć wątpliwej jakości fabułę do przodu, ale po to, by to wszystko wybuchało. Bosman powiedział kiedyś, a że cytat lubię to go przytoczę po raz któryś tam, nie wiesz jak zacząć tekst, zacznij czymś o cyckach i wybuchach, potem jakoś pójdzie. JC3 nie jest tu wyjątkiem, choć nigdzie nie znajdziecie w grze ni grama golizny. Już na początku gra obnaża nam swoje oblicze, głaszcząc i mimowolnie szepcząc do ucha teraz weź to rób przez trzydzieści godzin z okładem, bo nie umiemy składać ciekawych fabularnie misji.

jc3_1

Avalanche Studios wyszło z podobnym zabiegiem we wcześniejszym otwartym świecie jaki nam zaserwowali. Chodzi oczywiście o Mad Maxa, który w podobnym tonie pociągnął rozgrywkę, nie oferując w jej realizacji nic specjalnie odkrywczego. Różnica polega na tym, że mad max wyszedł w dogodnym momencie, bo niektórzy jeszcze przed samą grą śledzili rękę Furiosy na dużym ekranie, inni wyczekiwali jakiejś piaskownicy po fiasku pecetowego Batmana i braku Assassina, bo unity szału nie robiło. Mad max wyszedł w czasie dobrym, choć po Wieśku. nie udawał jednak bycia Wieśkiem, był po prostu odpowiednio szalony, a do tego w settingu, którego raczej nikt nie tyka, bo przecież co na Pustkowiach (piaskownicy hohoho) można robić. Coś tam do roboty było. Powtarzalnie, na jedno kopyto, ale z dobrym feelingiem wpychania w metalowe rusztowania podtrzymujące zęby przeciwników kolana i w bardzo ładnych okolicznościach martwej przyrody. System o tyle prosty, że wciągało to czyszczenie jednolitych baz, które niby takie same, a jednak chciało się tam zajrzeć i poczuć zapach rafinerii schowanej za wydmami gdzieś w oddali. Trzydzieści dziewięć godzin grasowania z piaskiem w zębach nie masakrowało, ale przynajmniej było dobre.

Na drugiej stronie szali stoi Rico Rodrgiguez, ni to pamiętny El Scorpio z JC2, ni James Bond. Bohater ze wszystkich stron niezmiernie nijaki, do którego dokoptowano paczkę postaci zupełnie zbędnych i biednych o charakterach cienkich jak papier jednowarstwowy, a o tym samym przeznaczeniu. Fabularnie Just Cause 3 stoi niżej niż legionista z Van Dammem, ale podobno nie tego w serii powinniśmy szukać. Na domiar złego wykastrowano grę z wielu ficzerów jakie były obecne w poprzedniej odsłonie. I tak nie wyskoczymy już z wehikułów przyklejając się doń z różnych stron, by dogodnie zamienić się miejscami z kierowcą, poskąpiono uników, więc z grubsza, gramy tu drewnianym klocem, co prawda wyposażonym w wingusit (strój latającej wiewiórki), ale samo strzelanie to przykry dowcip programisty. Zapomnijscie o jakimkolwiek ekscytującym modelu, bo wszystko co Wam potrzebne to wycelowanie w umowny obszar znajdujący się koło przeciwnika, a celownik sam Wam zjedzie w dobrą stroną. Trochę mniej widać to w przypadku myszki, ale tak szczerego robienia ze mnie debila, bo gram na padzie, nie widziałem dawno. Samo strzelanie to zasypywanie ołowiem w linii prostej, bez większego pomyślunku. Za to rakiety lecące w stronę horyzontu, w linii prostej oczywiście, z czasem jednak opadają.

jc3_2

Cała zabawa polega na wyswobadzaniu placówek o różnym zastosowaniu. Są wioski, są bazy wojskowe. Wszędzie te same elementy do wysadzenia, stosowane zamiennie, no bo jednak zbiorniki z paliwem w środku wsi wypadałaby słabo, dlatego umieszczają je za płotkiem miejsc pilnie strzeżonych. Wszystko okraszone jest pięknymi eksplozjami, nie można tego grze odmówić, ale weźcie idźcie zróbcie to jeszcze raz w dwudziestej piątej godzinie, a dostaniecie niechybnie skrętu kiszek. Progres naszej zabawy mierzony jest wykonaniem dużej ilości wyzwań jednocześnie, które mają więcej kategorii niż Pijanowski serwował w Kole Fortuny. Lepsze jeżdżenie autem odblokujecie robiąc wyścigi, demolki z rożnymi giwerami, gdzie biegamy i strzelamy do wszystkiego pomalowanego na czerwono odblokują ulepszenia wybuchowych zabawek, wyciągarkę i szybsze szybowanie odblokujecie przemierzając wyznaczone gdzieś trasy w wingsuicie właśnie. Nowe łódki? Nowe helikoptery czy samoloty? Się wie, na to też są paragrafy. Samo sianie chaosu i rzezanie przeciwników nie daje absolutnie nic. No, może poza kuriozalnym odblokowaniem misji wątku głównego, które by były aktywne, wymagają od nas czyszczenia iluś tam prowincji. A prowincja to zazwyczaj kilka miast plus jakieś bazy. Cały czas to samo. Nudno.

(W tym akapicie znajduje się spoiler dotyczący walki finałowej, czytaj)) Przyznam się, że w pewnym momencie osiągnąłem apogeum znużenia. Nie wiem czy z powodu nijakiego lore przedstawionego świata, jego ogólnej pustki zapychanej ładnymi widoczkami czy bieda towarzystwem, z którym musiałem siedzieć w ramach zabawy o dziurach fabularnych tak dużych, że zawstydzają nawet katastrofę tunguską. No bo jak niby uzasadnić pojedynek z bossem, który odbywa się w miejscu od czapy, (spoiler) w wulkanie, podczas gdy przed chwilą wywiązała się podobno epicka bitwa nad wysepką po której przed chwilą się rozbijaliśmy. A oni tam w tej lawie, ustawkę 1v1? #japrdl I on w tym wykokszonym helikopterze, z osłonami wysmaganych masłem, nie do przejścia, okazuje się być na cztery strzały. (koniec spoilera) Co? Tylko walka z Metal Gearem w MGSV była równie idiotyczna.

jc3_3

Robi się z tego moja mantra, osobista krucjata, nie open worldom i wszelkiej maści piaskownicom, nieumiejętnie radzącym sobie z prowadzeniem zabawy. Otwarty świat otwartemu nierówny i nawet jeśli coś jest powtarzalne, nie jest powiedziane, że w zamian nie zaoferuje czegoś fajnego. Historyjek z Wiedźmina nie można odmówić uroku, ale już powtarzaniu zleceń, jota w jotę identycznych, miałkości należałoby pokazać palec. Wspominamy Mad Max urzekał landszaftem i przeklętym trybem foto, podobnie jak i Batman, który raził zaś urągającej zabawie na tylnym siedzeniu Batwózka. Mordor do robienia tego samego wplótł system Nemezis, który niesłusznie nie wywrócił świata sandboksów do góry nogami, a powinien. Zagadka jego braku eksploatacji trafia na tę samą półkę co brak eksportu koników Rockstara z Red Dead Redemption do każdej gry z drewnianymi obecnie końmi (W3 i Dragon Age 3), ale też Euphorii odpowiedzialnej za fizykę ciał w grach R*. Zresztą można nie lubić GTA IV za Romana i kręgle, piątki za nie wiem co, RDR za brak wersji pecetowej, ale Kto jak kto, Rockstar robi najlepsze otwarte światy, pełne smaczków zwiększających ich prawdziwość. Tu jakieś napady na powozy w RDR, czy ofiary ataku watahy wilków, tam jakieś komentarze od przechodniów w GTA V, w tym różnych narodowości (w GTA IV można było spotkać kurwującego polaka). Nie wystarczy postawić makietę, trzeba umieć tchnąć w nią życie. Tak, Techland także zaorał Dying Lightem, na którego znowu w tym roku zacieram rączki. Nie dość, że świat dobry, tak i misje umiejętnie skonstruowane, bez poczucia zapchaj dziury i nieoderwane od reszty.

Za to na wskroś liniowe, młodzieżowe mocno, Life is Strange dwoma pierwszymi epizodami zrobiło należytą robotę. Sprawdźcie temat koniecznie.

Funfact: w trakcie przechodzenia JC3 wywaliłem grę z dysku, bo już nie chciałem, nigdy więcej i te sprawy. Tak szybko jak ją odinstalowałem, wróciła, byleby ja skończyć. Dziwna sprawa. Ale to dlatego potrzebne, bo jeszcze Luźne, no tak.

Spoiler! Pokaż

Obrazki z JC3 wziąłem se ze strony gry. Obrazek pierwszy zatytułowałem „Upadek sandboksa”

Dodaj komentarz



84 myśli nt. „Co jest grane – bardzo złe trendy

  1. Probabilistyk

    Do Maxa zasiadłem niedawno bo w drugiej połowie grudnia i muszę przyznać, że jest to bardzo dobra gra. Wciągnęła mnie jak bagno, minus, który jest często przytaczany – powtarzalność misji tak na prawdę nie jest wadą, bo jak może być wadą tworzenie okazji do testowania nowych sposób uśmiercania pustynnych śmieci ? ;-) System klepania przeciwników przemawia do mnie zdecydowanie bardziej niż ten z batka czy AC. Chciałbym jeszcze zagrać w takiego Max-Fallouta – z grafiką i gejmplejem Maxa + fabułą i misjami jak w F:NV.

  2. Kawira

    Prawda jest taka, że AAA nie tworzą czystych sandboxów. Mad Max czy TESy są spoko, ale bieganie po mapie i robienie z góry zaplanowanych questów, to nie jest żadna wielka swoboda (Skyrim staje się grywalny dopiero po zalaniu go toną modów). X3, Rimworld, Mount & Blade, Battle Brothers itd – to są SANDBOXY, gdzie gracz faktycznie sam tworzy historie warte niejednych opowieści

  3. The_Mister_A

    Wydaje mi się, że problem jest głębszy i wynika ze specyfiki dzisiejszego gracza. A dzisiejszy gracz lubi open-worldy i tyle. Tracenie godzin na głupkowate powtarzające się zadania? Hell Yeah!. Przecież efektem Skyrima był np wylew durnych filmików, gdzie np. ktoś zrzucał z góry cały zebrany ser w świecie… Gracze to durnie.
    Gry fabularne są trudne do zrobienia, wymagają dopieszczenia każdego elementu. Open Worldy nie. Każdy crap się obroni, bo dla przeciętnego gracza istotne jest, że gra mu starczyła na 30h (bezsensownego łażenia), a nie na 6h intensywnego przeżycia. Jak sobie to przeliczy to wyjdzie mu przecież dobry wskaźnik.

    W Wiedzminie 3 zabijaliśmy po raz 300 w ramach podobnych, skopiowanych questów te same potwory. Porównajmy sobie jak w W2 zabijaliśmy tego krakena, to było całe jedno wielkie przygotowanie zakończone ubiciem ustrojstwa. Trzeba było się przygotować etc. No i ubijaliśmy jedną taką poczwarę. W W3 z racji otwartego świata zabiliśmy ustrojstwa maszynowo. Pod koniec to mi się nawet nie chciało, żadnych eliksirów pić.

    Jak sobie przeliczymy, ile naszego wspaniałego gameplaya w open-worldach tracimi na przemieszczanie się z punktu A do B to nagle okaże się, że na każde 30h grania jest może 10h czegoś sensownego. Bo przez resztę czasu, gdzieś leziemy i co jakiś czas przez jakieś głupoty jesteśmy odciągani. Dla mnie fabuła W3 przez ucierpiałą niezmiernie. Jasne się to stało jeszcze mocniej, kiedy przeszedłem dodatek – wg mnie najlepsza grę w 2015.

    Narzekamy na Fallouta 4, ale na zachodzie sprzedał się wybornie i to nie jest tak, że się nie podoba. Oj bardzo się podoba, z tego co czytam zagraniczne portale. Tego gawiedź chciała. Fabuła, dialogi? neeee ja chce latać jak kurczak bez głowy po całym świecie bez większego sensu i zabijać co się da, znajdywać znajdźki etc. Pewnie dlatego taki Nemesis z Mordoru jakoś nie zrobił szału. Większość graczy nie zauważyła….

    Patrząc na to co się dzieje to wg mnie będzie coraz mniej takich prób jak Order 1886 (gdzie gracza stwierdzili, że ktoś ich oszukał! chociaż nikt nie obiecywał czegoś innego niż zostało dostarczone – a hate niesamowity) a więcej Falloutów 4.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @The_Mister_A

      1886 miał problem stosunku zawartości do ceny. Podobnie było z Vanquish na PS3 i w podobnej sytuacji są skąd inąd znakomite ponoć Transformersy na PC, choć tu jak wiadomo z ceną jest trochę lepiej.
      Nie do końca pamiętam też wypowiedzi twórców i obietnice jakie miały być zrealizowane w 1886, ale gdyby tam było więcej momentów, niż mehmomentów z jakich została zbudowana, mniej aren, więcej widowiskowości, bo tej trochę brakowało, to by jakoś przeszło. No, ja przeszedłem i upłynniłem dzień po, czy też w ten sam.

      Przygotowanie do krakena przypomniało mi trochę otoczkę Hitmana, pierwszych czterech, gdzie zamiast korytarzów z Absolution czy zapowiadanych zleceń otwartych z nowej części, cel był jeden, a nie jakaś drobnica i cała zabawa polegała na przygotowaniu właśnie, zwieńczony ekstrawaganckim zabójstwem (personal fav to podane trującej ryby Fugu w dwójce i fortepian w czwórce). Mapy były spore, możliwości przejścia także. Tutorial Blood Money można było nieźle wypaczyć i przejść trochę inaczej niż przewidywali to twórcy scenariusza, coś pominąć, kogoś inaczej zdjąć. Brakuje tego mocno mimo, że przechodziłem łysego wielokrotnie i tak stosowałem te same patenty co zawsze, ale ktoś inny może mieć zupełnie inne historyjki z boju.

      Podróżowanie po światach nie jest równe w każdym przypadku. Zależy o czym mówimy. W wielu przypadkach otwarte światy to makiety bez życia jak w ostatnim Assassinie. Londyn wygląda super, na ulicach ludzie chadzają, ktoś gdzieś dzieciom czyta bajki na ulicy, w parku gromadzą się ludzie, by posłuchać grajków, ale żebracy czasem modlą się do ściany o parę drobnych, a my mimo pełnej kabzy nie możemy im nic rzucić. I to już wypada słabo, cała otoczka się sypnęła w mig i mimo, że nie jest to zły asasyn per se, to i tak najwięcej neutralnej interakcji z otoczeniem jaką możemy wywołać w całym Londynie to chyba wrzucanie tych kolesi do rzeki.

      Kawira słusznie wyżej zwrócił uwagę na różnicę w sandboksach. teraz wypadało by powiedzieć, że są open worldy i sandboksy, zgodnie z tym.

    2. itakumre

      @The_Mister_A

      Mylisz się, gry z otwartymi światami wymagają o wiele więcej wkładu dewelopera, poczytaj sobie wypowiedzi różnych producentów. Trzeba być naiwnym by myśleć inaczej, patrząc na ilość elementów występujących w tych grach. Prawdą jest, że jest teraz moda na ten gatunek, ale może po prostu wynika to z tego, że gracze preferują (udawaną, ale jednak) swobodę nad zwartą opowieścią – ja w tym nie widzę nic złego, o ile tylko będą pojawiać się też gry oferujące ciekawą fabułę, a tych nie ma znowu tak mało.

  4. XVII

    Wzmiankowane „Life Is Strange” zrobiło robotę na tyle dobrą, że jestem autentycznie wdzięczny własnej żonie za zmuszenie mnie do odpalenia pierwszego epizodu. Również mechanicznie – po przejściu całości i przesiadce na „Wolf among Us” brak rewinda wywołuje prawie bóle fantomowe ;)

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @XVII

      Co ciekawe ten rewind myślałem, że położy trochę momenty z wyborami. Tymczasem widząc zalążki ewentualnie wybranego rozwiązania okraszone komentarzem, decyzje podejmuje się jeszcze gorzej.
      Chyba dokończyłem e2, choć nie wiem, bo alttabnąłem i zaliczyłem wyjście z gry, dlatego wzmiankuję. Ale to były dwa bardzo fajne odcinki, dobrze grane jako całość

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @MusialemToPowiedziec

          @MTP

          Spoiler! Pokaż
              1. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @zajmac

                No tak, ale

                Spoiler! Pokaż
              2. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @MusialemToPowiedziec

                No to nic. Ustaliliśmy w takim razie, że gra wywaliła mi się zaraz przed napisami na końcu E2.

                Dzisiaj popacze co tam dalej. Obawiam się jednak, że pojawi się to uczucie, jak przy GTA V, dobrze napisanych postaci i zżycia się jako takiego. Mimo, że bez lip synca to i tak jest mocno jak u Kinga. Towarzystwo dobrze napisane.

    2. zajmac

      @XVII

      Kiedy odpalałem pierwszy epizod tej gry, w myślach kołatało się „Chłopie, czemu tracisz czas na jakieś hipsta bulszit highschool drama dla egzaltowanych trzynastolatek”. Gdy kilka dni później do moich uszu docierały ostatnie dźwięki z emo-soundtracku a na ekranie pojawiały się ostatnie ujęcia z kończącego grę outra, oczodoły miałem mokre niczym sny nastolatka o tête-à-tête z Avą Adams, a w głowie „Co się ze mną dzieje? Jak mogłem dać się tak wmanipulować w życie tych pikselowych dzieciaków? Co ja mam teraz ze sobą zrobić? Hmm Ava Ada…. nieważne”.

    3. MusialemToPowiedziec

      @XVII

      na wszelki wypadek, bo niby nie będzie spoilera oczywistego, ale mimo wszystko nie chcę popsuć nikomu zabawy Pokaż
      1. XVII

        @MusialemToPowiedziec

        Wooo, dwa dni bez kompa i taka dyskusja człowieka omija! :D
        @Nitek – bardzo dobry ten nowy tekst, wysyłam swoim ludziom coby wiedzieli, że nie tylko ja się tym jaram. Co do cofania czasu – też mi się to wydawało strasznie lamerskie jak Małżonka recenzowała, ale to co twórcy chyba najbardziej tu wygrali, to że po pierwszych kilku Ważnych Decyzjach już wiesz, gdzie sobie możesz wsadzić obczajanie który wybór dobry. ŻODYN. Prawie zawsze. Tak że na końcu jak patrzyłem na dostępne opcje, to nawet nie byłem zdziwiony skalą zniszczeń które każda z nich wywoła.
        W ogóle strasznie mi się podoba, że taka niby emogierka dla hipstagimbazy tak mocno akcentuje kwestię ciężaru podejmowanych decyzji i w fajny sposób demonstruje, jak ciężko odkręcić coś, co raz się zakręciło. Mechanika bardzo dobrze współgra tu z fabułą, rzadkość.

        @Wszyscy – w ostatnim epizodzie najgorsze było to, że dało się bez bólu przewidzieć, na jakich nutach to będzie zagrane i na czym może polegać „nagły zwrot akcji” celem wyciągnięcia bohaterki z „beznadziejnie beznadziejnej sytuacji”. Ale nadal – bardzo fajna giera, czekam na więcej :)

  5. itakumre

    A jak kiedyś mówiłem : Nitek, daj sobie spokój z sandboksami, to takie poruszenie wielkie było.
    Nie każdy musi grać we wszystko jak leci. Mi sandboksy pasują (chociaż oczywiście nie wszyscy przedstawiciele gatunku) ale odbijam się od liniowych FPS-ów jak COD-y wszelakie i omijam je po prostu szerokim łukiem.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @itakumre

      Jestem graczem wielu smaków, nie odmawiam sobie. Zwłaszcza, że niektóre open worldy robią, a inne nie. Ostatnio jednak toczy je tendencja spadkowa, z mojego punktu widzenia, który nie omieszkam przedstawiać na swoim blogasku, gikzie, whoa, mindfuck.
      A wywołała oburzenie, bo była dość agresywna. Jak mama nadająca zakaz na coś, bo coś. Z dwojga złego jeśli widzisz, że znowu piszę o tych open worldach, szukając kolejnej perełki, możesz omijać te teksty po prostu szerokim łukiem.

      1. itakumre

        @Nitek

        Nikogo do niczego nie zmuszam, jeżeli ktoś to tak odebrał (?), to przepraszam, nie było to moim zamiarem.
        Ale jeżeli tamta SUGESTIA była według Ciebie agresywna… to może jednak zastosuję się do Twojej rady – musiałbym jednak omijać właściwie całość gikza, bo poruszasz ten temat nader często, ale co tam, pojąłem aluzję.

      1. itakumre

        @MusialemToPowiedziec

        Kiedyś uwielbiałem FPS (liniowe, bo innych wtedy nie było), naprawdę, był to mój zdecydowanie najbardziej ulubiony gatunek. Jednak z czasem całkowicie mi się przejadł i zaczął wychodzić bokiem, wobec czego przestałem się interesować takimi grami. Nie twierdzę, że kiedyś do nich nie wrócę, ale taki restart był potrzebny.
        To że kiedyś coś mi się podobało nie znaczy, że do końca życia musi tak zostać.
        Mam nadzieję, że nie za agresywnie napisane…

    1. thewhitestar

      @schizzm

      Przed pierwszą rozgrywką to raczej żadne. W zupełności wystarczy to co jest. Ale oczywiście esencjalny mod to Long War, tylko że on rzuca na głęboką wodę od razu, wymaga więc bardzo dobrej znajomości mechaniki gry. Czyt. jak już przejdziesz Xcoma z dodatkiem i będziesz chciał więcej to musowo z Long Warem.

    2. furry

      @schizzm

      Ja pierwszy raz grałem w „czystego” XCOMa, wczoraj siadłem do Enemy Within i już widzę, że zmian jest sporo, ale nie instalowałem Long War – gikzy radziły, żeby grać bez. Za to włączyłem Ironmana, najwyżej niedługo będę klął.

      Poza tym jest spora „kastomizacja” :-D – przy starcie gry wybierasz opcje w zakładce Second Wave, ale nie pamiętam już czy to się odblokowuje po ukończeniu gry, jako NG+, czy jest od razu, wiki twierdzi że jest.

      1. Nitek Autor tekstu De Kuń

        @furry

        Second Wave jest dostępne od razu. Ostatnio na streamie włączałem tam dwie opcje różnicujące naszych wojaków znacznie. Nazw opcji co prawda nie pamiętam, ale jak wiesz, że są dwie i dotyczą wojaków (inne staty na wejściu i inne stawki punktowe skilli przy levelowaniu zdaje się) to będziesz wiedział ;)

          1. Nitek Autor tekstu De Kuń

            @furry

            O właśnie te. Oznacza to oczywiście tropienie ułomności poszczególnych członków, bo losowo nie znaczy lepiej ;D
            Trochę śmiesznie, że taka opcja dotarła dopiero w dodatku. Kiedyś nie zwróciłem na to uwagi.

            A już w ogóle, że po prostu se gramy i nie narzekamy. Wręcz jest jaranko.

            SiłaGikzaTM

  6. powazny_sam

    Ogólnie widzę że jest moda nazywania każdego open-worlda sandboxem.

    W prawdziwym sandboxie pojęcie „powtarzalności misji” jest bezprzedmiotowe, gra powinna dostarczyć nam świat, narzędzia i maksymalne możliwości oddziaływania jednym na drugie. Taki sandboxowy styl reprezentowało np. Just Cause 2 Multiplayer. W podstawowej wersji były wprawdzie elementy sandboxa (np. zabawa fizyką typu wleczenie przedmiotów przypiętych linką za pojazdami) ale nadal to open world z nieliniową fabułą , a jej nieliniowość polegała głównie na tym że masz wybór czy najpierw wysadzić wiochę na wschodzie czy rurociąg na zachodzie.

    (edyta bo brzmiało jakbym hejtował :p )

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @powazny_sam

      Bo to zawsze wymówka jak ktoś marudzi, że jest powtarzalnie. To zawsze można powiedzieć, że gra w grę nie tak jak powinien. Co zresztą jest częste (cześć, COREnick)

      faktem jest, że nazewnictwo się zatarło i wyjściowo czytając o jakimś open worldzie, w pewnym momencie zazwyczaj następuje podmianka na sandboks i tak jakoś już leci.

        1. furry

          @powazny_sam

          Wy mi tu konkretnie mówcie jak jest, warto brać Just Cause 2 dla singla na kanapie z padem w łapie? Czy nie? Ostatni otwarty świat z jakim miałem do czynienia to Morrowind, od Obliviona się odbiłem, Skyrima jakoś boję się ruszać. Ale to RPG, cenię fabułę, ale JC2 grą RPG nie jest.

          Raczej kupię na Allegro za <10zł, ten drugi poziom cenowy w HB jakoś mnie nie przekonał. Tylko nie wiem, czy dwupak JC+JC2, czy samą dwójeczkę?

          1. powazny_sam

            @furry

            Konkretnie ja mówię że tak, samą dwójeczkę.
            W końcu zrobiłem prawie wszystko z wyjątkiem zbierania jakiś czaszek ale to już było przegięcie ;)

            A, i nie bierz dodatków, to parę przesadzonych giwer i pojazdów dostępnych prawie od początku gry, totalnie „out of balance”.

              1. Tasioros

                @Nitek

                Max Payne 3 – coś czuję, że w tym roku zagram w końcu.
                Co do starzenia się 3D, to przypomniała mi się gra ze smokiem, w która zawsze chciałem zagrać – Drakan. Pamiętam jak się nią jarałem za młodu. Poszukałem dzisiaj trochę – jest ona z 1999 roku i coś czuję, że nie dam rady. Grafika grafiką, ale gameplayowo też pewnie różowo już nie jest. Do tego dochodzi jeszcze ostateczny argument „i tak nie mam czasu”.

  7. mr_geo

    Pierwsza myśl po obejrzeniu obrazka nr 2 w tym arcie – „dlaczego ten koleś sanki rozpierd…???” :D

    IMHO problem z openłordami i innym sandboksami w tym że tak naprawdę nikt nie wie co to właściwie miałoby znaczyć i jak to wykonać, ale brzmi to fajnie. Więc etykietę openłords/sandboks przyczepia do wszystkiego jak leci, bo marketing tak zalecił. A potem albo opowiadaną historię (jeśli jakaś jest) poddaje się prokrustyce (patrz „Eden” mistrza Lema) żeby jakoś wypełniła ten „otwarty świat” albo po prostu odwala się recykling wciąż tych samych lokacji/zadań żeby pustka i miałkość stworzonego środowiska nie waliła od razu po oczach.

    1. MusialemToPowiedziec

      @lemon

      Znając życie, nie da się. Ale podejrzewam, że na jednym brzegu, w kategorii Sandbox byłby Minecraft (a przynajmniej ten dawny, kiedy było tylko kopanie i robienie największych penisów), a na samym końcu z drugiej strony, w kategorii Open World, byłaby Mafia 1.

    1. Tasioros

      @PeteScorpio

      Oglądałem kawałkami to wczoraj. Pierwszy raz obejrzałem ten film gdzieś w okolicach jego premiery. Nie pamiętałem, że jest aż tak głupi. Chciałem zobaczyć tylko wyścig i walkę z muzyką „Duel of Fates”, ale widziałem też dużo Jar-Jara. Za dużo. Ludzie bali się o epizod VII pod wodzą Disneya, ale to właśnie Mroczne Widmo było bardzo disneyowskie.

  8. EveryEnd

    Co do Life is strange, to przyznam, że też mnie wciągnęło. Kupiłem pierwszy epizod na próbę i tak mi się spodobało, że dzisiaj dokupiłem resztę. Niby nic odkrywczego w grze nie ma, ale bardzo fajnie się gra. Jestem świeżo po wolf among us i powiem, że jak dla mnie gra jest klasę wyżej od produkcji telltale games. Ogólnie WAU mi się podobało, ale jakoś za mało było gry w grze (plus miałem poczucie, po skończeniu sezonu, że moje wybory i tak nie do końca miały znaczenie przy finale.)

  9. lemon

    Jakiś czas temu Bryt przez ok. 40 minut wałkował temat zawartości „cukru w cukrze” w OW/sandboksach na przykładzie Mad Maxa właśnie. Wszyscy znamy osoby, które te same, liniowe gry przechodzą po 20 razy. Lubią w kółko robić to samo. I masa ludzi uwielbia też taką „pustą” zabawę: jeżdżenie dla jeżdżenia, zbieranie dla zbierania, odhaczanie kolejnych znaczników na mapie. Płacą 60$ i mają co robić przez 60h. To dla nich w Batmanie wrzucono zagadki Enigmy, w Asasynach piórka, a Dragon Age’a zarażono chorobą MMO. Znamy też takich, którzy w GTA nie grają dla fabuły, dialogów, smaczków, tylko wychodzą na ulicę, wpisują cheaty na granatnik i sieją rozwałkę. Myślę, że to dla nich powstało Just Cause. :)

  10. projan

    Problem z sandboxami mają ci którzy muszą wszędzie wleźć i wszystko znaleźć. Żaden obecny cyfrowy otwarty świat tego nie wytrzyma. Ja zazwyczaj tylko na początku biegam, zbieram, zaliczam, napawam się swobodą, a jak mi się znudzi to jadę do końca tylko główną fabułę (ew. jakieś poboczne) i mam pełen pakiet satysfakcji.
    Ja lubię piaskownice ponieważ lubię mieć możliwość skręcenia w prawo zamiast w lewo chociaż i tak pewnie pójdę w lewo.

      1. thewhitestar

        @aihS

        Nie no, głupi nie jestem… Chyba że poprzez prywatne dane rozumiesz zapisy z Football Managera. Żadnych szyfrów, kodów czy innych zabezpieczeń też tam nie miałem.
        W ogóle zastanawiam się co sugerujesz, że mam sobie ‚na wszelki wypadek’ zbuckupować 500 giba danych i cieszyć się że mi młotkiem twardziela nie potraktowali?

        1. aihS Webmajster

          @thewhitestar

          Nie dostałeś żadnych papierów, regulaminów jak oddawałeś? Serwisy nie biorą odpowiedzialności za utratę danych, zagubienie luźnych elementów itd. To zazwyczaj jest wyszczególnione w papierach lub paszczowo przez konsultanta.

          I tak. Jak wiadomo ludzie dzielą się na tych co nie backupują i na tych co już zaczęli ;)

        2. furry

          @thewhitestar

          W ogóle zastanawiam się co sugerujesz, że mam sobie ‚na wszelki wypadek’ zbuckupować 500 giba danych i cieszyć się że mi młotkiem twardziela nie potraktowali?

          Filmów z torrentów nie, gier z GOG nie, fapfolderu nie, to zawsze można dociągnąc. Tylko ważne rzeczy, jak zdjęcia z wakacji.

          Ściągasz windirstat, robisz analizę i okazuje się, że z 500GB ważne jest max (strzelam) jakieś 20, a to możesz trzymać na szybkim pendrive za ~100zł.

Powrót do artykułu